<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066</id><updated>2012-02-03T15:14:53.893+01:00</updated><category term='literatura irańska'/><category term='literatura niemiecka'/><category term='literatura holenderska'/><category term='literatura skandynawska'/><category term='literatura portugalska'/><category term='literatura kubańska'/><category term='literatura rosyjska/ukraińska/białoruska'/><category term='literatura polska'/><category term='literatura hiszpańska'/><category term='literatura austriacka'/><category term='literatura rumuńska'/><category term='literatura faktu'/><category term='literatura francuska'/><category term='literatura czeska'/><category term='literatura libijska'/><category term='literatura iberoamerykańska'/><category term='literatura haitańska'/><category term='literatura anglosaska'/><category term='literatura afrykańska'/><category term='literatura bałkańska'/><category term='literatura gruzińska'/><category term='literatura izraelska'/><category term='literatura szwajcarska'/><category term='literatura włoska'/><category term='literatura azjatycka'/><category term='literatura syryjska'/><category term='literatura arabska'/><title type='text'>Krytycznym okiem...</title><subtitle type='html'>Recenzje książek autorstwa Jarosława Czechowicza. Uprzejmie proszę o to, aby nie kopiować tekstów bez zgody autora. Zachęcam do komentowania recenzji i do dyskusji o książkach. Miłego odbioru.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>458</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6439394702640546066</id><published>2012-01-31T19:36:00.003+01:00</published><updated>2012-01-31T19:38:43.812+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Pensjonat pamięci" Tony Judt</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-inAYj68D1pY/Tyg0tSo3GEI/AAAAAAAACK4/jcWgqYq7Ego/s1600/Judt.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 228px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-inAYj68D1pY/Tyg0tSo3GEI/AAAAAAAACK4/jcWgqYq7Ego/s320/Judt.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5703866880766711874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Gatunkowo esej zezwala praktycznie na wszystko, co mogłoby wyrazić jego  autora. Nie chodzi tylko o oficjalne poglądy, czasami ważne są uczucia,  niekiedy bardzo osobiste przemyślenia. Tony Judt, nieżyjący już  intelektualista i historyk, u kresu swego życia napisał eseje  opowiadające o kształtującej się tożsamości wolnomyśliciela, o  zmieniającym się świecie, w którym trudno o jakąś stałość, o rozterkach  Anglika mieszkającego w Stanach Zjednoczonych, rozprawiającego się wciąż  ze swym żydowskim pochodzeniem, które niejednokrotnie spędza mu sen z  powiek i oddającego serce pewnemu rodzinnemu hotelowi w szwajcarskiej  miejscowości Chesières. Ten hotelik, tytułowy pensjonat pamięci, to  miejsce szczególne i punkt wyjścia do różnorodnych rozważań. Eseje Judta  są niepowtarzalne. Dlaczego? Oddajmy głos jemu samemu: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„O wartości tych  szkiców przesądza zasadniczo impresjonistyczny efekt: fakt, że udało mi  się powiązać i przepleść prywatne z publicznym, wyrozumowane z  intuicyjnym, przypomniane z odczuwanym”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sztuka opowiadania o sobie w  kontekście przemian dziejowych i społecznych od okresu powojennego po  współczesność wychodzi autorowi bardzo dobrze, a „Pensjonat pamięci”  zachowuje osobisty charakter, choć przecież składa się z szeregu  publicznych wyznań. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Punktem wyjścia eseistycznych rozważań Judta jest dzieciństwo (miał  10 lat, kiedy tak bardzo zauroczył go pensjonat w Chesières), a  zmierzają one nieuchronnie w kierunku śmierci, bo to z jej świadomością  musi się mierzyć autor, cierpiący na stwardnienie zanikowe boczne. To,  co piękne i warte przeczytania, rodzi się w nocy. Życie w więzieniu  własnego ciała, nieruchomym i niezdolnym do żadnych reakcji, zwłaszcza  nocną porą staje się koszmarem. Co bowiem robić, kiedy sen nie  nadchodzi, a niewygodna pozycja w łóżku dodatkowo doskwiera i męczy?  Oddać się rozmyślaniom. Dzięki myślom uciekać. Jednocześnie zbliżać się  do tego wszystkiego, co kiedyś autora ukształtowało i spowodowało, że  teraz, na łożu śmierci, nie patrzy z lękiem w przyszłość, a  sentymentalnie rozpatruje to, co było.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; „Pensjonat pamięci” to rzecz o  tym, że ludzka świadomość do ostatniej chwili przed śmiercią jest czymś  niezwykłym, najcenniejszym skarbem.&lt;/span&gt; Jako skarby zatem można traktować  eseje Judta – tematycznie bardzo różnorodne, stylistycznie także. Należy  zwrócić też uwagę na fakt, iż wiele z nich było dyktowanych. Niesprawne  ręce nie wykluczają sprawności umysłu. Otwartego na świat do końca.  Oferującego nam podróż przez własne życie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wspomniany już problem tożsamości wydaje się w rozważaniach Judta  najważniejszy. Dlaczego? Na to, kim był, złożyło się wiele czynników,  ale przede wszystkim to, czego doświadczył i co zaobserwował. Truizm?  Pięknie opisany. Angielski początek jawi się wręcz sielankowo.  Rozważania o londyńskiej dzielnicy Putney, która była rajem dla  młodziutkiego Judta i o podróżowaniu – pociągami czy autobusami Zielonej  Linii. Świadomość kształtowana w ruchu i przez ten ruch naznaczona.  Ciekawość świata i jednoczesne zwątpienie w to, że nie można go w pełni  ogarnąć. Angielskie lata życia Judta to lata doświadczeń i prób,  kształtowania swojego własnego świata, który potem zostanie zestawiony z  historycznymi uwarunkowaniami, jakie autor tak chętnie zgłębiał.  Poznajemy burzliwe losy imającego się różnych zajęć młodzieńca, którego  później zmieniał pobyt w Cambridge, a następnie wyprawy do Francji oraz  przenosiny do Nowego Jorku - multikulturowego miejsca, w którym zadaje  się więcej pytań niż słyszy odpowiedzi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Mamy w biografii Judta kilka polskich akcentów. Przede wszystkim  dziadek – polski Żyd. Przekazał mu swego rodzaju brzemię, ale i zmusił  do tego, by zadawać sobie pytania o to, kim jest. Bo inny jest obraz  żydostwa w wojennej i powojennej Europie, a inaczej pojmuje się je w  Stanach Zjednoczonych lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych. Druga  sprawa, o jakiej opowiada, zainteresuje nas jeszcze bardziej. Mowa o  recepcji „Zniewolonego umysłu”, który w Ameryce odbierany był zupełnie  inaczej niż w Środkowej Europie. Interesujące są także rozważania o  prywatnym rewolucjonizmie Judta; takim, który – nie wiedzieć czemu – w  1968 roku ominął miejsca prawdziwej rewolucji, czyli Polskę i  Czechosłowację. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Judt chwilami nie jawi się nam jako historyk, ale jako doskonały  gawędziarz.&lt;/span&gt; Opowiada o naprawdę różnych sprawach. O socjalistycznym  syjonizmie tuż obok historii o samochodowej pasji ojca. O francuskim  intelektualizmie idącym w parze z dość żartobliwymi rozważaniami o  europejskich miastach, w tym oczywiście o paryskiej stolicy. Jest w  „Pensjonacie pamięci” wiele zwierzeń osobistych i niezwykle ciepłych.  Opowieść o pragnieniu prawdziwej podróży egzemplifikowanym przez świętej  pamięci prom Lord Warden, który przepływał Kanał La Manche. O  rozterkach emigranta, który ma się stać mieszkańcem Ameryki. O niechęci  do szkoły i charyzmatycznym nauczycielu niemieckiego. O sprawach ważnych  kiedyś, ale ważnych także teraz, kiedy pozostają już tylko wspomnienia i  świadomość, iż niebawem życie się zakończy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Można „Pensjonat pamięci” cytować i można z nim spędzić sporo czasu,  bo wcale nie widzę konieczności szybkiego czytania wszystkich esejów.  To Judt dowcipny, rubaszny, chwilami ironiczny i sarkastyczny. W żadnym  jednak zdaniu nie ma mowy o bliskości śmierci. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To bowiem świadectwo  życia i dojrzewania. Nic ponad życie nie jest ważniejsze.&lt;/span&gt; Z  historycznego i po prostu ludzkiego punktu widzenia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Lektura pozwalająca się wyciszyć. Zachęcająca do tego, by czasem  zajrzeć w głąb siebie. Tak jak Judt. Prosto, lekko, z przymrużeniem oka i  pełną świadomością tego, co się przeżyło.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;tłum. Hanna Jankowska&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2012&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6439394702640546066?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6439394702640546066/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6439394702640546066' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6439394702640546066'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6439394702640546066'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/pensjonat-pamieci-tony-judt.html' title='&quot;Pensjonat pamięci&quot; Tony Judt'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-inAYj68D1pY/Tyg0tSo3GEI/AAAAAAAACK4/jcWgqYq7Ego/s72-c/Judt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6353690278559785890</id><published>2012-01-29T18:04:00.003+01:00</published><updated>2012-01-29T18:07:58.852+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Życie po mężczyźnie" Hanna Samson</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-iG8xDcG98Fo/TyV8XLgiNbI/AAAAAAAACKs/6Lr8PZx_O8w/s1600/Samson.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 210px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-iG8xDcG98Fo/TyV8XLgiNbI/AAAAAAAACKs/6Lr8PZx_O8w/s320/Samson.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5703101240802686386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Dotychczasowe dokonania Hanny Samson znam dosyć pobieżnie. Jej najnowsza  publikacja jest jednak jakością samą w sobie i nie trzeba (choć można)  jej rozpatrywać w kontekście całej twórczości pisarki i terapeutki. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tak,  pisanie „Życia po mężczyźnie”, było terapią, ale to książka, która  raczej nie zadaje pytań, lecz stawia odpowiedzi; niejednokrotnie  niekonwencjonalne, zaskakujące albo dojrzałością albo stanowczością sądu  na dany temat.&lt;/span&gt; Między kartki wkrada się chwilami chaos, ale jest to  chaos zamierzony, bo ma to być przecież opowieść tej, która jest  kowalichą swego losu, a los – jak to on – często jest przekorny, nie da  się przewidzieć i przede wszystkim trudno w sposób uporządkowany napisać  o tym, co było. A opowieść Samson to właśnie opowieść o tym, co było.  Rozpatrywana przez pryzmat tego co jest. Gatunkowo zbliżona do  pamiętnikarskich opowieści Anny Janko, Moniki Rakusy czy Soni  Raduńskiej. Tematycznie – związana z czymś, z czym trudno sobie radzić.  To przemijanie tego, co piękne i starość, która nie ma pięknych barw.  Warto poczytać o tym, co zrobić, żeby wszystko postawić na głowie i  zmienić w życiu tyle, ile się da. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Jak się zacznie grzebać we wspomnieniach, to dopiero widać, ile ich  jest. Jedno pociąga za sobą drugie, drugie trzecie i tak dalej”&lt;/span&gt;. I tak  to właśnie jest u Samson. Myśli o pewnym filmie, który na stałe zapadł  jej w pamięci, o szkolnych koleżankach, z których jedna już nie żyje, o  bolących zębach i o mężczyznach, z których jeden był za idealny, aby  przy nim trwać, a z drugim związała się, bo prawdopodobnie odczuwała  potrzebę przeżywania cierpienia. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zasadniczo „Życie po mężczyźnie” jest o  utracie. I zaczyna się od utraty.&lt;/span&gt; Cennych minut o poranku, które  marnotrawi się na różne sprawy. Bo każde „dzień dobry świecie” to dla  autorki teraz gra z czasem i obsesja, by nie zmarnować nawet minuty. Od  samego rana. Przecież tyle już zmarnowała, żyjąc nie tak, jakby chciała.  Nie z tymi mężczyznami, co powinna. O ile w ogóle są tacy. W związku z  tym teraz trzeba gonić czas. I dobrze go wykorzystywać, bo zostało coraz  mniej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To przecież jesień życia. I nic już nie będzie do końca takie, jakie  chciałoby się, żeby było. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Coraz mniej muszę podejmować &lt;/span&gt;&lt;span&gt;[decyzji]&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;.  Kolejna oznaka starzenia się. Wybory dawno dokonane. Jestem, gdzie  jestem. Wszystko określone.”&lt;/span&gt; Najgorsze, co teraz trzeba zrobić, to  określić się w tym, co jest, zrozumieć swoje miejsce i sytuację, która  za niczym nie każe już gonić (więc Samson goni choćby minuty o poranku).  Istotne jest jednak także to, by uporządkować w myślach sprawy już  minione, a wciąż żywe i męczące. Tak bardzo, że niekiedy brak słów i  tylko wulgaryzmy mogą zastąpić wyrażenie emocji. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ale po kolei… Tylko czy da się w przypadku „Życia po mężczyźnie”  mówić, iż coś w tej książce jest po kolei? Jakim cudem, skoro autorka  tworzy nawet opowieść alternatywną do swojej, mroczną historię kobiety z  piętnem żony mordercy? Ona to czy nie ona w niej? W sensie ta dzielna  kowalicha, która nadal kuje gorące żelazo losu. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Samson napisała książkę  pełną niedopowiedzeń, a z drugiej strony opowieść zajmującą się  konkretami.&lt;/span&gt; Pisze o tym, co było i jest ważne. O stałym poczuciu  zagrożenia w dzieciństwie. O skomplikowanych relacjach z matką. O psach –  jednym, który jest substytutem dziecka i drugim, wiecznym uciekinierze.  O wstydzie za siebie i za to, co się robiło. O atrofii uczuć, która  może kiedyś niepokoiła, a teraz staje się czymś normalnym. O wspomnieniu  gwałtu, z którym nic nie da się już zrobić, to znaczy obecnie trudno  jest to wspomnienie „obrobić” jakoś tak, żeby nie bolało. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przede wszystkim jednak mężczyźni. Opisywani mało wyraziście, bo  chyba nie byli wyraziści. Z całą pewnością jednak byli, a teraz ich nie  ma. O tym braku Samson pisze dość przewrotnie. Nie ma bowiem żadnego  rozdzierania szat, szlochu i rozpaczy, nie ma łzawych wspomnień i  myślenia o tym, że bez chłopa to ja sobie nie poradzę. Nie! Radzi sobie i  nadal będzie radzić, bo nie pozostało jej już nic innego, jak mężczyzn  swego życia pożegnać. Mentalnie. Rzeczywiste pożegnania nastąpiły już  dawno temu. Ale czy nie jest tak ze wszystkim, że wydarzy się to dopiero  wtedy, kiedy nasz umysł da na to zgodę i może to zrobić nawet po wielu  latach? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Życie po mężczyźnie” to opowieść pełna sarkazmu i chwilami  złośliwości, ale tak naprawdę na swój sposób dowcipna i pogodna.&lt;/span&gt; Zresztą  co ja tam mogę o niej pisać, skoro autorka wyraźnie wskazuje, że  mężczyznom między kartki jej książki wstęp wzbroniony. Złamałem zakaz,  poznałem priorytety kowalichy swego losu, chwilami dobrze się bawiłem,  momentami rozmyślałem o życiowych problemach, a jeśli teraz jeszcze  śmiem o moich czytelniczych wrażeniach pisać to tylko z przekory, bo do  „Życia po mężczyźnie” powinni mieć dostęp wszyscy. Bez względu na płeć.  Przecież chodzi o doświadczanie życia i próby opisywania tego  doświadczania. Panowie bowiem także czasem żyją „po kobiecie”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Znak, 2012&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6353690278559785890?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6353690278559785890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6353690278559785890' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6353690278559785890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6353690278559785890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/zycie-po-mezczyznie-hanna-samson.html' title='&quot;Życie po mężczyźnie&quot; Hanna Samson'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-iG8xDcG98Fo/TyV8XLgiNbI/AAAAAAAACKs/6Lr8PZx_O8w/s72-c/Samson.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1190559055093775072</id><published>2012-01-24T20:43:00.003+01:00</published><updated>2012-01-24T20:46:30.956+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Rozwiązła" Jarosław Kamiński</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-RdjhUWKVBDo/Tx8KEWC6Z9I/AAAAAAAACKg/W3C7i9MQ5Fs/s1600/Rozwi%25C4%2585z%25C5%2582a.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 233px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-RdjhUWKVBDo/Tx8KEWC6Z9I/AAAAAAAACKg/W3C7i9MQ5Fs/s320/Rozwi%25C4%2585z%25C5%2582a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5701286723027888082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Nie ma to jak przyjemność czytania dojrzałego debiutu. Niektórzy muszą  przez wiele lat czekać na to, by wydać pierwszą powieść. Kiedy ją  wydają, jest to prawdziwe wydarzenie i gwarancja niepowtarzalnej  jakości. Jarosław Kamiński, rocznik 1968, napisał taką książkę. Czyta  się „Rozwiązłą” prawie na jednym wdechu choć to grubo ponad 500 stron.  Stron treści trudnych, niewygodnych; opowieści tematycznie na pograniczu  historii, religii, historiozofii, gatunkowo - romansu i powieści  inicjacyjnej. Dokonania Kamińskiego nie da się sklasyfikować  jednoznacznie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pewne jest jednak to, że już na progu roku otrzymujemy  powieść, która może być wydarzeniem 2012. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wspaniała introdukcja! Zbliżająca się do czterdziestki Zofia Rogala  odwiedza wraz ze swym dużo młodszym partnerem Adamem jego rodzinę. Od  pierwszej minuty kobieta jest na cenzurowanym. Obserwacje, dywagacje,  nieznośne napięcie. Stara baba i młodziutki student. Tak nie może być. O  ile matka Adama od początku okazuje Zofii swą jawną wrogość, o tyle  zastanawiające są reakcje jego dziadka, Edwarda Czerskiego. Mężczyzna  wydaje się nie spuszczać z kobiety oczu. Śledzi w niej coś, co okaże się  mroczną i bolesną historią. Widzi w niej kogoś, kogo bohaterka będzie  za chwilę poszukiwać. W jego oczach kryje się tajemnica. Czerski,  starzejący się intelektualista, był liberalnym myślicielem Polski  Ludowej czy agentem SB? Kochającym mężem czy zdradzającym ją na prawo i  lewo kochankiem? Czego chce od Zofii? Dlaczego tak uważnie ją obserwuje?  Zagadki mnożą się już od pierwszych zdań. Narracji rwanej,  fragmentarycznej, budującej jednocześnie niezwykle sugestywne obrazy.  Każdy kolejny będzie tworzył z „Rozwiązłej” opowieść fascynującą i  mroczną. Opowieść humanisty i bacznego obserwatora rzeczywistości.  Opowieść, która zmusi nas do innego spojrzenia na samą Zofię i motywy,  dla których uwikłała się w tak skomplikowany związek. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Rogala pracuje na co dzień jako makijażystka, zaś Adam maluje. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Ja  retuszuję słabe punkty ludzi, on je w swoim malarstwie uwzniośla”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ona  zdystansowana do swych działań, pozornie obojętna na wszystko, co się  wokół dzieje. On cudem uratowany przez Zofię przed homoseksualizmem,  wyrwany z objęć pewnego fotografa. Ich związek to burza uczuć. Zderzenie  skrajnie różnych charakterów.&lt;/span&gt; Kaleka relacja, w której każde stara się  za wszelką cenę zapomnieć o prawdzie. Zwłaszcza Zofia. Dlaczego? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Zofia  nienawidzi prawdy, prawda oznacza śmierć obłędu, omyłki, potknięcia  intelektualnego, prawda jest największym zbrodniarzem dziejów, wykańcza  wszystkich myślących, niepoprawnie myślących”&lt;/span&gt;. Nie podejrzewa, iż postać  Czerskiego zmusi ją do poszukiwań właśnie niewygodnych prawd. O swojej  matce przede wszystkim. Wychowana w domu dziecka Rogala zostaje zmuszona  do tego, by stanąć twarzą w twarz z tajemnicą rodzicielki. Najpierw  zdobywa informacje w klasztorze, gdzie ją, daleką od boskich spraw, los  musi zetknąć z religijnymi dogmatami i symbolami. Ją, która nie chce  mieszać spraw boskich i ludzkich, wędrówka gdzieś na Podlasie zmusi do  tego, by stanąć oko w oko nie tylko z tajemnicą rodzinną, ale i z  transcendencją, której symbolem ma być Bóg usiłujący popełnić  samobójstwo. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„(…) Ludzie nie potrafią żyć bez traum, jakby brakowało powodów do  istnienia, jakby tylko brak nadawał sens życiu; pełnia już nie potrafi”&lt;/span&gt;.  Kobieta Kamińskiego stanie się pełna wówczas, gdy dotrze do  przygnębiających faktów z życia swojej matki. Penetruje zakazane rejony,  ale i wnętrze samej siebie. Dojrzewając do prawdy o matce, ma szansę  przyjrzeć się temu, jak głęboki komunizm niszczył ludzką świadomość, ile  kłód rzucał pod nogi i jak bardzo rok 1968 zmienił życie ludzi, których  nigdy nie znała, a którzy stają się jej nagle bliscy… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Proza Kamińskiego to przede wszystkim proza konfrontacji. Najpierw  Zofii z jej pragnieniami i potrzebami. Potem – dzięki przyjacielowi  bohaterki – z faktami historycznymi. Następnie poprzez Czerskiego  następuje konfrontacja chyba najtrudniejsza, bo z wpływem polityki  państwa na życie osaczonych nią obywateli.&lt;/span&gt; „Rozwiązła” rozgrywa się  zatem na kilku płaszczyznach. Sam Kamiński sugeruje, iż można ją  sprowadzić do etykiety „powieść religijna”. Czy aby na pewno? Czy to nie  oznaka jednego z upiornych chichotów, jakie usłyszymy gdzieś z oddali, z  dawnej przeszłości, która nigdy nie przestała być martwa, choć kryje w  sobie śmierć? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Rozwiązła” to także powieść o przedefiniowaniu pojęcia kobiecości.&lt;/span&gt;  Jak pojmuje je Zofia na samym początku? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Ona rozumie kobiecość w  najprostszy sposób, umiejętność poddawania się biegowi rzeczy, po  prostu”&lt;/span&gt;. Czy będzie w stanie poddać się temu, co czeka ją w upiornej  wędrówce ku przeszłości? I jak ta wędrówka wpłynie na relacje z Adamem,  który przecież dużo mniej przeżył, a jednocześnie sprawia wrażenie, iż  wie i rozumie więcej niż Zofia Rogala?… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Przyjaciel bohaterki stwierdza, iż lubi ona ekstrema. Coraz bardziej  duszna i klaustrofobiczna narracja „Rozwiązłej” powoduje, że mamy do  czynienia z ekstremalną powieścią inicjacyjną. Taką, która opisuje  doświadczanie czegoś w średnim wieku. W takim, w którym nic już raczej  nie może zaskoczyć. A jednak! Proza Kamińskiego zaskoczy niejednego, zaś  sam autor wymiesza w jednym tyglu wiele różnych pojęć, każąc nam na  nowo je definiować i zrozumieć, czyją historię tak naprawdę opisuje. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Mocna, przekonująca i pogłębiona psychologicznie „Rozwiązła” to  opowieść, która każe uwierzyć, że w polskiej literaturze współczesnej  słowo „debiut” może jeszcze brzmieć dumnie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo W.A.B., 2012&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1190559055093775072?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1190559055093775072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1190559055093775072' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1190559055093775072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1190559055093775072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/rozwiaza-jarosaw-kaminski.html' title='&quot;Rozwiązła&quot; Jarosław Kamiński'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-RdjhUWKVBDo/Tx8KEWC6Z9I/AAAAAAAACKg/W3C7i9MQ5Fs/s72-c/Rozwi%25C4%2585z%25C5%2582a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1649904910811100258</id><published>2012-01-21T08:27:00.007+01:00</published><updated>2012-01-21T08:33:43.765+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Przewrotka" Jacek Wangin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-TIBQzjEsAlU/TxppmGRQtBI/AAAAAAAACKU/pGdzdyYTSio/s1600/logo.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 50px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-TIBQzjEsAlU/TxppmGRQtBI/AAAAAAAACKU/pGdzdyYTSio/s320/logo.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5699984381629740050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: arial; font-weight: bold; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;PATRONAT MEDIALNY&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-cxC0J08zyd0/TxppYNqF-nI/AAAAAAAACKI/C22d4ao3F_U/s1600/Wangin.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 225px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-cxC0J08zyd0/TxppYNqF-nI/AAAAAAAACKI/C22d4ao3F_U/s320/Wangin.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5699984143094774386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="display: block;" id="formatbar_Buttons"&gt;&lt;span onmouseover="ButtonHoverOn(this);" onmouseout="ButtonHoverOff(this);" onmouseup="" onmousedown="CheckFormatting(event);FormatbarButton('richeditorframe', this, 12);ButtonMouseDown(this);" class=" on down" style="display: block;" id="formatbar_JustifyRight" title="Wyrównaj do prawej"&gt;&lt;img src="http://www.blogger.com/img/blank.gif" alt="Wyrównaj do prawej" class="gl_align_right" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po latach milczenia Jacek Wangin powraca do literackiego świata, a jego  nazwisko znowu można ujrzeć na półkach w księgarniach. Najnowsza  publikacja autora to zbiór dziewięciu miniatur; tekstów przesyconych  niejednoznacznością, ironią i smutkiem, ale także bliżej  niesprecyzowanym, bardzo pozytywnym ładunkiem energii. Bo choć Wangin po  dziewięćkroć powtarza, iż nasze życie to bolesne i dość smutne  przemijanie, bynajmniej nie roztacza ani apokaliptycznych wizji ani  obrazów nurzających się w nurcie niezdrowego pesymizmu. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To proza życia,  ale proza, która z tego życia się śmieje, kpi z niego, ukazuje w krzywym  zwierciadle groteski.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Przewrotka” to zbiór tekstów, które zasługują na uwagę czytelnika,  bowiem są – jak naturalnie sugeruje tytuł – przewrotne i wyrażają myśli  człowieka piekielnie inteligentnego oraz wyczulonego na niuanse, na  które nie zwracamy uwagi. To także antologia tekstów bardzo równych i  trudno wskazać najmocniejsze ogniwa, chociaż z pewnością na większą  uwagę zasługują takie teksty jak „Akwizytor”, „Nawiedzenie” czy „Melon  dramat”. Trudno jest omówić tę pozycję bez pominięcia jakichś istotnych  myśli i refleksji, bowiem spektrum tematyczne „Przewrotki” naprawdę jest  imponujące. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jeśli ktoś uważa, że o szarej, zwykłej egzystencji napisano  już wszystko, winien poświęcić wieczór tej książce i przekonać się, iż  tak nie jest.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nakreślając problematykę opowiadań Wangina, wskażę te tematy, które  wydają mi się najistotniejsze. Może na początek kobiecość. Widziana  wieloaspektowo i tak samo barwnie przedstawiana. Poznajemy Lenę,  nauczycielkę – singielkę. Życie w pojedynkę to dla niej konieczność, nie  alternatywa. Lena kusi i prowokuje swego przyjaciela, niedoszłego  księdza. Staje w opozycji do jego poglądów i do wiary. Wyzwolona i  samotna z wyboru, oszukana przez religię, teraz może ją ośmieszać.  Daleko od wiary jest inna, wiekowa bohaterka opowiadania „Nawiedzenie”.  Ten tekst to spowiedź sceptycznej wobec religijnych dogmatów prostej,  polskiej, zawistnej i zazdrosnej baby, która rozmawia ze Świętą Panienką  z obrazu, który przyjmuje w swym domu na prośbę męża – pijaka. Obie  bohaterki stwarzają jakby mit samych siebie w tych dwóch opowiadaniach.  To osobowości silne i przekonujące, choć przecież tak różniące się od  siebie. Siłą i determinacją wykaże się także żona Melona, bohatera  ostatniego tekstu. Jak szaleńczo może skończyć się pomysł  czterdziestolatka, który spontanicznie wybiera numer telefonu dziwki  wyszukanej w internecie? Czym zaskoczyć może żona zazdrośnika? I czy  żona to tylko rola do odegrania? Tytułowe opowiadanie przedstawia  dowcipny zestaw żon – znudzonej, zaniedbanej, zdradzonej, wiernej i  posłusznej. Te dwa ostatnie określenia na pewno dotyczą małżonki pewnego  artysty, który nie dba o pieniądze i dobra materialne, co powoduje, iż  jego połowica wykonuje ośmieszający ją samą telefon do własnego brata w  opowiadaniu „Bądźcie posłuszne”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Druga istotna kwestia to strach. U Wangina ma wielkie oczy i różne  oblicza. Najwyraźniej przedstawiony został w opowiadaniu „Śmieszna  Góra”, którego bohater – przerażony czekającą go operacją starszy  mężczyzna – ulega panicznemu strachowi o życie i o to, czy mewy nadal  będą po jego powrocie do domu łapać pokarm w locie. Mężczyzna z tekstu  „Akwizytor” boi się zapomnienia i pustki, boi się także starości i tego,  że kiedyś może stać się taki jak ci, do których strzela z wiatrówki.  Obawy dręczą także Rysia z opowiadania tytułowego, który marzy o żonie –  zazdrośnicy, a internetową znajomość traktuje jako antidotum na nudę  codziennego pożycia małżeńskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Sprawa trzecia, także istotna – problemy z tożsamością, ze  zrozumieniem, kim jest się naprawdę. Bohaterowie próbują wyjść z  narzuconych im przez społeczeństwo form. Czasami są to tylko próby. Tak  jak w „Popołudniu Pesela”, gdzie bohater zadaje pytanie o to, czy rzucić  wyzwanie codzienności i rano pozostać w łóżku. Niekiedy ludzie z  „Przewrotki” spoglądają na swoje życie z innej perspektywy, ale prawda  jest taka, że nie do końca potrafią pojąć, dlaczego są tacy, jacy są i  jaki jest powód, dla którego nic się nie zmienia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ważne jest, że mimo wielu niepowodzeń, licznych kłód pod nogami i  zadziwiającej ilości nieprzychylnych zbiegów okoliczności, bohaterowie  portretowani przez Jacka Wangina nie poddają się – życiu ani mrocznym  myślom. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Przewrotka” jest naturalnie o wszystkim tym, co mroczne i  niewygodne, ale opowiada o tych sprawach w dość ciepłej tonacji. &lt;/span&gt;Wangin  ujawnia swoją empatię dla tego, co proste i codzienne. Dlatego  „Przewrotka” warta jest poznania. To prosta proza o prostych sprawach,  jakie często spędzają nam sen z powiek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Jirafa Roja, 2012&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1649904910811100258?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1649904910811100258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1649904910811100258' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1649904910811100258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1649904910811100258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/przewrotka-jacek-wangin.html' title='&quot;Przewrotka&quot; Jacek Wangin'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-TIBQzjEsAlU/TxppmGRQtBI/AAAAAAAACKU/pGdzdyYTSio/s72-c/logo.png' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6288038739852905850</id><published>2012-01-18T17:34:00.009+01:00</published><updated>2012-01-22T08:42:06.838+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Włoskie sekrety" Małgorzata Yildirim</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-Vj49bf6VrMc/Txb1AkVZF5I/AAAAAAAACJg/dU6jus8HNFM/s1600/Yildirim.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 220px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-Vj49bf6VrMc/Txb1AkVZF5I/AAAAAAAACJg/dU6jus8HNFM/s320/Yildirim.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5699011768586147730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Debiutancka powieść Małgorzaty Yildirim powstała niewątpliwie ku  pokrzepieniu kobiecych serc. Tych, dla których świat i codzienność są  jedynie powtarzalnością i nudą. Tych, które chciałyby, aby ich serca  przepełniły płomienne uczucia, a także tych, które z nieśmiałością, ale i  pewnością siebie czekają na jakąś zmianę losu. Proponowana pozycja nie  zmieni znacznie literackiego świata, a po prostu zgrabnie wpisze się w  pewien nurt powieści kobiecej, którego nazywanie nie ma chyba sensu, bo  prowadziłoby do wniosków ocierających się o truizm. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Na początku zasygnalizować może warto, iż „Włoskie sekrety”  skorzystały – świadomie bądź nie – z rozwiązań innych koleżanek po  piórze. Samo imię głównej bohaterki (Miranda) to etykieta dość mrocznej,  ale i pasjonującej powieści o dojrzewaniu pióra Katarzyny Krenz („W  ogrodzie Mirandy”). Bohaterka przyjeżdża do malowniczego Sorrento. I ono  było już miejscem akcji ciekawej powieści, którą nie tak dawno wydano.  Mam tu na myśli zmysłową Maję Wolny i jej &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/10/dom-tysiaca-nocy-maja-wolny.html"&gt;„Dom tysiąca nocy”&lt;/a&gt;; miejsce  dramatu, ale i symboliczna przestrzeń swego rodzaju oczyszczenia – a  tego doświadcza Miranda Małgorzaty Yildirim. W końcu włoska Villa di  Rosa, odziedziczona przez Mirandę. Miejsce, które kryje w sobie mroczne  zdarzenia z przeszłości. To też było i nawet wyszło bardzo dobrze. Tym  razem wspomnieć należy &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/10/willa-magdalena-zimniak.html"&gt;„Willę”&lt;/a&gt; Magdaleny Zimniak. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Odzierając powieść „Włoskie sekrety” z oryginalności, nie twierdzę  jednak, iż nie jest to jakaś spójna, sensowna, zwarta i skłaniająca do  wielu przemyśleń całość. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czyta się Yildirim szybko i z niesłabnącą  ochotą, a to już ważne, ponieważ autorka potrafi budować żywiołową  fabułę.&lt;/span&gt; Fabułę, w której pojawia się kilka zgrzytów, ale o nich już za  chwilę. Najpierw czas, by zdradzić jej rąbka, starając się nie kopiować  informacji z okładki. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Rzecz rozpoczyna się w Bostonie. Rzecz też rozpoczyna śmierć.  Bezsensowna, przypadkowa, okrutna i zła. Miranda Powell, 24-letnia córka  chirurga polskiego pochodzenia, w ułamku sekundy traci kogoś bardzo  bliskiego, ciotkę Agnes. To ona zawsze była dla niej wzorem do  naśladowania, albowiem Miranda wprost piła z jej źródła wiecznego,  niepoprawnego optymizmu. Szybko okazuje się, że radość na twarzy za  życia Agnes była jedynie maską, która po jej śmierci każe Mirandzie  zastanowić się na tym, kim Agnes była naprawdę. Będzie miała ku temu  powód, albowiem odziedziczy pół miliona dolarów i tajemniczą posiadłość w  Sorrento, bardzo silnie związaną z przeszłością Agnes. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Miranda spontanicznie i dość szybko podejmuje decyzję o wyjeździe do  Włoch. Nie spodziewa się, że ta podróż zmieni ją samą, ale przede  wszystkim nauczy tolerancji i szacunku dla inności. Chłodna, pozbawiona  buchającej żarem serdeczności, w gruncie rzeczy dość wyrachowana i  cyniczna młoda osóbka dociera do miejsca, które jest całkowicie innym od  tego, w którym żyła do tej pory. Postanawia zamieszkać w Villa di Rosa,  chociaż zdrowy rozsądek podpowiada jej, iż należałoby willę sprzedać i  jak najszybciej wrócić do przewidywalnego życia, które wiodła w  Bostonie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Miranda poznaje Włochów, ich serdeczność i wylewność. Na początku  trudno jej się z nimi pogodzić, ale ostatecznie ustępuje i daje się przy  każdej okazji obściskiwać, całować, przekraczać granice własnego  terytorium. Poznani ludzie – między innymi rodzina Gardionich – są  inwazyjni, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwi. Czytelnik zastanawia się  nad ich rolą w tej powieści tym bardziej, że bardzo długo tworzą jakby  jednobarwne, przewidywalne tło. W chwilach, gdy Miranda pozostaje sama,  mierzy się z trudami przeszłości i samą sobą. Wie, że ciotka przeżyła  dramat w Villa di Rosa. Przypadkowo znajduje jej dziennik,  z którego  bliżej poznaje ciężki los Agnes w związku z zaborczym mężczyzną. Dalsze  jego poznawanie zostaje przerwane, albowiem ktoś włamuje się do domu i  zabiera zeszyt, jednocześnie starając się lekko przytruć dymem młodą bostoniankę. Kto zamierza się jej pozbyć? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W sytuacjach krytycznych pomaga jej niezwykle męski i bardzo  przystojny Włoch. Rafael najpierw ratuje życie Mirandzie w morskiej toni  (czyni to właściwie dwa razy), pozwala jej na to, by uciec przed ogniem  oraz groźnymi psami i jest przy niej nawet wtedy, gdy zepsute hamulce  samochodu prowadzą Mirandę na pewną śmierć. Jasne jest, iż ktoś nie  chce, by dziewczyna poznawała przeszłość. Bohaterka tymczasem zachowuje  się albo skrajnie nieodpowiedzialnie albo też po prostu irracjonalnie.  Zamiast skupiać się na tym, kto próbuje ją zabić (tak, nazwijmy to po  imieniu), robi coraz większe maślane oczy w kierunku swego wybawcy,  Rafaela. Trudno się jej dziwić, wszak Rafe wzbudza niezdrowe podniecenie  wśród wszystkich kobiet w Sorrento. Tymczasem dość łatwo przewidzieć,  na kim mu naprawdę zależy, a dużo prościej odgadnąć kim jest i jakie  kryje tajemnice. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tytułowe włoskie tajemnice Yildirim odkrywa stopniowo, ale tylko w  sobie znanym porządku.&lt;/span&gt; Zwraca uwagę na wieloznaczność pojęcia prawdy i  kłamstwa, o którym pisze m.in. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Każda prawda, czy też kłamstwo, jest  swego rodzaju bronią. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób zdecydujemy  się ich użyć”&lt;/span&gt;. Miranda Powell znalazła się w przestrzeniach między  prawdą i kłamstwem. Trudno jest jej ocenić sytuacje, intencje rzekomo  bliskich uczuć, trudno przede wszystkim – biorąc pod uwagę komplikującą  się w międzyczasie za oceanem sytuację jej rodziny – właściwie wybrać i  nie bać się konsekwencji tego, co potem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Włoskie sekrety” to bowiem powieść o wyborach. O ich trudzie i  znaczeniu. O tym, że aby żyć naprawdę, trzeba umieć dźwigać piętno  przeszłości, być dobrym dla teraźniejszości i otwartym na to, co  przyniesie przyszłość.&lt;/span&gt; Książka mimo wszystko nie proponuje zbyt wielu  ścieżek interpretacyjnych. To, co dzieje się z Mirandą każe nam tak, a  nie inaczej o niej myśleć. Trudno tutaj znaleźć margines do rozmyślań  czytelnika. A przydałoby się. Zwłaszcza że zmierzanie ku ckliwemu i  całkowicie przewidywalnemu finałowi robi tej książce krzywdę. Książce,  która tak czy owak jest ciekawa, chociażby z tego względu na to, że  pobudza chęć, by odkryć, zobaczyć i posmakować Włochy. Bez balastu  zbędnych doznań, który noszą w sobie bohaterowie „Włoskich sekretów”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6288038739852905850?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6288038739852905850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6288038739852905850' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6288038739852905850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6288038739852905850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/woskie-opowiesci-magorzata-yildirim.html' title='&quot;Włoskie sekrety&quot; Małgorzata Yildirim'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Vj49bf6VrMc/Txb1AkVZF5I/AAAAAAAACJg/dU6jus8HNFM/s72-c/Yildirim.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1274458449068007147</id><published>2012-01-14T10:45:00.004+01:00</published><updated>2012-01-14T10:49:10.895+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Spektrum" Krystian Głuszko</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ojopt3276ig/TxFO18FiUPI/AAAAAAAACI8/5Nk4w7P4cQE/s1600/logo.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 50px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ojopt3276ig/TxFO18FiUPI/AAAAAAAACI8/5Nk4w7P4cQE/s320/logo.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5697421692169769202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;                                                                      &lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; PATRONAT MEDIALNY&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-KfwFqkTkbtA/TxFOw29-bjI/AAAAAAAACIw/A--EAZ4y18U/s1600/G%25C5%2582uszko.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 228px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-KfwFqkTkbtA/TxFOw29-bjI/AAAAAAAACIw/A--EAZ4y18U/s320/G%25C5%2582uszko.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5697421604896534066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=" color: rgb(102, 51, 51);font-family:arial;" &gt;Tego typu książki są akceptowane przez niewielką grupę ludzi. Rozważania  dotyczące inności, zaburzeń psychicznych i problemów osobowościowych  nadal spychane są gdzieś na życiowy margines, choć powoli wkracza do nas  moda na prywatnych psychoterapeutów, którzy zmuszają do tego, by  rozmawiać o tym, o czym rozmawiać na co dzień nie sposób. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div  style="text-align: justify;  color: rgb(102, 51, 51);font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;Gdyby ktoś w niezobowiązującej rozmowie zapytał Krystiana Głuszko o  to, co słychać, mógłby zamilknąć lub uciec, słysząc odpowiedź: psychozy,  zaburzenia pamięci, halucynacje, omdlenia, męczące sny. Jeżeli ktoś  uważa, że wymienione kwestie to po prostu chore rojenia, niech nie czyta  dalej niniejszego omówienia i samej książki „Spektrum”. O jakim bowiem  spektrum tu mowa? Tym autystycznym, bardzo szerokim, praktycznie  niedefiniowalnym i przede wszystkim trudnym do wyleczenia. Kiedy przed  laty oglądałem „Piękny umysł” z rewelacyjnym Russellem Crowe, nie  spodziewałem się, że o piętnie autyzmu ktoś opowie inaczej, ciekawiej.  Cieszę się, że „Spektrum” ujrzało światło dzienne. Cieszę się, że o  problemach w tej książce opisanych, zacznie mówić opinia publiczna.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Podziwiam odwagę autora, ale jednocześnie rozumiem, iż takie pisanie to  dla niego – jak choćby dla Halszki Opfer, autorki dwóch książek  wspomnieniowych o toksycznym dzieciństwie i dorosłości – forma  publicznej terapii. Takiej, wobec której nie możemy pozostać obojętni,  będąc jej świadkami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głuszko w opowieści fragmentarycznej, w rwanej narracji, w mało  literackich frazach i trudnych do uporządkowania pojęciach, opowiada o  spotkaniu z samym sobą po to, by przestrzec innych. Albo może czegoś  innych nauczyć. Przede wszystkim tego, czym jest cierpienie. Nie to,  które oglądamy codziennie na ekranach telewizorów, cierpienie pełne  rozlewu krwi i spektakularnych wstrząsów. Takie, o którym się nie mówi,  bo trudno ująć je w słowa. O piekle wewnątrz mózgu, o codziennych  problemach z akceptacją siebie i każdego kolejnego dnia. O trudach  nawiązywania jakichkolwiek relacji i o świadomości, iż cierpienie będzie  wracać w różnym nasileniu do końca życia. &lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Spektrum” to książka pisana emocjami, więc trudno nazwać ją  prawdziwą literaturą. Mamy tutaj do czynienia z kalekimi zdaniami,  zaburzoną chronologią. Ta narracja jest rwana i rządzi się tylko sobie  znanymi prawami. Prawami człowieka w spektrum autyzmu, który odważył się  na to, by o sobie opowiedzieć. Dowiadujemy się wiele, ale tak naprawdę  nie za dużo. Przecież nie jest możliwe opisanie tego, co się odczuwa.  Trudno wyrazić ból i cierpienie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czy cierpienie Krystiana Głuszko ma  uszlachetniać? Trudno orzec. Pewne jest natomiast to, iż jego opowieść  pomoże wszystkim tym, którzy chcą być bliżej życiowych outsiderów i  lepiej ich zrozumieć. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznajemy tylko epizody z życia autora. Te najważniejsze albo te,  które wyraźnie – choć bez wyraźnego powodu – zapadły mu w pamięć. Próby  samobójcze. Okaleczenia. Pobyty w szpitalach psychiatrycznych.  Miejscach, w których wyleczyć się nie sposób. Można jedynie opóźniać  rozwój choroby. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Cały ten szajs polega na tym: przyjąć – zaleczyć –  wypuścić – czekać na powrót”.&lt;/span&gt; Czym zaleczyć? Okrutnymi elektrowstrząsami  czy terapią śpiączki insulinowej? Czy szpitale psychiatryczne  rzeczywiście są miejscem, w którym można odnaleźć samego siebie, stanąć  na nogi, żyć normalnie (cokolwiek pod tym pojęciem rozumieć)? Przecież  wszystko tak naprawdę zależy od samego chorego. Tak rozumują zdrowi,  normalni. Przecież wystarczy wziąć się w garść, poskładać do kupy, wyjść  życiu naprzeciw. Czy aby na pewno? Co pod tymi wyświechtanymi frazesami  rozumiemy? Co rozumiemy z tego, co dzieje się w umyśle i ciele  naszpikowanym antydepresantami i neuroleptykami, z którymi prowadzący  lekarze grają w rosyjską ruletkę? Może pomoże, może nie. A jak nie, to  wstrząsik. Większa dawka. Częstsze terapie. I gdyby to wyglądało  naprawdę tak prosto, wielu ludzi takich jak Głuszko nie musiałoby  przeżywać tego, o czym on sam pisze. Przepraszam, próbuje napisać. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt; „Spektrum” to bowiem proza próby. Próby wyrażania siebie, ale i próby  wyjścia światu naprzeciw. Temu normalnemu, gdzie nie trzeba bać się  samego siebie… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głuszko zwraca uwagę na to, jak niewiele w gruncie rzeczy dzieli  zdrowych i tych, którzy cierpią wewnętrznie. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Tak wiele dzieli  zaburzonych psychicznie od zdrowych, jednak jesteśmy bardzo blisko  siebie… Mamy podobne nadzieje, tęsknoty, pragnienia i prośby w  modlitwie”&lt;/span&gt;. Myślę, że jego opowieść to przede wszystkim miejsce  spotkania tych, którzy chcą zrozumieć i tych, którzy nie rozumieją  samych siebie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dodatkowo to książka opowiadająca o tym, że cierpienie  wewnętrzne ukazuje tak naprawdę, kim się jest. O tym, że z ulgą można  opuścić własne ciało. O tym, że często dyskutujemy o skutkach, a nie  rozumiemy przyczyn. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Spektrum” to mroczne, ale i prawdziwe świadectwo egzystencjalnego  bólu. Jego autor wspomina, że dużym błędem i słabością było w  przeszłości zaufanie ludziom. Myślę, iż ta opowieść wypływa z wielkiego  zaufania. Z wiary w to, że można pomóc nie tylko sobie, lecz innym. By  zrozumieć to, czego pojąć się nie da.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawnictwo Dobra Literatura, 2012&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1274458449068007147?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1274458449068007147/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1274458449068007147' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1274458449068007147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1274458449068007147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/spektrum-krystian-guszko.html' title='&quot;Spektrum&quot; Krystian Głuszko'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ojopt3276ig/TxFO18FiUPI/AAAAAAAACI8/5Nk4w7P4cQE/s72-c/logo.png' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-118844074264315553</id><published>2012-01-11T19:28:00.004+01:00</published><updated>2012-01-11T19:31:11.991+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Londyńczycy" Ewa Winnicka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-umHkKEo_jXA/Tw3U4m-bnVI/AAAAAAAACIY/SDAicW2wLOQ/s1600/Londy%25C5%2584czycy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 220px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-umHkKEo_jXA/Tw3U4m-bnVI/AAAAAAAACIY/SDAicW2wLOQ/s320/Londy%25C5%2584czycy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5696443172693712210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ewa Winnicka zabiera nas… na Marsa. Dokładniej tam, gdzie Polacy w  czasie drugiej wojny światowej i zaraz po niej, chcieli za wszelką cenę  zbudować swoje własne, bezpieczne państwo polskie; bez niemieckiej  dominacji wojennej i sowieckich wpływów zaraz po wojnie. Winnicka  opowiada, że duża grupa emigrantów czuła się na Wyspach Brytyjskich jak  na innej planecie. Uczucia jednak, przemyślenia, spory i przeżywane  dramaty, były czysto ludzkie, ziemskie i jak najbardziej prawdopodobne. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Londyńczycy” zatem to reportaż w kilku odsłonach o sporej grupie  ludzi, uchodźców. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Między 1939 a 1947 rokiem niemal 200 tysięcy Polaków,  zranionych przez wojnę i wielką politykę, zaczęło żyć na obcej wyspie.  Większość tubylców nie była tym zachwycona”&lt;/span&gt;. Jak wyglądało życie tej  grupy? Winnicka dobiera rozpatrywane biografie według sobie tylko  znanego klucza. Efekt jest taki, iż „Londyńczycy” to zbiór reportaży  nierównych. Te lepsze można wyłuskać od razu. Nieco gorsze powodują, iż  chwilami książka rozczarowuje. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jedno na pewno trzeba autorce oddać –  wnikliwie, starając się zachować obiektywizm (rzecz trudna w sztuce  reportażu), ukazuje losy jednostek i pokoleń uwikłanych w historyczne  zawirowania losu, które każą im… pokochać Wielką Brytanię jak ojczyznę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zgodzę się z dotychczasowymi głosami krytyki, które wskazują dwa  najlepsze reportaże w zbiorze. Krzysztof Cieślik stawia na „Tatę”. Mocna  i przejmująca rzecz. Opowieść o Celinie, która poszukuje prawdy o  własnym ojcu, byłym żołnierzu. Kim jest Ryszard Dębiński? Samotnik,  brutal i hipochondryk. Naznaczony znamieniem choroby psychicznej,  przekracza w życiu kolejne bramy piekła. Życie stało się piekłem dla  niego i on też piekłem chce uczynić życie najbliższych. Kochać go i  szanować czy jak najszybciej zapomnieć? Celina szuka prawdy. Takiej,  której jeszcze nie znała. Bo prawd o Dębińskim jest tak wiele, jak wiele  różnych oblicz miało jego żołnierskie życie. Bernadetta Darska  natomiast zwraca uwagę na reportaż „Zastąpiona”. To przedstawiona w  kilku wersjach historia spotkania generała Władysława Andersa ze swoją  pierwszą żoną, gdy u jego boku była już inna, ważniejsza. Winnicka  wieloaspektowo ukazuje dramat dwóch kobiet, tworząc sentymentalną i  poruszającą opowieść o uczuciach względem symbolu polskiego państwa na  obczyźnie, względem mężczyzny silnego i takiego, który o własnych  uczuciach nie chce rozmawiać. Dwa najlepsze teksty zbioru to zatem dwie  odmienne biografie – jedna zanurzona w nurcie prywatności, druga  bardziej publiczna, powiązana z wieloma ludźmi i zdarzeniami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Co poza tym proponuje Winnicka? Specyficzne zawieszenie między  śmiertelną powagą a dowcipem i ironią.&lt;/span&gt; O dworze Fawley Court i jego  skomplikowanych losach jest śmiertelnie poważnie nie tylko dlatego, że  autorka wspomina nieboszczyków tego miejsca, w tym przede wszystkim  księdza Józefa Jarzębowskiego, bardzo zasłużonego dla edukacji dzieci  polskich emigrantów. Poważnie jest także w opowieści o Lily Pohlmann –  Żydówce, której udało się uciec z polskiego getta i która potem zawsze  miała problemy z określeniem, kim jest naprawdę. Blisko z Solomonem  Schonfeldem, który sprowadzał do Anglii żydowskie dzieci z wojennej  Polski, wpisuje się w historię mroczną i smutną, ale jednocześnie  niepozbawioną znamion opowieści, która mimo wszystko może podbudować. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zabawnie jest wówczas, kiedy na kartach „Londyńczyków” czytamy  między innymi o losach miłości, tej prozaicznej, ludzkiej oraz miłości  społecznej i politycznej między Anglikami a Polakami. Poznajemy „miłosne  podboje” roku 1940 i gwałtowny „rozwód” Polski z Anglią po 1945 roku.  Anglicy nie akceptują polskiego rządu emigracyjnego, a problemem są  setki tysięcy Polaków, którzy nie chcą wracać do komunistycznej Polski.  Można się nieźle ubawić, czytając o polskich zakusach, mających na celu  ustanowienie nowej, angielskiej głowy w koronie, która królować będzie  nad Wisłą. Urokliwe i zabawne są też perypetie właściciela  klasycystycznego pałacu w dzielnicy Ealing, z którego historią i  wnętrzami zapoznajemy się w zapisach rozmów z ich polskim właścicielem,  który wie, że jego ojczyzna… to Anglia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Londyńczycy” to teoretycznie spójna całość, ale nie trzeba tych  reportaży czytać w takiej kolejności, w jakiej są umieszczone po sobie.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Winnicka penetruje wiele różnych sfer, rozmawia z różnymi ludźmi,  przegląda liczne, historyczne teksty źródłowe.&lt;/span&gt; Wszystko po to, by  wiarygodnie i interesująco opowiedzieć o ludziach, którzy z dala od swej  prawdziwej ojczyzny, stworzyli sobie zastępczą – chyba lepszą i taką, w  której po prostu dało się żyć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-118844074264315553?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/118844074264315553/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=118844074264315553' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/118844074264315553'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/118844074264315553'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/londynczycy-ewa-winnicka.html' title='&quot;Londyńczycy&quot; Ewa Winnicka'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-umHkKEo_jXA/Tw3U4m-bnVI/AAAAAAAACIY/SDAicW2wLOQ/s72-c/Londy%25C5%2584czycy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2056034189074644763</id><published>2012-01-10T14:55:00.002+01:00</published><updated>2012-01-10T15:01:29.276+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Księga Elżbiety" Joann Davis</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-cUPREGoIEQI/TwxDrCyx5kI/AAAAAAAACIM/VlofqK0WQKk/s1600/Davis.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 226px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-cUPREGoIEQI/TwxDrCyx5kI/AAAAAAAACIM/VlofqK0WQKk/s320/Davis.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5696002035480127042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zastanawiam się nad tym, do kogo książki takie jak „Księga Elżbiety” są  kierowane. Do naiwnych czytelników? Do ludzi, którzy zachwycą się  stylizowaną na opowieść biblijną frazą, która zawiera proste rozwiązania  bynajmniej nie prostych problemów? Pretensjonalność Joann Davis i jej  najnowszy płód, będący swoistą kontynuacją „Księgi nowej drogi”,  pozostawiają w pamięci wyraźny rys. Nie sposób nazwać takich publikacji  inaczej niż pseudoliterackimi koszmarkami, które mają nas rzekomo  poruszyć do głębi, a są po prostu puste. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Davis to chyba taki Coelho w  spódnicy; jej pisanie ma być głębokie i ważne, a w istocie jest banalne,  fabularnie wręcz nonsensowne i korzystające z kilku prozatorskich  kalek, dzięki którym naprodukowano już „powieści” typu „Weronika  postanawia umrzeć”. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Tym razem nikt nie chce umierać, ale od śmierci się zaczyna. W  nurcie rzeki ginie czteroletnia dziewczynka, której zwłoki odnajduje  tytułowa Elżbieta, była niewolnica, łagodna i ciepła położna na co  dzień, która dzięki sobie tylko znanym instynktom wie, dokąd martwe  maleństwo zanieść. Elżbieta, widząc rozpacz rodziców, zadaje sobie  pytania o to, dlaczego los bywa dla ludzi tak okrutny, dlaczego Bóg  odbiera dzieciom życie, ludziom dobrym wszystko to, co mają, a  sprawiedliwym chęć do życia. „Gdyba” sobie o tym i owym, po czym zapada w  sen i wtedy – jak w efekcie połknięcia całego blistra tabletek  nasennych – pojawia się Staruszka, nakazując jej wędrówkę i nazywając  sprawy po imieniu w następujący sposób: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Twoja dusza jest lampą, która  jaśnieje pełnym blaskiem dopiero wtedy, kiedy napełnisz ją oliwą spokoju  i łagodności. Rozpacz gasi jej światło”&lt;/span&gt;. Po tym jakże głębokim wstępie,  wiemy już, iż Elżbieta będzie gdzieś tam wędrować, czegoś tam szukać i  dążyć do odkrycia jakiejś niesamowitej tajemnicy egzystencjalnej. W  podróż zabiera swą kuzynkę Miriam oraz przybranego brata Dawida. Cała  trójka zmierza ku źródłu, które nigdy nie wysycha, spotykając na swej  drodze symboliczne postacie, dzięki którym życiorysy wędrowców są dla  nas bardziej czytelne. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Rozmawiają zatem z Bajarzem, z Latarnikiem i Żebraczką. Momentami  robi się z tego coś na kształt „Małego Księcia”, niemniej jednak  mądrości Joann Davis są tak okrutnie banalne, że czytanie ich jest jak  przełykanie garści gwoździ. Do podróżujących dociera także mąż Elżbiety,  pasterz Jozue. Również – jak żona z martwą dziewczynką wcześniej -  za  pomocą jakiegoś wewnętrznego radaru, który namierza zagubioną żonę. Nic  to. Liczy się fakt, że zbliżenie tych dwojga nada podróży jakiś głębszy  sens. Czytamy po drodze o kuszeniu Jozuego przez niejaką Kobietę-Pytona  (do czego przypiąć ten wątek, nie mam pojęcia) i wreszcie widzimy już  całą czwórkę odkrywającą kolejną życiową mądrość. Źródło, którego  szukają i które nigdy nie wysycha to… źródło miłości oczywiście. Potem  autorka wkleja w swą makabryczną i pustą narrację dwa razy Hymn św.  Pawła o Miłości (naturalnie raz to za mało) i każe swoim bohaterom  powrócić do domu, który będą budować inaczej, na fundamencie miłości. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Przykro mi, że streściłem całą „pasjonującą” fabułę, ale jakoś nie  mam z tego powodu wyrzutów sumienia, kiedy piszę o książce, którą  powinno się omijać z daleka. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Najpierw stawia pytania o istotę cierpienia  i niesprawiedliwość, potem przemienia się w symboliczną powieść drogi, w  zakończeniu oferuje proste i jednoznaczne rozwiązania, a całość nie  grzeszy ani spójnością, ani tym bardziej metafizycznym przesłaniem,  którym Joann Davis chce nas przekupić. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zadajmy jedno podstawowe pytanie. Czy Elżbieta, uosobienie dobroci,  łagodności i mądrości naprawdę musi zasuwać pieszo i z osiołkami ileś  tam kilometrów, by dowiedzieć się, że szukała miłości? A jak ją już  znalazła, naturalnie uzdrowiła z nieszczęść świat swój i swoich  bliskich. Czy fabuła, jaką serwuje nam Davis nie jest przypadkiem kpiną z  czytelnika? Czy książka taka jak ta to zestaw godnych przemyślenia  symboli czy zlepek słów, z których autorka klei treści rzekomo głębokie i  przejmujące? „Księga Elżbiety” ma tylko jedną zaletę. Jest krótka i nie  zmarnujemy więcej niż jeden wieczór na jej przeczytanie. Dla mnie to i  tak za dużo czasu. Cenię pisanie o ważnych i podstawowych wartościach  czy pojęciach. Wtedy jednak, gdy ktoś się nimi zajmuje na poważnie.  Joann Davis robi sobie jakieś kpiny, podaje proste recepty na  rozwiązanie skomplikowanych problemów i przede wszystkim doprowadza do  bólu zębów szaleńczą nieprzewidywalnością swojej opowieści. Opowieści do  jak najszybszego zapomnienia!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2056034189074644763?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2056034189074644763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2056034189074644763' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2056034189074644763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2056034189074644763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/ksiega-elzbiety-joann-davis.html' title='&quot;Księga Elżbiety&quot; Joann Davis'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-cUPREGoIEQI/TwxDrCyx5kI/AAAAAAAACIM/VlofqK0WQKk/s72-c/Davis.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1597052211275727569</id><published>2012-01-08T19:26:00.003+01:00</published><updated>2012-01-08T19:29:55.947+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Kocha, lubi, szanuje..." Alice Munro</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ih_NoYUwnbk/TwngCu9jWeI/AAAAAAAACH0/PGcvPWwBUtk/s1600/Kocha.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 212px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ih_NoYUwnbk/TwngCu9jWeI/AAAAAAAACH0/PGcvPWwBUtk/s320/Kocha.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5695329541357263330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kiedy przed trzema laty miałem okazję po raz pierwszy zapoznać się z  twórczością Alice Munro, zastanawiałem się nad tym, czy przeczytany  wówczas zbiór opowiadań &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2009/07/uciekinierka-alice-munro.html"&gt;„Uciekinierka”&lt;/a&gt; jest reprezentatywnym fragmentem  tej twórczości. Teraz wiem, że tak, albowiem lektura kolejnych  dziewięciu tekstów, wydanych w ojczyźnie Alice Munro w 2001 roku,  pozwoliła zrozumieć, jakimi prostymi środkami wyrazu - wciąż tak samo -  pisarka potrafi oddać głębię życia, przemyśleń i uczuć oraz motywy  postępowania w momencie życiowych zawirowań.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; „Kocha, lubi, szanuje…” to  dziewięć opowieści o kobietach, które stoją na rozdrożu, które na coś  czekają, czegoś nie osiągają, które próbują definiować swoje życie przez  pryzmat relacji z innymi ludźmi.&lt;/span&gt; To książka statyczna, dojrzała i  mądra. „Uciekinierka” była zbiorem skupiającym się głównie na  portretowaniu kobiecej psychiki. Jest to obecne także w „Kocha, lubi,  szanuje…”, ale tym razem Munro rozbudowuje teksty o wiarygodne i  przejmujące postacie mężczyzn z otoczenia bohaterek jej opowiadań. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;O ile „Uciekinierka” starała się opisać procesy poznawania własnych  uczuć, o tyle w „Kocha, lubi, szanuje…” mamy inne portrety kobiet;  takich, które próbują zrozumieć sens swojego życia oraz to, dlaczego  znalazły się w tym, a nie innym punkcie. Akcentowana jest wyraźnie albo  nadmierna religijność albo jej brak w życiu tych, które także  transcendencji poszukują. To matki, niepokorne córki, subtelne kochanki,  wreszcie przede wszystkim kochające wprost i bezwarunkowo żony lub  narzeczone, obok których stoją mężczyźni ich życia, mniej lub bardziej  na to życie wpływający. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Każdy z tekstów ma podobną konstrukcję. Od razu, natychmiast  jesteśmy wrzucani w wir jakichś zdarzeń, których znaczenie dopiero  wyjaśni (albo nie) dalsza część tekstu. Następnie akcja rozwija się  niespiesznie, by w finałach gwałtownie poruszyć, wskazując fakt, iż  większość bohaterek jest w swym życiu zagubiona i albo mierzy się z  jakąś wielką stratą, albo musi zacząć coś od nowa, na nowo zdefiniować  siebie i to, jaką rolę ma do odegrania. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kobiety Munro są w średnim albo  starszym wieku, zwykle dostojne, nie pozwalające sobie na wybuchy  emocji, trzymające na wodzy swe odczucia i jedynie subtelnie sugerujące  burze, jakie mają miejsce w ich głowach.&lt;/span&gt; Stojący obok nich mężczyźni są  wsparciem lub źródłem opresji. Nieustająco jednak są, istnieją gdzieś  obok, dają jakiś punkt zaczepienia i pozwalają, by zrzucać na ich barki  nadmiar cierpienia i bólu. Relacje damsko-męskie Munro portretuje dość  finezyjnie i trudno chwilami nie odnieść wrażenia, iż do rodzinnych  domów bohaterek weszliśmy zamiast głównymi drzwiami jakoś od tyłu, by z  oddali przyglądać się temu, co się tam dzieje i wyciągać własne wnioski  ze strzępów zasłyszanych rozmów. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pomiędzy rozpoczynającym zbiór opowiadań obrazkiem, kiedy Johanna,  samotna emigrantka z Anglii, nadaje do Saskatchewan meble a zamykającą  ostatnie opowiadanie sceną pojednania między cierpiącą na zaniki pamięci  Fioną a jej mężem Grantem, przekonanym o tym, iż już ją stracił,  znajduje się prawie wszystko, co może zdarzyć się w życiu i odmienić  jego bieg. Zmagająca się z nowotworem, cierpiąca Jinny na wiszącym  moście u boku młodego chłopca przeżyje chwilę szczęścia i zapomnienia –  choćby o tym, że odchodzi. Mężatka Meriel ulega pokusie i żądzom, by  przeżyć krótką przygodę miłosną, a potem być świadkiem śmierci zarówno  nieświadomego niczego męża, jak i kochanka, którego nie da się  zapomnieć. Chrissy odwiedza w Toronto Quennie, z którą razem się  wychowała, podgląda jej życie rodzinne, ale tak naprawdę przybywa po to,  by znowu stać się jej częścią życia. Tymczasem musi się zmierzyć z  nagłym zniknięciem Quennie i faktem, iż Chrissy nie była dla niej aż tak  ważna. To tylko kilka zdarzeń, w których bohaterki docierają do pewnych  granic, za którymi ich życie będzie inne, trudne do przewidzenia, a tym  bardziej do opisana. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;I znakomite portrety mężczyzn, o jakich wspomniałem. Zagorzały  ateista Lewis, który jest kontrowersyjnym nauczycielem, a po którego  śmierci kobieta jego życia musi wypełnić ostatnią wolę mężczyzny i  skremować go, bez żadnych przyjęć pożegnalnych. Mike – obiekt fascynacji  z młodości anonimowej bohaterki i narratorki - który po latach  przypadkiem spotyka ważną dla siebie kobietę i opowiada o dramacie, jaki  przeżył. W końcu Grant, którego cierpienie jest wręcz niewyobrażalne,  kiedy dostrzega, iż jego 70-letnia żona przestaje go poznawać podczas  pobytu w ośrodku opieki. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Mężczyźni uzupełniają wizerunki kobiet w „Kocha, lubi, szanuje…”.  Munro zaś udowadnia, iż proza bez zbędnych ozdobników, bez szybkiej  akcji i dynamicznych bohaterów, niesie w sobie tak wiele, że po lekturze  jest po prostu o czym myśleć, zaś każde opowiadanie to jakby zarys  konstrukcyjny świetnej powieści psychologicznej. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Krótkie formy  prozatorskie Munro to teksty, które cechuje dojrzałość, głębia i  niepowtarzalny koloryt.&lt;/span&gt; Wcale nie muszą stawać się powieściami.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Dwie Siostry, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1597052211275727569?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1597052211275727569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1597052211275727569' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1597052211275727569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1597052211275727569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/kocha-lubi-szanuje-alice-munro.html' title='&quot;Kocha, lubi, szanuje...&quot; Alice Munro'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ih_NoYUwnbk/TwngCu9jWeI/AAAAAAAACH0/PGcvPWwBUtk/s72-c/Kocha.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-3649468810067271578</id><published>2012-01-05T17:08:00.003+01:00</published><updated>2012-01-05T17:11:40.466+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Dzienniki kołymskie" Jacek Hugo-Bader</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-v-NWbh0BC5Y/TwXLJPxKk5I/AAAAAAAACHo/H1_vjMIsPGs/s1600/Bader.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 226px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-v-NWbh0BC5Y/TwXLJPxKk5I/AAAAAAAACHo/H1_vjMIsPGs/s320/Bader.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5694180663591867282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Ta książka powinna dostać nagrodę już za samą okładkę. Przepiękną,  poruszającą, twórczą, niesamowitą. Oto niejaki Jura Sałatin, fascynujący  złomiarz (tak, w tej publikacji nawet złomiarz potrafi być fascynujący)  w czapce uszatce i grubych rękawicach mknie na swym motorze. Jacek  Hugo-Bader właśnie w ten sposób chciał przemierzyć długą trasę kołymską  od Magadanu do Jakucka. Nie wyszło. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wyszła za to pasjonująca podróż  autostopem i piekielnie dobry reportaż. O wnętrzu piekła właśnie.  Takiego ziemskiego, kryjącego pod wieczną zmarzliną zarówno drogocenne  złoto, jak i zbiorowe groby zamordowanych w dawnych obozach pracy.&lt;/span&gt;  Książka, która opowiada o życiu ściśle związanym z przeszłością. O tym,  jak przetrwać i o tym, czym jest śmierć. O hektolitrach wypitego  alkoholu, siarczystym mrozie i przede wszystkim o ludziach – ich  dramatach, radościach i szczęściu. Wszystko w scenerii co najmniej  egzotycznej, tak bardzo przecież niedostępnej, lodowatej, przerażającej… &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Dzienniki kołymskie” to już kolejny literacki dowód na to, iż Jacek  Hugo-Bader kocha Rosję wraz z jej teraźniejszością i przeszłością, a by  wyrazić tę miłość, pragnie poznawać ją szczególnie, namacalnie,  wnikliwie. Postanawia dotrzeć do miejsca, w którym pozornie nie da się  żyć. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„(…) Wydaje mi się, że trzeba mieć raka, ciężko chore serce albo  głowę, żeby tu żyć. Nie mieć naprawdę nic do stracenia albo innego  wyjścia, żeby osiedlić się na biegunie okrucieństwa”.&lt;/span&gt; Ta niezwykłość  panujących tam warunków i świadomość, iż życie toczy się mimo wszystko,  popycha autora do tego, by przemierzać 2025 km Traktu Kołymskiego,  zawierać tam przyjaźnie, fotografować to, co cenne, a przede wszystkim  by zrozumieć inność; tę zimną i nieprzystępną, niemożliwą do poznania  dla człowieka pozbawionego pasji tego poznawania. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Start w Magadanie, meta w Jakucku. Nie cel jest jednak dla  Hugo-Badera ważny, lecz sama podróż. Podróż przez miejsca, które straszą  tym, czym były kiedyś i tym, jakie są obecnie.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Bo ta licząca ponad dwa  tysiące kilometrów droga wybrukowana jest ludzkimi żywotami. Położona  na kościach. I to nie jest żadna metafora”&lt;/span&gt;. Niewiele będzie metaforyki w  „Dziennikach kołymskich”, bo i nie ma na nią miejsca. Nie chodzi o  wzniosłą literaturę. Chodzi o rzetelną literaturę faktu. I taką też  otrzymujemy. Dziennik zaskakującej podróży pod patronatem „Opowiadań  kołymskich” Warłama Szałamowa, którego – tak jak wszystkich żyjących,  których poznaje w drodze – Hugo-Bader chce ocalić od zapomnienia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Najważniejsi są ludzie. „Dzienniki kołymskie” to galeria postaci, o  których szara codzienność nie dba, ale którzy za wszelką cenę próbują  przetrwać i być szczęśliwymi w świecie, jaki im to utrudnia.&lt;/span&gt; Autor  rozmawia m. in. z córką okrutnego Nikołaja Jeżowa, która opowiada o  dramacie swojego dzieciństwa. Słucha Tamary Tichonowej i jej wspomnień z  kobiecych łagrów. Zmusza do zastanowienia się nad tym, czym jest  „zgwałcona Rosja”. Jeździ i pije ze złotym oligarchą Basanskim. Od Włada  dowiaduje się, jak można pogodzić specjalizację chirurga z  alkoholizmem. To także historia kołymskiego psychiatry, geologa  Władimira, właściciela restauracji i handlarza złotem Mustafy, dyrektora  elektrowni Garuszowa, eksperymentatora Niurguna… To ludzie z krwi i  kości, często sfotografowani i uwiecznieni w tym, co mówią i robią.  Ludzie, którzy wciąż pamiętają o okrutnej przeszłości obozów przymusowej  pracy, ale mimo tego kochają Kołymę i są jej wierni. Co ciekawe –  większość to ludność napływowa, uciekinierzy z Rosji i byłych republik  radzieckich; wszyscy ze znamieniem porażek i okrucieństw, o jakich  trudno im mówić bez wypicia kilku głębszych. Mamy także nieco  sentymentalną, ale robiącą kolosalne wrażenie opowieść pewnej madame  Marianne, która przybywa z Paryża tylko po to, by zaczerpnąć świeżego  oddechu lodowatego powietrza kołymskiego, które pozwoli jej zrozumieć  dramatyczne wybory swego ojca i wśród widm umarłych odnaleźć chęć do  życia we francuskiej stolicy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Im dalej w trasie, tym bardziej ponure przemyślenia&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Mam poczucie,  że im bardziej wjeżdżam w głąb Kołymy, tym bardziej cofam się w czasie,  bardziej zanurzam się w starą, sowiecką, zahibernowaną rzeczywistość”&lt;/span&gt;. W  Jakucku Hugo-Bader będzie już częściowo innym człowiekiem. Dziesiątki  spotkań, wysłuchanych opowieści, obejrzanych krajobrazów – to wszystko  spowoduje, że nie tyle lepiej zrozumie postsowiecką mentalność, co  samego siebie; tego, który tak bardzo chce w nią wniknąć. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Dzienniki kołymskie” to zbiór mrocznych opowieści, ale także  anegdot, bo poznani ludzie czasami też się śmieją. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zastanawiające jest,  iż książka tak w gruncie rzeczy przygnębiająca, potrafi mimo wszystko  hipnotyzować.&lt;/span&gt; Pewnie wynika to z tego, iż autor doskonale wie, gdzie się  znajduje, z kim chce rozmawiać i o co pytać. A pytań o Kołymę jest  bardzo wiele. O jej przeszłość i o to, czym jest obecnie. Bo w wiecznej  zmarzlinie można odnaleźć coś ciepłego. Tym czymś jest ciepło ludzkich  serc, o jakim Hugo-Bader potrafi pisać jak nikt inny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-3649468810067271578?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/3649468810067271578/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=3649468810067271578' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3649468810067271578'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3649468810067271578'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/dzienniki-koymskie-jacek-hugo-bader.html' title='&quot;Dzienniki kołymskie&quot; Jacek Hugo-Bader'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-v-NWbh0BC5Y/TwXLJPxKk5I/AAAAAAAACHo/H1_vjMIsPGs/s72-c/Bader.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2023530795828675406</id><published>2012-01-01T18:13:00.004+01:00</published><updated>2012-01-01T18:17:16.318+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Cienka granica przyzwoitości" Agnieszka Szygenda</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-EDSA5CH3sR0/TwCUWWYM-DI/AAAAAAAACHc/hRNnWbSzGDM/s1600/Granica.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 197px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-EDSA5CH3sR0/TwCUWWYM-DI/AAAAAAAACHc/hRNnWbSzGDM/s320/Granica.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5692713040681433138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Najnowsza książka Agnieszki Szygendy jest wielowątkowa i w jej przypadku  to niestety wada. Widać, że konkretny zamysł i czytelne przesłanie  rozmywa się pośród niepotrzebnie namnożonych bohaterów i zdarzeń.  Dyskomfortem czytelniczym mogą być także dłużyzny fabularne. Myślę  jednak, że dotarcie do ostatniej strony nie będzie aż tak wielkim  wysiłkiem, albowiem „Cienka granica przyzwoitości” to książka dość  interesująca i warta uwagi.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Szygenda już w swojej wcześniejszej powieści &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/09/kupie-reke-agnieszka-szygenda.html"&gt;„Kupię rękę”&lt;/a&gt; skupiała  się na problemie sprzedawania samego siebie innym. Początkowo wydaje  się, iż wraca do raz poruszanych kwestii, ale akurat wątek sponsoringu  nie jest w „Cienkiej granicy przyzwoitości” najważniejszy. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To  poruszająca książka o doznanej krzywdzie i o tym, że nie sposób jej  wybaczyć. O nienawiści i gniewie, które zaślepiają w działaniach. O tym,  że aby pokochać i wybaczyć innym, trzeba najpierw dojść do porozumienia  z samym sobą.&lt;/span&gt; Wiem, że te truizmy nie do końca mogą zachęcić do  lektury, jednak autorka tak poprowadziła swą narrację, że nie ma w niej  prostych rozwiązań; jesteśmy wielokrotnie zaskakiwani, często  denerwowani poczynaniami głównej bohaterki, Elwiry. To opowieść o jej  dorastaniu do odpowiedzialności – za siebie i innych. O ciężkiej drodze  silnej kobiety, która zawsze jest w stanie się podnieść, gdy upada. O  tym, że życie może być niezwykle zaskakujące i zagadkowe, a na dodatek  przyjemne, choć na co dzień tak pełne bólu i rozczarowań. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Biografia Elwiry jest dość typowa. Czytamy bowiem o młodziutkiej i  naiwnej dziewczynie, która ucieka ze swej wsi, by w stolicy zacząć nowe  życie. Chce sama kreować swój dalszy los, a do tego potrzebni są  sponsorzy. Elwira zatem daje ogłoszenie w Internecie (Szygenda ma jakąś  obsesję na punkcie Sieci, bo w „Kupię rękę” buszowanie w  cyberprzestrzeni także było znaczące), w którym wyraża wolę sprzedaży  swojego ciała. Odzew jest natychmiastowy. Zaczyna się gra Elwiry. Ramy  tej gry wytycza tytułowa granica przyzwoitości. Elwira przekracza ją  wielokrotnie. Oddając się obcym mężczyznom, czuje obrzydzenie do samej  siebie. Dodatkowo nieustannie się o coś oskarża i za wszelką cenę  próbuje odciąć się od ludzi, nie chce budować jakichkolwiek z nimi  relacji. Powód takiego zachowania jest czytelny. Dziewczyna bowiem  porzuca swą wieś wraz z własnym dzieckiem – efektem dyskotekowego  gwałtu, niechcianym wyrzutem sumienia i stygmatem, który w oczach wsi  czyni z Elwiry bezkompromisową ladacznicę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Los chce, by nasza bohaterka mierzyła się z przeszłością, do której  nie chce wracać. Nie jest jednak możliwe, by odciąć się od wspomnień.  Najpierw musi wrócić w rodzinne strony i odebrać własne dziecko z rąk  umierającej na raka ciotki. To dziecko ją przeraża. Ma już kilka lat i  nigdy nie zaznało matczynej miłości. Elwira jednak nie jest w stanie  zaakceptować i pokochać córeczki. Nie jest także możliwe, by pojednała  się z ojcem, który kiedyś wyjechał do USA i – w mniemaniu Elwiry –  zostawił ją. Do wspomnianych problemów dochodzi jeszcze walka z  mężczyznami. Tymi, którzy byli sponsorami i tymi, którzy jedynie to  wykorzystali. Relacje damsko-męskie i ciążące na nich napięcie, będą w  tej powieści bardzo ważne, zatem warto poświęcić im kilka słów. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jak zadowolić mężczyznę? Według Szygendy to niemożliwe. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Och,  choćbyś nie wiem jak się starała, nigdy nie zadowolisz faceta.  Zostajesz, uczepiasz się go, marzysz o ślubie i gromadce dzieci i to mu  się nie podoba. A kiedy wychodzisz od niego i niczego nie chcesz, to też  jesteś egoistką”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Relacje Elwiry z mężczyznami to relacje pełne  zależności, a wynika z tego jedynie to, iż bohaterka spala się w nich i  pogrąża w marazmie&lt;/span&gt;. Z czasem jednak planuje zemstę. Najbardziej mrocznym  typem w książce jest Zbig. To taki Olgierd z „Kupię rękę”, który uważa,  że jeśli ma kasę, to może wszystko, a już na pewno jest w stanie kupić  Elwirę. Bardzo się zdziwi rozwojem wypadków i zapewne przeklnie dzień, w  którym ją poznał, ale idąc tym tropem, popełnię streszczenie, nie  recenzję, zatem tę interesującą kwestię zamykam, zaznaczając jedynie, iż  w życiu Elwiry znajdą się mężczyźni bardzo różni i w różny sposób na  nią działający. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Cienka granica przyzwoitości” pokazuje, jak łatwo można się tej  przyzwoitości pozbyć. Stawia pytania o to, w jaki sposób przeszłość  determinuje to, kim jesteśmy.&lt;/span&gt; Szygenda snuje także rozważania o  wewnętrznym wstydzie, zaburzonej samoocenie i cierpieniu, jakie temu  towarzyszą. Nie tylko bowiem Elwira będzie przeżywać piekło jednania się  z tym, co minęło. Warto także zwrócić uwagę na bohaterkę drugiego  planu, Katarzynę, która także się zagubiła i nie jest w stanie określić,  co jest dla niej ważne. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ta książka jest dość jednostronna w swej wymowie. Prawie wszyscy  mężczyźni krzywdzą – kobiety i siebie nawzajem. Każda z kobiet jest w  jakiś sposób pokrzywdzona, a relacje z płcią przeciwną są dość ogniste i  toksyczne jednocześnie. Pewnie, jest miejsce na miłość i zaufanie w  związku, niemniej jednak „Cienka granica przyzwoitości” to książka,  która poza wojną płci ukazuje także, jak skutecznie walczyć o własne  szczęście. Bez względu na płeć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo femPRESS, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2023530795828675406?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2023530795828675406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2023530795828675406' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2023530795828675406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2023530795828675406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/01/cienka-granica-przyzwoitosci-agnieszka.html' title='&quot;Cienka granica przyzwoitości&quot; Agnieszka Szygenda'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-EDSA5CH3sR0/TwCUWWYM-DI/AAAAAAAACHc/hRNnWbSzGDM/s72-c/Granica.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-7421261674397296191</id><published>2011-12-29T16:21:00.004+01:00</published><updated>2011-12-30T09:46:31.875+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Zapach spalonych kwiatów" Melissa de la Cruz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-IdEkUTvqBIE/TvyFsJrKgBI/AAAAAAAACHQ/ZRuc-oZSXbM/s1600/Zapach.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 203px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-IdEkUTvqBIE/TvyFsJrKgBI/AAAAAAAACHQ/ZRuc-oZSXbM/s320/Zapach.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691571022647164946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Dzisiejsza młodzież zaczytuje się „Zmierzchami” i innymi takimi, z  wypiekami na twarzy śledząc losy tych, którzy wiążą się z ludźmi po to,  by generalnie zrobić im krzywdę. Melissa de la Cruz płodzi w  zastraszająco szybkim tempie opowieści o wampirach – błękitnokrwistych,  którzy za nic mają ład świata, po którym się poruszają. Zresztą to nie  ich świat. A takim właśnie światem jest rzeczywistość prowincjonalnego  North Hampton, w którym od lat nie dzieje się nic wartego uwagi. A  przecież mieszkają tam czarownice. I to w dodatku te wiedźmy, które już w  XVII wieku w  Salem zostały brutalnie ukarane za swe magiczne moce.  Żyjące w North Hampton czarownice swoich mocy używać nie mogą. Zakazuje  im tego jakaś rada wyroku, ale dzięki temu mogą być nieśmiertelne.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Miejsce akcji tej koszmarnej zarówno fabularnie jak i literacko  opowieści rozgrywa się właśnie w miejscu, w którym do niczego  niezwykłego dość nie może. A jednak dochodzi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Freya, jedna z sióstr, podczas własnego przyjęcia zaręczynowego z  Branem ukrywa się, by w toalecie oddać się miłosnym aktom w towarzystwie  jego przystojnego brata Killiana. Żar powoduje, że w salonie zapalają  się kwiaty. Potem wszystko wraca do normalnego trybu życia – Freya  prowadzi swój bar, Ingrid własną bibliotekę, a ich matka zajmuje na  przemian się renowacją starego domu i niańczeniem niejakiego Tylera.  Freya nie odczuwa wyraźnych wyrzutów sumienia z powodu tego, co się  działo, a na co dzień milcząca Ingrid nie wtrąca się w sprawy swojej  siostry. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Do czasu jednak. Do tego czasu można bowiem z coraz większym  zachwytem czytać powieść Melissy de la Cruz. Wiedźmy potajemnie próbują  łamać zakazany im proceder czarowania. Czasami niewinnie, pomagając  komuś. Niekiedy szalejąc na miotle nad niebem North Hampton. Niestety,  wskrzeszenie człowieka to już wielka przewina i wszystkie panny  Beauchamp będą musiały ponieść tego konsekwencje. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Symptomów  zbliżającego nieszczęścia jest bardzo wiele – na początku to garstka  zdechłych ptaków na wybrzeżu, później skażenie wody, a w ostateczności  przerażające – i tak samo śmieszne – zdarzenia z Fair Haven, który – jak  się dowiemy- jest domem na granicy żywych i umarłych. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Spokojne dotychczas miasteczko nawiedza błękitnokrwista, która staje  się aniołem śmierci, bo po niej najpierw ginie niepozorna dziewczyna, a  następnie sam burmistrz popełnia samobójstwo. Wszystko dzieje się za  sprawą drzewa życia Yggdrasil, które naruszone – nie może już dłużej  utrzymywać spokojnego status quo w miasteczku. Wiedźmy zmuszone są do  stawienia czoła złu, a ich poczynania to lektura dobra już chyba tylko  dla wielbicieli powieści o demonach, mrocznych bogach i ich wyroczniach.  Jeśli doda się do tego, że ognistokrwista Freya źle lokuje swoje  uczucia, a wyjazd ich matki powoduje uczestniczenie w nowojorskim party  dla błękitnokrwistych – nie pozostaje nic innego niż śmiech, głośny i  gromki nad całą fabularną konstrukcją, która sypie się gdzieś mniej  więcej w połowie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To na pewno książka o miłości i o jej braku. O dobroci. O wszystkim  czym, czego mieszkańcom, nawet najdalej na północ wysuniętego w Stanach  Zjednoczonych zakątku tak bardzo brakuje. Autorka tworzy powieść  gotyckiej grozy, ale tak mniej więcej do połowy swego tekstu. Potem mamy  już do czynienia z pełną do przewidzenia komedią i silącą się na bycie  inteligentną przestrogę o tym, by świata śródziemia nigdy nie mieszać z  tajemnicami tego, co nieokreślone. A nieokreślone w „Zapachu spalonych  kwiatów” jest wszystko - główne i drugoplanowe postacie, relacje między  nimi, w końcu przeraźliwie przewidywalny koniec ratowany mocnym  epilogiem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To nie jest powieść miłosna. Przy tej książce przytulone do poduszek  samotniczki nie będą wdychać i wzbudzać w sobie emocji z fabuły.  Dlaczego? Bo emocji w tej opowieści jest jak na lekarstwo. Ona została  skonstruowana po to, ją żeby szybciej się skończyć. Nie jest wiarygodna.  Nie jest ciekawa. Trudno mi także powiedzieć, jaki cel pisania miała w  tym wszystkim autorka. De la Cruz - ceniona za opowieści o  „błękitnokrwistych” - dociera do nas zza oceanu z książką miałką,  prawdopodobnie nieprzemyślaną, pełną luk czasowych i kompozycyjnych, a  przede wszystkim przeraźliwie nudną. Choć kilka pierwszych rozdziałów  zapowiada frapującą historię. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tu niestety nie ma historii. Są wirujące  postacie, śmiertelne i te wieczne, korowód wampirów i życiowych  frustratów. &lt;/span&gt;Do tego wszystkiego metaforyka wykorzystywana chyba z  jakichś salonów ślubnych. Nie można polubić „Zapachu spalonych włosów”.  Można jedynie mieć nadzieję, że dla niektórych będzie źródłem rozrywki, o  czym świadczy zawalona pełnymi ekscytacji omówieniami blogosfera, która  chyba potwierdza moją tezę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Znak, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-7421261674397296191?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/7421261674397296191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=7421261674397296191' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/7421261674397296191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/7421261674397296191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/zapach-spalonych-kwiatow-melissa-de-la.html' title='&quot;Zapach spalonych kwiatów&quot; Melissa de la Cruz'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-IdEkUTvqBIE/TvyFsJrKgBI/AAAAAAAACHQ/ZRuc-oZSXbM/s72-c/Zapach.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6763556533182650857</id><published>2011-12-27T12:54:00.002+01:00</published><updated>2011-12-27T12:57:12.875+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Zemsta jest kobietą"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-rRoL5N7w-7U/TvmyMNDTW7I/AAAAAAAACGs/_FAbpq-O8OA/s1600/Zemsta.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 198px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-rRoL5N7w-7U/TvmyMNDTW7I/AAAAAAAACGs/_FAbpq-O8OA/s320/Zemsta.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5690775526891019186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zemsta. Odwet. Zwykle towarzyszą im nienawiść, krew, nierzadko zbrodnia.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Autorzy dość intrygującej antologii „Zemsta jest kobietą” starają się  ukazać tytułowy motyw wieloaspektowo.&lt;/span&gt; Zebrane w tomie opowiadania  (szkoda, że jest ich tylko 12, skoro w związku z ogłoszonym konkursem  napisano ich aż 150 i na pewno były tam jeszcze inne, które warto  zaprezentować) ułożone są w taki sposób, że otrzymujemy po sześć męskich  i kobiecych głosów w sprawie niezwykle ważnej. Sprawie od wieków  fascynującej i już w Biblii będącej źródłem rozważań. Chodzi mianowicie o  fascynujący związek zemsty z kobiecą naturą. Czy – w przeciwieństwie do  męskich brutalnych zemst – będą to akty bardziej subtelne, wyważone,  powodowane przyczynami głębszymi, bardziej przekonującymi? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czy też może  tytuł antologii jest prowokacją, albowiem jej autorzy nie ukazują  działań mszczących się kobiet, a przede wszystkim ich skomplikowaną  naturę?&lt;/span&gt; Tę pozornie niezdolną do tego, by krzywdzić jak gruboskórny  męski zwierz, a tak naprawdę bardziej brutalną, bezkompromisową i  agresywniejszą niż męska? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Złożoność problematyki tej antologii dość dobrze obrazują słowa  jednej z autorek, Doroty Stachury, która w „Oczach wieprza” pisze  następująco: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Przecież zemsta jest jak kobieta. Czasem z klasą,  subtelna, a czasem prostacka, rodem z magla. Często rodzaj zależy od  tego, przeciwko komu jest skierowana”&lt;/span&gt;. Czy zatem czytać będziemy o  kobiecych zemstach, czy też autorzy – w większości nieznani, debiutanci,  to bardzo ważne – starają się udowodnić tezę, że sam akt odwetu ma  bardzo wiele z kobiecej natury? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zemsta może być różnorodna,  nieprzewidywalna, trudno określić jej zasięg i siłę. Trudno także  przewidzieć konsekwencje odwetu. A o nich głównie myśli się po dotarciu  do ostatniej kropki większości opowiadań. &lt;/span&gt;Przede wszystkim jednak te  dwanaście tekstów to obraz opresji zamienianej w kolejną opresję.  Zaciera się granica między winą a karą, a niekiedy nawet bywa tak, że  zostaje odwrócona kolejność. Ponieważ antologia wyraźnie dzieli się na  pół, biorąc pod uwagę płeć autorów, warto najpierw przyjrzeć się  bohaterkom kreowanym w akcie odwetu za ból i krzywdę pod kątem tego, kto  o nich pisze. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Będzie szowinistycznie, ale mężczyźni przodem. Kirstin z tekstu  Szymona Bogacza uwodzi własnego ojca, a pod wyuzdanymi aktami  seksualnymi kryje się jedynie autodestrukcja, bo bohaterka mści się,  niszcząc przede wszystkim samą siebie. Celina z opowieści Grzegorza  Filipa dokonuje zemsty artystycznej. Niezrozumienie przez krytykę i  otoczenie, ciasnota życia rodzinnego i pragnienie wolności powodują, że  Celina – jak Kirstin – uderza w samą siebie, sobie samej zadając  największy ból. W futurystycznej wizji Marcina Kowalczyka starzejąca się  Zelda przenosi się w czasie i niszczy szczęście rodzinne swego byłego  kochanka. Doprowadza do tragedii, sama stając się jej pośrednią ofiarą.  Poświęca zemście wszystko, a po jej dokonaniu pozostaje w niej pustka i  świadomość, że starość zemści się na niej bardziej niż cokolwiek innego.  Mścicielka Daniela Koziarskiego także strzela sobie w kolano, dokonując  morderstw na dziesięciu literatach, manifestując tym samym swe  obrzydzenie do tego, w jaki sposób obecnie pisze się o świecie. Poza  makabrycznymi zbrodniami nie zyskuje niczego. Nie zmienia to faktu, iż  tkwi w niej pogarda, morderstw dokonuje bowiem – to znaczące! –  niedoceniana krytyczka literacka. W opowiadaniu Michała Pawła Urbaniaka  kobieca zemsta dokonuje się męskimi rękoma. Ta opowieść ukazuje cienką  granicę między bliskością a obojętnością, zaś sama mścicielka w moim  odczuciu została przez autora wyrzucona na boczny tor jego fabuły.  Kobiece zemsty widziane męskim okiem to obrazy kruchości, szaleństwa i  autodestrukcji. Jak jest z pisarkami w tej antologii? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Joanna z opowiadania Anny Dominiczak marzy o tym, czego nie daje jej  związek z mężczyzną skrajnie od niej różnym. Przenosi swe emocje na  obiekt niedostępny, na artystę. W gruncie rzeczy samotna tylko w tej  samotności się pogrąża. I tkwi w takim Staffowskim „mądrym smutku”.  Młodziutka Primadonna powołana do życia piórem Marty Marchow wchodzi w  skomplikowaną zależność ze śpiewaczką, której zazdrości talentu. To  opowieść o miłości, zachłanności, zdradzie i śmierci. Kobiecej zemście,  która jest bardzo bolesna. Równie wiele bólu nosi w sobie ta, która  miniaturze literackiej Matyldy Puchacz zabija, by… zabić w sobie ból,  jakiego pozbyć się nie sposób. Mamy też Tosię, bohaterkę tekstu Sylwii  Skorstad, która dokonuje zemsty… na upływie czasu. W końcu była żona  pisząca w złości i niechęci biografię zmarłego męża, który nią  manipulował. Zemsta za życie, które było cierpieniem pióra Aleksandry  Żurek. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Panowie poszli chyba na łatwiznę w przedstawianiu problemów. Panie  pogłębiły psychologicznie swe teksty i celowo ja sam napisałem o nich  lakonicznie. Można sobie teraz przemyśleć, czy wskazany podział do  zasadnicza ścieżka interpretacyjna książki. Czy może też chodzić o coś  zupełnie innego. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Zemsta jest kobietą” to przede wszystkim antologia  zagadek.&lt;/span&gt; Literacko momentami dość kaleka, ale tu przecież o przesłanie  chodzi. Bo zemsta ma liczne oblicza. I chyba to kobieta zna je lepiej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo JanKa, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6763556533182650857?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6763556533182650857/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6763556533182650857' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6763556533182650857'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6763556533182650857'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/zemsta-jest-kobieta.html' title='&quot;Zemsta jest kobietą&quot;'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-rRoL5N7w-7U/TvmyMNDTW7I/AAAAAAAACGs/_FAbpq-O8OA/s72-c/Zemsta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2233063033211316727</id><published>2011-12-23T15:39:00.003+01:00</published><updated>2011-12-23T15:42:38.607+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Nie wierzę w życie pozaradiowe" Marek Niedźwiecki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ncrp9UgTc3g/TvSSyjz3K4I/AAAAAAAACGg/DwXg-txkZYM/s1600/Nied%25C5%25BAwiecki.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 137px; height: 204px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ncrp9UgTc3g/TvSSyjz3K4I/AAAAAAAACGg/DwXg-txkZYM/s320/Nied%25C5%25BAwiecki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5689333626579659650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Wszyscy znani mają swoje książki, mam i ja”&lt;/span&gt; – tak mógłby napisać Marek  Niedźwiecki, dodając do własnej publikacji o tytule ujawniającym jego  filozofię życiową ważny dopisek „zwierzenia człowieka z pasją”.  Fantastycznie się do wszystko czyta. Gładko, bez potknięć. Po prostu  przyjemnie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;I widać, że to prawda w najczystszej postaci; prawda o życiu  człowieka, który wie, co z tym życiem robić i nie potrzebuje w tym celu  ani bliskiej osoby u boku, ani splendoru rozpoznawalności, choć jest  jedną z najbardziej rozpoznawanych osób w tym kraju. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Marka Niedźwieckiego zawsze ceniłem za ogromny profesjonalizm. Kiedy  słuchałem radia (teraz go raczej unikam, bo wolę słuchać szelestu  kartek książek), wiedziałem, że audycje przez niego prowadzone to  godziny spędzone w doborowym towarzystwie. Autor wspomina o  pedantycznych wręcz zapiskach, notatkach, rozmaitych statystykach –  poświęca je muzyce i zdarzeniom, jakie mają wpływ na jego życie. Kiedyś z  kartką papieru zasiadałem przy radioodbiorniku i tworzyłem coś w moim  mniemaniu wiekopomnego – zapisywałem kolejne notowanie trójkowej „Listy  przebojów”. Od ostatniego miejsca, od początku „poczekalni”. To był dla  mnie drogowskaz i wiarygodna informacja o tym, co warto słuchać i jakim  dźwiękom poświęcić uwagę. Tymczasem „Nie wierzę w życie pozaradiowe” nie  tylko o dźwiękach traktuje. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To bardzo osobista książka. Niedźwiedź  pozwala w niej zajrzeć do swego mieszkania – jaskini dźwięków.&lt;/span&gt; Co  więcej, daje też poznać kilka prawd nieradiowych, czyniąc z siebie  kogoś, kto doskonale wie, po co jest na tym świecie i jak sensownie  wykorzystać dany mu czas. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Bogato ilustrowana książka opowiada o losach pewnego  zakompleksionego chłopca z prowincjonalnej miejscowości Szadek, który  poprzez studenckie realia robotniczej Łodzi idzie śmiało ku swojej pasji  – życiu radiowemu. Ojciec mu mówił: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Nie słuchaj radia, Marek. Radio Ci  chleba nie da”&lt;/span&gt;. Okazało się, że jest inaczej. I podejrzewam, że gdyby  Niedźwiecki miał zarabiać na chleb w taki sposób, jaki wytyczały jego  studia politechniczne, nie zrezygnowałby z pasji ani na chwilę. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Radio,  muzyka, samotność – to wszystko, czego mu do szczęścia potrzeba. I czuje  się człowiekiem szczęśliwym.&lt;/span&gt; Na przekór nieprzychylnym opiniom tych,  którzy albo krytykują jego gust muzyczny, albo zarzucają zmianę  rozgłośni radiowej (co ich to obchodzi, a przede wszystkim – jakim  prawem kwestionują zasadność tej decyzji, nie znając prawdziwych  motywów?). Autor nie ucieka od krytyki i przytacza nawet kilka listów od  ludzi, którzy nie są mu przychylni. Gdyby ludzkie życie miało opierać  się na tym, by wszyscy nas lubili, stałoby się chyba koszmarem.  Niedźwiecki wie, co lubi i kogo lubi, ma do ludzi, swoich słuchaczy,  ogromny szacunek i oczekuje, iż nikt nie będzie mu wchodził z życie z  buciorami wtedy, kiedy kończy pracę. Dlatego też lubi być nieuchwytny,  lubi żyć w oddaleniu od ludzi. Jeden raz zrobił to, co mu kazano –  zgolił wąsy, bo przecież wąsy są passé w dzisiejszych czasach. Naprawił  błąd. Jest sobą. Kocha muzykę. Uwielbia podróże. Lubi gotować  (znajdziemy w publikacji przepis na prawdziwki à la Niedźwiedź). I  chłonie życie. A to najważniejsze. I komu się coś nie podoba, niech się  zajmie sobą. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Wierzę w życie pozaradiowe” to książka dość sentymentalna, bo też  taki jest jej autor.&lt;/span&gt; W pewnych kwestiach trzyma dystans i to także się  chwali. Nie będzie tu wylewnych opisów lat minionych, będą raczej wyimki  z pamiętników, prywatne rankingi muzyki, garść refleksji o pięknie  Indii czy Australii oraz sporo autoironii w opowieściach o śledzących go  adoratorkach i szczeniackiej wręcz miłości do Haliny Frąckowiak czy  fascynacji osobą Basi Trzetrzelewskiej. Niedźwiecki pisze tak, jak żyje i  tak jak to życie czuje. Po swojemu. I w samotności. Powtarza bodajże  dwukrotnie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Kiedyś myślałem, że to ja wybrałem samotność. Teraz  podejrzewam, że samotność wybrała mnie, a ja z czasem ją polubiłem”&lt;/span&gt;.  Jest sam z wyboru i dobrze mu z tym. Samotność daje mu komfort  podejmowania wszelkich decyzji i możliwość mierzenia się z  konsekwencjami każdej z nich. Samotność jest dla Niedźwiedzia twórcza i  pozwala – paradoksalnie – na to, by naprawdę dużo z siebie dawać innym.  Bo chociaż woli interakcje przy mikrofonie czy wymiany listów, nie  oznacza to, że od ludzi ucieka. Przecież to z nimi dzieli się tym, co  jest dla niego wszystkim – muzyką. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Ta publikacja to taka quasi-biografia. Nic tu nie znajduje się w  ustalonym ładzie, choć kolejne rozdziały budują pewien linearny porządek  opowieści. Myślę, że „Nie wierzę w życie pozaradiowe” nie pretenduje  też do miana literatury. To przede wszystkim kilka opowieści człowieka  bardzo sympatycznego i skromnego. Człowieka – jak już wspomniałem – z  pasją. A prawdziwych pasji w ludzkim życiu znaleźć można coraz mniej.  Niekoniecznie dla inspiracji, ale przede wszystkim dla przyjemności –  także oglądania niesamowitych fotografii – warto tę książkę przeczytać i  mieć w swojej biblioteczce.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Agora, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2233063033211316727?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2233063033211316727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2233063033211316727' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2233063033211316727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2233063033211316727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/nie-wierze-w-zycie-pozaradiowe-marek.html' title='&quot;Nie wierzę w życie pozaradiowe&quot; Marek Niedźwiecki'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ncrp9UgTc3g/TvSSyjz3K4I/AAAAAAAACGg/DwXg-txkZYM/s72-c/Nied%25C5%25BAwiecki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-8692213408694161568</id><published>2011-12-20T20:51:00.002+01:00</published><updated>2011-12-20T20:55:03.813+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Monidło" Halszka Opfer</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-s4aj8SCAorU/TvDndP57B1I/AAAAAAAACGI/BMqqKYawB4c/s1600/Monid%25C5%2582o.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 144px; height: 204px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-s4aj8SCAorU/TvDndP57B1I/AAAAAAAACGI/BMqqKYawB4c/s320/Monid%25C5%2582o.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5688300819040634706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Ponieważ moje omówienie pierwszej książki Halszki Opfer pt. &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2009/05/kato-tata-halszka-opfer.html"&gt;„Kato-tata”&lt;/a&gt;  niezmiennie znajduje się w czołówce najpopularniejszych postów,  postanowiłem napisać także o drugiej publikacji tej autorki, która jest  kolejnym schodzeniem ku piekłu na ziemi, jakie nieszczęśliwej i biernej  kobiecie są w stanie zgotować rzekomo najbliżsi jej ludzie. W  komentarzach do „Kato-taty” pojawiają się głosy tak samo krzywdzonych i  tych, którym nie starcza w życiu odwagi, by o tym opowiedzieć. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chociaż  zdrowemu i właściwie wychowanemu przez rodzinę człowiekowi nie mieści  się w głowie, o czym Opfer pisze, nie znaczy to, iż jej opowieści są  fikcją. Bynajmniej. &lt;/span&gt;Tak niestety wygląda życie niejednego młodego  człowieka. Takie też widmo nieszczęść towarzyszy mu w dorosłym życiu.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Monidło” jest chyba jeszcze bardziej porażające w swej wymowie. To  kontynuacja opisów nieszczęść, których nie sposób pojąć i wobec których  pozostaje się w niemym proteście. Faktem jest, iż pisząc o „Kato-tacie”  nadużyłem słowa „spowiedź”. Czuję, że przygana Ewy Jarosz z przedmowy do  „Monidła” i z okładki książki kierowana jest do mnie personalnie.  Zwierzenia Halszki Opfer to faktycznie żadna spowiedź, lecz przerażające  świadectwo życia w upodleniu. Obie publikacje autorki noszą znamiona  książek konfesyjnych, stąd też moje niefortunne porównanie. Ale  faktycznie – to nie są spowiedzi. Opfer z niczego nie musi się  spowiadać. Choć wciąż czuje się winna, nigdy nią nie była. Wpadła w  koszmarny tygiel uzależnień, od którego nie sposób uciec. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;O czym opowiada „Monidło”? Zacznijmy od słów samej Opfer: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Od  dziecka chciałam jak najszybciej dorosnąć. Stało się to moją obsesją.  Uważałam, że kiedy będę duża, nikt mnie nie skrzywdzi”&lt;/span&gt;. Naiwna wiara w  to, że koszmar zniszczonego przez rodzinę dzieciństwa można zaliczyć już  do lat minionych… Niestety, nic bardziej mylnego. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po latach upokorzeń w  domu rodzinnym, wyszydzania w szkole przez rówieśników i nauczycieli,  po latach ludzkiej nieczułości oraz niespełnionych pragnień o prawdziwej  miłości i zrozumieniu, na Opfer czeka kolejny opresyjny okres – właśnie  dorosłość, której tak bardzo pragnęła. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Swego męża Adama łapie „na ciążę”. Wchodzi w jego środowisko  rodzinne, które jest jej tak samo nieprzyjazne jak własna matka,  ojciec-erotoman i pedofil (porażające jest to, że w Opfer wciąż nazywa  go „tatusiem”…) i rodzeństwo. Staje się obiektem drwin i szyderstwa.  Jest przez męża wręcz tresowana po to, by być posłuszna. Opfer opisuje,  jak bezradna jest wobec kolejnej fali okrucieństw, która czeka ją u boku  męża. Uległy wobec matki-dewotki, Adam postanawia „wychować” żonę,  traktując ją obcesowo, szydząc z niej, wielokrotnie uderzając,  ośmieszając przy innych. Mąż jest takim samym tyranem jak kiedyś ojciec.  Autorka nie jest w stanie nic z tym zrobić. Kiedy po latach dojrzeje do  decyzji o rozwodzie, wpadnie w ramiona kolejnego poniewierającego nią  mężczyzny, przy którym znowu będzie wiedzieć tylko jedno – że nic nie  znaczy, a wszystkie okropieństwa musi przyjąć z pokorą, bo tak naprawdę  ma to, na co zasłużyła. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Ofiara jest zawsze ta sama, tylko kaci się zmieniają”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W dorosłym  życiu Halszki Opfer nawet jej własne dzieci potrafią być dla niej  okrutne.&lt;/span&gt; Pojawiają się także nowe postacie, w których skumulowane jest  zło. To np. ciotka Gienia, siostra ojca, żyjąca w poczuciu wiecznego  prześladowania, także molestowana seksualnie przez brata. To siostra  Aneta, która dokucza Halszce za młodu i podobnie zachowuje się względem  niej po latach. To przede wszystkim kostyczna teściowa, matka Adama,  sterująca synem i jego emocjami, nienawidząca jego żony choćby dlatego,  że jest słaba i daje sobą pomiatać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Tymczasem Halszka nie potrafi inaczej. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Krytykowana, ośmieszana, bita  i gwałcona nie jest w stanie uświadomić sobie, iż jej życie ma  jakąkolwiek wartość; że jest wartościową osobą, że zasługuje na coś  więcej niż nieustanne przekleństwa, krzyki i ataki. &lt;/span&gt;Wciąż czuje bliski  związek z domem rodzinnym, choć przecież ten dom oferował jej tylko ból.  O rodzicach jako dorosła osoba pisze następująco: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Im bardziej mnie  krzywdzili, tym mocniej do nich lgnęłam. Zmuszało mnie do tego coś,  czego nie umiałam nazwać”&lt;/span&gt;. Wydaje mi się, że w „Monidle” próbuje to coś  nazwać, ale jest to tylko próba, nieśmiała i nieskuteczna. Trudno bowiem  zrozumieć skomplikowane mechanizmy psychiczne, które pozwalają jej  nadal trwać w cierpieniu i biernie to cierpienie przyjmować. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Monidło” obfituje w wiele drastycznych opowieści. O tym, jak  dziadek próbuje molestować wnuczkę, córkę Opfer. O agresji, szantażach i  złośliwościach ze strony męża, który się jej brzydził. O matce, która  nadal trzyma stronę ojca, nie wierzy w zło, jakie czynił i do ostatnich  chwil jego życia pozostaje mu wierna, bo nikomu innemu zawierzyć nie  potrafi. Ojciec-tyran umiera spokojnie, bo otrzymuje – a jakże! – od  swej skrzywdzonej córki wybaczenie. Tymczasem Halszka Opfer każdego dnia  zmagać się musi z własną biernością, z chęcią wycofywania się i  przyjmowania kolejnych cierpień. Bohaterka na swój heroiczny sposób  próbuje się chwilami buntować, kiedy nasycenie zła i niesprawiedliwości  jest zbyt ogromne. To jednak tylko nieśmiałe próby. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Uważam natomiast, iż  pisanie o tym wszystkim, co przeszła, jest najbardziej heroiczną formą  walki z samą sobą.&lt;/span&gt; Choć można autorkę posądzać o co najmniej dziwny  ekshibicjonizm, nie sposób tego, o czym pisze, traktować obojętnie. Tym  bardziej, że brzemię krzywdzonych nosi bardzo wielu, dla których  publikacje Halszki Opfer są wskazówkami do tego, by powiedzieć wreszcie  „dość”…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarna Owca, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-8692213408694161568?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/8692213408694161568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=8692213408694161568' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8692213408694161568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8692213408694161568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/monido-halszka-opfer.html' title='&quot;Monidło&quot; Halszka Opfer'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-s4aj8SCAorU/TvDndP57B1I/AAAAAAAACGI/BMqqKYawB4c/s72-c/Monid%25C5%2582o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2314473757829671103</id><published>2011-12-18T20:03:00.003+01:00</published><updated>2011-12-18T20:06:52.688+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Drwal" Michał Witkowski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-FNmGJDU3LPk/Tu45IGCff-I/AAAAAAAACF8/axZ4nSLCCGw/s1600/Drwal.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 204px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-FNmGJDU3LPk/Tu45IGCff-I/AAAAAAAACF8/axZ4nSLCCGw/s320/Drwal.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5687546190638317538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jeżyłem się na tego nowego Witkowskiego w czarnej okładce, obchodziłem  go z daleka, czekałem na dobry moment ku lekturze i… zorientowałem się w  międzyczasie, że już o „Drwalu” napisano w mediach praktycznie  wszystko, więc wyjdzie ze mnie jakiś epigon polskiej krytyki, który  tylko powtarzać potrafi. Co prawda wydaniu nowej powieści jednego z  ciekawszych polskich autorów nie towarzyszyła tym razem akcja promocyjna  rozsyłania bloggerom jego książek i w efekcie zalania sieci omówieniami  (jak to było w przypadku &lt;a href="http://www.g-punkt.pl/content/tiry_swieta_i_nowy_posmak_mandarynki"&gt;„Margot”&lt;/a&gt;, kiedy to – by się wyróżnić –  pacnąłem moich kilka słów w portalu G-Punkt), niemniej jednak dotychczas  „Drwal” doczekał się wielu wnikliwych omówień. A ja jestem w rozterce -  czy pisać, bo tak trzeba, czy może zamilknąć i dać tej książce żyć  własnym życiem. Nie będę przecież powtarzał sądów o tym, jak wiele w  „Drwalu” Gombrowicza, Nienackiego, Prousta także i wpływów „Pitavala”,  bo po co, skoro inni już napisali? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pozostaje tylko obrać własną tezę, a  mianowicie obronić stwierdzenie, iż Witkowski to pisarz całkowicie  nieprzewidywalny, a „Drwal” podkreśla, że bawiąc się w istocie tymi  samymi konwencjami, autor prezentuje zupełnie nową jakość. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;To, na co koniecznie trzeba zwrócić uwagę to fakt, że pisarz jak  mało kto potrafi śmiać się sam z siebie. Czy będzie to groteska rodem z  Gombrowicza, czy Gogolowskie śmianie się z samego siebie, czy też po  prostu zjadliwa autoironia – każdy z tych sposobów ujawnia, że  najważniejszym potrzebnym pisarzowi atutem jest dystans wobec tego, co  tworzy i jaki jest. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Drwal” bowiem to powieść sentymentalnej drogi. Dziwna taka jakaś,  trudna do ogarnięcia.&lt;/span&gt; Oto bowiem Witkowski postanawia pożegnać się z  lanserską Warszawką i w samym środku paskudnej polskiej jesieni udać się  do nadmorskiego zadupia, jakim poza sezonem są Międzyzdroje. Ponieważ  dane mi było być tam w styczniu, doskonale mogę wyobrazić sobie marazm i  brud tego miejsca, o jakich pisze autor „Drwala”. Kto lub co go tam  zapędza? Pewna fiksacja albo – pisząc słowami autora – odchylenie. Na  czym polega? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Mówiąc wprost – interesują mnie milczący faceci z małymi  domkami, najlepiej usytuowanymi gdzieś na polanie, nad morzem albo  jeziorem, którzy czasem w tym domku czują się samotni i trzeba  przyjechać, aby z nimi pomilczeć”&lt;/span&gt;. Jedzie zatem nasz pisarz-narrator do  niejakiego Roberta Wojańskiego, który w swym oddalonym od cywilizacji  domku próbuje zatrzymać czas, czyniąc go barwniejszym całą gamą  benzodiazepin lub tabletek pochodnych, po które z wielką radością sięga  potem sam Witkowski. Drwal mało mówi, dużo śpi, ożywia się tylko wtedy,  gdy z podobnym jak on outsiderem Rozklekotanym, wybiera się na jakieś  tajemnicze polowanie. A nasza Michaśka ma w planie przetrzepanie jego  dobytku i analizowanie, skąd u niego chęć odcięcia się od świata i  dlaczego stylowe drobiazgi, które czynią wnętrze domku Roberta  wyjątkowym, znajdują się w tajemniczej symbiozie z durnymi sitcomami i  rozbebeszonym zającem w wiatrołapie. Szybko jednak okaże się, że dużo  bardziej wdzięcznym obiektem obserwacji (i adoracji) będzie  międzyzdrojski luj Mariusz - twardy, cuchnący, prymitywny i szalenie  kuszący. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Luj z Międzyzdrojów to taki sam przystankers jak Waldi Mandarynka z  „Margot”. Tyle tylko, że Mariusz parcia na szkło nie ma i żadna medialna  kariera mu nie grozi. &lt;/span&gt;Grozi mu jednak ogromne zainteresowanie  podstarzałej warszawskiej cioty, która ma zamiar luja sobie zjednać,  oswoić, oczarować i zagarnąć. Dzieją się w związku z tym rzeczy co  najmniej dziwne i nienormalne, ale przecież – jak sam Witkowski  stwierdza -  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„literatura zaczyna się tam, gdzie przestaje być  normalnie”&lt;/span&gt;. Przestaje tak być już od momentu przybycia warszawiaka do  opustoszałych Międzyzdrojów. Luj okaże się dziki i nieokrzesany, bliższy  bratania się z psem niż z drugim człowiekiem, niewdzięczny za kupowanie  doładowań komórki, piwa czy chipsów. Luj pozostanie lujem i będzie  agresywny, nie do ułożenia, nie do wychowania. Można jedynie zabierać mu  rzeczy i czcić te fetysze. Takie wyzwanie jest o tyle ciekawsze, że  nasz narrator na jakiś czas gubi z oczu swego gospodarza Roberta, co  będzie miało dość przykre konsekwencje, ale jednocześnie doprowadzi do  odkrycia pewnej kryminalnej sprawy sprzed lat. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Sensacyjna intryga, w której drwal i jego rozklekotany kamrat  odegrają ważną rolę, to jedynie tło do rozważań nieco innej natury. O  naturę właśnie chodzi. Tę ludzką, nieokrzesaną i tę, w której można  zatonąć jak we mgle. Poza tym chodzi dodatkowo o jej odczuwanie.  Witkowski jeszcze zanim dotrze do Międzyzdrojów, deklaruje: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Nie  chciałem już ani palić, ani ćpać, ani żreć, ani uprawiać seksu, ani nic.  Tylko odczuwać i zapisywać. Jak najdłużej się da”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;I chociaż jednak  zapali, przyćpa nieco mocnych lekarstw, obudzi w sobie seksualne chucie i  nic uzna za coś warte rozważań, Witkowski w „Drwalu” przede wszystkim  odczuwa i zapisuje. A zapisuje tak świetnie, że mimo dłużyzn  fabularnych, czyta się jego najnowszą powieść z wypiekami na twarzach. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jeśli można czytelniczo zborsuczeć i wypiąć się na wszystko, co nas  otacza, z pewnością jest to możliwe podczas lektury „Drwala”. Dowcipnej,  wielowątkowej, przepięknie autoironicznej i trafiającej w niemal każdy  gust. Nawet tych, którzy po wydaniu „Margot” uważali, że Witkowski idzie  w jakieś bezguście. Świetna rzecz i z charakterem! Dobrze, że tak wiele  się o niej mówi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Świat Książki, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2314473757829671103?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2314473757829671103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2314473757829671103' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2314473757829671103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2314473757829671103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/drwal-micha-witkowski.html' title='&quot;Drwal&quot; Michał Witkowski'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-FNmGJDU3LPk/Tu45IGCff-I/AAAAAAAACF8/axZ4nSLCCGw/s72-c/Drwal.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-5545293282956033278</id><published>2011-12-15T19:08:00.003+01:00</published><updated>2011-12-15T19:10:59.737+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska/ukraińska/białoruska'/><title type='text'>"Moskwa Noir"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-eMay1R9raHQ/Tuo3sHVuKcI/AAAAAAAACFw/NO5HfWiRH8w/s1600/Moskwa.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 121px; height: 204px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-eMay1R9raHQ/Tuo3sHVuKcI/AAAAAAAACFw/NO5HfWiRH8w/s320/Moskwa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5686418710532598210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Mroczna seria „noir” zainicjowana przez Wydawnictwo Claroscuro nosi  znamiona ambitnego projektu literackiego i świadczy o tym pierwsza  wydana w tym cyklu książka poświęcona Moskwie. Zanim poznamy ciemne  strony Barcelony czy Meksyku, przychodzi nam się mierzyć z kilkunastoma  literackimi miniaturami, jakie ukazują rosyjską stolicę w mrocznych  barwach, nie odbierając jej jednocześnie kolorytu.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Warto zacząć od przedmowy redaktorek projektu „Moskwa Noir”. Natalia  Smirnowa i Julia Goumen piszą w niej między innymi: &lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Im dłużej myśli  się o Moskwie, tym bardziej jawi się ona jako ogromny transformer, gdzie  wszystko w magiczny sposób zmienia swoje oblicze, jak za sprawą  czarodziejskiej różdżki”&lt;/span&gt;. Ukazana w opowiadaniach tej antologii Moskwa  jest miastem ciągłej przemiany, na drodze której stają ludzkie dramaty, o  jakich nie sposób zapomnieć. Czytamy dalej w przedmowie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Moskwa  zmienia się jak w kalejdoskopie, usiłując przezwyciężyć brud, nędzę,  rozpacz, beznadzieję i zło, bez końca wracając do punktu wyjścia”&lt;/span&gt;.  Myślę, że wszyscy rosyjscy autorzy tego zbiorku bezlitośnie i ironicznie  wytknęli wielkiemu miastu jego grzechy, ukazując jednocześnie, iż z  mrocznych zaułków opanowanych przez przemoc i zło, nie sposób się  uwolnić. Ba! Autorzy wręcz za rękę prowadzą nas tam, gdzie z własnej  woli chyba nie chcielibyśmy się znaleźć. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Moskwa Noir” zatem straszy i  fascynuje jednocześnie. Zmusza do zadawania sobie pytania o to, w jaki  sposób jesteśmy odpowiedzialni za zło, które czynimy i jak realia  wielkiej metropolii wpływają na to, iż tego zła jest tak wiele. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Teksty podzielone są na cztery grupy. Tytuł każdej to jednocześnie  tytuł pomnikowego dzieła Fiodora Dostojewskiego, Nikołaja Gogola, Iwana  Turgieniewa i Lwa Tołstoja. Rozpatrywanie ukrytych związków tytułów z  zawartością opowiadań z każdego zbioru będzie dodatkową atrakcją podczas  lektury. W moim odczuciu najlepiej prezentują się teksty pod patronatem  Dostojewskiego. Wszędzie bowiem wyraziste zbrodnie i kary za nie  stanowią świetne punkty wyjścia do rozważań wychodzących daleko poza  tekst. Zbrodni bowiem jest w „Moskwie Noir” bardzo wiele. Mamy  wyobcowanego inżyniera, który morduje swoją żonę, a potem nie jest w  stanie udowodnić, że to zrobił, co stanowi dla niego źródło większej  opresji niż wyrzuty sumienia. Obserwujemy poczynania zgorzkniałej i  przesiąkniętej nienawiścią do otoczenia nauczycielki Danai, która nie  mogąc otruć swego umierającego na raka ojca, stara się w inny sposób  przyspieszyć jego śmierć. Czytamy o perypetiach zawodowego mordercy,  który próbuje zaszyć się gdzieś w nocnym mroku po zabójstwie żony i  swego pracodawcy (jej kochanka), co wywoła jedynie dodatkową falę  niepotrzebnych morderstw i cierpienia. Nie mniej makabryczne jest także  zabójstwo domowego kota, którego zakochana w malarzu Julia podaje potem  na stół, byle tylko wybranek nie zauważył, że dziewczyna jest bez  pieniędzy.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Tak to możemy kroczyć od zbrodni do zbrodni, ale „Moskwa  Noir” to przede wszystkim wielogłosowa opowieść o ludzkich  namiętnościach i bólu, który im towarzyszy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wiaczesław Kuricyn pisze o handlarzu złotem, który chce odmienić swe  grzeszne życie u boku pragnącej zerwać ze swym nałogiem narkomanki.  Tekst nie znalazłby się w antologii, gdyby mu się to udało. Podobnie nie  udaje się zwalczyć zawiści młodego literata Biessonowa, który w  opowiadaniu Siergieja Samsonowa zazdrości swemu przebojowemu koledze  sukcesów, doprowadzając pośrednio do nieoczekiwanej zmiany ról w ich  relacjach. Starzejący się kucharz Riabiec z tekstu Igora Zotowa  konfrontuje się ze wspomnieniami z okresu młodości, kiedy przypadkowo w  odpychającej bezdomnej dostrzega Buratinę, miłość swego życia sprzed  wielu lat. Okazuje się, że los obszedł się z nią o wiele gorzej niż z  Riabcem, co nie umniejsza faktu, iż mężczyzna cierpi nie z powodu tego,  kim jest teraz, a z powodu zdarzeń sprzed wielu lat, które wciąż są żywe  w jego pamięci. Takich historii jest dużo więcej, a nad wieloaspektowym  cierpieniem swych bohaterów autorzy pochylają się z empatią i  szacunkiem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Moskwa Noir” zawiera także opowiadania-bomby, eksplodujące podczas  czytania i pozostawiające czytelnika w zawieszeniu i grozie. &lt;/span&gt;Tak jest w  przypadku Władimira Tuczkowa, autora chyba najlepszego w tej antologii  tekstu. Jego bohater Maksym, były żołnierz, bierze udział w makabrycznej  grze o zabijanie na ulicach Moskwy. Zdeterminowany i czujny nie  spodziewa się, iż przypadkowe spotkanie z transwestytą zmusi go do  zaplanowania innego niż zamierzał osiągnąć finału sponsorowanej przez  oligarchów gry. Zdumienie budzi także zamykający zbiór tekst Siegieja  Kuzniecowa, w którym poznajemy duchy zamieszkujących kiedyś okolice  Łubianki ludzi – cierpiącej na kompleks prowincjuszki Niny czy Kolę,  którego kochanek Jan nadzoruje bezlitosne egzekucje po to, by sam  skończyć, jak jego więźniowie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Antologia opiera się na tym, co było, na tym co dzieje się obecnie w  Moskwie i na tym, w co może się to miasto zamienić.&lt;/span&gt; Poznając losy  bohaterów opowiadań przemierzamy także portretowane z fotograficzną  dokładnością dzielnice Moskwy. Czujemy lodowaty oddech miasta, które  kusi mrokiem. „Moskwa Noir” to projekt odważny, ciekawy i wart poznania.  W końcu ciemne strony – także miast – kuszą dużo bardziej niż blaski.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Claroscuro, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-5545293282956033278?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/5545293282956033278/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=5545293282956033278' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/5545293282956033278'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/5545293282956033278'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/moskwa-noir.html' title='&quot;Moskwa Noir&quot;'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-eMay1R9raHQ/Tuo3sHVuKcI/AAAAAAAACFw/NO5HfWiRH8w/s72-c/Moskwa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-256147061684603774</id><published>2011-12-12T20:22:00.003+01:00</published><updated>2011-12-12T20:24:35.329+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Gej w wielkim mieście" Mikołaj Milcke</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-XfbZmhjN2Zk/TuZUlPQw4RI/AAAAAAAACFY/z_PLMfl-0bU/s1600/Milcke.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 204px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-XfbZmhjN2Zk/TuZUlPQw4RI/AAAAAAAACFY/z_PLMfl-0bU/s320/Milcke.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685324578330566930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Mikołaj Milcke zapewne jakoś wpisze się w nurt polskiej literatury  homoerotycznej i znajdzie miejsce obok Michała Witkowskiego, Bartosza  Żurawieckiego czy Edwarda Pasewicza. To będzie takie wpisanie się w  pastelowych barwach, bo „Gej w wielkim mieście” jest książką przede  wszystkim lekką, dowcipną i ironiczną. Naturalnie portretuje ciemne  strony bycia kochającym inaczej i stara się oddać klimat środowiska  gejowskiego równie dokładnie jak robią to wspomniani przeze mnie  autorzy. Opowiada o opresyjnym charakterze bycia gejem i próbuje oddać  problem bycia innym w ogóle. Milcke pisze swobodnie i ze swadą. Odnoszę  jednak wrażenie, iż jego bohater nie zainteresowałby nas nawet w  najmniejszym stopniu, gdyby nie jego orientacja seksualna, wokół której  obsesyjnie toczą się prawie wszystkie zdarzenia. Trzeba sobie zatem  zadać pytania o to, kim jest bezimienny chłopiec z tej książki.  Gejowskim Everymanem? Konglomeratem autorskich poglądów na życie męskiej  mniejszości seksualnej w tym kraju? Niezbyt wyraźnym symbolem, za  pomocą którego Milcke próbuje w swej książce przemycić nieco  publicystycznej treści? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Gej w wielkim mieście” to książka, o której za  dużo powiedzieć nie można. Obawiam się, że za jakiś czas mówić się już o  niej nie będzie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Tytułowy bohater ma 21 lat i pochodzi z prowincjonalnego miasteczka  na Lubelszczyźnie. Rozpoczynając studia w Warszawie, opuszcza dom  rodzinny bez większych sentymentów. Ze względu na swą orientację  seksualną czuje dodatkowy dyskomfort, bo w małym miasteczku tacy jak on  przecież nie mogą istnieć. Autor próbuje delikatnie sugerować, dlaczego  jego bohater stał się gejem. Czy to kwestia genetyczna czy też wszystko  przez kalekie relacje z ojcem, który nigdy nie dał mu właściwego wzorca  zachowania i przez którego teraz jego syn w Warszawie tęsknie spogląda w  kierunku starszych mężczyzn? Nie poznamy jednoznacznej odpowiedzi.  Dowiemy się jednak, w jaki sposób młody student dziennikarstwa odkrywa  swoje wnętrze, swą seksualność, swoje pragnienia i pożądania. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Odbywa się to – można by rzecz – bardzo klasycznie i dość  przewidywalnie. Najpierw bohater Milckego swoją tożsamość (także  seksualną) gruntuje wśród otaczających go studentów. Po spektakularnych  wygibasach na dyskotekowym parkiecie i kilku odważnych wyznaniach,  zaznacza swą mocną pozycję towarzyską. Jego homoseksualizm to dodatkowy  atut. Jak już wspomniałem, chyba tylko dzięki nim ta postać nabiera  jakichkolwiek barw. Potem seksualność bohatera przechodzi chwile próby –  najpierw u boku przystojnego Wiktora, potem przy poznanym na chacie  Mariuszu z Krakowa. Obaj mężczyźni wywierają ogromny wpływ na naiwnego,  nieco zmanierowanego i odrobinę histerycznego chłopca, którego poglądy  na życie i zdolność przewidywania pewnych zdarzeń sytuują go raczej na  granicy rozwoju nastolatka edukującego się w pierwszych klasach liceum. W  każdym razie pojawia się miłość i rozczarowanie. W międzyczasie  nawiązanie serdecznych przyjaźni z „psiapsiółkami” oraz z  heteroseksualnym mężczyzną, którego bohater książki adorował potajemnie w  czasach szkolnych. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jest to niewątpliwie książka o doświadczaniu życia i odkrywania  prawdy o tym, kim jest się naprawdę.&lt;/span&gt; Zdarzenia toczą się w szybkim  tempie; akcja przenosi się z Warszawy do rodzinnego miasteczka bohatera,  by potem rozgrywać się w Krakowie, gdzie nasz student dziennikarstwa  pozna prawdziwe życie i przeżyje całą masę rozczarowań. Wcześniej  uświadomi sobie, iż świat homoseksualistów jest światem dość  bezwzględnym i brutalnym, że nie ma w nim miejsca na stałość uczuć i że  tak naprawdę jest już z góry skazany na porażkę, bo „między swoimi” może  się nie odnaleźć. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Można i należy zadawać sobie pytanie, czy taka postać  nieobarczona brzemieniem trudnej do zrozumienia seksualności, byłaby w  jakikolwiek sposób atrakcyjna dla czytelnika. Obawiam się, że nie.&lt;/span&gt; Nie  dostrzegam też w prozie Mikołaja Milcke tendencji do tego, by  manifestować w jakiś szczególny sposób seksualny comming out w czasach,  kiedy literacko, publicystycznie i całkiem realnie w życiu z szaf wyszło  już wszystko, co miało wyjść i powiedziało już każdemu o tym, że bycie  homo jest fascynującym doświadczeniem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Po co zatem ta książka i dla kogo? Kiedy poleca się coś wszystkim,  to tak naprawdę nie poleca się nikomu. „Gej w wielkim mieście” znajdzie  grono odbiorców, bo to książka w gruncie rzeczy bardzo sympatyczna i  ciepła, ale… jakoś trudno mi napisać, że mógłbym ją polecić komukolwiek.  Nawet jeśli spróbuję dokonać podziału na czytelników heteroseksualnych  oraz homoseksualnych, a swą rekomendację skierować do którejś z grup. To  niestety niemożliwe, zatem uważam za wystarczające zasygnalizowanie  jedynie, iż taka książka znalazła się w księgarniach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Dobra Literatura, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-256147061684603774?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/256147061684603774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=256147061684603774' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/256147061684603774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/256147061684603774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/gej-w-wielkim-miescie-mikoaj-milcke.html' title='&quot;Gej w wielkim mieście&quot; Mikołaj Milcke'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-XfbZmhjN2Zk/TuZUlPQw4RI/AAAAAAAACFY/z_PLMfl-0bU/s72-c/Milcke.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6000999155229117824</id><published>2011-12-10T12:39:00.003+01:00</published><updated>2011-12-10T12:41:35.100+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Bar dla potępionych" Kealan Patrick Burke</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Zqbhae6H9ak/TuNFCagOidI/AAAAAAAACFM/kkRcmJmN_nY/s1600/Burke.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 146px; height: 204px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Zqbhae6H9ak/TuNFCagOidI/AAAAAAAACFM/kkRcmJmN_nY/s320/Burke.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5684463062448245202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Witajcie w Milestone! Tutaj czas się zatrzymuje, powietrze gęstnieje, a  wokół roznosi się jedynie zapach strachu i śmierci. Witajcie w piekle na  ziemi; w miejscu zapomnianym przez Boga, gdzie demoniczny wielebny  nakazuje swym owieczkom mordować dla pokuty, a ludzie nie czekają już na  żadną odmianę, bo dawno przestali w nią wierzyć. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„To miasto jest  zarezerwowane dla ludzi wyzutych z marzeń, dla zagubionych i tych,  którzy nie mają już nadziei”&lt;/span&gt;. Miejsce, gdzie pojawiają się widma, ludzie  umierają, a potem zmartwychwstają, gdzie płonie bar i gdzie popiół i  ogień gaszą łzy oraz skowyt żywych i zmarłych. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trochę strasznie, trochę  śmiesznie, ale ogólnie czyta się „Bar dla potępionych” dość dobrze i  jeśli przymknąć oko na nieścisłości fabularne, przerysowane (nie  groteskowe, a pewnie taka była intencja autora) postacie i za dużo  absurdu, można rzecz, iż Kealan Patrick Burke to pisarz mroczny i  frapujący, który nie kończy swojej opowieści wraz z ostatnią kropką.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Akcja rozgrywa się początkowo w tytułowym barze, gdzie poznajemy co  najmniej ekscentryczne persony. Jest wśród nich Gracie, skazana na  stagnację przez przekleństwo ojca, a raczej demonicznej, azjatyckiej  macochy. Jest czarnoskóry olbrzym Wintry, dla którego słowa są zbędne, a  który walczy z widmem znienawidzonego, krzywdzącego go przed laty ojca.  Mamy także Cobba, nudystę-ekscentryka, silącego się na cztery te same  dowcipy, którymi zamęcza innych. Jest jeszcze brzemienna Florence, która  rzekomo zabiła kiedyś swego męża i Kyle – młody chłopak z pistoletem,  którego chce użyć przeciwko swemu ojcu, Tomowi. Tom zaś to zgorzkniały  szeryf, który od dawna nie ma już sił, aby dbać o porządek w Milestone.  Tak jak inni poddaje się terrorowi wielebnego Hilla, który zastąpił  księdza-samobójcę, a teraz sieje postrach w miasteczku, rzekomo ocalając  przed piekłem  tych, którzy i tak się w nim znajdują. Czytelniejszym i  wyraźniejszym pośrednikiem piekielnych zaświatów jest jednak Kadawer –  starzec wydzielający specyficzny, dość przyjemny zapach. Czy tak pachnie  Zło? Trudno powiedzieć, skoro wszyscy bohaterowie Burke’a są nim  przesiąknięci. Wszyscy także spotykają się w upiornym barze, z którego  trudno im się wydostać. Jak portretowana jest ta spelunka?&lt;span style="font-style: italic;"&gt; „To jest  wieczne potępienie, a przynajmniej coś w rodzaju poczekalni, gdzie  możemy tylko siedzieć, kisić się i czekać, aż ktoś wywoła nasz numerek”&lt;/span&gt;.  Bohaterowie siedzą, kiszą się i czekają, dopóki w drzwiach nie pojawi  się złodziejaszek Brody i jego umierająca dziewczyna Carla… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zdarzenia toczą się w zawrotnym tempie i trudno chwilami się nawet  zorientować, czy dany bohater jeszcze żyje, czy obserwujemy poczynania  jego ducha. Jeżeli do opisanego powyżej towarzystwa dodamy prostytutkę  Eris kuszącą wśród świec i manekinów oraz miejskiego doktora Hendriksa,  który zabija rzekomo śmiertelnie chorą żonę i popada w obłęd, otrzymamy  narrację wyjątkowo przygnębiającą. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W „Barze dla potępionych” szerokim  echem odbija się hasło pokuty i pragnienia uwolnienia się z cielesnej  powłoki, dającej jedynie ból i przynoszącej frustrację.&lt;/span&gt; U Burke’a nie ma  niczego, co kazałoby spojrzeć na jego postacie inaczej niż na  naznaczonych piętnem cierpienia. Nic nie przynosi ukojenia tego  cierpienia, a sama książka staje się momentami nieznośnie duszna i  nadmiernie przerażająca. Nie przeraża w niej krew, zbrodnia, liczne  wulgaryzmy czy wisielcza atmosfera. Chodzi bardziej o to, iż już od  samego początku wiemy, że ta powieść musi skończyć się źle, nie ma w  niej jakiejś wyraźnej gradacji napięcia, wszystko podane jest na  literackiej tacy już od pierwszych słów. Potem pojawiają się mniej lub  bardziej prawdopodobne zdarzenia i postaci, ale opinii o powieści  wyrobionej już na początku zasadniczo to nie zmienia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Bar dla potępionych” to przykład specyficznej literackiej formy  rozrywki. &lt;/span&gt;Można doszukiwać się w niej poważniejszych pytań o istotę  ludzkiego bytu, definicję zła i wzajemnych zależności między niegodnym  życiem a potępieniem po śmierci. Można spojrzeć na prozę Burke’a jako na  swego rodzaju moralitet. Można równie dobrze przymknąć na wszystko oko i  dać się uwieść narracji wiodącej nas do piekła. Tylko czy ta droga  przyniesie nam prawdziwą satysfakcję czytelniczą?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6000999155229117824?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6000999155229117824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6000999155229117824' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6000999155229117824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6000999155229117824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/bar-dla-potepionych-kealan-patrick.html' title='&quot;Bar dla potępionych&quot; Kealan Patrick Burke'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Zqbhae6H9ak/TuNFCagOidI/AAAAAAAACFM/kkRcmJmN_nY/s72-c/Burke.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-3319799037984047540</id><published>2011-12-05T20:23:00.003+01:00</published><updated>2011-12-05T20:26:29.352+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Dlaczego jesteśmy ateistami?" Russell Blackford, Udo Schüklenk</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-tTudcb86oK4/Tt0aWCscirI/AAAAAAAACFA/xTAkSYkgJe0/s1600/Ateizm.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 204px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-tTudcb86oK4/Tt0aWCscirI/AAAAAAAACFA/xTAkSYkgJe0/s320/Ateizm.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682727270794169010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Trudno jest być ateistą. Trudno być przekonanym o tym, iż to, co nas  otacza i my sami nie jesteśmy wytworami jakiejś nieziemskiej,  pozaludzkiej istoty. Trudno przyjąć, że urodziliśmy się, żyjemy tu i  teraz, a po śmierci nie czeka nas nic. Najtrudniej jednak jest nam  przyznać, że pozostajemy sami ze swoim rozumem i to on ma być naszym  kompasem, kierującym na drodze krótkiej, ale przecież wymagającej, byśmy  swego rozumu używali. Pomysłodawcy antologii &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Dlaczego jesteśmy  ateistami?” postanowili udzielić głosu 50 rozmówcom, którzy w mniej lub  bardziej wiarygodny sposób przekonują, iż ateizm to słuszna droga życia.  Ta książka ma być wyraźnym i stanowczym Głosem Rozumu w czasach, kiedy  fanatyzm religijny doprowadza do coraz to nowych katastrof i powoduje,  że XXI wiek jest czasem swoistej krucjaty wiary.&lt;/span&gt; Czegoś, czego nie można  sprawdzić. Nie można objąć rozumem. A przecież rozum został nam dany po  to, by ułatwić życie. To, które toczy się właśnie teraz; nie będzie  drugiego, nie będzie niebiańskich polan, grzechów odpuszczenia i  spotkania z miłosiernym Bogiem, którego po prostu nie ma. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;To pozycja nie tyle odważna, co przede wszystkim interesująca z  intelektualnego punktu widzenia. Autorami są głównie amerykańscy,  kanadyjscy i australijscy filozofowie, badacze, autorzy science fiction,  biolodzy, bioetycy i aktywiści racjonalizmu. Ich teksty łączy  oczywiście mniej lub bardziej osobiste wyznanie o tym, iż autorzy są  ateistami, ale widać wyraźnie, że poza tym więcej w ich rozważaniach  będzie różnic niż podobieństw. Ich formy także są różnorodne – od  swobodnych, podpartych osobistymi doświadczeniami esejów po naukowe  dysertacje, w których mnożą się zdania podrzędnie złożone i fachowa  terminologia. Wspólnym mianownikiem jest oczywiście stawianie na rozum  ludzki; na jego niezgodę, by wierzyć i na to, że wiara jest czymś  iluzorycznym. Lektura tej książki może być prawdziwą przygodą  intelektualną dla każdego, kto ma otwarty umysł – bez względu na to, czy  jest osobą wierzącą, agnostykiem czy ateistą. Polifonia głosów  przekonuje i zastanawia. Pozwala wybrać teksty, które są nam bliższe i  sceptycznie podejść do rozważań, z którymi trudno się zgodzić. „Dlaczego  jesteśmy ateistami?” to książka zachęcająca do dyskusji. Dająca  jednocześnie wiele do myślenia i wywołująca sporo zamętu. Myślę, że o to  przede wszystkim chodziło. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Autorzy nie przekonują do swoich racji na  siłę. Nie werbują batalionu niewierzących, którzy będą atakować religie.  To interesujące świadectwo naszych czasów; czasów 10 tysięcy odrębnych  religii i setek tysięcy tych, którzy za żadną z nich nie są w stanie się  opowiedzieć. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;A.C. Grayling w swym eseju „Dlaczego nie jestem wierzący” pisze  następująco: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Najważniejszym narzędziem przetrwania wszelkich religii  jest indoktrynacja dzieci i młodzieży”&lt;/span&gt;. Wielu autorów zgodnie potwierdza  fakt, iż religia ich po prostu zwiodła i że jako dzieci nie mieli  zbytniego wyboru i musieli uwierzyć w to, iż światem rządzi wszechmocna,  wszechpotężna i nieskończenie wielka istota. Opisują oni, w jaki sposób  stopniowo rozstawali się ze swoją wiarą. Piszą o jej opresyjnym  charakterze i o poczuciu wolności, które daje im ateizm. Widać wyraźnie,  że rozum wspomagany wykształceniem i doświadczeniami życiowymi z czasem  wyklucza religię jako balast, którego porzucenie daje nie tyle  satysfakcję, co świadomość, iż widzi się świat takim, jaki jest  naprawdę. Można tutaj przytoczyć słowa Margaret Downey, która z prostotą  stwierdza: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Czy szukasz czegoś, w co mógłbyś uwierzyć? Rozejrzyj się  wokół siebie. Świat to piękne i fascynujące miejsce. Nie ma potrzeby, by  wyobrażać sobie niebo. Sam możesz je sobie stworzyć tu i teraz,  dokonując dobrych życiowych wyborów”. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Oczywiście najczęściej dyskutowaną i poddawaną pod wątpliwość jest  kwestia teodycei. Dlaczego nieskończenie dobry Bóg pozwala na równie  nieskończone zło i cierpienie, jakie przeżywa ludzkość od tysiącleci?  &lt;/span&gt;Nie żyjemy w najpiękniejszym ze światów, ale żyjemy w jedynym, jaki  został nam dany. Czy dane nam zostały także nieskończone pokłady  cierpienia, by w nich poszukiwać sensu Boga wiecznie wystawiającego na  próbę? Jak można wierzyć w to, że średniowieczna Wielka Inkwizycja to  wysłannicy Boga na ziemi? Czy możemy mieć jakąkolwiek, choćby drobną  pewność, iż na świat złożony z tak wielu nieszczęść miłosierny Bóg  wysyła nas z własnej woli? Te i podobne im kwestie zaprzątają nasze  umysły nawet wtedy, gdy nie jesteśmy ateistami. Oni jednak mają w sobie  na tyle odwagi, by przestać asekuracyjnie myśleć w kategoriach „może to  rzeczywiście boskie próby” i po prostu kwestionują istnienie Boga. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Podczas gdy ateiści sądzą, że religia i racjonalizm wykluczają się  wzajemnie, religie zdają się sądzić, że wiara jest racjonalna  (rozsądna)”.&lt;/span&gt; W założeniu autorów esejów nie może być rozsądne wierzenie w  coś, czego nigdy na przestrzeni całej historii ludzkości nie dało się  choć w najmniejszym stopniu udowodnić. Sceptycyzm niektórych wynika z  faktu, iż to ludzie tworzą sobie Boga, a nie odwrotnie, zaś poważnym  źródłem niepokoju jest ingerencja religii w życie społeczeństw. Tamas  Pataki na przykład przekonuje, iż instytucje kościelne, wdzierające się  do życia społecznego, w bardzo silnym stopniu starają się stymulować  potrzeby człowieka, wychodzą im naprzeciw, spełniają oczekiwania i tym  samym zwiększają trzódkę, jakiej łatwiej mieć jakiegoś wysoko  postawionego przewodnika, który wie lepiej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Ciekawe są rozważania o bogu w naszym mózgu, którego obraz tworzą  praktyki religijne. Warte uwagi są kwestionowania ontologicznego i  kosmologicznego istnienia Boga. Otrzymujemy interesujące rozważania  byłej muzułmanki, opisującej okrucieństwo islamu oraz wyznania  homoseksualistów, którzy powinni być od dawna potępieni i umierać w  mękach piekielnych. Wspomniana już Margaret Downey sugeruje, by Biblię  zastąpić encyklopedią, zaś Sean M. Carroll zwraca uwagę, że Bóg jest tak  mało konkretną ideą, iż naukowcom trudno coś takiego negować. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Trudno przyjąć założenie, że nie ma Boga. Wygodniej mimo wszystko w  niego wierzyć.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; „Dlaczego jesteśmy ateistami” wieloaspektowo ukazuje, jak  wiele korzyści dała odwaga tym, którzy nie wierzą.&lt;/span&gt; Niniejsze omówienie  to ledwie dotknięcie złożonej problematyki tej książki, zatem zachęcam  do samodzielnej lektury, samodzielnych wniosków i… przyjemności  rozumowania.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarna Owca, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-3319799037984047540?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/3319799037984047540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=3319799037984047540' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3319799037984047540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3319799037984047540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/dlaczego-jestesmy-ateistami-russell.html' title='&quot;Dlaczego jesteśmy ateistami?&quot; Russell Blackford, Udo Schüklenk'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-tTudcb86oK4/Tt0aWCscirI/AAAAAAAACFA/xTAkSYkgJe0/s72-c/Ateizm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2934551233804213677</id><published>2011-11-30T17:20:00.003+01:00</published><updated>2011-11-30T17:22:24.478+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Rodzinnych ciepłych świąt" Magda Parus</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Je_zO-FmALs/TtZXzw0mXmI/AAAAAAAACE0/PcQIgPE-7Iw/s1600/Parus.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 144px; height: 204px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Je_zO-FmALs/TtZXzw0mXmI/AAAAAAAACE0/PcQIgPE-7Iw/s320/Parus.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680824526764924514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Myślę, że książka Magdy Parus doskonale rozsadza pseudoświąteczny  nastrój, który powoduje, że już w listopadzie oglądamy kolorowe  choineczki, brodatych Mikołajów, ćwierkające bałwanki i tym podobne  koszmary.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Parus napisała książkę o koszmarze świąt, o utrapieniach,  przejmującym bólu i rozpadzie więzi międzyludzkich.&lt;/span&gt; Uderzyła w bardzo  przekonujący ton, bo przecież dla znacznej większości przedświąteczny i  świąteczny okres to źródło nieustającej opresji, każące zachowywać się  względem siebie inaczej niż zwykle i silić się na serdeczność, jaką nie  zawsze ma się ochotę okazać, a już na pewno nie na zawołanie „bo  Wigilia”. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Poznajemy losy dwóch sióstr – Kamili i Leny. U jednej spędzamy  święta wielkanocne, u drugiej Boże Narodzenie. Kamila jest osobą  dominującą i ustawiającą świat oraz ludzi w tym świecie wedle ustalonego  w głowie, kostycznego szablonu. Utyskuje w duchu na mało obrotnego  męża, a tak naprawdę cieszy się, że Heniu w ciepłych kapciach bez  większego protestu pozwala sobą kierować. Dla świętego spokoju na  fanaberie matki godzi się też Adrian, dorosły syn Kamili, nazywany przez  nią Adusiem. Kamila okazuje skrajną nieczułość, reagując na śmierć,  jaka wydarzyła się w rodzinie siostry jej męża. Oto bowiem tragiczny w  skutkach wypadek na motorze syna Renaty zmusza ją jedynie do refleksji o  tym, że rozpieszczanie dziecka nie jest dobre i że jej Aduś nigdy nie  skończy tak marnie. Kamila jest postacią smutną, przerażającą wręcz i  odstręczającą już od pierwszych zdań. To, co dzieje się w jej głowie, to  chore projekcje, z jakimi bardzo trudno pogodzić prawdziwe życie. Jej  mężczyźni są więc gruboskórni i niewrażliwi tylko dlatego, że mają nieco  inną koncepcję spędzania świąt wielkanocnych. Jeśli coś nie idzie po  myśli Kamili, kobieta się złości. I tylko ta tłumiona złość oraz różne  frustracje dominują w kobiecie podczas świąt. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Kamila zazdrości swojej siostrze Lenie, że trafiła na prawdziwego  mężczyznę. Takiego, który zapewnia jej poczucie bezpieczeństwa i daje  prawdziwy dom. Jednocześnie zazdrośnie krytykuje kobietę, która  wynajmuje sprzątaczkę, a dzieci kieruje na obiady do stołówek. Lena nie  jest prawdziwą kobietą, bo nie robi tego, co zakodowane jest w móżdżku  Kamili. Kilka Wigilii spędzimy zatem w snobistycznym domu, w którym Lena  i jej mąż Grzegorz stopniowo się od siebie oddalają z winy matki  mężczyzny, o której Lena myśli z nieustającym wstrętem. Teściowa  krytykuje wszystko, co Lena robi, z wychowaniem dzieci włącznie. Czy  jednak normalne jest, by mała Kasia sprawdzała ilość, a nie jakość  prezentów? Czy można sobie wyobrazić nalewanie alkoholu dzieciom, co  czyni Grzegorz? Konflikty są przede wszystkim uwarunkowane różnicami  pokoleniowymi – inaczej na świat patrzy Bronia, inaczej Lena, jeszcze  inaczej jej "rozpuszczone" dziewczynki. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Dramat Leny rozgrywa się stopniowo przez kilka lat. Trudno  powiedzieć, dlaczego jej mąż zbliża się coraz bardziej z matką i odrzuca  żonę. Grzegorz staje się opryskliwy i złośliwy, stoi po stronie własnej  matki, pozwala jej wprowadzić się do siebie i doprowadza do tego, że  którejś z kolei Wigilii rodzina nie spędza już wspólnie, a następna  doprowadza do tragedii. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Obie kobiety Magdy Parus starają się za wszelką cenę zachować  rodzinną atmosferę podczas świąt. Zagryzają zęby, by nie powiedzieć  czegoś niemiłego, niestosownego. Buzują w nich jednak negatywne emocje o  skali tak ogromnej, że siostry stają się momentami chodzącymi bombami  zegarowymi. &lt;/span&gt;Autorka przygląda się ich ułomnościom, zadając pytanie o to,  dlaczego kobiety trwają w nieudanych związkach i jak bardzo są w stanie  poświęcić własne szczęście na rzecz szczęścia swoich dzieci.  „Rodzinnych ciepłych świąt” to gorzka opowieść o tym, iż nic i nikt nas  nie zmienia, że każdy tak naprawdę jest dość samotny w konfrontacji z  nastrojem, który nie pozwala o tej samotności myśleć. Książka Magdy Prus  ukazuje mroczną stronę świąt i wieloaspektowe dramaty kobiet,  usidlonych w swych życiowych rolach przede wszystkim na własne życzenie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Czy jest kogo żałować i komu współczuć w tej przygnębiającej  opowieści? Tak. Można wznieść się na wyżyny empatii i zrozumieć zarówno  Kamilę, jak i Lenę, ale tak naprawdę chodzi w tej książce o to, by  ujawnić toksyczne relacje między członkami rodziny, dla których  antidotum ma być odświętnie ubrana choinka, śpiewanie kolęd, czy  obżeranie się jedzeniem przed telewizorem. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Magda Parus nie wnosi niczego  nowego w postrzeganie świąt nie zawsze rodzinnych, ale sygnalizuje  problemy, od których dzięki słodkim choineczkom, ćwierkającym bałwankom i  maltretowanej przez stacje radiowe piosence „Last Christmas” mamy  uciec. &lt;/span&gt;Dlaczego uciekać od bolączek życia, skoro życie głównie z nich  się składa? Wesołych świąt – już w listopadzie życzę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Wydawnictwo MUZA, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2934551233804213677?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2934551233804213677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2934551233804213677' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2934551233804213677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2934551233804213677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/rodzinnych-ciepych-swiat-magda-parus.html' title='&quot;Rodzinnych ciepłych świąt&quot; Magda Parus'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Je_zO-FmALs/TtZXzw0mXmI/AAAAAAAACE0/PcQIgPE-7Iw/s72-c/Parus.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-4151878784016761961</id><published>2011-11-28T20:06:00.002+01:00</published><updated>2011-11-28T20:09:09.920+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura francuska'/><title type='text'>"Mapa i terytorium" Michel Houellebecq</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-9AGu8Z1Fr30/TtPb58KlCtI/AAAAAAAACEo/HkQbEmM1zl4/s1600/Houellebeq.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 230px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-9AGu8Z1Fr30/TtPb58KlCtI/AAAAAAAACEo/HkQbEmM1zl4/s320/Houellebeq.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5680125343493851858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kiedy autor umieszcza sam siebie w książce, czyniąc się głównym  bohaterem, a dodatkowo uśmiercając w wielce spektakularny sposób, możemy  wtedy mówić albo o potężnej megalomanii, albo o specyficznej formie  twórczego performance, albo ostatecznie o skrajnej autoironii i cynizmie  – i to ostatnie chyba najlepiej oddaje koncepcję Michela Houellebecqa  na jego najnowszą powieść. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Mapa i terytorium” to rzecz oddająca jego  stosunek do rzeczywistości – niechęć do ludzi, kolektywu, do  przeżerającego zachodnią Europę na wskroś kapitalizmu i cywilizacji  pędu, w której nie liczy się człowiek, a wytwór jego tytanicznej pracy. &lt;/span&gt; Ta powieść daleka jest od skandalizującej „Platformy”, dużo bardziej  uporządkowana i spójna niż „Możliwość wyspy”, zbliżająca się w  przesłaniu do „Cząstek elementarnych”, ale w gruncie rzeczy jedyna w  swoim rodzaju. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Houellebecqa można chyba uwielbiać albo nienawidzić. Tak jak  Palahniuka w gruncie rzeczy. Przyznaję, że bardzo cenię twórczość  zarówno francuskiego, jak i amerykańskiego kontestatora, ale w kwestii  zjadliwości i gorzkich sądów o współczesnym świecie Houellebecq przebija  Palahniuka. Może dlatego, że nie ma poczucia humoru. A być może  dlatego, że dzisiejszy świat nie jest już wart żadnego uśmiechu. I taka  to śmiertelnie poważna (choć momentami komicznie ironizująca) jest  powieść „Mapa i terytorium”. Wielowątkowa, ale bardzo konkretna.  Zatrważająca. Porażająco prawdziwa. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Główny bohater, Jed Martin, na początku ma duże trudności z tym, by  jakoś siebie określić. To artystyczna dusza poszukująca nowych wrażeń, a  jednocześnie wycofana z życia społecznego i kontemplująca świat w  samotności.&lt;/span&gt; Jed próbuje tworzyć sztukę. W pełnej cynizmu introdukcji  widzimy, jak męczy się z portretem Jeffa Koonsa i Damiana Hirsta.  Portretem, który nie zostanie ukończony, wywołując mdłości i bunt u  swego autora. Ale przecież Jed dzięki portretom zdobywa fortunę i staje  się osobą medialną. Ten Jed, który początkowo fotografował mapy  Michelina, unikając prezentowania ludzi. Potem, kiedy fotografię  zamienia na malarstwo, osiąga kolejny sukces – tym razem skupiając się  właśnie na znaczących jednostkach. Rozwój Jeda kieruje się zatem ku  prezentacji ludzkich wytworów człowieka ery przemysłowej, by zakończyć  portretem życia, który doprowadzi do dramatycznych rozwiązań  fabularnych, zamieniających „Mapę i terytorium” z socjologicznego fresku  w intrygę kryminalną. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Prace Jeda Martina często przedstawiano jako wyniosłe z chłodnej,  zdystansowanej refleksji nad kondycją świata, kreując go na spadkobiercę  wielkich konceptualistów z poprzedniego wieku”&lt;/span&gt;. Martin w swoją sztukę  wkłada wiele serca, ale tak naprawdę tego się nie dostrzega. Agenci,  ludzie reklamy, śmietanka francuskiego show businessu – wszyscy  zachwycają się przede wszystkim formą jego sztuki. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Mapa i terytorium”  bowiem to złożony traktat pytający o istotę bycia współczesnym artystą  oraz o to, czy współczesna sztuka ma zachwycać formalnie, czy też  docierać do wnętrza ludzkiego, rozbudzać prawdziwe uczucia.&lt;/span&gt; O koncepcji  artystycznej formy wyrazu siebie Jed rozmawia m.in. ze swoim ojcem,  który u schyłku życia, schorowany, pozwala sobie na bliskość względem  syna, której nigdy mu nie okazywał. Jed i ojciec to dwie samotne wyspy,  które tak naprawdę wszystko dzieli. Ich rytualnie wręcz spędzane  wieczory wigilijne to jedyna w roku forma kontaktu. Nieudana próba,  która zawsze kończy się fiaskiem. A kiedy pojawi się już między nimi  bliskość, trzeba ją natychmiast zniszczyć, nawet kosztem poddania się  eutanazji i zakończenia życia przed czasem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Samotność Jeda, który nie potrafi zbudować stałego związku, ukazana  jest w kalekich relacjach z kobietami. Wciąż wielbi w głębi duszy  sprzedającą swe wdzięki Geneviéve z Madagaskaru (kochankę z młodości)  oraz kuszącą Rosjankę Olgę, wprowadzającą go w świat artystycznej i  pseudoartystycznej bohemy Paryża, oferującą nie tylko doborowe  partnerstwo zawodowe, ale i prawdziwą miłość, którą Jed odrzuca.  Mężczyzna nie jest w stanie nawiązać z nikim bliskiej relacji i to  właśnie zbliża go do Michela Houellebecqa  (bohatera książki, nie jej  autora), który wyświadcza mu przysługę, za którą Jed odwdzięcza się  jedynym portretem, w który naprawdę włożył swoje serce. Portretem  fatalnym. Zgubnym. To prezent dla pisarza, z którym Jed znajduje wspólny  język i ostatecznie jest nawet gotów do pierwszej w życiu przyjaźni.  Oczywiście nie uda mu się jej nawiązać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Mapa i terytorium” ukazuje świat cywilizacji europejskiej w fazie  rozkładu. Ludzie produkują, ale i sami są produktami, egzystencja opiera  się na tytanicznej pracy, kapitalizm pręży muskuły, ale to tylko  chwila, bo docierają do nas wiadomości o kolejnych kryzysach  ekonomicznych. Ostatecznie w wizji Houellebecqa zastany świat ulegnie  degradacji. Nastąpi powrót sił witalnych i mocy natury. A Jed,  fotografując mapy Michelina, zwraca się ku wsi, prowincji, prostocie  życia. Na prowincji odnajdzie szczęście, którego nie dał mu żaden  człowiek z machiny ery przemysłowej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Houellebecq potwierdza klasę wielkiego pisarza. Pisarza naszych  czasów. Mizantropa, dziwaka, snoba… czy genialnego wizjonera?&lt;/span&gt; Warto  pomyśleć, kim jest naprawdę, czytając jego najnowszą książkę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo W.A.B., 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-4151878784016761961?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/4151878784016761961/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=4151878784016761961' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4151878784016761961'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4151878784016761961'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/mapa-i-terytorium-michel-houellebecq.html' title='&quot;Mapa i terytorium&quot; Michel Houellebecq'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-9AGu8Z1Fr30/TtPb58KlCtI/AAAAAAAACEo/HkQbEmM1zl4/s72-c/Houellebeq.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-4039340823178349597</id><published>2011-11-25T20:17:00.002+01:00</published><updated>2011-11-25T20:21:13.831+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Miłość we Wrocławiu"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-kcSNRNmScDA/Ts_p8jqnGaI/AAAAAAAACEA/sC1VGuiFaic/s1600/Mi%25C5%2582o%25C5%259B%25C4%2587.jpeg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 153px; height: 229px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-kcSNRNmScDA/Ts_p8jqnGaI/AAAAAAAACEA/sC1VGuiFaic/s320/Mi%25C5%2582o%25C5%259B%25C4%2587.jpeg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679014881712871842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Rzadko podejmuję się recenzowania antologii opowiadań, albowiem miewam  wówczas bardzo ambiwalentne uczucia. Zastanawiam się, czy oto mam przed  sobą prozatorskie próby najwyższych lotów; taką literacką śmietankę  twórczości autorów zazwyczaj utalentowanych, a zawsze znanych, czy też  może mam omówić takie pisanie na zawołanie (przepraszam, na  zaproszenie), które w normalnych warunkach raczej nie wyszłoby spod  żadnego pióra. Są antologie z pazurem, antologie intrygujące. Taki  chociażby &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/07/piatek-245.html"&gt;„Piątek, 2:45”&lt;/a&gt; – to było naprawdę oryginalne wyzwanie  intelektualne. Tymczasem zbiorek zatytułowany &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Miłość we Wrocławiu”  znacząco ogranicza wszystkich zaproszonych do udziału w tym projekcie.  Bo o czym tu pisać? Trzeba krążyć wokół tej nieszczęsnej miłości i  wbijać ją w realia Wrocławia. Trzeba snuć opowieści o polskiej Wenecji  nad Odrą, ubarwiając ją mniej lub bardziej udanymi wątkami miłosnymi.&lt;/span&gt;  Nic, co znacząco mogłoby zwrócić moją uwagę. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;I stało się tak, że przeczytałem „Miłość we Wrocławiu” z przekory.  Po pierwsze dlatego, iż miasto znam ledwie z kilku wizyt i chciałem  poczuć jego klimat. Niestety, nie udało się oddanie go nikomu poza  Łukaszem Orbitowskim, ale to także jego „Święty Wrocław” spowodował  kiedyś moje zainteresowanie tym miastem. Autorzy naginali swe fabuły jak  tylko mogli. Wymieniali nazwy znanych miejsc, ulic, pubów. Dwoili się i  troili (Iren Grin, Gaja Grzegorzewska i Marcin Świetlicki uczynili to  nawet dosłownie, popełniając najsłabsze opowiadanie ze zbioru). I co?  Nic! Wrocławia nie poznałem, miłości nie poczułem, a przyjemność  sprawili mi ci, którzy zawsze to robią, czyli Inga Iwasiów ze swą  zanurzoną w przeszłości, wyrazistą i wiarygodną psychologicznie  opowieścią pt. „Boczny wątek” oraz Maciej Malicki, tropiący słowa o tym,  iż miasta są jak kobiety; autoironicznie i intrygująco opowiadający o  smakach i zapachach w najlepszym chyba – obok tekstu Orbitowskiego –  opowiadaniu „Zapach”. Co poza tym? Ubawił mnie Karpowicz, zaintrygował  Ziemiański, wiarygodnie przekonał do swego pisania po raz kolejny Varga. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Poza estetyczną przyjemnością obcowania z wielowarstwowym,  symbolicznym, mrocznym i wyśmienitym tekstem „Oddana” Łukasza  Orbitowskiego oraz wspomnianymi przyjemnościami czytelniczymi, lektura  „Miłości we Wrocławiu” była raczej rozczarowująca. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Marta Syrwid tym razem buduję prozę „ornamentalną” – za dużo w niej  ozdobników, zbyt wiele nadmiernej egzaltacji, za wiele pustki kryjącej  się w słowach. Wspomniane trio wraca do przedstawianych już w swej  prozie detektywów Dyducha i Dobrowolskiej, tworząc tekst jakby na siłę,  bez polotu i przeznaczony dla odbiorców o wątpliwym poczuciu humoru.  Stefan Chwin bawi, ale i nudzi otwierającym zbiór tekstem „Poczta listów  miłosnych”. Wojciech Kuczok prezentuje pisarstwo średnie, a szkoda.  Edward Pasewicz znowu marudzi, jak to polskie – precyzyjnie wrocławskie –  społeczeństwo piętnuje osoby homoseksualne. Jest jeszcze debiutantka,  Joanna Pachla, której tekścik, będący makabryczną miniaturą literacką o  miłości, przepada w tym zbiorze całkowicie. I to taki ogląd  powierzchowny, bo przecież co ja właściwie o tej antologii w tym  momencie piszę? Nic! A przecież jest w niej jednak coś, co powinno  zauroczyć czytelników. Tym czymś jest dbałość o to, by odcienie miłości  były różnorodne tak samo jak różnobarwnie – z założenia – ma być  portretowany Wrocław. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bohaterowie tych opowiadań traktują miłość w większości jako uczucie  dość opresyjne. Wpędza w kompleksy, zniewala, niszczy wewnętrznie i  nawet doprowadza do samobójstwa.&lt;/span&gt; Poczytamy ewentualnie jeszcze o  zwierzęcych chuciach odzywających się w murach katedralnych albo o  cybermiłości, która w zaskakujący sposób pojawia się w życiu realnym i  ratuje niepełnosprawnego hakera z opresji. Właściwie tylko Stefan Chwin  pokazuje miłość w ciepłych, pastelowych barwach, ale to z drugiej strony  powoduje, że ociera się o banał. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Myślę, że o miłości trudno jest pisać  bez względu na to, gdzie się ją umieszcza, a nieszczęśni autorzy musieli  ją wlepiać we Wrocław. A może o miłości napisano już za dużo i nawet  najlepsze literackie nazwiska nie zmienią tego, iż w materii tej  niewiele można powiedzieć nowego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Miłość we Wrocławiu” odkładam na półkę bez żalu. Czekam na kolejne  książki tych, których pisarstwo cenię i nie będę czytał tych, do których  się zraziłem lub jestem uprzedzony. Ta antologia niewiele wniosła do  mojej recepcji twórczości pisarzy, którzy – mam takie wrażenie – zebrali  się dość przypadkowo i w większości wycisnęli z siebie nieco prozy, bo  ich o to poproszono.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo EMG, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-4039340823178349597?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/4039340823178349597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=4039340823178349597' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4039340823178349597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4039340823178349597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/miosc-we-wrocawiu.html' title='&quot;Miłość we Wrocławiu&quot;'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-kcSNRNmScDA/Ts_p8jqnGaI/AAAAAAAACEA/sC1VGuiFaic/s72-c/Mi%25C5%2582o%25C5%259B%25C4%2587.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1173299098192384696</id><published>2011-11-21T16:04:00.005+01:00</published><updated>2011-11-22T18:59:04.931+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Solo" Sonia Raduńska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/--ULa0hcLC44/Tspoo_LCoMI/AAAAAAAACD0/Jp9bthZGU60/s1600/Radu%25C5%2584ska.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 216px;" src="http://2.bp.blogspot.com/--ULa0hcLC44/Tspoo_LCoMI/AAAAAAAACD0/Jp9bthZGU60/s320/Radu%25C5%2584ska.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677465333615730882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zacznę może z lekkim cynizmem, ale bynajmniej nie mam ochoty skrzywdzić  najnowszej książki Soni Raduńskiej. Przeszło mi jedynie przez myśl, że  autorka za wiele się nie napracuje, by dodatkowo zarobić, albowiem  zbiera po raz kolejny swoje prywatne zapiski, klei je w książkę i  podpisuje „Solo”. Raduńska nie zaskoczy nas formą przekazu, bo jej  trzecia pozycja to po prostu kontynuacja zapisków z „Białego zeszytu”  oraz późniejszych „Kartek z białego zeszytu”. Czy zaskakuje treścią?  Tych, którzy znają już jej pisanie, raczej nie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Myślę jednak, że akurat  ta książka jest najważniejsza w jej dorobku, albowiem stara się w niej  mierzyć z przemijaniem, nostalgią i samotnością, którą wieloaspektowo  opisuje i ukazuje, nawiązując do przeżyć własnych oraz ludzi z jej  najbliższego otoczenia.  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Solo” to książka mądra i dostojna, dająca wiele wiary i nadziei,  niepoprawnie optymistyczna i chwilami zbyt cukierkowo ocierająca się o  te wszystkie mrówki, ważki, biedroneczki, słoneczka i miłostki z poezji  Twardowskiego. Myślę jednak, iż pisząc w ten sposób, zdradzam, że  zwyczajnie autorce zazdroszczę. Umiejętności wsłuchiwania się w siebie,  spokoju wewnętrznego, trzymania emocji na wodzy i nie poddawania się  absurdom rządzącym światem. „Solo” to dla mnie – jako mężczyzny – także  stąpanie po niezbyt pewnym gruncie, albowiem odbiorcami docelowymi  zwierzeń Raduńskiej z pewnością są kobiety, wrażliwe nieco inaczej i  inaczej jej prozę odbierające. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Autorka zaczyna bezpretensjonalnie i intrygująco. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Powodzenia u  mężczyzn nie miałam nigdy. Szczęścia w miłości też bardzo niewiele.  Uczucie, które najczęściej przeżywam, to tęsknota. Jestem szczęśliwym  człowiekiem”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Definicję szczęścia Raduńskiej musimy sobie złożyć z  zapisków, jakie poczyniła przez dziesięć lat, między rokiem 1999 a 2009.&lt;/span&gt;  Inna kobieta zaczyna to pisanie, inna kończy. Dojrzalsza.  Spokojniejsza. Bardziej wyciszona. Bo i jest to opowieść o tym, jak  godzić ze sobą niedoskonałości życia oraz świadomość śmierci, o której  po przekroczeniu pięćdziesięciu lat myśli się częściej niż zwykle. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Autorskie solo jest próbą mierzenia się z samotnością, którą  Raduńska po prostu akceptuje i stara się nawet gloryfikować. Weźmy taki  cytat Ortegi y Basseta, który zostaje przytoczony w zapiskach: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Dopiero w  samotności człowiek jest sobą”&lt;/span&gt;. Autorka oswaja więc samotność, która  jest dla niej stanem twórczym, nie źródłem trosk i frustracji.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Solo,  czyli aktywnie. Świadomie i czynnie. Solo jako metoda na to, by życie  lepiej zrozumieć i oswoić się z myślą, że dane jest nam na chwilę.&lt;/span&gt;  Raduńska wspomina śmierci znanych, którzy byli jej bliscy. Pisze o  odejściu Czesława Niemena, Jacka Kuronia, Czesława Miłosza, Jana Pawła  II i Ryszarda Kapuścińskiego. Bolą ją te odejścia sławnych tak samo jak  śmierć przyjaciółek oraz psa i kotki. Każde odejście jest dla Raduńskiej  znakiem, każącym pogodzić się z tym, że i ona sama niebawem pożegna  świat. Zanim jednak to się stanie, chce w szczęściu i świadomości  przyjmować każdy kolejny dzień i cieszyć się nim, przede wszystkim w  samotności. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Formuła jej pisania o sobie jest dość niejednoznaczna, choć z  drugiej strony właśnie taka ma być. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Niech zdania będą mniej okrągłe,  może mniej potoczyste, bardziej podobne do pierwotnego śpiewu i tańca,  mniej wystudiowane, bardziej surowe, brzydsze w żywy sposób, trochę  bezwstydne, obnażające, czasem podświetlające brzydotę, zmarszczki,  worki pod oczami, rozpacz z powodu porzucenia, niewzajemności, gardła  rozwartego szlochem”&lt;/span&gt;. To taki specyficzny naturalizm pisania o wszystkim  i o niczym; pisania dotykającego spraw drobnych, ale przecież  znaczących. „Solo” jest specyficznym monologiem, który właściwie powinno  się smakować, czytając po kilka stron, rozważając wraz z autorką to, co  ujrzała, przeżyła, czego doświadczyła. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Istotne w tej książce jest także mądre mierzenie się ze smutkiem i  melancholią.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Chcę czuć swój ból i smutek, nie uciekać od niego,  przeżywać, przeżyć. Ale i nie babrać się w nim i nie użalać nad sobą”&lt;/span&gt;.  Taki złoty środek – ponarzekać trochę, ale jednocześnie wyjść z tego  obronną ręką, wyciągnąć konstruktywne wnioski. Raduńskiej pomagają w tym  słowa innych – Rushdiego, Osieckiej, Zagajewskiego, Mertona, Cohena,  Emily Dickinson czy Jeanette Winterson. Jej samotność jest zatem  wychodzeniem innym naprzeciw, ale bez bezpośredniego kontaktu. Kiedy  trudno jest coś naprawdę przeżyć, warto o tym napisać. I tak powstało  „Solo” – z lęków kobiety, która niczym mitologiczna Nauzykaa oddaje  ukochanego w ramiona innej, przeznaczonej mu kobiety. Lęk przekuwa  jednak Raduńska w pewność siebie i w gruncie rzeczy pisze o miłości do  świata, który ją otacza. Nikogo nie oskarża, choć mogłaby wytoczyć  działa przeciw kilku mężczyznom. Niczego nie sugeruje, niczego nie  narzuca. Po prostu staje się pełniejszą, mądrzejszą wersją samej siebie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Solo” to niezwykła opowieść o doświadczaniu życia przez kobietę  dojrzałą, wrażliwą i świadomą swych ułomności. &lt;/span&gt;Jeśli dla Raduńskiej  pisanie ma być formą terapii, z pewnością czytanie jej stanie się czymś  podobnym dla wielu odbiorców. Miejmy nadzieję, że bez względu na płeć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Dobra Literatura, 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1173299098192384696?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1173299098192384696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1173299098192384696' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1173299098192384696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1173299098192384696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/solo-sonia-radunska.html' title='&quot;Solo&quot; Sonia Raduńska'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/--ULa0hcLC44/Tspoo_LCoMI/AAAAAAAACD0/Jp9bthZGU60/s72-c/Radu%25C5%2584ska.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2741376615757380413</id><published>2011-11-19T15:31:00.006+01:00</published><updated>2011-11-19T15:49:17.687+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura skandynawska'/><title type='text'>"Na Syberię" Per Petterson</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-dA_zL7T2pCo/Tse9-qKDVGI/AAAAAAAACDk/aru4-m3-1Wg/s1600/Petterson.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 131px; height: 204px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-dA_zL7T2pCo/Tse9-qKDVGI/AAAAAAAACDk/aru4-m3-1Wg/s320/Petterson.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676714739489789026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Z bohaterami Pera Pettersona kradliśmy konie i przeklinaliśmy rzekę  czasu. Tym razem wybierzemy się w metaforyczną podróż ku Syberii.  Trzecia wydana w Polsce książka autora pokaże nam także, w jaki sposób  Petterson odnajduje się w kobiecej narracji. Tak naprawdę „Na Syberię”  to książka wydana w Norwegii dużo wcześniej niż ponura „Kradnąc konie” i  sentymentalna &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2009/08/przeklinam-rzeke-czasu-per-petterson.html"&gt;„Przeklinam rzekę czasu”&lt;/a&gt;. Możemy teraz zorientować się,  jakimi tropami podążał autor w swej dalszej twórczości, albowiem mamy  tutaj Danię, z której bohaterka ucieka (w „Przeklinam rzekę czasu”  wracała tam schorowana matka bohatera) i mamy zarys trudnych relacji  rodzinnych – w „Kradnąc konie” były to relacje ojca z synem, które po  latach nie dają spokoju, w „Na Syberię” Petterson przygląda się  skomplikowanym zależnościom między rodzeństwem. Widać zatem, że autor  już dużo wcześniej, zanim czytelników zachwyciły dwie jego głośne  powieści, nieśmiało próbował odnaleźć kluczowe motywy dla swojego  pisania; takie wsporniki, które będą dodatkowo cechami dystynktywnymi  jego prozy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A pisanie Pettersona jest fatalistyczne, bo to pisarz – fatalista,  który potrafi pozbawić dobrego humoru nawet największego wesołka. Jego  bohaterowie to outsiderzy i kimś takim jest kobieta opowiadająca swoje  losy w powieści „Na Syberię”.&lt;/span&gt; Nie ma imienia, co oczywiście jest  znaczące, ale nie czyni z tej powieści w moim odczuciu czegoś na kształt  literackiej paraboli. Pierwsze rozdziały kuszą i zapowiadają rzecz  naprawdę dobrą. Czuje się dziecięcy lęk przed kamiennymi lwami dawnej  posesji Hansa Christiana Andersena czy też ciepło krowich grzbietów, na  których bohaterka i jej brat Jesper zasypiają pewnej mroźnej nocy 1934  roku. Od pierwszych słów doskonale wiemy, gdzie jesteśmy. Nie chodzi o  położenie geograficzne (akcja rozpoczyna się w północnej Danii), ale  bardziej o przestrzeń, w jakiej chłód i wieczna zmarzlina są karami,  które wymierza bohaterce książki otoczenie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Słyszy ona o sobie taką opinię: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Może cierpisz na to samo, co  Alberte. Ta z książek Cory Sandel. Ona stale marzła, dopóki nie dorosła i  nie wyjechała do Francji. Ty podróżujesz w złą stronę”&lt;/span&gt;. Swą bezimienną  bohaterkę Petterson umieszcza w norweskim literackim kręgu i każe jej  oswajać się z Norwegią, do której przyjeżdża, zamiast na wyśnioną  Syberię, gdzie wszystko miało być inne, lepsze, wspanialsze. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jesper zrealizuje swoje plany i marzenia. On bowiem pragnie uciec do  upalnego Maroka, gdzie też w końcu trafia. Ona natomiast zostaje  zaskoczona życiem, przybita jego pustką; każdy kolejny dzień odbiera jej  nadzieję na ujrzenie Syberii, a skoro wiemy, że snując swą opowieść  jest już w jesieni życia, widzimy wyraźnie, iż ta symboliczna podróż  odbywa się tylko we wnętrzu jej samej. Dziwić może to podkładanie głowy  pod topór losu u kobiety, która w młodości wykazywała się ogromną  determinacją i siłą wewnętrzną. Matka zarzucała jej wyniosłość, brat  podziwiał nietuzinkowy sposób patrzenia na życie. Tylko Jesper był jej  bliski. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dewocja matki, milczenie ojca, samobójcza śmierć dziadka oraz  kostyczna babka - to wszystko stworzyło dom, z którego trzeba uciekać.  Dom, który nigdy nie był nim naprawdę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Na Syberię” to kolejna książka ukazująca destrukcję życia bohaterów  spowodowaną wojną. Druga wojna światowa chyba nie do końca dociera do  Danii, bo można tam nawet wyzwać niemieckiego żołnierza od idiotów. Tak  naprawdę wojna zrujnuje bardzo wiele, a przede wszystkim zmusi  rodzeństwo do rozstania, zaś siostrę Jespera to tego, by - to już  zostało wspomniane - ułożyć sobie życie w Norwegii, w której czuje się  równie obco, co w rodzinnym duńskim domu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tym razem Petterson nie nuży, bo fabuła rozwija się – jak na jego  możliwości – w prawie spektakularnym tempie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To, co jest zdecydowanym  minusem tej opowieści to jej przewidywalność, momentami męczący  sentymentalizm i niezbyt przekonujący do końca opis relacji rodzinnych.&lt;/span&gt;  Myślę, że warto poznać „Na Syberię”, jeśli chce się lepiej rozumieć  późniejszą twórczość autora (czyli wcześniej wydane w Polsce powieści).  Natomiast nie polecałbym poznawania norweskiego pisarza od tej pozycji,  bo choć spójna, uporządkowana i przejmująco smutna, wydaje się zaledwie  szkicem dobrej powieści psychologicznej. A przypuszczam, że taką powieść  autor chciał czytelnikom sprezentować.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo W.A.B., 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2741376615757380413?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2741376615757380413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2741376615757380413' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2741376615757380413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2741376615757380413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/na-syberie-per-petterson.html' title='&quot;Na Syberię&quot; Per Petterson'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-dA_zL7T2pCo/Tse9-qKDVGI/AAAAAAAACDk/aru4-m3-1Wg/s72-c/Petterson.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1278217466322351721</id><published>2011-11-17T18:20:00.002+01:00</published><updated>2011-11-17T18:24:09.399+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"W pośpiechu" Tadeusz Konwicki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ZTLFqikYqCg/TsVCjO0_CkI/AAAAAAAACDY/J3TrQ8pxsgk/s1600/Konwicki.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 227px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ZTLFqikYqCg/TsVCjO0_CkI/AAAAAAAACDY/J3TrQ8pxsgk/s320/Konwicki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676016078413564482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Chylę czoła przed Przemysławem Kanieckim, albowiem jego działania są  niebagatelne. Kiedy przed trzema laty we współpracy z Tadeuszem  Lubelskim zebrał i ogarnął nieznaną, ale i znaną doskonale, lecz na nowo  interpretowaną twórczość Tadeusza Konwickiego, wydawało się, iż &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2009/01/wiatr-i-py-tadeusz-konwicki.html"&gt;„Wiatr i  pył”&lt;/a&gt; to naprawdę już ostatnia książka tego autora. Konwicki milczy od  wielu lat i trudno to milczenie przerwać. Kaniecki po raz drugi  udowadnia, iż jest to możliwe. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zapis rozmów z Tadeuszem Konwickim „W  pośpiechu” to lektura sentymentalna, chwilami rubaszna i dowcipna, mocno  jednak osadzona zwłaszcza w egzystencjalnym nurcie twórczości  Konwickiego, bo i rozmowy dotyczą egzystencji, przemijania i ulotności  pamięci.&lt;/span&gt; Rzecz frapująca także z tego powodu, iż Kaniecki przede  wszystkim wie, jak rozmawiać. Dzięki temu możemy dowiedzieć się wciąż  czegoś nowego o twórcy, który już dawno postanowił usunąć się ze świata  literatury. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Rozmowy z Konwickim w założeniu mają ukazać go w jakimś nowym  świetle. Już na wstępie widzimy, że zadanie to jest co najmniej  karkołomne. Pisarz z rozbrajającą szczerością deklaruje: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Tak strasznie  bym chciał panu powiedzieć, że badam całe życie siebie i nie mogę do  końca poznać. Ja siebie znam od pięćdziesięciu lat jak łysą kobyłę”&lt;/span&gt;.  Tymczasem w toku rozmów na różne tematy sam Konwicki ze zdziwieniem  odkrywa, iż czegoś tam jednak o sobie nie wie, coś mu teraz się kreuje i  zmusza do zastanowienia, o czymś jeszcze nie pomyślał i czegoś nie  zrobił. Dodatkowo rozmowy z Kanieckim wzmagają tytułowy pośpiech  duchowy. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Mam ten taki niepokój, który odbija się na całokształcie mego  życia”&lt;/span&gt;. Będzie to bardzo widoczne, kiedy Konwicki zaskakiwany pytaniami i  sugestiami kolejnych rozmów, sam sobie będzie zadawał pytanie o to, czy  jest w stanie mówić, opowiadać o wszystkim szczerze. Kaniecki zmusza  bowiem do wydobywania skrytych już głęboko w pamięci faktów, zaś proces  ten jest żmudny i chwilami męczący dla Konwickiego. Dyskusje toczą się  wokół jego książek, a przecież sam przyznaje, iż swych książek nie  pamięta, że napisał je i do nich nie wracał, że nie ma go już w tych  wszystkich fikcjach literackich, jakie stworzył. Tymczasem okazuje się,  iż nawet najwięksi znawcy jego twórczości prozatorskiej i filmowej mogą  zostać zaskoczeni.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; „W pośpiechu” to książka, której czas rozmów toczy  się niespiesznie i prowadzi interlokutorów ku wnioskom, które ich samych  zadziwiają. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;O czym panowie ze sobą rozmawiają? W kontekście twórczości  Konwickiego o okresie wojennym i socrealizmu oraz o związkach jego  pisania z innymi znanymi personami. Dowiemy się, kiedy i jak wpłynął na  jego twórczość konflikt z Jackiem Kuroniem oraz przyjaźń ze Stanisławem  Dygatem. Konwicki opowiada o wszystkim szczerze, a wyznania cechuje  prostota. Nie ma bowiem żadnych zawoalowanych słów, słów na wyrost, słów  przejaskrawionych i kłamliwych. Jest prawda – o samej istocie pisania, o  wierności własnym zasadom, o ogromnej roli terapeutycznej pisania dla  Konwickiego i o tym, co tak naprawdę ukrywa się w szczegółach „Małej  Apokalipsy”, „Wniebowstąpienia” czy „Nic albo nic”. Niezbyt chętnie  odpowiadając na kolejne pytania związane z jego twórczością, Konwicki  przeżywa coś na kształt zdumienia… samym sobą, swoją biografią.  Niekoniecznie biografią pisarza. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Przeczytamy bowiem o jego niewykorzystanych zdolnościach  plastycznych, o niechęci do literatury iberoamerykańskiej, o ruchu  partyzanckim i o tym, jak bardzo wciąż wpływa on na to, kim jest  Konwicki teraz. Dowiemy się kilku ciekawostek o jego paleniu papierosów,  o ograniczeniach świadomości, o starości i ogólnym wstydzie, który  towarzyszy mu w życiu oraz o samolotach nad wileńskim niebem, a także o  tych latających nad Warszawą, które złoszczą Konwickiego, bo latać już  nigdzie nie będzie. To także wzruszające wspomnienia żony Danuty i  piękne słowa o rodzinie tak ogólnie. Także o czytaniu – o odrzuceniu  beletrystyki na rzecz literatury naukowej i o tym, że obecne życie  Konwickiego toczy się w rytmie tak zorganizowanym, że aż zaskakującym. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Mocną stroną „W pośpiechu” jest sposób prowadzenia rozmów przez  Przemysława Kanieckiego. To nie są zwykłe wywiady. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To obraz intymnego  wręcz, bardzo emocjonalnego obcowania ze sobą dwóch mężczyzn, którzy z  uwagą się słuchają i bacznie patrzą sobie w oczy.&lt;/span&gt; Ta książka to naprawdę  wielkie zaskoczenie i olbrzymia radość dla tych, którzy uznali „Wiatr i  pył” za naprawdę ostatnią książkę Konwickiego. Nie ma co wierzyć w to,  że autor chwyci jeszcze za pióro, ale „W pośpiechu” to świadectwo tego,  iż chyba nie powiedział jeszcze ostatniego zdania. W moim odczuciu  bowiem zbiór rozmów z nim zapowiada jednak kontynuację.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1278217466322351721?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1278217466322351721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1278217466322351721' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1278217466322351721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1278217466322351721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/w-pospiechu-tadeusz-konwicki.html' title='&quot;W pośpiechu&quot; Tadeusz Konwicki'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ZTLFqikYqCg/TsVCjO0_CkI/AAAAAAAACDY/J3TrQ8pxsgk/s72-c/Konwicki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-4159846026174204634</id><published>2011-11-14T18:51:00.002+01:00</published><updated>2011-11-15T06:27:28.567+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura włoska'/><title type='text'>"Cmentarz w Pradze" Umberto Eco</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-lbBXbRKxXz8/TsFVLbbwX-I/AAAAAAAACDM/-bjOrqQUO24/s1600/Eco.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 230px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-lbBXbRKxXz8/TsFVLbbwX-I/AAAAAAAACDM/-bjOrqQUO24/s320/Eco.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674910660294631394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Najnowsza powieść Umberto Eco to brawurowa wyprawa historyczna do Europy  XIX wieku, doskonale skrojona powieść o nastrojach społecznych tamtego  okresu, intrygująca historia sensacyjna o fałszerzu, szpiegu i mordercy w  jednym oraz ocierająca się o transcendencję moralna przypowieść o  duchowości chrześcijańskiej wraz z zestawioną z nią morderczą i okrutną w  każdym wymiarze duchowością żydowską. To także frapująca rozprawa na  temat antysemityzmu, który we wspomnianym wieku budzi lęk, niepokój, ale  przeraża także siłą. Być może nawet, iż jest to siła ogólnej  nienawiści, albowiem – jak wspomina bohater Eco - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Nienawiść to  prawdziwie pierwotna pasja, anomalię stanowi miłość”&lt;/span&gt;. Jedno jest pewne.  Nie sposób ogarnąć intryg, zawirowań i dysput egzystencjalnych, jakie  rozgrywają się na kartach „Cmentarza w Pradze”. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Eco – wielki erudyta –  oddaje do naszych rąk powieść, która jest zagadką. Pierwszym pytaniem,  jakie możemy postawić, jest następujące: dlaczego tematyka żydowska i  dlaczego tak silne nawiązania do kontrowersyjnych „Protokołów mędrców  Syjonu”? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zwarta fabuła nie jest mocną stroną książki, ale i nie o nią chodzi,  albowiem „Cmentarz w Pradze” konstrukcją nawiązuje do popularnego w XIX  wieku gatunku powieści w odcinkach. Należy czytać Eco w skupieniu, ale i  z przerwami. Dobrze bowiem delektować się historią, która rozciąga się w  czasie i obejmuje zdarzenia od początku wieku po sam jego schyłek.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Osobą, która będzie nas prowadzić przez piekielny tygiel zdarzeń i  salony karbonariuszy, jezuitów czy masonów jest niejaki Simone Simonini.&lt;/span&gt;  Pierwsze strony książki, gdzie bohater się przedstawia, wywołują przede  wszystkim uśmiech, nieskażony jeszcze mroczną wiedzą o Simoninim, jaką  poznamy potem. Widać, iż człowiek ten nie czuje przynależności do  żadnego narodu. Jest ukrytym Włochem z Turynu, ale przecież nie chce się  do tego przyznać. Nie znosi Niemców. Równie niechętny jest dla  Francuzów, wśród których żyje, przemierzając zwykle ciemne zaułki  Paryża. Nienawidzi kobiet (paradoksalnie fascynacja niejaką Babette  d’Interlaken, dziewicą szwajcarskiego komunizmu, wyzwoliła w nim  mizoginiczne zapędy), gardzi klerem, a nade wszystko za zło ciążące nad  światem obwinia – tak jak jego dziadek – naród żydowski. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Simonini wraz z otaczającymi go ludźmi, postaciami znanymi z  historii, utwierdza się w przekonaniu, iż Żydzi za wszelką cenę chcą  panować nad światem i przysposabiają się do tego niezwykle sprytnie. &lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Skąd miał się zrodzić żydowski plan zawładnięcia światem? (…) Motyw  zawładnięcia światem wywoła niepokój monarchów i rządów, motyw żądzy  złota zadowoli socjalistów, anarchistów i rewolucjonistów, motyw walki  ze zdrowymi zasadami chrześcijańskiego świata zaniepokoi papieża,  biskupów i proboszczów”&lt;/span&gt;. Zatem Żyd może być niebezpieczny w prawie  każdej sferze, a w związku z tym mówić można bardziej o narastającym  napięciu i lęku niż prawdziwej nienawiści. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nie chce się wierzyć, iż jej pokłady nosi w sobie sam Simonini,  który tak często to podkreśla. Mimo tego, że oszukuje wszystkich  naokoło, potrafi zabić, jest bezwzględny i okrutny, wzbudza jednak  sympatię. Tym bardziej, że przeszkadza mu w określaniu samego siebie,  swych poczynań, myśli i poglądów, ksiądz Dalla Piccola – męczące alter  ego Simoniniego. Nie wiadomo bowiem, czy fałszerz ukrywa się pod  bezpieczną sutanną czy też jej właściciel staje się ucieleśnieniem  największych lęków Simoniniego. Pewne jest natomiast, iż Dalla Piccola  wydaje się obserwować poczynania Simona. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Sporo ich i wszystkie dość haniebne. Kolaboracyjna misja przeciw  Garibaldiemu u boku Dumasa. Śledzenie w więzieniu i donoszenie na  Maurice’a Joly’ego, którego „Dialog w piekle między Machiavellim i  Monteskiuszem” był swoistą podstawą „Protokołów mędrców Syjonu”.  Wykorzystanie słabości Diany Vaughan – zaburzonej histeryczki poddanej  egzorcyzmowi. Udział w wysadzeniu statku „Herkules”. Fałszowanie  Dreyfusa, za które został on uznany za winnego zdrady stanu.  Uczestnictwo w czarnej mszy przeradzającej się w orgię. Ale przede  wszystkim pozostawianie swoich śladów tam, gdzie być ich nie powinno.  Skomplikowana biografia, lecz przecież inna być nie może, skoro Simonini  uosabia tak wiele poglądów, lęków i rozmyślań ludzi odpowiedzialnych za  kształt Europy w XIXw. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Umberto Eco zresztą wielokrotnie demaskuje i demistyfikuje  zdarzenia, które zmieniają się, wciąż tak naprawdę pozostając faktami  historycznymi. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;I to jedna z największych zalet „Cmentarza w Pradze”, że  snując historię fabularną, nie zaćmiewa i nie zniekształca Historii  dziejowej. &lt;/span&gt;A pytanie o istotę żydostwa wraz z jego siłą pozostanie i tak  otwarte, albowiem trudno orzec, czy to książka o potędze czy o strachu…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-4159846026174204634?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/4159846026174204634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=4159846026174204634' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4159846026174204634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4159846026174204634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/cmentarz-w-pradze-umberto-eco.html' title='&quot;Cmentarz w Pradze&quot; Umberto Eco'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-lbBXbRKxXz8/TsFVLbbwX-I/AAAAAAAACDM/-bjOrqQUO24/s72-c/Eco.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-3009090444788450247</id><published>2011-11-09T19:37:00.001+01:00</published><updated>2011-11-09T19:41:04.839+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Powiedz wszystko" Chuck Palahniuk</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-tAv-bmUPdLA/TrrIoV9UvBI/AAAAAAAACCA/p6UZMwCZvXI/s1600/Tell%2Ball.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 218px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-tAv-bmUPdLA/TrrIoV9UvBI/AAAAAAAACCA/p6UZMwCZvXI/s320/Tell%2Ball.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673067276041239570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;Mijający rok był bardzo hojny dla wielbicieli twórczości Chucka  Palahniuka. Czyli dla mnie. Bo to, co mnie podnieca, to dobra  amerykańska proza serwowana przez niego. Zaczęło się od przyzwoitego  &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/06/pigmej-chuck-palahniuk_14.html"&gt;„Pigmeja”&lt;/a&gt;, którego od biedy mogę nazwać książką dobrą, przymykając oko  na fabularne i satyryczno-komiczne wpadki autora, jaki tym razem ani  ironią ani groteską przekazu raczej nie zaskoczył. Potem wziąłem się za  rewelacyjnych &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/potepieni-chuck-palahniuk.html"&gt;„Potępionych”&lt;/a&gt;, którzy dają nadzieję na to, że Palahniuk ma  o czym pisać i ostatniego słowa jeszcze nie powiedział. Trzecią książką  2011 roku (podobno to rok Miłosza, nie Palahniuka) jest rzecz, do  której trudno się ustosunkować. „Powiedz wszystko” to książka, w której  zieje nudą. Okropne! Niespodziewane jak na pisarza tak dynamicznego, tak  nieprzewidywalnego. Możliwe, że mało przewidywalny był fakt, iż  zagłębianie się przez niego w codzienność blichtru i sławy Hollywood  może stanowić jakąś literacką wartość. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Obawiam się, że jest to  najsłabsza powieść Palahniuka i pokazuje w niej wszystko to, co już  pokazał, czyli – nic nowego. A musi być nowe, musi być zaskakujące, musi  elektryzować czytelnika, żeby było jakością. Tymczasem przy lekturze  „Powiedz wszystko” śpimy. Snem głębokim, niestety.  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51); font-weight: bold;font-size:100%;" &gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;Lata trzydzieste i czterdzieste minionego stulecia to dla Hollywood  okres bardzo prężnego rozwoju i dojrzewania do tego, by amerykańskiemu  widzowi pokazać prawdziwe kino. Nieprawdziwa za to jest główna postać  tej książki, wiekowa aktorka Katherine Kenton, która w swoim curriculum  vitae obok filmowych kreacji może wpisać siedem rozwodów, trzy liftingi i  uzależnienie od środków nasennych. Sama aktorka nie zabiera głosu,  albowiem w jej imieniu wypowiada się Hazie Coogan, opiekunka gwiazdy i  kuratorka celebrytki w jednym, wścibska, bezkompromisowa i przekonana o  tym, iż to jej zasługą jest fakt, że panna Kathie błyszczy w świetle  reflektorów. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Do niej należy tron, na którym siedzi w tym samym lodowym  panteonie co Greta Garbo, Grace Kelly i Lana Turner, ale to moje ramiona  utrzymują ją tak wysoko”&lt;/span&gt;. Nie możemy zatem Hazie odmówić braku  skromności, ale i uwagi, bo to postać koncentrująca ją na sobie mimo  średnio udanej fabuły i rozwlekłych opisów kulis światowego kina  amerykańskiego, które kondycyjnie ma się bardzo kiepsko - wedle autora -  nawet w swej złotej erze.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kathrine to raczej ucieleśnienie idei, swoisty fantazmat. Chodzi o  ideę pięknego upadku, o ile można o czymś takim mówić, analizując jej  niesceniczne poczynania.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Kariera gwiazdy filmowej to pomaganie  wszystkim innym w zapomnieniu o ich problemach. Korzystanie z wdzięku,  piękna i dobrych myśli, by sprawić, że życie wyda się łatwe”&lt;/span&gt;. Tymczasem  Hazie nie pozwala nam zapomnieć o problemach swojej pani, deprecjonując  ją ustawicznie i wskazując wszelkie możliwe słabości. Tyle tylko, że to  właśnie z tuszowanych słabości składa się Hollywood widziany oczyma  Palahniuka. Jesteśmy atakowani nazwiskami sławnych osób, zapisanymi  pogrubioną czcionką. Autor pogrubia także słowa-tropy do dekonspiracji  kultury masowej, jaka w hollywoodzkich gwiazdach znajdowała odniesienie  do własnych pragnień i emocji. Można więc traktować „Powiedz wszystko”  jako swoistą antybiografię Hollywood ze wszystkimi mankamentami,  widocznymi przed laty i dostrzeganymi teraz. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trudno orzec, czy ta  książka ma z hollywoodzkich manier kpić, czy skupia się na nich z innego  powodu. Palahniuk niezbyt udolnie próbuje parodiować język i zachowania  bohaterów, a gdyby zrobić na podstawie tej książki film, byłby chyba  niezłym kiczem.  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;Jedynie postać opowiadającej wzbudza jako taką uwagę. Przez lata  pielęgnowała talent, za który czuje się odpowiedzialna. Gloryfikuje  Kathrine Kenton i jednocześnie z niej kpi. Broni ją dzielnie przed  zakusami Webba Westwarda, który zapisuje w swym prywatnym scenariuszu  śmierć aktorki, poprzedzoną otruciem jej ukochanego pekińczyka i  pokazującą kilka możliwości, za pomocą których Kathie może zejść ze  sceny i z życia. Dorobek Kenton nie jest imponujący. Jej prywatne życie  to gruzy, nieudolnie zamiatane przez Hazie. Palahniuk odkrywa przede  wszystkim cienie kariery filmowej, ale w kręgu cieni znajduje się cała  ta książka i nic nie pozwala uznać choćby jej fragmentów za świetliste i  interesujące.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;Jeden z moich ulubionych pisarzy popełnił chyba spory błąd w sztuce.  Być może chodzi o to, że mało przekonująco wniknął w świat, do którego  od dawna już nie mamy dostępu. Prawdopodobnie nieprzekonująco wyszła mu  demitologizacja splendoru życia, o jakim mówiono i mówi się obecnie w  zupełnie inny sposób. Nie wiem, czy to kwestia doboru środków wyrazu czy  też zwyczajnie słaba forma przy pisaniu. „Powiedz wszystko” chciałaby  być powieścią brawurową i demaskatorską. Jest dość statycznym  sprawozdaniem i w gruncie rzeczy do naszej wiedzy na temat tego, czym  jest Hollywood nie wnosi niczego nowego. Szkoda.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;Wydawnictwo Niebieska Studnia, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-3009090444788450247?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/3009090444788450247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=3009090444788450247' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3009090444788450247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3009090444788450247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/powiedz-wszystko-chuck-palahniuk.html' title='&quot;Powiedz wszystko&quot; Chuck Palahniuk'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-tAv-bmUPdLA/TrrIoV9UvBI/AAAAAAAACCA/p6UZMwCZvXI/s72-c/Tell%2Ball.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1208136092808607773</id><published>2011-11-06T19:56:00.002+01:00</published><updated>2011-11-06T19:59:55.605+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura skandynawska'/><title type='text'>"Zabójcy bażantów" Jussi Adler-Olsen</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-mSlR4lIkIEg/TrbYlAb9wyI/AAAAAAAACBo/5qxMt_zIhsY/s1600/Zab%25C3%25B3jcy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 215px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-mSlR4lIkIEg/TrbYlAb9wyI/AAAAAAAACBo/5qxMt_zIhsY/s320/Zab%25C3%25B3jcy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671958911003771682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kiedy latem czytałem &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/07/kobieta-w-klatce-jussi-adler-olsen.html"&gt;„Kobietę w klatce”&lt;/a&gt;, nie sądziłem, że tak szybko  polski czytelnik będzie miał okazję poznać drugą powieść Jussiego  Adlera-Olsena, której bohaterem jest Carl Mørck, policjant Departamentu Q  utworzonego na rzecz rozwiązywania skomplikowanych spraw kryminalnych  ważnych dla duńskiej opinii publicznej. O ile w swej pierwszej książce  autor skutecznie skupił uwagę na Carlu, w którego cieniu znajdowała się  więziona w tytułowej klatce Merete Lynggaard, o tyle „Zabójcy bażantów” –  książka dużo ciekawsza, lepsza, operująca dużo bardziej wiarygodnymi  rysami psychologicznymi bohaterów – to opowieść, w której kobieca postać  hipnotyzuje i fascynuje już od pierwszych stron, by stać się  niekwestionowaną bohaterką pierwszego planu aż do ostatnich scen  poruszających wyobraźnię. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Myślę, że Adler-Olsen wspiął się tym razem na  wyżyny swego talentu prozatorskiego i ta książka zupełnie zasłużenie  znalazła tak szerokie grono czytelników w Europie.&lt;/span&gt; Cieszmy się zatem, że  i nam dane jest poznać mroczną historię o wielkich oraz sławnych,  których upadek wydaje się nieunikniony, a kara za wieloletnie zbrodnie  nieuchronna. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Tym razem podejrzanych poznajemy już na samym wstępie i wydaje się,  iż nic nas nie zaskoczy, a dalszy ciąg książki będzie jedynie żmudnym  dochodzeniem do celu, czyli do odkrycia prawdy o trzech duńskich  prominentach, którzy losowi, innym ludziom i policji śmieją się w twarz.  Ditlev Pram to założyciel sieci ekskluzywnych szpitali, jego kompan  Torsten Florin jest międzynarodowej sławy projektantem, zaś trzeci z  nich -  Ulrik Dybbøl Jensen para się analizą giełdową. W niewyjaśnionych  okolicznościach na biurku Carla Mørcka lądują coraz to nowe dokumenty w  sprawie z 1987 roku, w której zapadł wyrok, a morderca kończy właśnie  odsiadywać swą karę. Wtedy to z zimną krwią bestialsko zamordowano  dwójkę rodzeństwa; dzieci policjanta, który popełnił samobójstwo. Wina  przebywającego za kratami aresztanta nie jest taka oczywista, a ze  zbrodnią tą zaczyna się wiązać szereg innych przestępstw, podobnie  ponurych i enigmatycznych. Carl ze swym współpracownikiem Assadem –  który sprawia wrażenie jeszcze bardziej rubasznego i sympatyczniejszego  niż w pierwszej części ich przygód – pokonując pierwsze trudności,  zagłębiają się w tajniki sprawy, która okazuje się otwarciem  przerażającej puszki Pandory, po którym nic już nie będzie takie jak  dawniej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Młodzi Duńczycy, dziś majętni i sławni, kiedyś uczniowie prestiżowej  szkoły z internatem, zbliżają się dzięki filmowi Stanleya Kubricka  „Mechaniczna pomarańcza”. Jednoczy ich chęć, by tak jak bohaterowie  filmu, deptać wszelkie zasady, niszczyć i zabijać, czerpiąc z tego  nieopisaną przyjemność. Przekonani o swej bezkarności, stają się coraz  bardziej śmiali, a ich wyczyny przekraczają granice ludzkiego  pojmowania. Tylko czy to naprawdę oni są mordercami? Chociaż stoją za  niejednym wykroczeniem, czy dopuścili się wszelkich możliwych zbrodni,  na jakie w trakcie śledztwa – blokowanego, a jakże – natrafia Mørck? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;I tu właśnie pojawia się pytanie o to, kto nada temu wszystkiemu, co  się kiedyś wydarzyło, inny wymiar. To ona – ogarnięta nienawiścią i  żądzą zemsty Kimmie, dawna towarzyszka trójki mężczyzn, dzisiaj  ukrywająca się od piętnastu lat na ulicy schizofreniczka, która marzy  tylko o jednym. O tym, by dopaść Ditleva, Torstena i Ulrika. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To właśnie  Kimmy stanie się wspomnianą przeze mnie bohaterką pierwszego planu, bo  jej biografia – odsłaniająca się stopniowo ku zaskoczeniu czytającego –  stanie się centrum fabuły „Zabójców bażantów”. &lt;/span&gt;Kobieta przeszła w swym  życiu przez piekło, a obecnie nie jest w stanie się z niego uwolnić,  dopóki nie spotka się oko w oko z tymi, z którymi kiedyś beztrosko  spędzała czas. Z tymi, którzy ją skrzywdzili i odebrali jej  człowieczeństwo. Bo Kimmie jest już tylko dyszącym wrakiem człowieka,  który nie marzy o niczym innym, by do granic prawdziwego piekła  zaciągnąć ze sobą swych dawnych przyjaciół. Jakie są motywy jest  postępowania? Dlaczego zdecydowała się na tak długi okres bezdomności,  skoro miałaby gdzie mieszkać i mogłaby wieść życie bogatej i sytuowanej  kobiety interesu? Gdzie ukrywa się klucz do zagadki życia Kimmie i czy  jest cokolwiek, co może ją przywrócić normalności? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Mówi się, że możni tego świata są władcami ludzkiej niemocy.  Własnej również. Historia cały czas to pokazuje”.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Myślę, że najnowsza  powieść Adlera-Olsena wieloaspektowo traktuje o niemocy tych, którzy  rzekomo mogą wszystko.&lt;/span&gt; Tym razem Carl Mørck zmuszony będzie do  konfrontacji nie tylko z nowymi faktami w sprawie, którą podjął, ale i z  własnymi słabościami. Stanie się zwierzyną mrocznych łowców. Wraz z  Kimmie pozna, czym jest strach przed polującymi. Razem z nią odkryje,  jak wielką siłę ma nienawiść i jak bardzo jest w stanie zniszczyć  człowieka.  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To bardzo mroczna przypowieść o zawieszonej karze, która musi się  dokonać, by oczyścić świat od Zła.&lt;/span&gt; Książka przykuwająca uwagę do  ostatniej strony, smutna i przerażająca, dająca do myślenia. Jej  najważniejszym atutem jest to, że ucieka od utartej ścieżki zdarzeń w  fabułach wielu skandynawskich kryminałów. Bo „Zabójcy bażantów” to  książka jedyna w swym rodzaju i niepowtarzalna. Zaskoczy każdego. Nawet  jeśli nie zrobił tego Mankell i inni.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1208136092808607773?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1208136092808607773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1208136092808607773' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1208136092808607773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1208136092808607773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/zabojcy-bazantow-jussi-adler-olsen.html' title='&quot;Zabójcy bażantów&quot; Jussi Adler-Olsen'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-mSlR4lIkIEg/TrbYlAb9wyI/AAAAAAAACBo/5qxMt_zIhsY/s72-c/Zab%25C3%25B3jcy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2822114611022762707</id><published>2011-11-02T17:38:00.003+01:00</published><updated>2011-11-02T17:43:36.884+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Niech zawiruje świat" Colum McCann</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-uipRRpIFQEk/TrFyzW2UN_I/AAAAAAAACBc/6TYDIbIDq7A/s1600/McCann.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 198px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-uipRRpIFQEk/TrFyzW2UN_I/AAAAAAAACBc/6TYDIbIDq7A/s320/McCann.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670439632468457458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kiedy 7 sierpnia 1974 roku Philippe Petit wisiał nad wieżami World Trade  Centre i wędrował między nimi na linie, wielu mieszkańców Nowego Jorku  stanęło na ulicach, zamarło i śledziło poczynania francuskiego  performera. Zdarzenie to uczynił punktem wyjścia do swojej świetnej  książki Colum McCann, amerykański pisarz irlandzkiego pochodzenia,  oddając epicki hołd zarówno miastu o tysiącu twarzy, jak i ludziom,  którzy je zamieszkiwali.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; „Niech zawiruje świat” to barwna i wielowątkowa  opowieść o trudnej drodze ku szczęściu i spełnieniu, która rzadko kiedy  prowadzi do celu, a sama w sobie jest bolesna i trudna.&lt;/span&gt; Petit wędruje  po swej linie, zaś daleko pod nim toczą się życiowe wędrówki postaci  nakreślonych grubą kreską, ludzi wyrazistych i szybko zyskujących sobie  sympatię czytelnika, choć to przecież prostytutki, heroiniści, hakerzy  komputerowi. McCann tworzy obraz wirującego świata wielu biografii. To  książka bardzo plastyczna i sprytnie napisana. Biografie jej bohaterów  zaczynają się łączyć, z ich osobnych historii powstaje jedna, ważna. A  nad nią, gdzieś wysoko, poszukując nowych wrażeń i doznań, na swej linie  wiruje Philippe Petit… &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Dziwne rzeczy dzieją się dlatego, że nie istnieje konieczny  szacunek dla przeszłości. Miasto żyje teraźniejszą codziennością. Nie ma  potrzeby wiary w siebie, jak Londyn, Ateny ani nawet jak wyznaczniki  Nowego Świata – Sydney czy Los Angeles. Nie, to miasto zupełnie się nie  przejmuje swoją pozycją”&lt;/span&gt;. Nieprzypadkowo zatem autor wybiera Nowy Jork  jako arenę zdarzeń nie tyle dziwnych, co zastanawiających. Chociaż  opowieści o doświadczonych życiem nowojorczykach sięgają do przeszłości,  mamy tutaj do czynienia przede wszystkim z takim pisaniem, które  oddawałoby ducha dnia obecnego, męczącej teraźniejszości, w której  ludzie McCanna poszukują odpowiedzi na wiele pytań. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Brat irlandzkiego księdza Corrigana zadaje sobie pytanie o to,  dlaczego jego brat tkwi na nowojorskim Bronxie, dlaczego udziela  schronienia prostytutkom i skąd u niego potrzeba przebywania wśród ludzi  z marginesu społecznego. Ciaran pyta o źródła nędzy tych, którymi  opiekuje się jego brat i o sens takiej pracy, składającej się przede  wszystkim z pasma niedopowiedzeń. Tymczasem mrok i dekadencja Bronxu  pozwalają irlandzkiemu duchownemu pokonywać trudności w dotarciu do  Boga. Jest to tym trudniejsze, że z czasem na drodze religijnego  zaufania pojawi się gwatemalska pielęgniarka, która zawładnie sercem  księdza. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Nieprzyzwoicie bogata i niezwykle w swym bogactwie zagubiona Claire  Soderberg pyta po raz kolejny o to, dlaczego to właśnie jej syn, Joshua,  zginął w Wietnamie. Aby smutek jakoś oswoić, zbliża się do innych  kobiet, jakim wojna wietnamska także odebrała synów. Czarnoskóra Gloria  straciła ich aż trzech. Nic więc dziwnego, że tak chętnie zaopiekuje się  dziećmi jednej z prostytutek, Jazzlin. Tej, która nigdy miała nie wyjść  na ulicę w założeniu swej matki Tillie, ale która szybko się tam  znalazła, zaś jej rodzicielka sama zaczęła wstrzykiwać jej w żyłę  heroinę… Los połączy Tillie i męża Claire, Solomona, kiedy przyjdzie im  znaleźć się w jednej sali sądowej. Tymczasem Claire będzie pytać nie  tylko o syna, ale i o linoskoczka, o którym dowiaduje się od swych  przyjaciółek. Widzi w nim jakąś część swojego syna i tak samo postrzega  go jej mąż. Solomon będzie go sądził za poważne wykroczenie, w gruncie  rzeczy jednak podziwiając niezwykłą postać wędrującą między dwiema  reprezentatywnymi wieżami Nowego Jorku. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wspomniana Tillie zastanawia się nad tym, dlaczego nie wywiązała się  należycie z roli matki; dlaczego tyle lat tkwiła w piekle, do którego  sprowadziła także swoją córkę. Jazzlin żyłaby i może miała szansę na  odmianę losu, gdyby nie nieszczęśliwy wypadek samochodowy, do którego  przyczynia się Lara, awangardowa artystka żyjąca latami dwudziestymi.  Kobieta dziwnym trafem znajduje się na pogrzebie Jazzlin, a tym samym  zmienia swe życie, poznając kogoś, z kim nie mogłaby się w normalnych  warunkach poznać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jest w powieści McCanna także kilka drugoplanowych  i epizodycznych  biografii. To na przykład nowojorscy hakerzy (trudno ich tak nazywać,  skoro mamy rok 1974, niemniej są to pionierzy amerykańskiego nurtu  informatyków-buntowników) czy też młodociany grafficiarz zafascynowany  podziemną twórczością swych kolegów po fachu. Postacie drugiego planu, a  nawet te epizodyczne, wydają się być przez autora przedstawione  przekonująco i sprawia to, że czytanie „Niech zawiruje świat” to  niezwykła przygoda. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nic bowiem nie tworzy bardziej prawdziwych historii  niż samo życie. Wydaje się, iż McCann przyjrzał się temu życiu uważnie i  napisał książkę pozornie wielogłosową, a tak naprawdę zdającą się mówić  w imieniu wszystkich bohaterów. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;To jedna z tych książek, po przeczytaniu których myśli się o tym, że  lepiej nam w naszym codziennym życiu, a troski bohaterów literackich  znikają wraz z lekturą. Niepokojąca. Intrygująca. Chwilami odrobinę zbyt  melancholijna, ale… to przecież jedna historia wielu biografii. Po  prostu życie. Wirujący nowojorski świat i lata siedemdziesiąte, do  których zabiera nas Colum McCann.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo MUZA, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2822114611022762707?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2822114611022762707/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2822114611022762707' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2822114611022762707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2822114611022762707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/11/niech-zawiruje-swiat-colum-mccann.html' title='&quot;Niech zawiruje świat&quot; Colum McCann'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-uipRRpIFQEk/TrFyzW2UN_I/AAAAAAAACBc/6TYDIbIDq7A/s72-c/McCann.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1690019291559634758</id><published>2011-10-29T14:30:00.002+02:00</published><updated>2011-10-29T14:33:08.951+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura włoska'/><title type='text'>"Szary kostium" Andrea Camilleri</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-P8-zLj2K9j8/TqvyFjwRL1I/AAAAAAAACBE/lZ3bEZGIMXg/s1600/Camilleri.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 198px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-P8-zLj2K9j8/TqvyFjwRL1I/AAAAAAAACBE/lZ3bEZGIMXg/s320/Camilleri.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668890733286862674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Można by rzec, iż „Szary kostium” to taka mała książka o wielkich  sprawach. Niepozorny wolumin, który wywołuje dużo emocji. Podszyty  niepewnością, dwuznacznością, z fabułą toczącą się wartko i  nieprzewidywalnie. Opowieść do przeczytania w godzinę, zmuszająca jednak  do znacznie dłuższych przemyśleń. Książka, która pozostawia czytelnika z  uczuciem dyskomfortu, albowiem trudno jest powiedzieć, czy ostatnie  zdanie naprawdę zamyka niezwykłą historię opisaną przez sycylijskiego  pisarza z taką lekkością. „Szary kostium” zmusza do maksymalnej  koncentracji uwagi, operuje krótkimi zdaniami kreślącymi wyraźne,  konkretne sytuacje. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Andrea Camilleri pisze o kobiecości, jaką trudno  uchwycić i o dylematach mężczyzny, który nie może pojąć, kim tak  naprawdę jest jego żona. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Główny bohater jest anonimowy, nie ma imienia. Ma za to ciekawą  biografię, którą poznajemy w momencie, gdy oto wita go pierwszy dzień  emerytury i wtedy – nie mając co zrobić z upływającym czasem – dokonuje  rozrachunku tego, co do tej pory dokonał. W sprawach zawodowych wszystko  zawsze szło świetnie. Wzorowy urzędnik banku, otrzymujący liczne  awanse, bez problemu radzący sobie z różnego rodzaju klientami – także  tymi, którzy mają powiązania z mafią. Mężczyzna w nienagannym  garniturze, codziennie o 6 rano na nogach, oddany pracy, obowiązkom i…  mąż, którego o 25 lat młodsza żona Adele pozostaje zagadką… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kiedy się pobierali, Adele była młodą wdówką i zbliżyła się z naszym  bohaterem, albowiem imponował jej i jako jedyny – rzekomo – nie  nastawał na jej kobiecość. Z czasem sama Adele wiodła ją na pokuszenie,  regularnie zdradzając męża i trzymając go na dystans tak, jak sobie  planowała. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wydaje się, iż Adele próbuje za wszelką cenę zapomnieć o swej  niepełnej przez bezpłodność kobiecości, grając kobietę fatalną, jaka  spala się w kolejnych związkach ukrywanych przed mężem.&lt;/span&gt; Dodatkowo chce  prowadzić światowe życie i układa w nim wszystko z najdrobniejszymi  szczegółami, wskazując także wyraźnie miejsce, gdzie powinien znajdować  się jej mąż. Wielbiąca miłosne historie, sama nie jest zdolna do  miłości. Kolejne erotyczne przygody podszyte są tajemnicą, albowiem  trudno orzec, co tak naprawdę pcha Adele w ramiona kolejnych kochanków. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Tymczasem jej mąż, uległy i całkowicie podporządkowany kobiecie, nie  jest w stanie odnaleźć się na emeryturze i stara się za wszelką cenę  odkryć tajniki kolejnych romansów, z których jeden – z młodziutkim  Daniele  w roli głównej – rozgrywa się właściwie na jego oczach, bo w  ich willi, do której wprowadza się młodzieniec. Dodatkowo otrzymuje  zaskakującą propozycję pracy przy fuzji towarzystw ubezpieczeniowych i  nawet nie ma możliwości, by sprostać stawianym mu oczekiwaniom, bo  zupełnie niespodziewanie odkrywa, iż jego ciało odmawia mu  posłuszeństwa, poddając się okrutnej chorobie… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zdarzenia toczą się w naprawdę szybkim tempie. Wygląda to tak, jakby  Camilleri nie pozwalał, by jego bohater zbyt długo zastanawiał się nad  jedną sprawą. Czytelnika zaskakuje nie tyle coraz bardziej  nieprzewidywalny ciąg zdarzeń, co sam fakt obserwacji poczynań Adele,  która nagle niespodziewanie się zmienia, stając się czułą i opiekuńczą  żoną dla człowieka, który jest już przegrany. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Znaczenie tytułowego szarego kostiumu jest dość oczywiste. Adele  zakłada go na siebie, kiedy ma do załatwienia poważny interes. W szarym  kostiumie żegnała poprzedniego męża, a strój nadal wisi w jej szafie. Co  się wydarzy, gdy po raz kolejny będzie go miała na sobie? Czy anonimowy  bohater książki Camilleriego będzie w stanie zrozumieć, dlaczego strój  ten jest aż tak ważny? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Szary kostium” to miniatura literacka o sile doprawdy ogromnej.  Odkrywanie tajemnic Adele jest tak samo szokujące, co porażające. Nigdy  bowiem nie można być pewnym, że jakikolwiek sąd o tej kobiecie jest  trafny. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bo Adele to kobieca zagadka zamknięta w opowieści burzliwej i w  gruncie rzeczy bardzo smutnej.&lt;/span&gt; Andrea Camilleri tworzy własny obraz  „femme fatale”. Mocno rozmyty i tym samym silniej działający na  wyobraźnię. Wart poznania!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1690019291559634758?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1690019291559634758/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1690019291559634758' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1690019291559634758'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1690019291559634758'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/szary-kostium-andrea-camilleri.html' title='&quot;Szary kostium&quot; Andrea Camilleri'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-P8-zLj2K9j8/TqvyFjwRL1I/AAAAAAAACBE/lZ3bEZGIMXg/s72-c/Camilleri.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-8063934956538242089</id><published>2011-10-27T18:33:00.001+02:00</published><updated>2011-10-27T18:35:32.793+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura skandynawska'/><title type='text'>"Anatomia. Monotonia" Edy Poppy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-GKuntAAbi8Y/TqmH8u8xCcI/AAAAAAAACA4/-UQ7xkbewSQ/s1600/Poppy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 235px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-GKuntAAbi8Y/TqmH8u8xCcI/AAAAAAAACA4/-UQ7xkbewSQ/s320/Poppy.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668211083487283650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Szczelnie zafoliowana, kusi okładką i komunikatem, że oto mamy do  czynienia z prozą tylko dla czytelników dorosłych. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Myślę, że „Anatomia.  Monotonia” to przede wszystkim proza kierowana ku czytelnikom odważnym,  otwartym na nowości i jednocześnie cierpliwym; takim, którzy zniosą  nieustanne napięcie tej książki, która pochłania od pierwszego do  ostatniego słowa. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Vår pochodzi z prowincjonalnej norweskiej miejscowości, zaś jej mąż  Lou jest Francuzem. Mieszkają razem w Londynie, który kobiecie kojarzy  się przede wszystkim z dekadencją i deszczową melancholią. Vår i Lou to  małżeństwo wyzwolone. Każde z nich oddaje swe ciało komu innemu, by  duchowo silniej wiązać się ze sobą. Ona ulega nieznajomym mężczyznom,  których się nie boi. On jest uwikłany w związek z młodziutką Sidney.  Żadne z nich nie ma pretensji o zdrady, bo w ich rozumieniu zdrada nie  istnieje, a oddanie się zazdrości jest oznaką słabości i czymś po prostu  żenującym. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To opowieść Vår, zatem poznamy przede wszystkim jej relacje z  innymi i wejdziemy w intymny krąg miłosnych aktów, by doświadczać wraz z  bohaterką smaków i woni ciał, które przekładają się na jej odczuwanie  świata. &lt;/span&gt;Vår bowiem – wespół z Lou, ale chyba bardziej dla samej siebie –  bada, na ile można przekraczać granice; te seksualne, partnerskiego  układu, granice samej siebie i swej egzystencjalnej niedojrzałości.  Kobieta w książce Edy Poppy ulega nie po to, by być wykorzystaną, ale po  to, by tym właśnie sposobem wykorzystać mężczyzn. Jak zareaguje, kiedy  jej mąż zaproponuje specyficzny układ? Jeżeli Vår ponownie zakocha się w  którymś z mężczyzn tak, jak zrobiła to przed laty, on odejdzie od  Sidney… Specyficzna gra ma miejsce nie tylko między nimi, ale przede  wszystkim między doświadczaniem życia przez Vår a bohaterką jej prozy,  Ragnhild. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Chciałabym, żeby Ragnhild była kobietą takiego rodzaju: skorą do  zabawy, odmienną, amoralną… Kobieta, której Hamsun lubiłby nie lubić,  myślę, albo Thomas Bernhard… któryś z tych licznych, genialnych  szowinistów w historii. Chcę, by Ragnhild była taką kobietą, która  wystawia się na pośmiewisko wszystkich mizoginów”&lt;/span&gt;. Doświadczenia Vår  mają zapewnić jej postaci prawdziwość istnienia, ale przecież bohaterka  ukrywa się pod postacią męża Ragnhild, a nie jej samej… Jaki związek  będą miały pikantne opisy burzliwego życia Vår z losem jej powieściowej  bohaterki? Jak rozumieć kobiecość, pojmowaną tak wieloznacznie i tak  samo w tej książce ukazywaną? Ta kobiecość powoduje, iż robi się  wszystko to, czego robić się nie powinno. W tym akcie nieposłuszeństwa –  przede wszystkim względem samej siebie – widzimy Vår dojrzewającą do  odpowiedzialności za swe zachowania, a także za swój związek, który stał  się silny przed laty i nic nie może teraz zniszczyć jego  niepowtarzalnego uroku. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Istotna jest w „Anatomii. Monotonii” nagość, wielokrotnie  eksponowana i różnorodnie wykorzystywana przez norweską pisarkę. &lt;/span&gt;Nie  chodzi tylko o nagość Vår, którą zarabia, pozując do aktów i którą  potrafi oddać nieznajomemu biorącemu ją w miejscu publicznym. Żona  obserwuje nagiego męża, jego nagości przypisuje nowe znaczenia. Względem  siebie małżonkowie od dawna są nadzy; jednocześnie bezbronni i silni,  spalający się w pożądaniu własnych ciał. Nagość idzie także w parze z  frustracją, niepewnością, a ostatecznie nabiera znaczenia, kiedy zaczyna  liczyć się jako symbol w opowieści o Ragnhild. Tej opowieści, którą Vår  chce wreszcie skończyć, by nadać swemu dziełu i samej sobie w roli  twórcy nowe, inne znaczenie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Proza Edy Poppy to urywane fragmenty, krótkie rozdziały, fascynująca  moc pojedynczego słowa i wizyjność drobnych scen. Zdarzenia rozgrywają  się w świecie realnym, ale ich symboliczne znaczenia podkreślają  nawiązania do licznych dzieł kultury – filmów, książek, znanych  piosenek. Ważne są także miejsca, w jakich jej bohaterka odkrywa, na co  ją stać i co jeszcze może się w jej życiu wydarzyć. Każdy szczegół staje  się istotny, skoro jest to opowieść o niuansach nabierających wielkiego  znaczenia i o niedopowiedzeniach, które stają się coraz jaśniejsze. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Anatomię. Monotonię” należy smakować, odkładać na półkę po  przeczytaniu kilku rozdziałów. Jest to trudne, bo przecież to książka  niesamowicie pasjonująca i oryginalnie świeża.&lt;/span&gt; Edy Poppy tworzy barwną  mozaikę zdarzeń, w których najważniejsze są doznania i emocje. Jest to  jednocześnie proza bardzo chłodna. Jedna z ciekawszych książek o  poznawaniu samego siebie, wytyczaniu sobie granic i ich przekraczaniu.  Posępnie dekadencka i uwodzicielsko słodka. Trzeba śmiało zedrzeć z niej  folię, zacząć czytać i dać się uwieść…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo W.A.B., 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-8063934956538242089?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/8063934956538242089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=8063934956538242089' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8063934956538242089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8063934956538242089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/anatomia-monotonia-edy-poppy.html' title='&quot;Anatomia. Monotonia&quot; Edy Poppy'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-GKuntAAbi8Y/TqmH8u8xCcI/AAAAAAAACA4/-UQ7xkbewSQ/s72-c/Poppy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-9089891222771645560</id><published>2011-10-24T20:14:00.003+02:00</published><updated>2011-10-26T15:46:24.860+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska/ukraińska/białoruska'/><title type='text'>"Niższa szkoła jazdy" Bajan Szyrianow</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-tZ9_WZvMpZM/TqWrwslFBpI/AAAAAAAACAQ/jtQQC2n4GfU/s1600/Szyrianow.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 222px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-tZ9_WZvMpZM/TqWrwslFBpI/AAAAAAAACAQ/jtQQC2n4GfU/s320/Szyrianow.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667124559204386450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Za moich czasów – pierwszy raz używam tego sformułowania, brzmi  koszmarnie – wielu polskich studentów podczas ciężkich sesji „leciało”  na syropku albo tabletkach zwanych Tussipect. O ile dobrze się  orientuję, to efedrynowe świństwo jest już teraz na receptę, więc nie  cieszy się tak wielką popularnością, ale w związku z tym jestem pewien,  że niewątpliwie znajdzie się znaczna grupa czytelników zachwyconych  książką Bajana Szyrianowa o życiu na efce, a raczej tego życia  smakowaniu, o narkotycznym ciągu i jego paskudnych konsekwencjach.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Niższa szkoła jazdy” jest jednak książką odpychającą i nieprzyjazną.  Autor określił tak życie narkomana, natomiast ja użyję jego słów już na  wstępie, starając się zniechęcić do lektury, bo to jej recenzja w  pigułce – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„To skrajnie monotonna rzecz”&lt;/span&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Co my tu mamy? Bohaterów niewiadomego pochodzenia takich jak Nawotno  Stojeczko, Szentor Czerwic, Zoja Dżumowozzz, Kłoczked czy inne tego  typu lingwistyczne ustrojstwa. Nie wiemy, z jakich środowisk pochodzą,  co pchnęło ich w narkotyczne ramiona i co tak naprawdę próbują  zatuszować, wstrzykując sobie w kable czyli żyły wspomnianą efedrynę,  metkat, solutan czy stendhal. Nie o to zresztą Szyrianowowi chodzi.  Zależy mu na oddaniu atmosfery samego ćpania, ukazaniu jego  konsekwencji, pokazaniu mechanizmów działania narkotyków oraz tego, w  jaki sposób od niewinnego zastrzyku przechodzi się do całej serii kłucia  kabli, by zapewnić sobie przetrwanie, niezłą fazę, rozbudzić seksualne  żądze i po prostu odlecieć. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Bohaterowie Szyrianowa kombinują recepty na efkę, mierzą, warzą,  grzeją, odstawiają szereg rytuałów przed wbiciem trucizny w żyłę i  przede wszystkim ładują się. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Ładowanie się – to nie jest zwykła zabawa,  to zanurzenie się w nieznanych głębinach własnej psychiki, to podróż do  świata, w którym jeszcze nie byłeś, świata zaskakującego i dziwnego,  niepodobnego do niczego, co dotychczas widziałeś”&lt;/span&gt;. Tak można potraktować  pisanie samego autora, który próbuje nas gdzieś tam zabrać, ale jakoś  mu się to nie udaje, bo podczas lektury czuje się jedynie niesmak i  zwyczajny smutek, myśląc o marnym losie jego bohaterów. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kim jest według Szyrianowa narkoman? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Narkoman staje się narkomanem  przez swoje dążenie do wolności. On nie rozumie, co to takiego, ale mu  wmówiono, że wolność – to odlot”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wszyscy czują się zatem wolni w tej  dzikiej opowieści o narkotycznym zniewoleniu. Każdy pragnie tylko  odlecieć, ewentualnie kogoś lub coś przelecieć, względnie jedno i drugie  z nastawieniem na orgie i bełkotanie o niczym po zażyciu upragnionej  dawki.&lt;/span&gt; Problem wydaje się być starannie nakreślany choćby przez to, że  mamy tutaj narrację pierwszo-, drugo-, i trzecioosobową; ukazują się nam  zatem różne punkty widzenia na pewne sprawy, a poza tym mamy  świadomość, iż pisze to ktoś, kto co jakiś czas na trzeźwo i racjonalnie  potrafi skomentować wyczyny swoich Siemarów-Zdracharów, Blimów  Kołolejów i innych takich. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to rzecz penetrująca  środowisko, o jakim nie można się wypowiadać w innej niż zaproponowana  stylistyce. Wiem, że wartość poznawcza tej książki może być nawet  całkiem spora, ale to, co doskwiera najbardziej to monotonia, o której  już wspomniałem. W trakcie lektury ma się wrażenie, iż w naszych żyłach  płynie nie tylko efedryna, ale cała tablica Mendelejewa, skutecznie  rozpraszając i uniemożliwiając skupienie. Zresztą, na czym się tu  skupiać? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Niższa szkoła jazdy” to taki angielski „Trainspotting”, niemiecki  dworzec Zoo i „Ćpun” Burgessa w jednym. Zamknięci niczym w więzieniu  młodzi mieszkańcy Moskwy, stwarzają sobie jeszcze dodatkowo swoje własne  klatki. Uwięzieni tam, nie myślą już o niczym – ani o sobie, ani o  innych. Ich degradacja jest tak ogromna, że nie sposób czytać tej  książki ze spokojem. Problem polega jednak na tym, że dzieło to  przepotwornie drażni i w gruncie rzeczy wcale nie jest przekonujące.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Doświadczane przez bohaterów halucynacje, ciągłe kopulowanie, wypluwanie  z siebie coraz to nowych wulgaryzmów i całkowity brak szacunku dla  kogokolwiek czynią z nich papierowe, zaćpane marionetki, którym autor w  zakończeniu jeszcze dodatkowo składa hołd. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Uważam, że literatura przybliżająca problematykę świata narkomanów  jest potrzebna. Niepotrzebnie jednak robi się z niej swojego rodzaju  manifesty. Czymś takim jest „Niższa szkoła jazdy”. Kilkoma mało  wyrazistymi hasłami. Ot, wszystko.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo "Krytyki Politycznej", 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-9089891222771645560?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/9089891222771645560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=9089891222771645560' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/9089891222771645560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/9089891222771645560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/nizsza-szkoa-jazdy-bajan-szyrianow.html' title='&quot;Niższa szkoła jazdy&quot; Bajan Szyrianow'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-tZ9_WZvMpZM/TqWrwslFBpI/AAAAAAAACAQ/jtQQC2n4GfU/s72-c/Szyrianow.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-64705409318218322</id><published>2011-10-23T12:44:00.005+02:00</published><updated>2011-10-23T15:44:59.217+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Nikt nie jest samotną wyspą, ale wszyscy bardzo się staramy" Natalia Bobrowska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-h-o00qAJ-8k/TqPwMKE6UfI/AAAAAAAAB_4/AHEFuU1UJsI/s1600/logo.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 50px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-h-o00qAJ-8k/TqPwMKE6UfI/AAAAAAAAB_4/AHEFuU1UJsI/s320/logo.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666636847816266226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style=" font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;PATRONAT MEDIALNY&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: arial;" href="http://2.bp.blogspot.com/-QBIVq-hhejM/TqPwGcLfkfI/AAAAAAAAB_s/fiJetqVgMow/s1600/bobrowska_okladka_d.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 152px; height: 239px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-QBIVq-hhejM/TqPwGcLfkfI/AAAAAAAAB_s/fiJetqVgMow/s320/bobrowska_okladka_d.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666636749596496370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Debiutancka książka Natalii Bobrowskiej jest tak samo intrygująca jak  jej tytuł. Myślę, że nawet bardziej. Traktuje o szeroko rozumianej  samotności, o jej udziale w destrukcji ludzkiego życia i o tym, jak  trudno się z nią pogodzić, czyli właściwie o tym, o czym opowiada  średnio co czwarta polska powieść współczesna. Bohaterowie Bobrowskiej  też niczym szczególnym się nie wyróżniają. Narracja taka sobie. Problemy  maglowane wielokrotnie i z różnym skutkiem. Dlaczego zatem warto  zwrócić uwagę na tę książkę? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przede wszystkim ze względu na fakt, iż  autorka nie tyle o samotności pisze, co próbuje wnikać w przyczyny, z  powodu których stajemy się samotni. Jednocześnie zastanawia się nad tym,  dlaczego tak trudno potem z samotności wyjść.&lt;/span&gt; Dodatkowo kreśli  panoramiczny obraz porażek, jakie przeżywają mężczyźni i kobiety  zagubieni sami w sobie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Myślę, że najbardziej irytujący, ale i najmocniej przyciągający  uwagę jest 25-letni Ryszard. Jego wyobcowanie to nie tylko wynik tego,  iż odtrącają go ludzie. To działa raczej w drugą stronę. On odrzuca  innych, ponieważ boi się konfrontacji. Wie, że z każdym może „przegrać”  (relacje z innymi to dla niego waleczne konfrontacje), bo sam ma niskie  poczucie własnej wartości. Odnosi się wrażenie, iż Ry jest tyranem dla  samego siebie i nie pozwala na to, by patrząc w lustro choć na chwilę  uśmiechnąć się do obrazu, jaki widzi. Ryszard zatem tkwi w przysłowiowej  dupie, a jakiekolwiek próby wyjścia zeń kończą się fiaskiem. Kiedy  podczas pobytu w Bieszczadach u znajomych, którzy postanowili odnaleźć  szczęście na łonie natury, poznaje rezolutną Kasię, z góry już wiadomo,  iż z ich związku nic nie wyjdzie. Nie chodzi o odległość między  miastami, w których mieszkają. Chodzi o dystans, jakiego Ryszard nie  jest w stanie przełamać i lęk o to, by wejść z kobietą w szczerą  relację. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Problem ma z tym także jego znajoma Magdalena. Wydaje się zamknięta w  sobie i nie chce tego zmieniać. Wcześniej przeżyła z Ryszardem  szczęśliwe chwile, ale teraz w jego obecności czuje już tylko lęk. Oboje  zagubili się przed laty i pozwolili samotności na zniszczenie ich od  wewnątrz. Magdzie nie uda się stworzyć kolejnego związku z autorem  arcyciekawego scenariusza filmowego, Markiem, bo… Ma natychmiast ucieka,  kiedy musi się do czegoś zobowiązać. I nawet jeśli zobowiązaniem tym ma  być pilnowanie kotów we francuskim domu matki, potrafi się z tego  wymigać kosztem babci Heluty – jedynej osoby, która jest dla Magdy  autorytetem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Autorytetów nie szuka natomiast Wiktor. On bowiem woli żyć cudzymi  opowieściami. Nie męczy się ze swą samotnością, skoro oswaja i spisuje  nieszczęśliwe losy innych samotników. Wiktor chce wydać „Księgę  niepokojących niepowodzeń” i tak w sumie mogłaby być zatytułowana  powieść Bobrowskiej, gdyby nie fakt, iż autorki w gruncie rzeczy nie  niepokoi to, co dzieje się z jej bohaterami. Ona o nich sprawnie i  żywiołowo opowiada, a nacisk położony jest przede wszystkim na to,  dlaczego są smutni, skąd się bierze u nich pęd do zdobywania tego, co  nieosiągalne oraz na brak umiejętności podejmowania właściwych decyzji  we właściwym czasie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Nikt nie jest samotną wyspą, ale wszyscy bardzo się staramy” to  jasna i klarowna historia o tym, że kiedy samotność puka do naszych  drzwi, nie ma w nas na tyle odwagi, by jej nie otwierać i nie wpuszczać  do domu, do naszego życia. &lt;/span&gt;Każdy z bohaterów Bobrowskiej pozornie walczy  z samotnością, a jednocześnie daje do zrozumienia, że się z nią  pogodził. Faktycznie, każdy stara się jak może, by wciąż być wyspą, ale  zapomina, że jednak należy do jakiegoś archipelagu, choćby tego chciał  lub nie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Mamy tu trzy sposoby mierzenia się z samotnością. Jeden (w postaci  Ryszarda) jest beznadziejnie nieskuteczny, bo tak naprawdę nie  stawiający jej oporu. To jedynie wewnętrzny opór przed tym, by samotność  jakoś znieść. Drugi sposób prezentuje Magdalena – żywiołowość, ciągły  ruch, ustawiczne zmiany… i rozmowy z babcią. Trzeci sposób wzięcia się z  samotnością za bary jest chyba najciekawszy, bo Wiktor słuchając,  jednocześnie dojrzewa i dochodzi do wniosku, że jest na takim etapie  życia, na jakim chciałby być. Może jeszcze gdyby znalazł się mężczyzna,  który zostałby na dłużej u jego boku… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Samotności można powiedzieć „nie”. Samotność można ominąć. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stan  bycia samotnym tworzy się na podstawie wielu czynników, ale naprawdę  nikt nie jest samotną wyspą, tylko czasami łatwiej jest się w nią  zamienić.&lt;/span&gt; Polecam lekturę niebanalnej książki o banalnej już tematyce  życia w pojedynkę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo AMEA, 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-64705409318218322?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/64705409318218322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=64705409318218322' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/64705409318218322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/64705409318218322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/nikt-nie-jest-samotna-wyspa-ale-wszyscy.html' title='&quot;Nikt nie jest samotną wyspą, ale wszyscy bardzo się staramy&quot; Natalia Bobrowska'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-h-o00qAJ-8k/TqPwMKE6UfI/AAAAAAAAB_4/AHEFuU1UJsI/s72-c/logo.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2087225091764515166</id><published>2011-10-21T20:27:00.004+02:00</published><updated>2011-10-21T20:39:04.545+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Światu nie mamy czego zazdrościć" Barbara Demick</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-XKYlRzIeqHQ/TqG5li7zYnI/AAAAAAAAB_g/UZrZZk3p8Fo/s1600/Demick.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 222px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-XKYlRzIeqHQ/TqG5li7zYnI/AAAAAAAAB_g/UZrZZk3p8Fo/s320/Demick.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666013860892729970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tytuł znakomitego reportażu Barbary Demick to jedno z haseł  propagandowych, które odczytać można na wielobarwnych potężnych  plakatach, tak bardzo kontrastujących z szarością życia w Korei  Północnej – miejscu, o którym wciąż mówi się i pisze za mało. Przychodzi  na myśl, że do tej pory dzielnie trzymają się tylko dwa systemu reżimu  komunistycznego. O ile jednak kubańska rzeczywistość jest dość barwna,  ubarwiana rumem i cygarami, o tyle w Korei Północnej ludzie żyją w  prawdziwym piekle i najgorsze jest to, iż nikt tak naprawdę nie może  zrozumieć, jak bardzo można być tam zniewolonym, zatem pomija temat… i  czeka z przerażeniem, kiedy północni Koreańczycy zrobią użytek ze  swojego materiału jądrowego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Światu nie mamy czego zazdrościć” to swoiste uzupełnienie wydanej  przed trzema laty książki &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2008/06/uchodcy-z-korei-pnocnej-relacje-wiadkw.html"&gt;„Uchodźcy z Korei Północnej: Relacje  świadków”&lt;/a&gt;. &lt;/span&gt;Dorian Malovic wraz z Juliette Morillot tak jak Demick  starali się wniknąć w wielką tajemnicę północnokoreańskiego reżimu,  wysłuchując tych, którym udało się uciec z państwa, gdzie godność ludzka  właściwie nie istnieje, a 23 miliony ludzi żyje niczym w koszmarnym  śnie, z którego nie dane jest im się wybudzić. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Demick jest jednak  bardziej przekonująca. Imponuje fakt, że łącząc rozmowy z uciekinierami,  autorka odnosi się do licznych prac naukowych i spostrzeżeń, jakie na  temat Korei Północnej dotychczas poczynili różni naukowcy.&lt;/span&gt; Jej opowieść  przybiera też nieco innego kształtu niż historie snute przez Malovica i  Morillot. Demick nie penetruje stolicy kraju, Pjongjangu, nie wierząc w  to, co cudzoziemcom serwują tam w wojskowych eskortach prezentujących  tylko to, co w kraju najlepsze. Faktem jest jednak to, że najlepsza  rzecz w Korei Północnej to doprowadzony do perfekcji układ, mający na  celu tak silne zmiany osobowości obywateli, że w momencie zetknięcia się  z tym, co oferują inne kraje, przeżywają oni szok i frustrację. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Obie publikacje skupiają się na regularnej wręcz emigracji przez  rzekę Tuman oddzielającą Koreę Północną od Chin i stosunkowo łatwą do  przekroczenia. Kilkanaście minut w zimnej wodzie i oto przed  wycieńczonym Koreańczykiem – jak przed jedną z bohaterek książki – miska  z ryżem i mięsem dla psa w chińskim obejściu, czyli z pokarmem, o jakim  północnokoreańscy obywatele mogą sobie tylko pomarzyć. Obie książki  mówią o skomplikowanych procedurach emigracyjnych, ciężkiej drodze ku  wolności i dramatach, jakie ta wolność serwuje. Trudno bowiem żyć w  świecie, w którym ma się wybór, ma się zdolność do tego, by mówić, co  się myśli, ma się w końcu co na siebie włożyć i czym nakarmić wychudzone  ciało. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Myślę jednak, że Demick do tematu emigracji z Korei Północnej  podeszła inaczej, bo z sercem. Chwytają za nie poszczególne historie  bohaterów. Jest w tym wszystkim dbałość o szczegóły, subtelność, a  przede wszystkim lojalność wobec rozmówców.&lt;/span&gt; I dodatkowo istotny jest  fakt, iż dziennikarka penetruje pograniczne tereny Korei Północnej, a my  poznajemy losy mieszkańców miasta Chongjin; historycznie japońskiego,  politycznie i społecznie związanego z każdym słowem, jakie wypowiada Kim  Dzongil, sterując krajem naprawdę sporych rozmiarów i wciąż trzymającym  go z dala od otaczającego świata – tego bliskiego i tego dalekiego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Myślę, że najbardziej przejmującą postacią z tego reportażu jest  pani Song Hee-Suk, żarliwa komunistka. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Wierzyła we własne słowa. Lata  niedosypiania, wielogodzinne szkolenia i seanse samokrytyki – metody  prania mózgu nie różniły się od technik stosowanych na przesłuchaniach –  zabiły w niej zdolność do samodzielnego myślenia. Została ukształtowana  jako udoskonalona istota ludzka, produkt filozofii Kim Ir Sena”&lt;/span&gt;.  Świadomość tego, iż oddaje życie miałkim ideom i że żyje w kłamstwie  dojrzewała u niej powoli i w wieku 57 lat na zawsze opuszcza kraj, w  którego idee tak bardzo wierzyła. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Mamy także postać Kim Ji-eun, koreańskiej lekarki przeżywającej  dramat, kiedy nie może pomóc swym pacjentom, bo zwyczajnie nie jest w  stanie stawić czoła ani klęsce głodu wraz z jego konsekwencjami ani  ograniczeniom, jakie narzuca jej odgórnie władza. Jej los to niezwykła  opowieść. Kiedy wreszcie dotrze do Korei Południowej, będzie musiała na  nowo podjąć studia medyczne i z zainteresowania pediatrią przejdzie na  geriatrię. Tylko ona wie, jak ogromnie boli bezsilność, gdy młodemu  pacjentowi umierającemu z głodu nie można pomóc. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Demick przedstawia także historię miłosną i sentymentalną. Mi-ran  odnajdzie się w innej, południowokoreańskiej rzeczywistości z Jung-  sunem, dojrzewającym do samowiedzy w cieplarnianych warunkach  stołecznego uniwersytetu. W innym kraju, w innych warunkach, bliższa  jest im gorycz i smutek niż ożywienie dawnego uczucia. I tutaj nie ma  nadmiernego epatowania sentymentalizmem. Demick opisuje, w jaki sposób  jednostki nieprzystosowane do życia w wolnym, kapitalistycznym świecie,  gubią w nim swe priorytety i uczucia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To reportaż mocny i dosadny.&lt;/span&gt; Demick pisze między innymi o głodzie  wywołującym otępienie i marazm. O oddechu śmierci w kraju, gdzie  przywódca wiedzie życie jak z bajki. To także frapujący dokument mówiący  o niesamowitych trudnościach, na jakie napotykają północnokoreańscy  uchodźcy w nowym, rzekomo lepszym świecie. Ich Korea, Korea szara,  pozbawiona prądu, lekarstw i jedzenia, ale niepozbawiona wielkich idei i  haseł, nadal jest żywa. Wszystko dlatego, że wolność jest dla nich nie  do zniesienia, skoro całe życie wierzyli w to, co Wielki Wódz głosił do  swego wybranego narodu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To opowieść o tych, którzy nie płakali po śmierci Kim Ir Sena. O  tych, którzy potrafili porzucić wszystko, by szukać szczęścia w  niepewnym miejscu. Opowieść o strachu, który towarzyszyć będzie zawsze i  wszędzie. I o problemie, o którym należy rozmawiać. W dobie  globalizacji odciętej od świata Korei Północnej nie można ignorować. Nie  można też nie podziwiać tych, którzy mają odwagę powiedzieć o tym, jak  się tam żyje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2087225091764515166?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2087225091764515166/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2087225091764515166' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2087225091764515166'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2087225091764515166'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/swiatu-nie-mamy-czego-zazdroscic.html' title='&quot;Światu nie mamy czego zazdrościć&quot; Barbara Demick'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-XKYlRzIeqHQ/TqG5li7zYnI/AAAAAAAAB_g/UZrZZk3p8Fo/s72-c/Demick.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6367241033738168429</id><published>2011-10-19T16:48:00.003+02:00</published><updated>2011-10-19T16:50:07.773+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Czy to się nagrywa?" Tomasz Pindel</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-wJPCujzb9m0/Tp7jPzOBOqI/AAAAAAAAB_U/KBrmuEsTjyA/s1600/Pindel.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 139px; height: 224px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-wJPCujzb9m0/Tp7jPzOBOqI/AAAAAAAAB_U/KBrmuEsTjyA/s320/Pindel.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665215241865214626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jerzy Sobiesiak, pracownik Instytutu Socjologii Uniwersytetu  Małopolskiego, wpada pewnego dnia na pomysł uruchomienia programu z  dotacji rządowych, w ramach którego samotne kobiety z dużych miast będą  mogły się zbliżyć do samotnych mężczyzn ze wsi. „Wieś versus miasto –  „stary kawaler” versus „stara panna”. Zmiany struktur małżeńskich i ich  implikacje w społecznym życiu w Polsce ostatniej dekady” – taki oto  tytuł otrzymuje projekt, do którego Sobiesiak podchodzi bez  zaangażowania. Mam wrażenie, że w taki właśnie sposób podszedł do  napisania swojej pierwszej powieści sam Tomasz Pindel. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Świetny tłumacz  okazuje się marnym pisarzem, a powieść rzekomo dowcipna i ironiczna  wywołuje na przemian ziewanie i myślenie o tym, co zrobić, aby nie  czytać tego dalej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Czy to się nagrywa?” ma charakter reportażu, w którym polifonia  głosów rozmówców zamienia się w bełkot. Wypowiada się zarówno sam  Sobiesiak, jak i popierająca go działaczka polityczna, biorące udział w  projekcie kobiety i mężczyźni oraz cała masa osób pośrednio lub  bezpośrednio związana z ich perypetiami. Ponieważ projekt szybko zyskuje  sobie medialną sławę, zaczyna się nim interesować także rządowa  opozycja, a wtedy dokonania Sobiesiaka zostają zdyskredytowane, zaś jemu  samemu ktoś podkłada świnię… trupa znaczy, i to niejednego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trzy idiotki z miasta zbliżają się z trzema idiotami ze wsi.  Bohaterowie to dość żenujące postacie i tak naprawdę nie wiadomo, o co  chodzi w tych potrójnych randkach. &lt;/span&gt;To znaczy wiadomo, o seks chodzi, o  przyszłą prokreację, o budowę podstawowej komórki życia społecznego,  czyli o to, od czego ludzie ci się migali. I tak oto mamy sparzone na  siłę następujące duety: dyrektorka wydawnicza Eliza z Franciszkiem z  miejscowości Garb, tłumaczka Karolina ze Stanisławem, sąsiadem Franka  oraz Gabriela, wolny strzelec fotografii z Zygmuntem, który mimo  czterdziestu czterech lat nadal mieszka z matką. Ich spotkania są  jednocześnie iskrzącymi zderzeniami kultur. Mogłoby to być coś  interesującego, ale nie jest. Dlaczego? Dlatego, że autor skupił się  przede wszystkim na sensacyjnej intrydze, zrobił z tej książki coś na  kształt „political fiction”, namnożył wątków i wulgaryzmów, posklejał to  wszystko pękniętą taśmą i zaserwował jako – jak sam wspomina w  zakończeniu – „porządną książkę”. „Czy to się nagrywa?” nie jest ani  porządna ani nawet nieporządna, albowiem nie wiadomo za bardzo, jakie ma  przesłanie i do kogo jest kierowana. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Tempo akcji jest tak błyskawiczne, że od pierwszego niewinnego  spotkania miastowych z wsiokami do spektakularnej akcji odbijania tych  pierwszych przez drugich z kliniki psychiatrycznej czasu poświęconego  lekturze upływa niewiele. Idiotyzm goni idiotyzm i ma to być zabawne.  Zainteresowanie wzbudzić może jedynie język tej książki, a właściwie  językowa wieża Babel, którą z polszczyzny tworzą bohaterowie. Nic ponad  to nie jest warte uwagi i naprawdę szkoda, że ta książka sama siebie  grzebie, kiedy autor dokłada do niej coraz to nowe wypowiedzi i kleci  intrygę na miarę tabloidu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jasne, Tomasz Pindel nie tyle bawi się językiem, co chce go zamienić  w narzędzie, którym uderzy w rzeczywistość pełną absurdów i każdego  myślącego Polaka przyprawiającą o ból głowy. Mamy próby wdarcia się do  kilku sfer i zdyskredytowania ich: naukowców, wielkomiejskich yuppies,  bezmyślnych chłopów, skorumpowanych organów władz samorządowych, w końcu  świata polityki i dziennikarstwa śledczego. Można spojrzeć na dokonanie  krakowskiego tłumacza jak na smutną – mimo wszystko – opowieść o  trudnościach w porozumiewaniu się między ludźmi, o smutku istnienia  samemu w tłumie, o nieumiejętności bycia otwartym na świat i  tolerancyjnym względem innych. Można. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ja jednak widzę w „Czy to się  nagrywa?” kiepską próbę literatury rzekomo lekkiej i przyjemnej, której  humor jest wisielczy, a ironia taka sobie. To po co pisać książki „takie  sobie” i nazywać je „porządnymi”? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Podtytuł powieści brzmi „Komedia prawie erotyczna”. Problem jest  taki, że ani to komedia (rzecz gustu oczywiście, mnie tego typu poczucie  humoru nie odpowiada), ani też erotyki w niej nie ma za grosz, a  chciałoby się jej w jakimś rozsądnym wymiarze, bo spotkania  miejsko-wiejskie będące spotkaniami damsko-męskimi winny być iskrzące i  erotyką podszyte jak najbardziej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Myślę, że ta książka to taki eksperyment jak projekt  Sobiesiaka.  Jedno i drugie kończy się fiaskiem, ale nie martwię się tym za bardzo.  Tomasz Pindel sprawia mi przyjemność znakomitymi przekładami. Obcowanie z  jego własną prozą uważam za czytelniczy wypadek przy pracy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Świat Książki, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6367241033738168429?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6367241033738168429/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6367241033738168429' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6367241033738168429'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6367241033738168429'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/czy-to-sie-nagrywa-tomasz-pindel.html' title='&quot;Czy to się nagrywa?&quot; Tomasz Pindel'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-wJPCujzb9m0/Tp7jPzOBOqI/AAAAAAAAB_U/KBrmuEsTjyA/s72-c/Pindel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-4975585243870546625</id><published>2011-10-13T18:32:00.002+02:00</published><updated>2011-10-13T18:36:35.046+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Potępieni" Chuck Palahniuk</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-sllK5kFomfU/TpcSz-yeFbI/AAAAAAAAB_I/IUF-X9Y2RRE/s1600/Pot%25C4%2599pieni.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 144px; height: 224px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-sllK5kFomfU/TpcSz-yeFbI/AAAAAAAAB_I/IUF-X9Y2RRE/s320/Pot%25C4%2599pieni.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5663015740679001522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chować się, kto może – Chuck Palahniuk zstępuje do Piekła!&lt;/span&gt; Zanim na  polskich – i jednocześnie amerykańskich, bo powieść ma swą premierę  także w ojczyźnie autora – półkach w księgarni pojawią się „Potępieni”,  warto coś o tej książce wiedzieć. Wiedzieć na przykład komu tym razem  autor dokopie, z kogo będzie się śmiał, kogo przebije ostrzem ironii, co  strywializuje i co gloryfikował będzie, jak tym razem potraktuje  wszystkie odpadki kultury masowej, którymi tak często karmi swe fabuły i  przede wszystkim, jakie jest Piekło, bo to przecież temat od wieków  badany i nadal sfera domysłów. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Do Piekła trafia trzynastoletnia Madison Spencer, córka  upośledzonych społecznie rodziców-celebrytów, dla których zabawą jest  klikanie w domowe laptopy i kombinacjami klawiszy przesuwanie firanek  bądź mebli w rozsianych na całym świecie domach, w których nie  przebywają. To także domy Madison, ale ona ma je generalnie w dupie.  Ponieważ jest dość pulchna, chowa w niej wiele. Większość poglądów  zblazowanych rodziców, którzy nie wiedzą nawet, które urodziny obchodzi.  Historie sprowadzanych co chwilę przyrodnich siostrzyczek lub  braciszków z głodującej Afryki czy zalewanych krwią Bałkanów. A przede  wszystkim to, co o niej myślą. Bo teraz generalnie już nikt o niej nie  myśli, gdyż jej nie ma. Natomiast jeżeli jest jednak ktoś, kto  zastanawia się nad pośmiertnymi losami Madison, nie domyśla się, w jak  pokręconej przestrzeni ona teraz przebywa. Madison przypomina wyobcowaną  społecznie Misty z &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2009/05/dziennik-chuck-palahniuk.html"&gt;„Dziennika”&lt;/a&gt;, ale nie ma tak wielkiego bagażu  życiowych doświadczeń, bo dane jest jej dożyć bardzo krótkiego wieku.  Kiedy matka-kretynka prowadzi galę rozdania Oskarów, coś strasznego  wydarzy się w domu, w którym przebywa Madison, by na zawsze zesłać ją w  piekielną otchłań... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Każdy oczywiście chce wiedzieć, jakie jest Piekło, skoro Palahniuk  niczym Demiurg zepchnął tam swą Bogu ducha winną rezolutną  dziewczyneczkę.&lt;/span&gt; Naprawdę chcecie wiedzieć, co tam jest? Serio? No to  zaczynamy! Najpierw, coś co przemówi Wam do wyobraźni. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Jeśli potraficie  gapić się godzinami w telewizor, to macie już pojęcie, jak to jest być  martwym. Można nawet powiedzieć, że oglądanie telewizji i surfowanie w  sieci to doskonała sucha zaprawa w byciu martwym”&lt;/span&gt;. Bycie umarlakiem nie  jest bynajmniej statyczne, bo w Piekle jest co robić i jest to miejsce  wielu możliwości. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Naturalnie wszystko, co dotychczas pisano na temat Piekła to  głupoty!&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Cała reszta ludzi, jak choćby ten sławny włoski poeta Dante  Alighieri, serwuje czytelnikom stek kiczowatych i wyssanych z palca  bzdur”&lt;/span&gt;. Piekło to przestrzeń, w której walczą ze sobą i zmarli, i  żywioły. Możemy przejść się przez Zarośla Amputowanych Kończyn,  popatrzeć na Ocean Zmarnowanej Spermy, poczuć cuchnącą woń Jeziora  Gorącej Śliny lub Doliny Zużytych Pieluch Jednorazowych. A jeżeli to nam  nie wystarczy, można zasiąść na stanowisku diabelnego telemarketera i  wydzwaniać do żywych, niektórych – jak czyni to Madison – ściągając  szybciutko do Piekła. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cała siła i bezsiła Madison polega na tym, że już nie żyje.&lt;/span&gt; Piekło  nie daje jej możliwości rozwoju, bo w Piekle Palahniuka zmarli się nie  zmieniają! Może za to dokonać analizy swych ziemskich wybryków i  próbować zrozumieć siebie taką, jaka jest teraz. Czyli martwą. Madison  szybko znajduje sobie w Piekle znajomych, bo można się tam kumplować z  niezłymi świrami. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Kultura masowa postrzega zmarłych w postaci zombie…  wampirów… duchów, a więc zawsze jest to coś, co zagraża żywym”&lt;/span&gt;.  Tymczasem martwi nic do żywych nie mają, denerwują ich tylko czasem  telefonami z telemarketingu i robią sobie wyskoki podczas Halloween.  Piekło Palahniuka to nie jest miejsce oczyszczenia, a specyficzna  przestrzeń, w jakiej tworzą się relacje przypominające te ziemskie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;I teraz całkiem serio. O co chodzi w „Potępionych”? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przede wszystkim  to naprawdę przemyślana egzystencjalna opowieść drogi.&lt;/span&gt; Książka o roli  nadziei, od której uzależniona jest Madison i o tym, jak wiele naszych  pragnień nie może być spełnionych, bo sami na to nie pozwalamy.  Palahniuk ponownie igra konwencjami, gatunkami i językiem, by w  piekielnej otchłani wyrazić ustami Madison to, czego już nie słucha się  na ziemi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Natomiast kto poszukuje w Piekle rozrywki, znajdzie jej co nie  miara. Nasza bohaterka nokautuje tam Hitlera, poniża Katarzynę  Medycejską, tłucze się z Baalem, namawia pewną staruszkę do podpalenia  kościoła przed śmiercią i przede wszystkim zbliża się do Gorana, jednego  z przyrodnich braci, z którym życie go dzieliło, a śmierć naprawdę  łączy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Myślę, że „Potępieni” to jedna z lepszych i chyba najbardziej  wyrazista książka w dorobku Chucka Palahniuka, której lektura mimo  wszystko łatwa nie jest, bo czy łatwo jest opowiedzieć, co czuje  potępiony nieżywy, skoro tylu żywych potępia się już za życia?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Niebieska Studnia, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-4975585243870546625?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/4975585243870546625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=4975585243870546625' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4975585243870546625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4975585243870546625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/potepieni-chuck-palahniuk.html' title='&quot;Potępieni&quot; Chuck Palahniuk'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-sllK5kFomfU/TpcSz-yeFbI/AAAAAAAAB_I/IUF-X9Y2RRE/s72-c/Pot%25C4%2599pieni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-7813730004026283939</id><published>2011-10-10T19:57:00.003+02:00</published><updated>2011-10-10T20:00:37.415+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Murzynek B." Artur Daniel Liskowacki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-v5jWZMnazB8/TpMyDXfz95I/AAAAAAAAB_A/FwWav90xbAE/s1600/Liskowacki.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 230px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-v5jWZMnazB8/TpMyDXfz95I/AAAAAAAAB_A/FwWav90xbAE/s320/Liskowacki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661924189963286418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Dużą popularnością cieszy się w tym roku wśród polskich prozaików  wierszyk Juliana Tuwima o Murzynku Bambo. Najpierw niesmacznie  sparafrazował go w swoim „Podręczniku do klasy pierwszej” Tomasz Piątek,  a teraz wykorzystał Artur Daniel Liskowacki w książce o tytule nie tyle  przewrotnym, co bardzo gorzkim. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bo „Murzynek B.” to proza przesycona  goryczą. Bardzo dynamiczna, falująca wręcz (rzecz bowiem dzieje się w  języku i nie wolno o tym zapominać ani na chwilę), rytmiczna i  inspirująca. Tyle tylko, że do dość smutnych przemyśleń. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Generalnie słowo „murzynek” jest dosyć wkurzające, a nasz bohater  wkurza wielu. Już od pierwszych stron widzimy przestraszonego młodzieńca  o hebanowym kolorze skóry, który zastanawia się, z której to strony  może dostać łomot. Nie, to nie jest książka o rasistowskich  prześladowaniach czarnoskórych w Polsce. Chociaż może trochę jest.  Liskowacki rozprawia się nie tyle z nietolerancyjnym państwem na P,  które ma tyle samo lat, co nasz Murzynek (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„B. urodził się rok po  wyborach z Garym Cooperem na plakacie”&lt;/span&gt;), co z istotą bycia w ogóle.  Bytu. Bytowania. Bycia potrzebnym albo zbędnym. Wszystko rozpięte między  napiętym B, na którą to literkę zaczyna się zaskakująco wiele słów, a  poprzedzającym je A. Taka to lingwistyczna gra, bo przecież autor słynie  z tego, iż od lat penetruje językowe głębiny, bawi się językiem i  obnaża jego słabości. „Murzynek B.” ma kompozycję nielinearną i w ogóle  to nie próbujmy ufać opisywanemu weń czasowi. Czas jest niepewny. Pewne  jest natomiast to, że książka Liskowackiego, to nie żaden &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„rzetelny  bildungsroman”&lt;/span&gt; i nie będzie opowiadać historii życia czarnoskórego  bohatera od urodzin do dorosłości (czas powieści to bowiem 18 lat). To  charakterystyczna rozprawa ze stereotypami i z faktem, iż w polskiej  świadomości słowo „czarny” konotuje wiele mrocznych znaczeń. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jak wspomniałem, książka ma swój rytm. Albo ktoś go załapie, albo  zginie, przygnieciony fantazyjnym szaleństwem słownym autora.&lt;/span&gt; Jakiego  sobie narratora stworzył? To griot. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Griot jest pamięcią Afryki. Ustami  tej pamięci. (…) Griot jest bardem narodu. Rodu. Ludu. Słowem bez  księgi. Księgą bez stron. Bez końca. I bez początku”&lt;/span&gt;. Jeśli zauważymy,  iż jest to słowo odnoszące się do kultury afrykańskiej, ale się z niej  nie wywodzące, będziemy mogli rozpoznać pewien bolesny rozdźwięk między  tym, co sobie myśli o świecie B. a tym, co Bardzo Barbarzyński i  Brutalny świat myśli o nim. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kiedy ukazał się „Stadion” Ify Nwamany, rozpoczął się pewien nowy  etap ukazywania polskiej rzeczywistości w literaturze. Nigeryjski  imigrant opowiada o doświadczeniach w kraju, w którym wciąż na ulicy czy  w autobusie ludzie oglądają się za czarnoskórymi. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tymczasem tytułowy B.  przygląda się sam sobie. Próbuje zrozumieć siebie, swoją historię,  matkę Barbę i przede wszystkim pochodzenie.&lt;/span&gt; A jak już zacznie grzebać w  historii, to wygrzebie z niej i Livingstona, i Stanleya, i Fredrę, i  Marksa piszącego do Engelsa. To znaczy griot to zrobi. Autor znaczy.  Najciekawsze jest, że czarno na białym u Liskowackiego nie znaczy to  samo, co białe na czarnym, a pisarz świadomie zdaje sobie sprawę z tego,  że musi się do tego dokleić czerwone, skoro Murzynek B. w Bolandii  mieszka i bolskich przyjaciół ma nasz koleżka. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Koleżką B. jest chyba tylko dla Maju, który skopie dupę każdemu, kto  Murzynkowi uprzykrzy życie. A robi to sporo osób. Bo nie sposób być  czarnym w kraju, w którym czerń przeraża. Jaka tam czerń zresztą.  Przecież Liskowacki pisze u uprzedzeniach i upokorzeniach. O ironii  losu, który łączy przestraszonego sobą i przestraszonych tym, który się  boi siebie. To nie jest łatwa książka i nie jest łatwo ją przeczytać.  Tym bardziej zrozumieć. Bo chciałoby się napisać, iż jest to powieść o  poszukiwaniu miejsca dla siebie, ale w gruncie rzeczy jest to opowieść o  szukaniu siebie samego. I o języku, który te poszukiwania stara się  opisać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Murzynek B.” to zbiór zapisków luźnych i skomplikowanych  jednocześnie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Złośliwy jest Liskowacki, ironizuje sobie, kpi.&lt;/span&gt; Ale to  przecież wina griota, czyż nie? Jak określić tę powieść? Spróbuję się  ograniczyć do literki z dwoma brzuszkami. Błyskotliwa. Barwna. Bystra. I  Bardzo, Bardzo niepokojąca.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo W.A.B., 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-7813730004026283939?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/7813730004026283939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=7813730004026283939' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/7813730004026283939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/7813730004026283939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/murzynek-b-artur-daniel-liskowacki.html' title='&quot;Murzynek B.&quot; Artur Daniel Liskowacki'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-v5jWZMnazB8/TpMyDXfz95I/AAAAAAAAB_A/FwWav90xbAE/s72-c/Liskowacki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1533811002661854638</id><published>2011-10-08T19:39:00.003+02:00</published><updated>2011-10-08T19:44:14.521+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Ostatni mieszkaniec" Aravind Adiga</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-EaFU5EZD7aA/TpCK48xpyfI/AAAAAAAAB-4/LsggxYKSbyc/s1600/Ostatni.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 225px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-EaFU5EZD7aA/TpCK48xpyfI/AAAAAAAAB-4/LsggxYKSbyc/s320/Ostatni.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661177442596407794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Mam wielki problem z Aravindem Adigą. Dosłownie zmiażdżył mnie celnością  sądów o Indiach i perypetiami Balrama w &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2008/11/biay-tygrys-aravind-adiga.html"&gt;„Białym Tygrysie”&lt;/a&gt;. Potem  rozczarował nieszczególnie mocną książką &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/06/miedzy-zabojstwami-aravind-adiga.html"&gt;„Między zabójstwami”&lt;/a&gt;. Jego  trzecia publikacja – „Ostatni mieszkaniec” – wzbudza we mnie  ambiwalentne uczucia. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trudno bowiem powiedzieć, że Adiga pisze  literaturę. Myślę, że to świetny dziennikarz, który umie pisać powieści.&lt;/span&gt;  Ta trzecia chyba zatarła niemiłe wrażenie po drugiej. Tutaj autor wie,  co ma do powiedzenia. Nie będzie nas oprowadzał po fikcyjnym Kittur i  zamęczał różnymi historyjkami, lecz po Bombaju – mieście prawdziwym,  które ogniskuje w sobie wszystkie współczesne problemy Indii. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Adiga naturalnie nie pisze o wszystkim i o niczym, tylko chwyta  temat konkretnie. Rozgryza go, sugeruje kilka ścieżek interpretacyjnych,  daje do myślenia, zaskakuje. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Ostatni mieszkaniec” dotknie problematyki  globalizacji w mikroskali pewnego osiedla.&lt;/span&gt; Vishram ma zostać wyburzone,  bo Dharmen Shah z Confidence Group pozazdrościł dokonań swego  deweloperskiego konkurenta Chacka, szefa Ultimex Group. Postanawia zatem  sowicie opłacić mieszkańców dużego bloku, by jak najszybciej się  wynieśli i pozwolili Shahowi realizować swoje plany rozwojowe okolicy.  Dodajmy, że mamy tutaj do czynienia z okolicami Bombaju B, oddalonego od  oceanicznego wybrzeża, skupionego przy lotnisku, pozornie będącego  nieszczególnie atrakcyjną okolicą. Atrakcyjne jest natomiast to, w jaki  sposób Adiga opisuje reakcje ludzi na propozycję dewelopera. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Mieszkańcy Vishramu przypominają trochę tych polskich, udręczonych  zarządzeniami i ustaleniami, mieszkającymi przy Alternatywy 4. Bo  Vishram to taka komuna po hindusku, a właściwie arcyciekawy przegląd  charakterów ludzi, którzy pod wspólnym dachem zmagają się z hukiem  pobliskiego lotniska, reglamentacją wody, z sąsiedztwem slumsów i  brakiem prywatności. Niby każdy żyje u siebie, ale wciąż ktoś kogoś  odwiedza, a ściany są jak z dykty – słychać przez nie wszystko. W  galerii postaci osiedla wyróżnia się Masterji, emerytowany nauczyciel.  Cieszy się dobrą opinią i szacunkiem wśród współlokatorów. Oczywiście do  czasu. To bowiem on będzie tym jedynym, który nie zgodzi się na  wyprowadzkę w zamian za oszałamiającą kwotę tylu rupii, ilu żaden z  mieszkańców osiedla do rozbiórki nie posiada na swoim koncie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czy człowiek jest tym, kim widzą go sąsiedzi, czy może wolną  jednostką, która ma prawo do podejmowania własnych decyzji i pozostania w  miejscu, które jest oswojone, bliskie?&lt;/span&gt; Masterji przeżył rodzinną  tragedię. Stracił żonę i córkę. Musiał się z nimi rozstać, ale nie  zamierza rozstać się z własnym mieszkaniem. Działania, jakie podejmą  ludzie Shaha, by go jednak z tego mieszkania wykurzyć, będą dość  przewidywalne. Dużo bardziej interesujące są relacje między opornym  nauczycielem a resztą mieszkańców, którzy z czasem zamieniają jego  codzienne życie w piekło. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przegrana naszego bohatera wydaje się przewidywalna. Mniej  przewidywalne jest już to, że konflikt przenosi się na jego relacje z  synem Gauravem, które z czasem przestają istnieć i jedyne żyjące dziecko  Masterjiego publicznie się go wypiera. Walka ostatniego lokatora  Vishramu o pozostanie na miejscu to walka dwuaspektowa. Z jednej strony  nauczyciel walczy z ekonomicznymi i nieczułymi bandziorami gotowymi  zasrać Bombaj betonem i blachą prawie tak samo jak zrobiono to z innym  południowoazjatyckim miastem (przywołuję wulgaryzm Gretkowskiej w  odniesieniu do Singapuru z jej podróżniczej opowieści „Światowidz”,  która przyszła mi akurat na myśl). Z drugiej strony natomiast to walka w  imieniu wszystkich zagubionych, samotnych i załamanych, którzy poddają  się terrorowi deweloperów, oddając swe mieszkania w zamian za mgliste  marzenia o lepszej przyszłości. I tutaj mamy takiego zbiorowego Balrama z  „Białego Tygrysa”; w tych ludziach wpisana jest hinduska służalczość i  podległość. Tyle tylko, że niektórzy z nich – jak choćby matka syna z  zespołem Downa – mimo wszystko wiedzą, że manipulacja nimi przyniesie  jednak jakieś pozytywne zmiany. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Niemym bohaterem jest Bombaj.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Jesteśmy bezsilni w bezsilnym  mieście”&lt;/span&gt; – to słowa jednego z bohaterów książki. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pozbawieni woli, nijacy  i ulegli mieszkańcy Vishramu to nie są ludzie, których należy za to  winić. Oni się tacy stali przez miasto, w jakim żyją. Przez miasto,  które rzekomo wciąż się rozwija, ale tak naprawdę powoli umiera.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Co to  jest umierające miasto, pani Puri? (…) Nie wie pani. Miasto, które  przestaje dziwić. Taki właśnie robi się Bombaj. Wystarczy pokazać  ludziom trochę forsy, a będą skakać, tańczyć, biegać nago po ulicach”&lt;/span&gt;. I  ten aspekt „Ostatniego mieszkańca” jest chyba najbardziej smutny i  przejmujący. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Podobało mi się, oczywiście. Ale… kurczę, to nie jest literatura. To  jest rzetelna dziennikarska robota ukryta w beletrystycznym płaszczyku.  Rzecz ciekawa i pewnie dlatego się tak o niej rozpisałem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1533811002661854638?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1533811002661854638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1533811002661854638' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1533811002661854638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1533811002661854638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/ostatni-mieszkaniec-aravind-adiga.html' title='&quot;Ostatni mieszkaniec&quot; Aravind Adiga'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-EaFU5EZD7aA/TpCK48xpyfI/AAAAAAAAB-4/LsggxYKSbyc/s72-c/Ostatni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-2014267662057886403</id><published>2011-10-05T17:57:00.001+02:00</published><updated>2011-10-05T18:00:14.843+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Kawa" Božidar Jezernik</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-mm5K7QrYyYE/Tox-kLNVBgI/AAAAAAAAB-w/HMVOff6Ydzc/s1600/Kawa.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 185px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-mm5K7QrYyYE/Tox-kLNVBgI/AAAAAAAAB-w/HMVOff6Ydzc/s320/Kawa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5660037991646955010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Czytając książkę o kawie słoweńskiego antropologa Božidara Jezernika,  postanowiłem przeprowadzić małą sondę wśród znajomych na temat tego, co  wiedzą o napoju spożywanym codziennie i często w nadmiernych ilościach.  Dowiedziałem się, że kawa pochodzi z Chin, z Brazylii (sugerowanie się  obecnym wielkim eksportem), ogólnie z Ameryki Południowej. Uśmiechałem  się, gdy tego słuchałem, bo cwaniaczek ze mnie niezły, skoro byłem już  po lekturze kilkunastu stron tego niezwykłego eseju. Okazało się, iż sam  niewiele wiem o napoju, który uwielbiam, a po książkę Jezernika  sięgnąłem z przekory, albowiem trudno orzec, czy na okładce uwagę  przykuwa tytuł, czy ten ponętne wdzięki kurtyzany nalewającej czarny  napój. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Swoją drogą korespondencja rozważań autora z licznymi  fotografiami czyni książkę bardziej kompletną, jeszcze silniej  działającą na wyobraźnię, a przede wszystkim wyborną – jak najlepiej  parzona kawa. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zwraca uwagę ogromna erudycja autora. Kiedy spogląda się na spis  dzieł, do jakich zajrzał przed napisaniem „Kawy”, można dostać zawrotu  głowy większego niż po wypiciu kilku jej filiżanek naraz. Jezernik  skupia się przede wszystkim na początkach napoju. Pochodzący z Etiopii  bardzo szybko zawojował Półwysep Arabski, gdzie w XV wieku doceniano  smak i aromat nowego napoju. Picie kawy było i jest nadal celebracją.  Przed wiekami jednak napój ten przebył długą drogę do tego, by podbijać  kolejne kraje i kontynenty. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chociaż obecnie kawę pije się wszędzie, być  może jednak na zawsze pozostanie tajemnicą Orientu, która nigdy nie  doczeka się ujawnienia.&lt;/span&gt; Bo droga od dorastającego ziarenka kawowca do  nieopisanych wrażeń smakowych podczas picia zrobionej zeń kawy jest  iście szatańska. Kawa to bowiem napój tak niejednoznaczny, jak  niejednoznaczna była droga, na której celebrowano jego picie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jezernik oddaje głos licznym badaczom kultury, podróżnikom,  pisarzom, historykom i socjologom, by w efekcie ukazać obraz kawy jako  napoju stosunkowo późno odkrytego w Europie Zachodniej i w Ameryce  Północnej. Kiedy mieszkańcy Jemenu od wieków sączyli swój czarny wywar,  worki z kawą miały być wyrzucane przez zdziwionych nimi mieszkańców  odbitych Turkom ziem jako rzekome pożywienie dla ich wielbłądów. Autor  zwraca uwagę na fakt, iż kawa wzniecała mniejsze lub większe rewolucje  wszędzie tam, gdzie się pojawiała. Doprawdy niezwykłe to wszystko, kiedy  teraz myślimy o czarnym napoju, który piją wszyscy, a który nie wzbudza  już tak wielkich emocji. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jakże inaczej było przed wiekami! Ileż dyskusji, sporów i kłótni  toczono wokół tego czarnego napoju. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dla jednych był lekarstwem, dla  innych trucizną. Podobno to także trunek diabła, który miał mieszać w  zmysłach. Pewnie, że namieszał – widać to w fascynującym historycznym  przekroju, jaki Jezernik kreśli na kartach książki o czarnych,  wywołujących wiele emocji ziarenkach. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Interesujące są rozważania o znaczeniu kawy w świecie islamu. Wydaje  się, iż nigdzie indziej kawa nie była czymś tak bardzo dwuznacznym i  niepokojącym. Weźmy na przykład kontrowersje i zakazy w Mekce. Picie  dalekowschodniej kawy miało w sobie żar, jakiego trudno już odnaleźć  choćby u Niemców, którzy nieśmiało próbują jej w XVIII wieku. Jezernik  wspomina o ogromnej popularności kawy na Bałkanach, które w ramach  dziedzictwa tureckiej niewoli, dużo wcześniej niż inni Europejczycy  zaznały niezwykłego smaku. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;No właśnie, kwestia smaku, jakże ważna w tej książce. Po co kawie  cukier, śmietanka czy mleko? Jak i kiedy doprawiano napój, czy wyszło mu  to na dobre i co na ten temat sądzi sam Jezernik? W jaki sposób napój  jednał ludzi i co czyniło kawiarnie tak popularnymi miejscami dla  wszystkich koneserów czarnego napoju? Czy kawa mimo swej czerni, nie  oświetla umysłu? I czy można napisać frapującą opowieść o kawie, w  której tak inteligentnie zarysuje się i historycznie, i socjologicznie  fakt, że nowość musi wzbudzać kontrowersje? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Kawa” to obrazowy i wieloaspektowy esej na temat fenomenu napoju,  przy którym – a jakże – z większą otwartością umysłu mi się go czytało.  Polecam, bo między kartkami ukrywają się zapachy i smaki, o jakich  niektórzy wciąż jeszcze marzą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-2014267662057886403?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/2014267662057886403/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=2014267662057886403' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2014267662057886403'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/2014267662057886403'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/kawa-bozidar-jezernik.html' title='&quot;Kawa&quot; Božidar Jezernik'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-mm5K7QrYyYE/Tox-kLNVBgI/AAAAAAAAB-w/HMVOff6Ydzc/s72-c/Kawa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-7802361621574805483</id><published>2011-10-03T17:46:00.002+02:00</published><updated>2011-10-03T17:49:03.350+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura czeska'/><title type='text'>"List miłosny pismem klinowym" Tomáš Zmeškal</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-L4hc6S72I3M/TonZFK2ju9I/AAAAAAAAB-o/VLwqPGCPAZk/s1600/Zmeskal.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 221px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-L4hc6S72I3M/TonZFK2ju9I/AAAAAAAAB-o/VLwqPGCPAZk/s320/Zmeskal.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659293089603501010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Czesi bardzo sobie cenią rodzimą literaturę rozliczeniową. Nawiązania do  pamiętnego 1968 roku to już niemal motyw obowiązkowy każdej dobrej,  współczesnej książki czeskiej. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W przypadku Tomáša Zmeškala będziemy mieć  do czynienia nie tylko z szeroko zakrojoną opowieścią o nurtach  Historii, które od czasu drugiej wojny światowej po współczesność  dławiły i zmieniały istotę państwa czeskiego, ale i z dotykającą  historią miłosną, która zawarta jest w tajemniczym liście napisanym w  języku klinowym – starym, a jednocześnie nowym narzędziem do opisu nie  tylko uczuć, ale także okrutnego świata, w którym tym uczuciom dano  dorastać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Introdukcja zapowiada coś na kształt powieści obyczajowej. Oto  bowiem Alicja, córka Josefa i Kwiety, wychodzi za mąż za Maksymiliana,  by chwilę potem być już w ciąży z ich jedynym synem Krzysztofem. Od  początku widzimy, iż relacje między rodzicami Alicji są co najmniej  napięte. Nie mieszkają ze sobą. Wydają się sobie obcy. Pomiędzy nich  wkrada się jakieś trudne do wytłumaczenia napięcie, które udziela się  innym. Kiedy okaże się, iż Alicja nie odnajduje szczęścia w związku  małżeńskim, z czasem odkryjemy, dlaczego Josef Czerny i jego żona Kwieta  są sobie tak dalecy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Alicji nie dane było cieszyć się ojcem. Zaraz po wojnie został  zatrzymany i skazany za działalność antypaństwową. Kiedy powrócił do  domu, mogła się tylko dziwić – temu, że jest, że zachowuje taki dystans  wobec matki, że ostatecznie trzyma się od niej z daleka. Okazuje się, iż  ten lodowaty dystans to efekt poczynań Kwiety. Kiedy Josef przebywał w  więzieniu, kobieta za wszelką cenę chciała go uwolnić i wdała się w  skomplikowane relacje z niejakim Hankiem Janskym, który w sposób  perfidny i okrutny przeprowadzał proces „łamania” kobiety. Oddająca mu  swe ciało Kwieta zaznawała upokorzenia, bólu i rozkoszy jednocześnie.  Sadomasochistyczne praktyki między Hankiem a Kwietą trwały nawet wtedy,  gdy Josef był na wolności. A wówczas wszystko wyszło na jaw i już nigdy  nie dane było małżeństwu Czernych cieszyć się szczęściem ich związku. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Oboje milczą i nie wracają do zdarzeń minionych. Tymczasem gdzieś  tam, niedaleko ich, czeka do rozszyfrowania tajemniczy list. List ten,  napisany pismem klinowym, o którym oboje – Josef i Kwieta – słuchali w  młodości wykładów profesora Hroznego. List, w którym Josef wyznaje  miłość, jakiej Kwieta nigdy nie poczuła. A nawet jeżeli była jej  świadoma, bezpieczniej wydawało się jej tkwić w oddaleniu. Sprawą listu  zajmuje się kuzyn, Jirzi Novaczek. Osoba z zewnątrz, nie zna Czech, nie  zna bolesnej historii tego kraju, nie zna mentalności Czechów i ich  codziennego życia. Ale to dzięki niemu prawda, o której na co dzień się  nie mówiło, wychodzi na jaw. Jirzi to nie jedyna „obca” osoba, która  pojawia się w orbicie wpływów czeskich bohaterów książki. Jest nią także  doktor Sukthankar, z którym czas spędza Anton Lukavsky, psychiatra  przeżywający w stosunku do swej pacjentki miłość podobną do tej, jaka  łączyła Josifa i Kwietę. Lukavski to także uważny słuchacz Marka  Svobody, cukiernika tak pięknie dekorującego tort na weselu Alicji i  Maksymiliana. On znowu snuje opowieści z pozoru zupełnie niepowiązane z  fabułą książki. Opowiada o tym, jak był świadkiem eksperymentu  rozpoznawania zła oraz o nieśmiertelności, jaką zyskał i utracił. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Tyle samych opowieści, teraz warto przyjrzeć się ich ukrytym sensom.  Żarliwe uczucie państwa Czernych będzie szło w parze z burzliwymi  zdarzeniami powojennej historii Czech. I jedno i drugie jednak tuszować  będzie nicość, jakaś makabryczna i diabelska pustka, która wszystkich i  wszystko otacza. Świat, w którym nie ma Boga i gdzie nie można stanąć w  obronie prawdy, bo się przegrywa, to świat co najmniej fatalny. W nim  też przez wiele lat można nie mówić sobie tego, co się czuje, a jedynie  subtelnie zaznaczać, iż uczucia jeszcze istnieją. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zmeškal napisał powieść o zapominaniu i pamięci. Swoją  miłosno-polityczno-społeczną opowieść zamknął w dość niezwykłych ramach i  ani przez chwilę nie pozwolił, by czytelnik domyślił się, w którą  stronę uda się kolejny rozdział „Listu miłosnego pismem klinowym”.&lt;/span&gt; To  ważna książka o Czechach i dla Czechów. Nic dziwnego, że tam doceniona.  Jaki będzie odbiór polski? Czas pokaże. Ten czas, w który u Zmeškala  wikła się miłość, poczucie straty i niespełnienie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo W.A.B., 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-7802361621574805483?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/7802361621574805483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=7802361621574805483' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/7802361621574805483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/7802361621574805483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/list-miosny-pismem-klinowym-tomas.html' title='&quot;List miłosny pismem klinowym&quot; Tomáš Zmeškal'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-L4hc6S72I3M/TonZFK2ju9I/AAAAAAAAB-o/VLwqPGCPAZk/s72-c/Zmeskal.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-8716613718569259694</id><published>2011-10-01T09:12:00.001+02:00</published><updated>2011-10-01T09:16:15.822+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Obrazki z Nebraski" Grażyna Trela</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-c38vgiP_7Yo/Toa9kImatgI/AAAAAAAAB-Y/-Sy9VZ_cDlY/s1600/Trela.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 219px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-c38vgiP_7Yo/Toa9kImatgI/AAAAAAAAB-Y/-Sy9VZ_cDlY/s320/Trela.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5658418410319164930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Czy książka rozpoczynająca się wspomnieniem srających wron może  zaciekawić? Trudno powiedzieć, co Grażyna Trela – scenarzystka i reżyser  – chciała swoją powieścią osiągnąć, ale z pewnością wiadomo, że  napisała ją przede wszystkim dla siebie. Jak sama wspomina, szybko żyje,  szybko pracuje, nawet szybko śpi (wiwat proszki nasenne!). „Obrazki z  Nebraski” też wydają się napisane na szybko. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To opowieść wspomnieniowa,  którą można ulokować gdzieś między dobrymi &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2008/07/haszyszopenki-jarosaw-malanek.html"&gt;„Haszyszopenkami”&lt;/a&gt; Jarosława  Maślanka, penetrującymi okiem dziecka co prawda późniejszy czas  komunizmu polskiego a zdecydowanie nieudanymi &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/02/chopaki-w-sofixach-jakub-porada.html"&gt;„Chłopakami w sofixach”&lt;/a&gt;, w  których Jakub Porada (rocznik 1969, czyli ten, w którym rozgrywają się  zdarzenia z powieści Treli) opisywał perypetie mieszkańców kieleckiego  blokowiska.&lt;/span&gt; U Treli także mamy blokowisko; osiedle nazwane Nebraską na  fali fascynacji Stanami Zjednoczonymi, z których w 1969 roku można było  otrzymać paczkę z prawdziwymi, wzbudzającymi zachwyt levisami. Myślę, że  autorka słabą formę książki broni autentycznością. Oto bowiem niemym  bohaterem jej wspomnień jest jeden konkretny rok, a w nim dzieją się  zdarzenia, które mogą bawić i zastanawiać jednocześnie. „Obrazki z  Nebraski” są zatem warte przeczytania. Przeniesiemy się bowiem w świat,  który nie istnieje. Żyje za to bardzo silnie we wspomnieniach Grażyny  Treli. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Taki rok jak 1969 nie może być urokliwy. Mroczne piętno komunizmu  odciskające się na szarym świecie wciąż zmęczonych i zapracowanych  Polaków. A jednak! Obok zajętych obowiązkami dorosłych pojawiają się  dzieci. Przepraszam, już nastolatki. Kończąc 11 lat, przechodzą jakby w  inny wymiar istnienia. Trela zabiera nas do świata, który nie tylko może  sobie przypomnieć, ale który także możemy poczuć, powąchać i  posmakować. Jak choćby woń kawy wydobywająca się z fabryki czy smak  pysznego kwasu chlebowego. Albo oranżadki w proszku lub wody z syfonu,  tej domowej roboty i wiekopomnej gruźliczanki dystrybuowanej z  saturatora ulicznego. Co jeszcze? Bardzo wiele. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bo życie młodej Treli i  jej rówieśników było pasmem niezwykłych doznań, o których teraz można  napisać książkę poruszającą i fascynującą. Nic to, że na szybko  stworzoną. Prawdziwą. I myślę, że dlatego tak fascynującą. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Rok 1969 to nie tylko czas, kiedy Amerykanie stanęli na księżycu. To  świat dzieci, które barwią go po swojemu. Trela pogrzebała w czasie i  wyciągnęła z niego to, co najlepsze. Pierwsze punkowe piwniczne granie.  Pierwszy pocałunek i inicjacja seksualna. To także zapis wielu  niezwykłych sytuacji. Poznamy broczące krwią dzieciaki wdzierające się  na mszę. Duchy i cmentarze, tak przez nich uwielbiane. Kilka szkolnych  spraw, czyli kupy w majtkach i pobicie nauczycielki. Traumę wuefu na  szkolnych korytarzach i wypraw zuchów z druhną, której wszyscy  zazdrościli nie wiadomo czego. Odkryjemy magię telewizora i wraz z  Adamem Słodowym zrobimy coś sami. A raczej Grażyna Trela zrobi coś po  swojemu, okupując to uszkodzonymi palcami i podbitym okiem. To opowieść o  wielu przygodach dzieciaków roku 1969. O zabawach w rurach  kanalizacyjnych, o leśnej próbie walki ze strachem podczas burzy. O  profanacji komunii za pomocą andrutów i o zabawach ze złowioną na wędkę  kurą. O oswajaniu pięknych koni prowadzonych na rzeź i przygodach z  tracącymi życie papużkami. I jeszcze o ludziach, którzy wtedy zapadli  autorce w pamięć. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;To Rysio, który opuszcza seminarium i kombinuje, jak tu wykiwać  Wojskową Komendę Uzupełnień. Rysio, który za browara pokaże tatuowanego  penisa. To również śliczny Paweł, pragnący po raz kolejny zderzyć się z  samochodem, by wypadek ten odwrócił los i pozwolił mu na to, by znowu  być normalnym chłopcem. To także Masa, który mierzy się z pociągami na  torach i Elegant, posiadacz syrenki oraz adapteru, z którego płyną  dźwięki piosenek Hanki Ordonówny. Oni także tworzą pamiętnik Treli i  odgrywają znaczną rolę w życiu, do którego teraz, po latach, tak  namiętnie wraca. Szybko, szybko, by nie stracić żadnych zdarzeń, nie  pozwolić pamięci ich wykasować, nie zezwolić czasowi na zapomnienie.  Taka to jest proza Treli. Dynamiczna, żywa i zapadająca w pamięć. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Warto zwrócić uwagę, że nie ma w „Obrazkach z Nebraski” żadnych  rozliczeń, gorycz pojawia się tylko przez chwilę, złości dużo mniej niż  czułości w pisaniu o tym, co było. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To proza wspomnieniowa z kluczem, bo  tak naprawdę nie dotyczy tylko życia samej autorki. Jej zadaniem jest  rozprawa z upływem czasu i to wysuwa się na plan pierwszy.&lt;/span&gt; Sama książka  to rzeczywisty kolaż obrazków. Złóżmy je w całość i pomyślmy o tym, czym  jest upływ czasu i jak z nim powalczyć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-8716613718569259694?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/8716613718569259694/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=8716613718569259694' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8716613718569259694'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8716613718569259694'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/10/obrazki-z-nebraski-grazyna-trela.html' title='&quot;Obrazki z Nebraski&quot; Grażyna Trela'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-c38vgiP_7Yo/Toa9kImatgI/AAAAAAAAB-Y/-Sy9VZ_cDlY/s72-c/Trela.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-4878989370211639258</id><published>2011-09-27T17:37:00.003+02:00</published><updated>2011-09-27T17:45:30.875+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Ręka Flauberta" Renata Lis</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-KLycPeUPWxc/ToHtzH8zYlI/AAAAAAAAB-Q/Pst0H8Rm1ug/s1600/Lis.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-KLycPeUPWxc/ToHtzH8zYlI/AAAAAAAAB-Q/Pst0H8Rm1ug/s320/Lis.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657064069517238866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po co pisać powieść biograficzną twórcy, który uznawał, iż pisarz tak  naprawdę nie ma biografii i na rok przed śmiercią rozprawiał się w ogniu  ze swoją bogatą korespondencją, by nie służyła ona nikomu za materiał o  zgłębianiu jego żywota? Renata Lis przewrotnie, ironicznie,  inteligentnie i w znacznej mierze symbolicznie opowiedziała o życiu  Gustava Flauberta bynajmniej nie po to, by stawiać mu pomnik „trwalszy  niż ze spiżu”, ale by pokazać, iż życie znanego francuskiego prozaika  było zaskakującym kolażem zdarzeń, przeżyć, pojawiających się w jego  życiu postaci i przede wszystkim wpływu, jaki to wszystko miało na jego  twórczość. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Ręka Flauberta” to wynik wytężonej pracy, zaabsorbowania i  uwagi, które pisarka poświęciła twórcy. To jedna z tych książek  biograficznych, o której można rzec, iż nie wskrzesza zmarłego, lecz  czyni go po prostu żywym.&lt;/span&gt; Flaubert w tej książce ma wiele twarzy, ale  to, co najważniejsze – lojalność względem jego biografii i tego, kim był  – czyni „Rękę Flauberta” książką przenikliwą, mądrą i zdecydowanie  wartą poznania. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tytuł nawiązuje do poparzenia, które stało się stygmatem 1844 roku  dla dorastającego talentu francuskiej literatury XIX wieku. Tak jak ręka  dotknęła ognia, tak też dusza artysty przez ten ogień się przedarła, a  symbolicznym efektem tego było pożegnanie z ognistym romantyzmem w  mentalności i dojrzewaniem do czegoś, co nowe. Młodość Flauberta  naznaczona jest znajomością anatomii, wszak jego ojciec i brat byli  lekarzami. Od tej anatomii Renata Lis wychodzi, pisząc o stylu prozaika: &lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Styl Flauberta wydaje się przetworzeniem tej elementarnej,  anatomicznej wiedzy o naturze istnienia, która stała się jego udziałem w  rodzinnym domu, na długo przedtem, zanim był w stanie cokolwiek z tej  wiedzy pojąć”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dokładność, precyzja, wieloaspektowość – to cechy  pisarstwa Flauberta i wyznaczniki jego prozy.&lt;/span&gt; Prozy, o której stylu Lis  ponownie pisze następująco: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„(…) Trzeba rozumieć go szerzej, tak jak  styl Flauberta rozumiał Proust – jako osiąganą środkami literackimi nową  postawę umysłu wobec rzeczywistości”&lt;/span&gt;. Ta nowa postawa widoczna jest nie  tylko w arcydziele „Madame Bovary”, ale i w życiu samego Flauberta,  które mocno korespondowało z tym, jak żyją, co czują i jak się zachowują  jego bohaterowie. Chociaż – to ważne – Renata Lis zaznacza, iż nie ma  dowodów na to, by Flaubert kiedykolwiek powiedział, iż „Madame Bovary to  ja”. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Obok szeroko rozumianej anatomiczności w prozie autora zaznacza się  bardzo wyraźnie pasmo śmierci najbliższych, z którymi musiał się  mierzyć. Mamy wpływ zmarłego rodzeństwa i umierającego ojca. Jego  płaszcz noszony przez syna zaznacza, iż często w relacjach opisywanych w  swych utworach wcielał się w rolę ojca. Do tego dochodzi jeszcze  fascynacja cmentarzami i to, że własne serce uważał za nekropolię –  doprawdy intrygujące wprowadzenie w życie i twórczość jednego z  ważniejszych twórców literatury francuskiej. Renata Lis pisze o nim w  taki sposób, że wtapiamy się niemal w tło jego życia, poznając je od  niezwykłej strony. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wart uwagi jest każdy rozdział książki, ale pozwolę sobie zaznaczyć  to, co się w niej wyróżnia. Przede wszystkim istotne jest śledzenie  relacji Flauberta z kobietami – od frywolnych miłostek z egipską  kurtyzaną po miłość głęboką i subtelną jak ta, którą darzył guwernantkę  swej siostrzenicy, Juliet Herbert. W tle także opis burzliwego i  męczącego dla Flauberta romansu z Louise Colet, ale i wielkiej przyjaźni  z George Sand. Wydawać by się mogło, że artysta do kobiet, jak do  religii, miał ambiwalentny stosunek. W efekcie z żadną nie związał się  na dłużej, ale każdą na swój sposób adorował. Każda też, mniej lub  bardziej, wpływa na jego twórczość. Twórczość prawdziwą, czyli taką z  prawdziwym artystą-kreatorem, o którym Flaubert pisał: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Artysta powinien  być w swoim dziele jak Bóg w stworzeniu, niewidzialny i wszechmocny:  żeby czuło się go wszędzie, a nie widziało nigdzie”. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tak jest po części z  samą Renatą Lis w „Ręce Flauberta” – w jej realnych,  literaturoznawczych i filozoficznych wędrówkach widzimy przez cały czas,  że o Flaubercie pisze ręka, której właścicielka jest jego prawdziwą  znawczynią i wielbicielką. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Mamy w tej książce także specyficzne zderzenie demonicznego Wschodu i  mitycznego Zachodu, o którym autorka pisze w kontekście  francusko-rosyjskiej przyjaźni Flauberta z Turgieniewem. Zderzenie ma  także inne znaczenie. Renacie Lis bliżej jest do kultury Wschodu i nie  jest to książka frankofilska. Jednocześnie tak bardzo tkwi we Francji  XIX wieku, że nie sposób tego nie poczuć. Nie sposób przejść obojętnie  wobec książki tak dokładnie, fantazyjnie i niezwykle opisującej  fascynującą osobowość Gustava Flauberta.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Sic!, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-4878989370211639258?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/4878989370211639258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=4878989370211639258' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4878989370211639258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4878989370211639258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/reka-flauberta-renata-lis.html' title='&quot;Ręka Flauberta&quot; Renata Lis'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-KLycPeUPWxc/ToHtzH8zYlI/AAAAAAAAB-Q/Pst0H8Rm1ug/s72-c/Lis.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-8379596302015492909</id><published>2011-09-24T17:41:00.005+02:00</published><updated>2011-09-25T09:06:18.837+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Bahama yellow" Marta Magaczewska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-jCiL-ot9lYo/Tn36aw0fXUI/AAAAAAAAB-I/AB6vnBaLxRE/s1600/logo.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 50px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-jCiL-ot9lYo/Tn36aw0fXUI/AAAAAAAAB-I/AB6vnBaLxRE/s320/logo.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655952044735814978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;                                                                                                                                           &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style=" font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;PATRONAT MEDIALNY&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" style="font-family: arial;" href="http://3.bp.blogspot.com/-VekUj6UBZ_A/Tn36VlUt_DI/AAAAAAAAB-A/D3ZI5ftms78/s1600/Magaczewska.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 221px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-VekUj6UBZ_A/Tn36VlUt_DI/AAAAAAAAB-A/D3ZI5ftms78/s320/Magaczewska.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655951955750419506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Marta Magaczewska z pewnością zaskoczy wszystkich, albowiem mało wyraźny  debiut, jakim było &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2010/06/zacmienie-marta-magaczewska.html"&gt;„Zaćmienie”&lt;/a&gt; nie zapowiadał kolejnej powieści tak  odmiennej, tak fascynującej, tak jednocześnie lekkiej i niemożliwie  trudnej w odbiorze.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; „Bahama yellow” – już niebawem w sprzedaży - może  być jednym z mocniejszych punktów wydawniczej jesieni, w której to  czekają na nas nowe książki między innymi Marty Syrwid, Michała  Witkowskiego czy Olgi Tokarczuk.&lt;/span&gt; Marta Magaczewska napisała książkę tak  niepokojącą, że powinna zostać dostrzeżona przez każdego, kogo na co  dzień trapią dylematy dotyczące istoty człowieczeństwa, możliwości jego  poznania i związków, jakie nasze życie ma ze światem zwierząt czy  naturą. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Bahama yellow” to przypowieść o charakterze kryminalnym;  dwuznaczna rozprawa z tym, co czyni nas ludźmi; inteligentna historia  kwestionowania ludzkości i świetna powieść charakterów, w której  bohaterowie zarysowani są bardzo mocną kreską. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Czas i przestrzeń są rozmyte, niejednoznaczne. Mamy Miasto pogrążone  w upale, Miasto w smogu, Miasto szarych ludzi bez twarzy i charakteru  oraz fascynującą siódemkę bohaterów, którzy przedstawieni są niezwykle  wyraziście. Koffel to egocentryk, który żyje obok ludzi i któremu  przyjemność sprawia patrzenie na nich, gdy z politowaniem spoglądają na  jego pijackie, niezborne ruchy. Koffel mieszka w ścieku, jest nikim. To  jednak on zostanie już na wstępie uśmiercony, a zagadka kryminalna  mająca na celu odpowiedzenie na pytanie, kto go zabił, stanie się jednym  z wątków opowieści. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Poznajmy zatem oskarżonych, bo tak naprawdę każdy z nich mógł  uśmiercić Koffla. Być może to zachowawczy Skomroch, który z jednej  strony uznaje, iż to nie mowa, a ciało mówią o nas prawdę, z drugiej zaś  tkwi w maskach, nie odzywa się, a każde słowo traktuje jak szyderstwo.  Skomroch jest skłonny rozmawiać tylko ze zwierzętami, jednak i one  wyrządzają mu krzywdę, czyniąc kaleką bez lewej ręki. Może mordercą jest  Kauk, który w przeszłości jako były wojskowy zabijał wielu z dziką  satysfakcją, a na starość pozostały mu jedynie infantylne zabawy w wojny  pająków oraz gorycz, jaką nosi w sobie stale i przenosi na wszystkich,  którzy z nim obcują. Być może zabił Zajc, ksiądz modlący się do Boga w  wielu postaciach i człowiek szukający transcendencji tam, gdzie nie może  jej odnaleźć. Podejrzanym jest także Lelech, specyficzny artysta. Były  lekarz, któremu zakazano wykonywania zawodu po tym, jak zrobił sekcję  zwłok nieżywej brzemiennej kobiety. Lelech nie wierzy w duszę, lecz w  ciało. Penetruje wnętrze człowieka w sensie dosłownym, ale także  symbolicznym. Jest zwierzęciem, pragnącym rozpruwać, oglądać,  bezcześcić. Skoro nie on zabił Koffla, może zrobiła to Tabiołka,  właścicielka pewnego Zakładu, kobieta interesu stale tuszująca upływ  czasu, który odbija się na jej ciele. Tabiołką rządzą zwierzęce  instynkty. Za wszelką cenę chce mieć dziecko. Przeraża ją tykanie  biologicznego zegara i świadomość, że pozostanie sama. Tymczasem jakiś  czas temu porzuciła adoptowaną Lalę, która nie pamięta przeszłości i  której zapach śmierci kojarzy się z matką. Lala także jest podejrzaną,  ale jako jedyna ucieka, bowiem wszyscy wokół są jej obcy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tymczasem krew zabitego barwi piasek na kolor bahama yellow, a  tropów jest coraz mniej. Bohaterowie postanawiają skazać jednego z grupy  i będzie to ten, który milczy, nie broni się. Szybko jednak zorientować  się można, iż przypominający Kafkę proces i skazanie, nie są w powieści  Marty Magaczewskiej najważniejsze. Istotne jest to, czemu poddani są  jej ludzie. Przechodzą próby, stają przed czymś, z czym trudno się  konfrontować. Poznają siebie w relacjach z innymi po to tylko, by  ujrzeć, jak wiele w nich zwierzęcości i jak mało można powiedzieć o tym,  kim są jako ludzie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W „Bahama yellow” ważniejszy od kryminalnego jest wyrazisty wątek dochodzenia do wnętrza samego siebie, zbliżania się do  tajemnicy poznania.&lt;/span&gt; Groteska i czarny humor przeplatają się z  wątpliwościami natury egzystencjalnej, które zapowiada przecież motto  utworu, fragment z pięknej miniatury poetyckiej Leopolda Staffa pod  tytułem „Kochać i tracić”. W finale powieści Magaczewskiej ostaną się  tylko ci, którzy mogą się dalej rozwinąć i mogą stać się innymi ludźmi.  Okrucieństwo ustępuje, płonący Zakład zmienia wszystko, zmienia się  także upiorna tropikalna aura, a na ziemię spada oczyszczający deszcz. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To za mało, zbyt niejasno? I bardzo dobrze, bo „Bayama yellow” w  gruncie rzeczy jest powieścią-zagadką i nie zamierzam nikomu ułatwiać  jej rozwiązania.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo JanKa, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-8379596302015492909?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/8379596302015492909/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=8379596302015492909' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8379596302015492909'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8379596302015492909'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/bahama-yellow-marta-magaczewska.html' title='&quot;Bahama yellow&quot; Marta Magaczewska'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-jCiL-ot9lYo/Tn36aw0fXUI/AAAAAAAAB-I/AB6vnBaLxRE/s72-c/logo.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-5040675358802686806</id><published>2011-09-22T16:20:00.002+02:00</published><updated>2011-09-22T18:22:59.864+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Gdy nie nadejdzie jutro" Paweł Skawiński</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-5eDmXXKGpjs/TntEYEOlZyI/AAAAAAAAB94/zkut2OEQDb8/s1600/Skawi%25C5%2584ski.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 216px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-5eDmXXKGpjs/TntEYEOlZyI/AAAAAAAAB94/zkut2OEQDb8/s320/Skawi%25C5%2584ski.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655188937336252194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Co ja takiego wiem o Indiach? Zmusiłem się, by obejrzeć kilka  bollywoodzkich produkcji filmowych, które są jedynie projekcją marzeń i  pragnień Hindusów, a nie odzwierciedleniem ich prawdziwego życia.  Wysłuchałem płomiennych relacji przyjaciółki, która po subkontynencie  indyjskim wędrowała już wielokrotnie i jest nim zafascynowana. Co  jeszcze? Kilka fabułek beletrystycznych: Kiran Desai, Aravind Adiga czy –  wspominana przez Skawińskiego w jego reportażu – Arundhati Roy.  Informacje z mediów. Ot, wszystko. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Książka „Gdy nie nadejdzie jutro” zabrała mnie w podróż do miejsca, o  którym – ku mojemu zdumieniu – naprawdę niewiele wiedziałem.&lt;/span&gt; Pragnąc  podziękować Pawłowi Skawińskiemu, chcę jednocześnie zaznaczyć, iż jego  reportaż to rzecz dość nierówna. Autor nie jest Kapuścińskim czy  Tochmanem. Chwilami miałem wrażenie braku spójności, przypadkowości  wędrówek i rozmów przeprowadzanych przez Skawińskiego. Zbyt rzadko także  oddaje on głos bezpośrednio tym, którzy opowiadają o prawdziwych  Indiach czy Nepalu. „Gdy nadejdzie jutro” idzie chwilami w stronę  rozprawy socjologicznej z elementami analizy ekonomicznej, ale to  naprawdę ciekawa proza, bo autor jest wiarygodny, a przecież to jest w  reportażu najważniejsze. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Na stronie serwisu „Lektury reportera”, który patronuje medialnie  tej publikacji, Sławiński wypowiada się następująco: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Zachód już dawno  się zorientował, że Azja wstaje z kolan, że warto uczyć się Wschodu, bo  idee, które tam powstają w przyszłości wyznaczą reguły gry na świecie”.&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Autor przybliża zatem świat, który wciąż niby jest daleko od nas, ludzi  Zachodu. &lt;/span&gt;Tak naprawdę Azja dopiero teraz odciska jakieś piętno kulturowe  i cywilizacyjne w świecie, który dotychczas Azji nie znał, bo nie  musiał. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Indie i Nepal w reportażu Skawińskiego to kraje, w których  dzieją się rzeczy, jakie z pewnością staną się z czasem punktem  zainteresowania Europejczyka&lt;/span&gt;. Autor jednocześnie czyni dość wyraźną i  chyba prawdziwą uwagę, pisząc &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Człowiek ku swojemu przerażeniu odkrywa w  sobie rasistę, osobę noszącą grube okulary przydymione  europocentryzmem, przez które patrzy na Indie z zachodniej perspektywy”&lt;/span&gt;.  Czy można zatem prawdziwie odkrywać kulturę Indii? Czy muszą nas  ograniczać nasze europejskie okulary? Myślę, że zdejmujemy je, czytając  Skawińskiego i nawet jeśli za chwilę znowu założymy, nic już nie będzie  takie, jak przedtem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Słów parę o treści reportażu. Treścią tą mają być prawdziwe Indie.  Prawdziwe, czyli jakie? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Ale właśnie te biedne Indie, których wstydzi  się, którymi gardzi tamtejsza klasa średnia, to Indie prawdziwe. A ile  jest w nich entuzjazmu! Niewyczerpanych pokładów przedsiębiorczości i  woli walki, żeby odmienić swój los&lt;/span&gt;”. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Autor nie słodzi w bollywoodzkim  stylu, pokazuje Indie od strony dość brutalnej i przejmującej, stara się  być lojalny wobec swoich rozmówców i dzięki nim ukazuje specyficzny  paradoks niesamowicie biednego, ale i niezmiernie przedsiębiorczego  narodu.&lt;/span&gt; Wędrówkę ze Skawińskim zaczynamy od bombajskiej dzielnicy  Kamathipura, gdzie poznamy losy prostytutek; ledwie kilku, bo w samym  Bombaju jest ich blisko 200 tysięcy! Kończymy ją w Nepalu, tak  hermetycznie zamkniętym na Europejczyków i jednocześnie tak bardzo  Europejczyka fascynującym. Co pomiędzy? Wiele wiarygodnych i  fascynujących opowieści. Dużo tematów trudnych i kontrowersyjnych. Sporo  wnikliwości oraz liczne punkty widzenia na wiele spraw. Frapujący obraz  państw niezwykłych i wciąż mało znanych. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Odwiedzimy slumsy w Pune oraz Ladakh zwany Małym Tybetem. Znajdziemy  się w Kaszmirze, będącym przekleństwem Indii. W Kaszmirze, w którym  każdy jest naznaczony przez konflikt z Pakistanem. Dotrzemy do trudno  dostępnego Katmandu. Poznamy miejsca i ludzi, o jakich się nie zapomina. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Sławiński interesująco przedstawia Hindusów, którzy z jednej strony  są bardzo serdecznymi ludźmi, z drugiej zaś potrafią się zamieniać w  groźny i wściekły tłum domagający się linczu. To ludzie żyjący w  lingwistycznym tyglu, w którym dominuje angielski i hindi, jednak  bariery językowe bywają czasem nie do przełamania. To w końcu ludzie,  którzy żyją praktycznie bez państwowej służby zdrowia, w chaosie i  nieporządku. Ludzie okrutnie podzieleni między tych, co posiadają  mnóstwo, a tych, którzy żyją w nędzy. Ważne jest, że autor podkreśla  kontrastowość Indii, bo dzięki temu – o czym już wspomniałem – jego  tekst nabiera wiarygodności. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Gdy nie nadejdzie jutro” to ważna literatura faktu i dość dobry  reportaż o miejscach, które wciąż nam, ludziom Zachodu, są zupełnie  nieznane.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydawnictwo Dobra Literatura, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-5040675358802686806?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/5040675358802686806/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=5040675358802686806' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/5040675358802686806'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/5040675358802686806'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/gdy-nie-nadejdzie-jutro-pawe-skawinski.html' title='&quot;Gdy nie nadejdzie jutro&quot; Paweł Skawiński'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-5eDmXXKGpjs/TntEYEOlZyI/AAAAAAAAB94/zkut2OEQDb8/s72-c/Skawi%25C5%2584ski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-892485227495578985</id><published>2011-09-19T16:52:00.001+02:00</published><updated>2011-09-19T16:55:20.302+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Międzynaród" Piotr Czerwiński</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-1SH5WHh_oSs/TndXUJqGhyI/AAAAAAAAB9w/oeTUeTLeTW8/s1600/Mi%25C4%2599dzynar%25C3%25B3d.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 136px; height: 224px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-1SH5WHh_oSs/TndXUJqGhyI/AAAAAAAAB9w/oeTUeTLeTW8/s320/Mi%25C4%2599dzynar%25C3%25B3d.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5654083860888454946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Dawno nie czytałem tak absurdalnej, a jednocześnie tak rzeczywistej i  przejmująco smutnej książki. Wyjdźmy może od tego, jak Czerwiński ją  rozpoczyna. Gagi-gagi. Dwa słówka z dzieciństwa, dwa dźwięki, dwa  donośne znaczenia. Serio? Jasne! &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Powiedzmy więc, że to znaczy  absolutnie wszystko. Absolutny początek i absolutny koniec”&lt;/span&gt;. Mamy więc  swoistą wykładnię, w jaki sposób patrzeć na to, co się dzieje na  kolejnych stronach powieści „Międzynaród”. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Możemy się często uśmiechać,  łapać za głowę, irytować nadmiarem purnonsensu, ale tak naprawdę  jesteśmy zmuszeni, by sami zadać sobie pytanie o to, czym jest Polska i  polskość w ogóle, albowiem o tych sprawach traktować będzie książka  Piotra Czerwińskiego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Narratorem historii napisanej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„ku popieprzeniu serc”&lt;/span&gt; jest  czarnoskóry Ngwene Cieślak mieszkający na atolu o nazwie Czterdzieści i  Cztery. Przenosimy się w bliżej nieokreśloną przyszłość, w której od  dwóch lat nie ma już na mapie potęgi, jaką do niedawna była 39  Rzeczpospolita Międzynarodów ze stolicą w Nowych Kielcach. Polska nie  istnieje, a na wspomnianym atolu znajduje się tylko pięciu Polaków.  Jedynie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ngwene&lt;/span&gt; czuje ogromną chęć, by wrócić myślami do tego, co było i  postanawia opisać historię swej ojczyzny. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jest to zatem kronikarz, który  ocala fakty od zapomnienia. Jego ambicją jest stworzenie ostatniego  podręcznika historii Polski. &lt;/span&gt;Dowiemy się z niego, dlaczego potężna i  silna Polska, leżąca gdzieś na Pacyfiku, upadła i już się nie podniesie.  Dowiemy się, czym jest naród i tytułowy międzynaród oraz poznamy dzieje  upadku polityki, gospodarki i społeczeństwa tego jakże wspaniałego  kraju, jakim jest Polska. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Polacy, których opisuje Cieślak, to pielgrzymi, jacy dawno temu  opuścili Europę, by znaleźć miejsce do życia gdzieś bardzo daleko.  Polska na Pacyfiku dzieli się na Polskę A i B, zamieszkują ją  czarnoskórzy mieszkańcy (biali żyli kiedyś dawno temu), którym dobrobyt  wychodzi bokiem. Wszelkie prace wykonują Anglicy, którzy zalewają Polskę  i przejmują miejsca pracy po leniwych Polakach. Edukacji praktycznie  nie ma. Zdaje się tam jakieś końcocjaty, ale w gruncie rzeczy studia  może skończyć nawet niepiśmienny student. Atrakcją dla takich młodych  ludzi jest żłopanie piwowinu oraz rozwalanie coraz to nowych bryk, które  kupują im za bońki rodzice. Bońków w budżecie państwa jest tak wiele,  że obywatele naprawdę o nic nie muszą się starać. Ich życie przypomina  słodką wegetację krowy, albowiem nie ma już czegoś takiego jak kultura  wysoka (nie ma jej w ogóle), a jedyną papierową książką jest książka  telefoniczna Kielc umieszczona jako eksponat w Bibliotece Narodowej  imienia Leppera.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Polacy mieszkają w szklanych domach, są nieprzyzwoitymi  burżujami, a biednych Anglików traktują jak popychadła.&lt;/span&gt; Ngwene Cieślak  żyje tak jak inni. Do czasu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Krwawa rewolta będzie początkiem końca tego raju na ziemi. Wcześniej  nasz kronikarz zawrze przyjaźń z Teodorem Maczungwą, by szybko  przekonać się, iż coś takiego jak przyjaźń nie istnieje. Blisko będzie z  Lilly, domową sprzątaczką, sprytną Angielką realizującą w Polsce tajną  misję. A wszystko dookoła będzie absurdalne, szalone, pokazane  groteskowo i tragikomicznie. Skomplikowana fabuła „Międzynarodu” jest  jednocześnie próbą odpowiedzi na dużo bardziej skomplikowane pytanie o  istotę narodu polskiego i rozumienie narodu w ogóle. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;To, że tak wspaniała Polska upadnie, jest czymś oczywistym, wszak  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Polacy, którzy osiągną cokolwiek, nawet gdyby musieli się niezmiernie  starać, sami zniszczą to prędzej czy później”&lt;/span&gt;. Kronikarz Cieślak  wystawia polskiemu społeczeństwu bardzo złą ocenę. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czerwiński natomiast  bawi się licznymi tropami i odniesieniami do kultury oraz historii, by  pokazać, jak gorzko można zapłakać nad polszczyzną, śmiejąc się z niej  jednocześnie do łez. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Gdyby autor skrócił swe szaleństwa fabularne, byłaby to powieść o  wiele lepsza. Nadmiar nonsensownych zdarzeń chwilami może męczyć, ale…  czy my sami na co dzień nie męczymy się ze swoją polskością? Ważna i  ciekawa książka – dla każdego, kto nie wie do końca, czym dla niego jest  Polska.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Świat Książki, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-892485227495578985?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/892485227495578985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=892485227495578985' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/892485227495578985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/892485227495578985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/miedzynarod-piotr-czerwinski.html' title='&quot;Międzynaród&quot; Piotr Czerwiński'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-1SH5WHh_oSs/TndXUJqGhyI/AAAAAAAAB9w/oeTUeTLeTW8/s72-c/Mi%25C4%2599dzynar%25C3%25B3d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-753153958185925850</id><published>2011-09-15T20:34:00.003+02:00</published><updated>2011-09-15T20:37:27.816+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura rosyjska/ukraińska/białoruska'/><title type='text'>"Świadek" Ilja Mitrofanow</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-JOqp49NdY8M/TnJFVTC73zI/AAAAAAAAB9o/2vB92gfDamk/s1600/Mitrofanow.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 219px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-JOqp49NdY8M/TnJFVTC73zI/AAAAAAAAB9o/2vB92gfDamk/s320/Mitrofanow.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5652656714495549234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Była sobie kiedyś Besarabia. Może nie była krainą miodem i mlekiem  płynącą, ale nikt tam żyjący zbytnio na swój los się nie uskarżał. Była.  W 1940 roku, przejęta przez Rosję Radziecką, stała się miejscem  niewyobrażalnie okrutnych zdarzeń. Zdarzeń, jakie poznamy dzięki  świadkowi – Fiodorowi Pietrowiczowi o mówiącym nazwisku Pokora. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Książka Ilji Mitrofanowa to wstrząsające świadectwo dziejowych  przemian, które uderzają w prosty lud.&lt;/span&gt; W tej opowieści zmienia się nie  tylko otoczenie głównego bohatera, zmienia się przede wszystkim on sam i  to okrutna przemiana, której dopiero pod koniec jest świadom. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zanim do Besarabii wkroczą wojska radzieckie, wielu mieszkańców –  przeczuwając piekło – postanawia emigrować. A Fiodor? Jest fryzjerem, ma  strzyc, pilnować interesu, dbać o żonę oraz dwie córki i przecież nikt  mu tego nie zabroni w miejscu, które jest jego. Pokora to antybohater.  Niejeden z czytelników stwierdziłby, iż chwilami to postać papierowa.  Nic bardziej mylnego. To on będzie świadczył, jego oczy będą obserwować  zło, on także w finale tego zła dozna bardziej niż ktokolwiek inny. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Każdy z mieszkańców dawnej Besarabii winien stać się człowiekiem  nowych czasów, czyli człowiekiem radzieckim. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Człowiek radziecki ma w  oczach entuzjazm i pragnienie czynów”&lt;/span&gt;. Fiodor jest zachowawczy i na  żaden czyn zdobyć się nie może. A jednak – dzięki strzyżeniu – wkrada  się w łaski Pawła Pietrowicza i wydawać się może, iż nic mu u jego boku  nie grozi. Problem polega na tym, że Fiodor nigdy nie stanie się  człowiekiem radzieckim, a to, co dotychczas było jego ojczyzną zamieni  się w krainę głodu, w której ludzie zrobią wszystko, by zdobyć kawałek  chleba. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Trudno powiedzieć, co w tytułowym świadku pojawia się najpierw. Czy  jest to gorycz, wstyd, a może poczucie wyobcowania. Paweł Pietrowicz i  jego żona Rewmira okażą mu obojętność i odsuną się od niego tak szybko,  jak szybko pozwolili być mu na w miarę bezpiecznej pozycji. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pokora jest  bohaterem fatalnym, a spadające na niego nieszczęścia powodują, że staje  się kimś na kształt besarabskiego Hioba.&lt;/span&gt; Mitrofanow pisze o cierpieniu w  taki sposób, że nie jest możliwe wyobrażenie sobie tego, co przeżywa  Fiodor i jemu podobni. Tak jak niewyobrażalne były hiobowe cierpienia.  Niestety, nasz bohater w przeciwieństwie do biblijnego, nie otrzyma  nagrody za pokorę i znoszenie udręk. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Świadek” to studium jednostki przerażonej, zastraszonej i totalnie  wyniszczonej. &lt;/span&gt;Taka książka jest i dokumentem, i porażającą fikcją  literacką. Trudno w historii opisywanej przez Mitrofanowa znaleźć  jakąkolwiek nadzieję. Trudno także ogarnąć, jak traumatycznym przeżyciem  może być wykorzenienie, oszukanie, pozbawienie podmiotowości i zmiany  pod wpływem długotrwałego głodzenia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Świadek” to niewątpliwie także książka polityczna i rozliczeniowa&lt;/span&gt;.  Świadectwo okrucieństwa Historii zapisane językiem giętkim i trudnym do  opisania. Właśnie język zasługuje na największą uwagę w tej powieści, bo  choć jest to tłumaczenie, właśnie w języku opowiadania i dialogów  dostrzec można dramat zderzenia ze sobą odmienności. Takich, które nie  są w stanie ze sobą koegzystować. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Najazd Rosjan traktowany jest jako kara, ale trudno tak naprawdę  znaleźć winę. To i wiele innych pytań zadaje sobie Fiodor, marionetka w  rękach nowej władzy, któremu nie pozostaje nic innego, tylko świadczyć o  tym, co ma miejsce. Prowincjonalne Kotłowiny stają się miejscem, z  którego po jakimś czasie każdy chce uciec. Kiedy wydawać by się mogło,  że do ucieczki sposobi się sam Pokora, widzimy wyraźnie, iż ona niczego  nie zmieni. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wstrząsające jest świadectwo Mitrofanowa. Bolesne prawdy z tej  książki nabierają znaczeń symbolicznych. Lektura „Świadka” jest  doświadczaniem wręcz klaustrofobicznego lęku. Ostatnie zdania nie są  wyzwoleniem. Wyzwolenia nie ma. Jest tylko czarna rozpacz. A ona mówi  sama za siebie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Claroscuro, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-753153958185925850?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/753153958185925850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=753153958185925850' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/753153958185925850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/753153958185925850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/swiadek-ilja-mitrofanow.html' title='&quot;Świadek&quot; Ilja Mitrofanow'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-JOqp49NdY8M/TnJFVTC73zI/AAAAAAAAB9o/2vB92gfDamk/s72-c/Mitrofanow.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6165918592272907202</id><published>2011-09-13T20:52:00.002+02:00</published><updated>2011-09-13T20:54:34.111+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura haitańska'/><title type='text'>"Kraj bez kapelusza" Dany Laferriére</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-dgiLurqjZ6U/Tm-mhmparmI/AAAAAAAAB9g/PQ3UaVmcTcw/s1600/Laferri%25C3%25A9re.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 232px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-dgiLurqjZ6U/Tm-mhmparmI/AAAAAAAAB9g/PQ3UaVmcTcw/s320/Laferri%25C3%25A9re.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651919153613418082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawać by się mogło, że literackie dokonanie znanego już na polskim  rynku wydawniczym Dany’ego Laferriére’a jest swoistym antidotum na  mroczny obraz Haiti, o jakim można było przeczytać w wydanej przed dwoma  laty książce &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2009/03/dzieci-bohaterow-lyonel-trouillot.html"&gt;„Dzieci bohaterów”&lt;/a&gt; Lyonela Trouillot. Tam doświadczaliśmy  bólu przemocy; byliśmy świadkami, jak przemoc rodzi przemoc, a wszystko w  porażającej krainie biedy i moralnego ubóstwa, jakim było Haiti.  Laferriére o swej ojczyźnie pisze nieco inaczej, albowiem „Kraj bez  kapelusza” to powieść wieloznacznie dowcipna i satyryczna, niemniej  odnieść można wrażenie, iż nad literaturą haitańską wisi jakieś fatum,  które nie pozwala na bycie radosną, prostą i dającą przyjemność. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;Wszystko można powiedzieć o „Kraju bez kapelusza”, ale nie to, że jest książką prostą.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;  Czyta się ją błyskawicznie, bo sprawia wrażenie poszatkowanej,  przedstawia krótkie scenki, rozbija się na atomy; niby funkcjonuje jako  całość, ale na pewno całością nie jest. &lt;/span&gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;Założeniem twórcy mogło  być ukazanie niejednoznaczności społeczeństwa haitańskiego widzianego  oczyma syna marnotrawnego, który po dwudziestu latach emigracji w  Montrealu powraca tam, gdzie namacalnie czuje, czym jest życie. &lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Dodatkowo przekroczy jego granice i znajdzie się po drugiej stronie, czyli tam, gdzie umarli wędrują bez kapeluszy na głowie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; Narrator już na wstępie określa siebie mianem pisarza prymitywisty. On  jest tutaj od detali, generalizować i podsumowywać może sobie czytelnik.  Od samego początku jego Haiti ma dwa oblicza: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;em style="font-family: arial;"&gt;„Kraj na jawie: walka o przetrwanie. Kraj we śnie: wszystkie fantazmaty najbardziej megalomańskiego ludu na Ziemi”&lt;/em&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;.  Dlaczego megalomańskiego? Dowiemy się, że to Haitańczyk jako pierwszy  stanął na księżycu. Że bycie prezydentem tego kraju jest o wiele  bardziej absorbujące od bycia prezydentem Stanów Zjednoczonych. Poza tym  marzeniem każdego obywatela jest zostanie właśnie prezydentem Haiti. Po  co? By rządzić. By na przykład walczyć z bliżej niesprecyzowaną armią  zombie, która grasuje w Bombardopolis, małym miasteczku na północnym  wschodzie kraju. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; Zanim o przestrzeniach, jakie przemierza Stary Gnat – bo tak mówi na  niego matka – słów kilka o tym, w jaki sposób je portretuje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;em style="font-family: arial;"&gt; „Nie piszę, mówię. Pisze się duchem. Mówi ciałem. Odczuwam ten kraj fizycznie. Aż idzie w pięty”&lt;/em&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;.  Odczuwanie Haiti wiąże się z faktem, iż przez ostatnie dwadzieścia lat  nasz opowiadacz odcięty był od korzeni. Jednocześnie stwierdza po  powrocie, że niewiele się zmieniło w kraju-matce. Tak, własną  rodzicielkę utożsamia z Haiti, a skoro bardzo ją kocha, wiemy od razu  jaki ma stosunek do swej ojczyzny. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; Tylko co tam kochać? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;Haiti to przedziwny kraj. To dżungla, gdzie słońce wciąż uderza do głowy i kraina zmarłych, wielkie cmentarzysko.&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;  Przerażająco brzmi to w zestawieniu z narodową tragedią, jaką było  trzęsienie ziemi i kiedy takim mianem Haiti określali dziennikarze z  całego świata. W książce Laferriére’a chodzi jednak o inne cmentarzysko,  bardziej metafizyczne, bardziej zawoalowane i przez to bardziej  niebezpieczne. Niebezpieczne jest bowiem to, co spotyka Starego Gnata,  ponieważ otrzymuje propozycję przejścia granicy świata żywych i  umarłych. I tu już zaczyna być i symbolicznie, i mitologicznie, i  jeszcze dodatkowo sensacyjnie. Co wiedzie bohatera ku nieznanemu?  Dlaczego żywi wokół niego wciąż nawiązują do śmierci i na swój sposób ją  celebrują? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;„Kraj bez kapelusza” to także kawał dobrego reportażu.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;  Smród na ulicach Haiti czujemy we własnych nozdrzach, niesprawiedliwość  społeczna zaciska nasze pięści, a fakt, iż rzekomo – tak mówi napotkana  przez Gnata kobieta – każdy w tym kraju nosi maski, dodatkowo niepokoi  nas i bohatera książki. Tym bardziej, że powrót jest dla niego okazją do  spotkania z dawnymi bliskimi przyjaciółmi i miłością swego życia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; Podsumowując, można by stwierdzić, że to książka o tym, jak umiera się  na Haiti i o tym, że żywych i umarłych tak wiele nie dzieli. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;Laferriére to pisarz groteskowy i śmiertelnie (sic!) poważny zarazem&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;.  Zdecydowanie polecam tę lekturę, ale myślę, że warto względem niej  zachować dystans, bo potem możemy kurczowo ścisnąć rękę i sprawdzać, czy  nadal czujemy w niej puls. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; Mocne, egzotyczne i z dużym pazurem autoironii, satyry i groteski.  Myślę, że to kolejny strzał w dziesiątkę Wydawnictwa Karakter. Wydają  to, co im się podoba. A mnie podoba się to bardzo.         &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Karakter, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6165918592272907202?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6165918592272907202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6165918592272907202' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6165918592272907202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6165918592272907202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/kraj-bez-kapelusza-dany-laferriere.html' title='&quot;Kraj bez kapelusza&quot; Dany Laferriére'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dgiLurqjZ6U/Tm-mhmparmI/AAAAAAAAB9g/PQ3UaVmcTcw/s72-c/Laferri%25C3%25A9re.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-4258427671043551942</id><published>2011-09-12T20:25:00.002+02:00</published><updated>2011-09-12T20:27:58.725+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura hiszpańska'/><title type='text'>"Bezludny raj" Ana María Matute</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-KG0sGI_7t7I/Tm5OzJ53a5I/AAAAAAAAB9Y/lSE0MAy5zEE/s1600/Matute.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 222px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-KG0sGI_7t7I/Tm5OzJ53a5I/AAAAAAAAB9Y/lSE0MAy5zEE/s320/Matute.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651541223135472530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kiedy czyta się takie książki jak „Bezludny raj”, nie sposób nie  uświadomić sobie, jak ważne w naszym dalszym życiu są wspomnienia, w  jaki niezwykły sposób możemy je pielęgnować i jak silnie mogą  oddziaływać na innych, jeżeli zostaną w piękny sposób zapisane. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ana  María Matute, wiekowa i utytułowana pisarka hiszpańska, z niespotykanym  wdziękiem i finezją potrafi napisać swą smutną, dziecięcą autobiografię.  A nawet jeżeli ta książka nią nie jest, stanowi na pewno poruszający  obraz dziecięcego wykluczenia, zagubienia i rozpaczliwej próby  poszukiwania miłości.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Adriana urodziła się nie w porę. Jakiekolwiek uczucia między jej  rodzicami dawno wygasły. Kontakty zarówno z matką, jak i z ojcem mają  charakter formalny i zdaje się, że ich wzajemna oschłość rzutuje na to,  jakimi są dla córki. Matka jest kostyczna, ojciec zamknięty w sobie.  Adriana dorasta w świecie, który musi sama oswajać, sama go sobie  tłumaczyć i samodzielnie się w nim odnaleźć. Nie jest to łatwe. Stawiana  za wzór w szkole starsza siostra już od pierwszych dni dyskredytuje  Adri, która nie zachowuje się tak, jak winna zachowywać się młodsza z  rodu. Adriana jest zła. Jej zło to bycie kimś innym, niż chce ją widzieć  otoczenie. Tak naprawdę otoczenie wcale nie chciałoby jej widzieć, ale  dziewczynka nie potrafi być niewidzialna. Jedyne co może, to uciec. I  ucieka. W pozornie baśniowy, słodki, dziecięcy świat wyobrażeń, ale tak  naprawdę w przestrzeń równie opresyjną niż ta, którą budują jej relacje z  dorosłymi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Bohaterka powieści oswaja samotność w dwójnasób. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Zrozumiałam, że są  dwa rodzaje samotności: Dobra i Zła. Zła jest brakiem ciepła,  pieszczoty, lekkiego pocałunku ponad grzywką; dobra jest brakiem  wtrącania się, wymagań oraz pytań, które przekraczają moją zdolność  rozumienia”&lt;/span&gt;. Jej porą prawdziwego życia jest noc – czas, kiedy wszyscy  śpią; wszyscy ci, którzy podczas dnia dają jej do zrozumienia, iż jest  zbędna. Adri nawiązuje bliższy kontakt jedynie z nianią i kucharką, ale  to ledwie substytut tego, o czym marzy i co chciałaby od świata  otrzymać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Ostatecznie nić porozumienia znajduje z synem rosyjskiej baletnicy,  Gawryłą. Teatralizując swoje życie, doskonale czuje się wtedy, kiedy  bawią się razem w teatrzyk albo opowiadają sobie historie, jakie można  byłoby wystawiać na scenie. Łączą ich także wspólne lektury. Andersen  jest dla Adrianny wręcz Bogiem. Bohaterowie, których wymyślił, stają się  dla niej jak bliskie rodzeństwo. Bo przecież to prawdziwe, tak jak  rodzice, zdaje się jej nie dostrzegać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Gdyby Matute opisywała w swej książce jedynie losy wrażliwego i  osamotnionego dziecka, nie byłoby w tej pozycji niczego szczególnego. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Najważniejszym atutem „Bezludnego raju” jest bowiem mroczny klimat  niedopowiedzeń.&lt;/span&gt; Jest to książka bardzo smutna i w swym smutku dotykająca  szczególnie. Opowieść rozgrywająca się głównie w krainie fantazji, ale w  krainie skażonej Złem, niepokojem, niejednoznacznością. Adriana  przeżywając nieliczne miłe chwile w życiu, od razu boi się, że je  straci. Żyje jakby w świecie cieni, wśród których pojawia się i znika  jej wyimaginowany przyjaciel – Jednorożec. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Tymczasem ten realny, Gawryła, z czasem staje się obiektem silnego  uczucia Adri. Uczucia natychmiast zdegradowanego przez jej matkę, która  od początku podchodzi sceptycznie do ich znajomości. Ta dwójka to  młodziutcy outsiderzy, których życie okrutnie doświadczy. Biorąc pod  uwagę fakt, że z każdym kolejnym rozdziałem czuć coraz wyraźniej  lodowaty oddech wojny domowej w Hiszpanii, można sobie wyobrazić, że  wizyjny świat Matute kreślony jest czarną kreską. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To opowieść o ukrywaniu się – w sensie dosłownym przed dorosłymi,  Olbrzymami – i poznawaniu siebie w ukryciu. &lt;/span&gt;Książka o wielkiej  wrażliwości i równie wielkim cierpieniu. Historia poruszająca już od  pierwszych stron oraz nieuchronnie zmierzająca ku katastrofie. W tym  wszystkim jednak niesamowicie ciepła i zwracająca uwagę na to, jak  bardzo można się krzywdzić samą niemą obecnością. Uważam, że „Bezludny  raj” to nie tylko powieść o krzywdzonym dziecku, ale i o skrzywdzonym  świecie, w którym to dziecko musi egzystować.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo W.A.B., 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-4258427671043551942?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/4258427671043551942/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=4258427671043551942' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4258427671043551942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/4258427671043551942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/bezludny-raj-ana-maria-matute.html' title='&quot;Bezludny raj&quot; Ana María Matute'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-KG0sGI_7t7I/Tm5OzJ53a5I/AAAAAAAAB9Y/lSE0MAy5zEE/s72-c/Matute.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-8546180200165608226</id><published>2011-09-06T18:22:00.002+02:00</published><updated>2011-09-06T18:27:39.129+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura skandynawska'/><title type='text'>"Dobry brat, zły brat" Matti Rönkä</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-D-o2klyDXOI/TmZJcJStlqI/AAAAAAAAB9Q/u_uz1PgZfz8/s1600/Ronka.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 226px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-D-o2klyDXOI/TmZJcJStlqI/AAAAAAAAB9Q/u_uz1PgZfz8/s320/Ronka.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5649283530462434978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kiedy na początku tego roku recenzowałem pierwszą przetłumaczoną na  język polski powieść Mattiego Rönki, byłem entuzjastycznie nastawiony do  nowej jakości, którą do świata skandynawskich kryminałów wprowadziła  przewrotna i inteligentna książka &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/01/mezczyzna-o-twarzy-mordercy-matti-ronka.html"&gt;„Mężczyzna o twarzy mordercy”&lt;/a&gt;. Kolejna  powieść kryminalna tego autora to porażka na całej linii i nie sposób  znaleźć w niej niczego, co przykułoby uwagę podczas lektury. Zmęczony  nią okrutnie, wskażę jedynie najsłabsze ogniwa „Dobrego brata, złego  brata”, a już na samym wstępie mogę napisać, iż Matti Rönkä wart jest  uwagi, ale tylko w przypadku dużo wcześniej wydanej książki. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Główny bohater, Victor Kärpä, został przedstawiony już w pierwszej o  nim powieści. Tym razem autor dodaje jedynie informacje o śmierci matki  Victora, która spowodowała, iż rodzinna Sortavala pozostała już na  zawsze poza granicami w sensie dosłownym i metaforycznym oraz uwzględnia  fakt korespondencji mailowej z Marią, z którą bohatera łączy silna  więź. Co poza tym? Do Finlandii przybywa brat Victora, Aleksiej.  Zaskakująco szybko aklimatyzuje się w nowych warunkach, znajduje pracę i  otrzymuje mieszkanie. Wiemy, że w Moskwie zostawia żonę i syna. Wiemy  także, że w przeszłości bracia nie żyli w zgodzie i że teraz jeden  drugiego niejako oswaja na nowo. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Co poza tym? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Marnie portretowane  środowisko drobnych handlarzy-przemytników. Jakaś mafia, której nie  sposób się bać, choć zabija. Cała masa zupełnie niepotrzebnych postaci  epizodycznych, które przedstawiane są z pietyzmem epopei.&lt;/span&gt; W tle jakaś  kobieta, Helena, nijaka jak pozostali bohaterowie. Główny bohater został  już przedstawiony i Rönkä nie ma w zasadzie żadnych kart do odkrycia.  Trudno także wskazać jakąś jedną, konkretną intrygę kryminalną, bo jest  ich kilka, ale żadna tak naprawdę nie narzuca rytmu narracji  fragmentarycznej, powierzchownej i – jak już to zaznaczyłem –  przeraźliwie nudnej. Nuda fabularna to strzał w kolano, a może nawet  swoiste samobójstwo, jakie autor kryminału na sobie popełnia. Matti  Rönkä wydaje się miotać w szeregu opisywanych zdarzeń i tak naprawdę nie  mamy w tej książce jednego, wyraźnego wątku, który trzymałby tę  opowieść jakoś w ryzach. „Dobry brat, zły brat” rozpada się już na samym  początku i każdy kolejny rozdział zmierza po prostu ku katastrofie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;W przypadku tej książki mamy do czynienia z czymś w rodzaju  literackiego wypalenia. Bywa tak bowiem, że autor cyklu powieści o  jednym bohaterze przedstawia go już w pierwszej powieści, a drugą i  kolejną rujnuje to, co ciekawie zbudował na początku. Tutaj właśnie mamy  coś takiego. „Dobry brat, zły brat” ponownie na granicy  fińsko-rosyjskiej próbuje stworzyć intrygę sensacyjno-kryminalną, ale  zupełnie się to nie udaje. Zasadniczym błędem jest koncentracja na  postaciach, które zwyczajnie pojawiają się i znikają. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Niby coś się  dzieje, niby mamy aferę narkotykową i nie tylko taką. To jednak taki  kryminał na niby. Bo co to za kryminał, przy którym się ziewa? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jedyną postacią godną uwagi jest Korhonen, policjant „fatalny”.  Człowiek oddający się hedonistycznym uciechom i walczący jednocześnie ze  światem przestępczym, który takie uciechy zapewnia. Jedna interesująca  postać dobrej książki nie czyni. Owszem, „dzianie się” jest  wyznacznikiem „Dobrego brata, złego brata”. Dziać się może wiele, ale  cóż z tego? Nie uważam się za jakiegoś smakosza literatury kryminalnej,  cenię sobie kilkanaście tego rodzaju dokonań twórców ze Skandynawii.  Obawiam się, iż niepotrzebnie sięgnąłem po tę lekturę, gdyż miałem o  autorze „Mężczyzny o twarzy mordercy” bardzo dobre zdanie. Miałem. I  smutno mi, że przeczytałem książkę tak marną.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-8546180200165608226?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/8546180200165608226/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=8546180200165608226' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8546180200165608226'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8546180200165608226'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/dobry-brat-zy-brat-matti-ronka.html' title='&quot;Dobry brat, zły brat&quot; Matti Rönkä'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-D-o2klyDXOI/TmZJcJStlqI/AAAAAAAAB9Q/u_uz1PgZfz8/s72-c/Ronka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6232759407918210374</id><published>2011-09-04T12:13:00.002+02:00</published><updated>2011-09-04T12:16:06.090+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura skandynawska'/><title type='text'>"Do utraty tchu" Anne Swärd</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-84DMI6_mPEY/TmNPjCMgfXI/AAAAAAAAB9A/tKwGiyqmyWE/s1600/sward.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 139px; height: 228px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-84DMI6_mPEY/TmNPjCMgfXI/AAAAAAAAB9A/tKwGiyqmyWE/s320/sward.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648445820956081522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Długo trzeba było czekać na nową powieść autorki &lt;a href="http://krytycznymokiem.blogspot.com/2007/08/lato-polarne-anne-swrd.html"&gt;„Lata polarnego”&lt;/a&gt;. „Do  utraty tchu” jest swoistym rozwinięciem tego, co na temat  skomplikowanych relacji damsko-męskich pisarka miała do powiedzenia w  poprzedniej książce. Tutaj także mamy do czynienia z surową, północną  Szwecją i dwójką ludzi uwikłanych w miłość. &lt;/span&gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;Tak, to książka o miłości i wszelkich jej konsekwencjach, ale truizmem byłoby uznanie „Do utraty tchu” za powieść miłosną.&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;  Anne Swärd w mistrzowski bowiem sposób oddaje skomplikowane relacje  rodzinne bohaterów książki oraz pokazuje, jak silnie oddziałują one na  Lo i Lukasa, którzy zwiążą się ze sobą na zawsze nierozerwalną nicią  wielkiego uczucia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; To błyskotliwa książka. Tytuł nasuwa skojarzenia z filmem z 1960 roku, w  którym wyraziste kreacje stworzyli Jean-Paul Belmondo i Jean Seberg.  Inspiracja obrazem filmowym jest dość czytelna, ale książka Swärd  stanowi jakość sama w sobie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;Autorka bowiem rozpatruje w niej  problem przynależności do kogoś, emocjonalnej niestabilności, opowiada o  pragnieniu bycia najważniejszym i docenieniu tego, iż po prostu się  jest. &lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Problemy, które w książce wydają się być nierozwiązane  oraz specyficzny skandynawski klimat jako tło ich pokazania to  najważniejsze atuty „Do utraty tchu”. Oczywiście jest ich dużo więcej.  Skupię się przede wszystkim na głównych bohaterach, by pokazać złożoność  problematyki tej powieści. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; Lo Mård jest odważna i od momentu swoich narodzin czerpie z życia ile  się da. Siedmioletnia Lo spotyka na swej drodze trzynastoletniego  Lukasa. Początek ich znajomości związany jest z pożarem. Od tej pory  ogień będzie płonął między nimi nieustannie i nikt nie będzie w stanie  go ugasić… Lo żyje w licznej rodzinie, ale najciekawsze wydają się jej  relacje z matką.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;em style="font-family: arial;"&gt; „Nie odpychała mnie od siebie, ale wciąż była poza moim zasięgiem – nawet wtedy, gdy przebywałyśmy razem”&lt;/em&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;.  Lo bliższa jest swojej rodzicielce z oddalenia. Matka i córka tworzą od  początku kalekie relacje, chociaż miłość jest w nich widoczna i to  miłość każe matce… ostrzegać córkę właśnie przed zakochaniem się.&lt;/span&gt;&lt;em style="font-family: arial;"&gt;  „Podczas gdy inne matki ostrzegały swe córki przed gwałcicielami,  niechcianymi ciążami i chorobami wenerycznymi, matka ostrzegała mnie  przed zatraceniem się w kimś”&lt;/em&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;. Przestrogi nie pomogą, bo Lo zatraci się w Lukasie i w relacjach z nim zmieni diametralnie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; Lukas usiłuje poradzić sobie z traumą sprzed lat. Płomienie ognia nie  kojarzą mu się tylko z Lo, ale przede wszystkim przypominają o śmierci  matki i brata, którego nie pamiętał. Razem z Lo stają także wobec  śmierci ojca Lukasa, który umiera na raka. Lukas bardzo pragnie zdobyć  coś od Lo, ale mu się to nie udaje. Narastające uczucie, które  obezwładnia dziewczynę, każe jej uciekać od niego i wędrować po świecie,  próbując zapomnieć o czymś, co wydaje się nierealne. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; Wszystko jednak w książce Anne Swärd jest bardzo realne. Opowieść  zmierza ku jakiejś uczuciowej katastrofie, pełna jest fatalizmu i można  mieć wiele złych przeczuć, kiedy zmierza się ku ostatniej stronie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;W  gruncie rzeczy jednak jest to książka, będąca peanem na cześć miłości  obezwładniającej; miłości zmuszającej do tego, by zmieniać siebie i by  uczyć się siebie na nowo. &lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Autorka operuje zdaniami, jakie niosą w sobie tajemnicę i niedopowiedzenie. Chwilami nic nie jest tym, czym się wydaje. &lt;/span&gt;&lt;strong style="font-family: arial;"&gt;To niezwykła historia o bliskości ognia i palącego uczucia.&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;  O troskach i tragediach życiowych w cieniu wielkiej miłości. O  odnajdywaniu siebie i bezskutecznych próbach ucieczki od tego, kim się  jest. Książka o wielu emocjach, a pozornie chłodna i dostojna. Ci,  którzy czytali „Lato polarne”, z pewnością zauważą ewolucję stylu  autorki i to, że pisząc po raz kolejny o podobnych problemach, ukazuje  je wieloaspektowo i z finezją. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt; „Do utraty tchu” oddziałuje na wszystkie zmysły. Misterna, subtelna i  mądra opowieść o rodzącym się uczuciu i o tym, iż nie można się od niego  uwolnić.         &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Świat Książki, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6232759407918210374?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6232759407918210374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6232759407918210374' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6232759407918210374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6232759407918210374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/09/do-utraty-tchu-anne-sward.html' title='&quot;Do utraty tchu&quot; Anne Swärd'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-84DMI6_mPEY/TmNPjCMgfXI/AAAAAAAAB9A/tKwGiyqmyWE/s72-c/sward.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-3101564604550973097</id><published>2011-08-30T10:26:00.003+02:00</published><updated>2011-08-30T10:28:43.632+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura polska'/><title type='text'>"Bomba w windzie" Łukasz Gołębiewski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-UG0eLW0FhSI/TlyeyzARZJI/AAAAAAAAB8g/dayhW1gz1oU/s1600/Go%25C5%2582%25C4%2599biewski.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 216px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-UG0eLW0FhSI/TlyeyzARZJI/AAAAAAAAB8g/dayhW1gz1oU/s320/Go%25C5%2582%25C4%2599biewski.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646562628337755282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Kolejna powieść Łukasza Gołębiewskiego nie wychodzi poza spektrum  tematyczne jego dotychczasowej twórczości. Nihil novi – chciałoby się  rzec z przekorą i nawrzucać trochę autorowi, że ciągle o tym samym,  ciągle w tej samej konwencji, wciąż podobnie i przewidywalnie. Chociaż  „Bomba w windzie” stara się być nieprzewidywalna i zaskakujący zwrot  akcji ma tę nieprzewidywalność podkreślić, ta dość niepozorna książka  nie jest niczym odkrywczym i nie można się do niej przywiązać, bo  zwyczajnie skupia na sobie uwagę krótko i też na bardzo krótko pozostaje  w pamięci. Ponieważ lubię twórczość Gołębiewskiego, napiszę przede  wszystkim o tym, co mnie osobiście w jego nowej książce zainteresowało. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt; „Bomba w windzie” to utworek fikcyjny, ale też uderzający prawdą i  oczywistością pewnych sądów. To bardziej rozbudowane opowiadanie niż  powieść. Średnio warte uwagi.&lt;/span&gt; Jednak przeczytałem, zatem słów parę  napiszę. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Chociaż główny bohater przypomina na przykład Krzysztofa ze „Złam  prawo”, jest mimo wszystko postacią oryginalną. To Richard Burton, który  raczy nam się przedstawić dopiero na 79 stronie. Od pierwszych stron  natomiast widzimy, że mężczyzna znalazł się w nie lada tarapatach.  Samotny w szybie windy, którą uszkodził wybuch bomby, prawdopodobnie  jakiś zamach terrorystyczny. Richard, zatrzymana na 17:26 godzina w jego  zegarku, przejmująca samotność, lęk i żadnego pomysłu na to, jak  wydostać się z matni. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Jestem tu jak więzień wrzucony do ciemnego lochu,  któremu nie podano długości odbywanej kary”&lt;/span&gt;. W takich oto warunkach  Burton rozmyśla o swym dotychczasowym życiu, pełnym rozczarowań, porażek  i bliskości śmierci, o którą teraz ponownie się ociera. Przed naszymi  oczami otwiera się obraz zmęczonego życiem outsidera, dla którego upadek  w szybie windy jest początkiem końca. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Jak można polubić bohatera, który mówi o sobie następująco? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Nie  jestem normalny. Nie zasypiam bez proszków uspokajających. Mam  wrażliwość dwunastolatka. Nie umiem tworzyć związków. Nie umiem czerpać  satysfakcji z pracy. Nie mam też satysfakcji z seksu, ale to może być  winą partnerki. Piłem i brałem narkotyki. Mój umysł jest przeciążony”&lt;/span&gt;.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Myślę, że Burton nie jest postacią stworzoną po to, by go lubić. Także  nie po to, by mu współczuć. To wyraziciel pewnej idei,  człowiek-przesłanie, fantastyczny byt w realnym otoczeniu.&lt;/span&gt; Kim jest  Richard Burton? Czym są jego zapiski? Czy to tylko strumień świadomości  byłego krytyka literackiego, który po wielu latach poznawania światów  literackich innych ludzi postanowił mocno i wyraźnie odczuć, czym jest  świat jego samego otaczający? Warto zwrócić uwagę, że przebywanie w  szybie windy jest dla niego swoistym czyśćcem, w którym ten obrzydliwy w  gruncie rzeczy egocentryk musi zmierzyć się ze swymi wspomnieniami i  samym sobą bez uspokajaczy – bez proszków, alkoholu, bez punkrockowej  muzyki łagodzącej stany lękowe i bez niczyjej pomocy. Ten ateista z  protestanckiej rodziny dopiero teraz odczuwa naprawdę, czym jest pustka i  zmuszony jest w tej pustce do konfrontacji z demonami, jakie kryją się w  jego duszy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Bomba w windzie” jest przegadana i w zakończeniu po prostu  przekombinowana.&lt;/span&gt; Niby wiemy, o co autorowi chodzi. Szerzej otwieramy  oczy, kiedy kończy się opowieść Burtona, a zaczyna zaskakująca narracja  finałowa. Wydaje się, że wszystko, co opisuje autor, gdzieś i kiedyś już  przez niego zostało opisane. Nie ratuje tej książki ani angielska  sceneria, ani koncept z szybem windy. Gdybym miał poznawać twórczość  Gołębiewskiego od tej pozycji, raczej bym się doń zraził. Nie pozostaje  mi zatem nic innego, jak przestrzec przed rozczarowaniem. Mnie „Bomba w  windzie” zaintrygowała na chwilę, by chyba na zawsze pozostawić jedynie  czytelniczy niedosyt.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Jirafa Roja, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-3101564604550973097?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/3101564604550973097/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=3101564604550973097' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3101564604550973097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3101564604550973097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/08/bomba-w-windzie-ukasz-goebiewski.html' title='&quot;Bomba w windzie&quot; Łukasz Gołębiewski'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-UG0eLW0FhSI/TlyeyzARZJI/AAAAAAAAB8g/dayhW1gz1oU/s72-c/Go%25C5%2582%25C4%2599biewski.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-1546139187836101339</id><published>2011-08-27T17:34:00.003+02:00</published><updated>2011-08-27T17:36:42.404+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Tony i Susan" Austin Wright</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-7SuyyLaGp6g/TlkOnYh1PJI/AAAAAAAAB8Y/hN_6YRL1WcM/s1600/Wright.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 198px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-7SuyyLaGp6g/TlkOnYh1PJI/AAAAAAAAB8Y/hN_6YRL1WcM/s320/Wright.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645559677647666322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Nie określiłbym powieści Austina Wrighta mianem „arcydzieła”, a taka  etykieta znajduje się na okładce książki. Nie dołączę do peanów na jej  cześć, które można przeczytać tym razem na okładce tylnej, bowiem „Tony i  Susan” bynajmniej nie jest powieścią ani piękną, ani cudownie napisaną.  Myślę, że to dość dobrze skrojony dramat obyczajowy o specyficznej  formie – mierzymy się bowiem, wraz z główną bohaterką Susan Morrow z  książką, którą przesyła jej ni stąd ni zowąd były małżonek. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Książka w  książce, dwie fabuły, dwie pozornie różne historie, którym już na samym  początku nadany jest wspólny mianownik, zatem zmusza ona czytającego do  takiej, a nie innej interpretacji.&lt;/span&gt; Susan ma zostać bowiem dotknięta  przez powieść autorstwa mężczyzny, którego kiedyś utrzymywała i któremu  wierzyła, iż potrzebuje natchnienia i spokoju, by pisać, a w gruncie  rzeczy nie miał do tego ani predyspozycji, ani też nie wiedział, o czym  pisać. Tymczasem wiele lat po rozstaniu nagle znajduje temat i  maszynopisem ma zadać Susan bolesny cios. To wszystko wiemy już z  pierwszych stron tej powieści, czy trzeba zatem czytać ją dalej? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Może warto spojrzeć na tę książkę nieco inaczej. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Może jest tu mowa o  wzajemnej ekspiacji, oczyszczeniu się z demonów przeszłości i stawianiu  czoła temu, od czego wcześniej uciekano. &lt;/span&gt;Tak, z pewnością „Tony i  Susan” to książka rozliczeniowa. Edward bowiem rozlicza się w swej  kryminalno-obyczajowej powieści z samym sobą i Susan, ona zaś  przytłoczona twórczością swego ex, tak silnie wdzierającą się do jej  wnętrza, próbuje z perspektywy czasu spojrzeć na swój nieudany związek z  Edwardem i zrozumieć błędy, jakie popełniała oraz to, kiedy i w jaki  sposób go raniła. Dociera do niej także fakt, iż nie jest szczęśliwa w  obecnym związku. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;To, co przesyła do przeczytania Edward, jest mroczną powieścią o  zemście. Główny bohater, Tony Hastings, jest świadkiem tego, jak trzech  zbirów na autostradzie rozdziela go z ukochaną żoną i córką, by potem je  zgwałcić i zamordować. Poniżenie Tony’ego stanie się jednocześnie jego  zemstą. Bohater próbuje zdefiniować swoją męskość i udowodnić przede  wszystkim sobie to, iż był męski w konfrontacji z nocnymi kierowcami,  którzy najpierw ścigali się z jego rodziną, by później zatrzymać ich  samochód i skazać na piekło, jakiego końca potem nigdy już nie można  było zobaczyć. Zamknięty w sobie, brzydzący się przemocą Tony,  początkowo kiepsko współpracuje z policją i jest tak, jakby policjantom  bardziej zależało na schwytaniu przestępców niż jemu samemu. Nie  podejrzewa, że z czasem wejdzie w swoistą grę, w której trudno mu będzie  się odnaleźć. Grę, której reguły ustali pewien ambitny policjant  śledczy… &lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Susan odnajduje wiele wspólnego z powieściowym Tonym. Dramatyczna  opowieść Edwarda – jak to zaznaczono na początku opowieści i we wstępie  tej recenzji – przenika ją na wskroś i powoduje, iż coraz trudniej jest  jej odciąć się od niezwykłej fabuły, jaką raczy ją ex. Dochodzimy tutaj  do kwestii autora i czytelnika oraz wzajemnych między nimi zależności.  &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wright napisał książkę o istocie pisania, o kreacji twórczej za pomocą  słów, która ma oddziaływać na wyobraźnię odbiorcy i poruszać go na tyle,  by wszedł w interakcję ze słowami budującymi czytaną przez niego  fabułę&lt;/span&gt;. Edward to modelowy typ niespełnionego pisarza, Susan zaś jest  wymagającą czytelniczką. Autor pokazuje szereg napięć, jakie rodzi  kontakt między nimi za pomocą słowa pisanego. I to ostatecznie  przekonało mnie do tego, by nie krytykować tej powieści. Austin Wright  bowiem stopniuje napięcie i gra z czytelnikiem. Do tego potrafi go  wyprowadzić w pole i zaskoczyć, a taka sztuka nie każdemu się udaje.  Plus zatem za inteligencję autora, minus za ckliwą i w gruncie rzeczy  przesłodzoną opowieść, w której zemsta ma lepki smak i nie ma w niej ani  odrobiny cierpkości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial; color: rgb(102, 51, 51);"&gt;Wydawnictwo MUZA, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-1546139187836101339?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/1546139187836101339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=1546139187836101339' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1546139187836101339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/1546139187836101339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/08/tony-i-susan-austin-wright.html' title='&quot;Tony i Susan&quot; Austin Wright'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-7SuyyLaGp6g/TlkOnYh1PJI/AAAAAAAAB8Y/hN_6YRL1WcM/s72-c/Wright.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-6330946753539969520</id><published>2011-08-24T17:07:00.003+02:00</published><updated>2011-08-24T17:10:05.566+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Dziewczynka w zielonym sweterku" Krystyna Chiger, Daniel Paisner</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-s-ge1q-V6d4/TlUTzAOjNFI/AAAAAAAAB8Q/j5PFIiRUgCE/s1600/Chiger.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 197px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-s-ge1q-V6d4/TlUTzAOjNFI/AAAAAAAAB8Q/j5PFIiRUgCE/s320/Chiger.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644439474934068306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Czy wspomnienia Krystyny Chiger spisane z punktu widzenia oszołomionej  traumą wojennych doświadczeń dziewczynki czegoś nie przypominają? Pod  względem formy jej książka powiela schemat pisarstwa Romy Ligockiej. Oto  dziesięć lat po ukazaniu się w Polsce „Dziewczynki w czerwonym  płaszczyku” możemy przeczytać „Dziewczynkę w zielonym sweterku”. Czy to  jakiś prosty zabieg polegający na połączeniu dziewczynki z kolorem  fragmentu jej garderoby, by ściągnąć uwagę czytelnika? Ligocka pisała  wiarygodnie, nie odbieram tej wiarygodności Krystynie Chiger. Odrobinę  mnie tylko niepokoją te dwa tytuły, bo nasuwają skojarzenia z jakąś  marketingową grą o czytającego. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Przyznam, iż „Dziewczynka w zielonym  sweterku” to książka przejmująca w równym stopniu, co większość  literackich świadectw Holokaustu. Tyle że tym razem to nie obóz zagłady  stanie się miejscem rozwoju świadomości małego dziecka, lecz… kanały pod  pięknym Lwowem, do których pewnego dnia trafia rodzina Krystyny Chiger. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Autorka rozpoczyna od szczęśliwych wspomnień; opisuje okres tuż  sprzed wojny, sielski żywot dorastającej dziewczynki w klimatycznym  Lwowie, gdzie Czas i Historia wydają się nie istnieć. Początek drugiej  wojny światowej jest jednocześnie początkiem końca dla wielu żydowskich  rodzin. Szybko okaże się, że Chigerowie będą zmuszeni do tego, by zejść  do podziemnego świata, albowiem ten oświetlony promieniami słońca jest  dla nich piekłem na ziemi. Zejście do kanałów Lwowa – decyzja  dramatyczna i przerażająca jednocześnie – poprzedzone jest opisem tego,  jak Lwów zmieniał swe oblicze i zamieniał życie swych żydowskich  mieszkańców w koszmar, który opisywano już wielokrotnie i za każdym  razem przejmująco. To, że Chigerowie ostatecznie znajdą się w kanałach,  jest wynikiem przede wszystkim niezwykłego sprytu i siły przetrwania  głowy rodziny. To bowiem Ignacy najpierw konstruuje misterne schowki i  skrytki, by w końcu zabrać żonę z dwójką dzieci pod ziemię, bo tylko tam  mogą być bezpieczni. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zaskakującą i mocno zapadającą w pamięć postacią ze wspomnień  Krystyny Chiger jest niejaki Leopold Socha. Ten człowiek pomaga ukrytym w  kanałach Żydom przez długie czternaście miesięcy. To postać będąca  łącznikiem między światem zewnętrznym a ponurymi wnętrzami, w jakich  zmuszeni są egzystować najbliżsi Krystyny wraz z nią samą. Socha nie  pomaga bezinteresownie, ale szybko możemy się zorientować, iż nie  traktuje tego, co robi li tylko jako pracy zarobkowej. Między Chigerami a  Sochą nawiązuje się specyficzna więź. Autorka książki przedstawi tego  mężczyznę w bardzo różnym świetle, ale chyba w każdym zdaniu o nim  dostrzec będzie można ogromne przywiązanie, jakie z czasem się w niej  narodziło. Leopold Socha stawał się stopniowo dla Chigerów kimś  najbliższym. Przewodnikiem, któremu można zaufać. Kimś, kto zrozumie,  jakim piekłem jest życie w kanałach, wśród szczurów i wszy, w wiecznym  mroku i strachu przed tym, by nadmiar wody w rurach nie zakończył marnej  egzystencji ukrywających się tam przed Niemcami Żydów. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chiger szczegółowo i precyzyjnie odtwarza czas życiowej traumy.&lt;/span&gt; Jej  dzieciństwo zawsze będzie się kojarzyć z brudem, smrodem i  nieszczęściem, jakiego zaznawała ona i jej rodzina. Autorka stara się  być obiektywna w tym, co opisuje, ale niejednokrotnie widać, iż nie  można zwyczajnie przedstawiać suchych faktów, kiedy było się narażonym  na tak wiele krańcowo od siebie różnych emocji oraz przeżyć. Chiger w  zielonym sweterku pomaga przetrwać wyobraźnia (niczym Sarze Crewe z  klasyki literatury dziecięcej, „Małej księżniczki” Frances H. Burnett)  oraz jej wymyślony przyjaciel Melek. Pomaga także to, iż czuje się  odpowiedzialna za młodszego brata i że nie może upadać na duchu, skoro  jej rodzice nigdy nie upadali – nawet w sytuacjach najbardziej  beznadziejnych. Jednocześnie autorka opowiada o przeżyciach dziecka,  których niemal nie można sobie wyobrazić. Terror strachu, patrzenie na  śmierć bliskich z rodziny, głód, skrajne wykończenie, nawet zalążek  dziecięcej depresji odegnanej precz przez Leopolda Sochę i dzięki  odrobinie słonecznego światła. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Niezwykłe to świadectwo dramatu życia i  siły przetrwania. Przejmujące tym bardziej, że nie oszczędza czytelnika,  każąc mu przeżyć najtrudniejsze chwile razem z bohaterami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Przed nami premiera ekranizacji tej książki w reżyserii Agnieszki  Holland. Filmowa kamera zejdzie do mrocznych kanałów i uczyni ze  świadectwa Krystyny Chiger z pewnością poruszający obraz. Do tego czasu  warto zapoznać się z książką i przyjrzeć temu, w jaki sposób o  niewyobrażalnym cierpieniu autorka pisze w tak plastyczny i prosty  sposób…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-6330946753539969520?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/6330946753539969520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=6330946753539969520' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6330946753539969520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/6330946753539969520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/08/dziewczynka-w-zielonym-sweterku.html' title='&quot;Dziewczynka w zielonym sweterku&quot; Krystyna Chiger, Daniel Paisner'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-s-ge1q-V6d4/TlUTzAOjNFI/AAAAAAAAB8Q/j5PFIiRUgCE/s72-c/Chiger.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-5124822026375978325</id><published>2011-08-22T18:12:00.003+02:00</published><updated>2011-08-22T18:17:12.040+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura anglosaska'/><title type='text'>"Punkt Omega" Don DeLillo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-MjnXPT6_iHU/TlKALX9LyqI/AAAAAAAAB8I/ZEVqn9Pb-h0/s1600/Omega.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 227px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-MjnXPT6_iHU/TlKALX9LyqI/AAAAAAAAB8I/ZEVqn9Pb-h0/s320/Omega.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643714215946209954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nowa powieść Dona DeLillo traktuje przede wszystkim o ludzkiej  świadomości. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dokładnie chodzi o zanik owej świadomości, jej  unicestwienie oraz o próby walki z tym, by nie dojść do tytułowego  Punktu Omega. &lt;/span&gt;Co tam jest? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Świadomość się wyczerpała. Pora wrócić do  materii organicznej”&lt;/span&gt;. Jeśli dodamy do tego jak zawsze skomplikowaną  znaczeniowo, choć pozornie prostą fabułę charakteryzującą pisarstwo  DeLillo i niespokojny klimat, w jakim rozgrywają się opisane zdarzenia,  otrzymamy powieść-zagadkę, czyli coś, do czego autor „Performerki”  zdążył nas już przyzwyczaić. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To właśnie performance rozpoczyna opowieść. &lt;/span&gt;Mroczna instalacja  prezentuje „Psychozę” Hitchcocka bez dźwięku, rozciągając film klatka po  klatce tak, by można go oglądać przez 24 godziny. Odwiedzający nie  spędzają przy niej tak długiego czasu. Jest jednak tajemniczy mężczyzna,  który patrzy na to wszystko w urzeczeniu, tworząc swoją własną  wykładnię tego niemego filmu. Kadr po kadrze, scena po scenie – jest  bliżej światowego arcydzieła filmowego tylko wtedy, gdy uważnie się w  nie wpatruje. O czym informuje narrator?&lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Chciał zapomnieć pierwotną  wersję filmu albo przynajmniej sprowadzić ją do roli odległego,  nienarzucającego się punktu odniesienia”&lt;/span&gt;. Tym samym wyznacza sobie nowy  Punkt. Staje się świadomym (sic!) odbiorcą tego obrazu filmowego. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Z sali muzealnej przeniesiemy się na pustynię. Gdzieś z dala od  cywilizacji spędzają ze sobą czas dwaj mężczyźni. Elster to  wolnomyśliciel, filozof, bezbronny wobec przemocy i przerażony nią. Ale  to właśnie on brał udział w rządowych projektach wojennych związanych z  atakiem na Irak. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Haiku nie znaczy nic oprócz tego, czym jest. (…)  Odpowiedź na wszystkie pytania, sformułowana w ustalonej liczbie wersów o  przepisowym układzie sylab. Chciałem wojny w stylu haiku”&lt;/span&gt;. Co otrzymał?  Gorycz porażki i świadomość (!), iż musi żyć dalej. Z dala od ludzi, na  pustkowiu. Zaprasza do siebie młodego reżysera Finleya, który stara się  skłonić Elstera do zwierzeń, jakie osadzone w surowym tle, będą  fascynującym – założeniu autora – dokumentem, mającym przynieść mu  sławę. Obaj dyskutują na tematy tak skrajnie od siebie różne, że czytamy  tak naprawdę scenariusz filmu. Filmu, którego jednak nie będzie. I to  nie tylko dlatego, że Elster niechętnie chce opowiadać o sobie, bo dla  niego to poświęcanie się innym niemal na pożarcie. Zdarzenia na pustyni  potoczą się mało przewidywalnie, kiedy do dwóch mężczyzn dołączy  tajemnicza córka Elstera, Jessie… &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tę skromną powieść zamyka klamrowo powrót do mężczyzny oglądającego  „Psychozę”. Tym razem nie jest sam, u jego boku pojawia się kobieta. Dla  niej obraz ten jest niejasny i niezrozumiały. Czy tajemniczym  podglądaczem filmu jest niejaki Dennis, a w finale rozmawia z nim  Jessie? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Don DeLillo tworzy coraz bardziej mroczną prozę. Delikatnie używa  materii słownej i stara się za wszelką cenę pisać tak, by nie było to  jednoznaczne. &lt;/span&gt;„Punkt Omega” to książka zmuszająca do refleksji nad tym,  czy nasza świadomość jest w stanie ogarnąć wszystko. Tezy Elstera, tak  wyraziste i klarowne na samym początku, rozsypią się gdzieś i pozbawią  go chęci do działania, życia. Dlaczego tak się stanie? Jakie powiązania  ma ze sobą instalacja Douglasa Gordona z fikcją literacką Dona DeLillo?  Warto zwrócić uwagę na to, iż być może teraz pisarz amerykański  przekracza swój własny Punkt Omega, a jego proza staje się świadectwem  dojrzałego i nadal świadomego spojrzenia na otaczającą nas  rzeczywistość.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-5124822026375978325?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/5124822026375978325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=5124822026375978325' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/5124822026375978325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/5124822026375978325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/08/punkt-omega-don-delillo.html' title='&quot;Punkt Omega&quot; Don DeLillo'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-MjnXPT6_iHU/TlKALX9LyqI/AAAAAAAAB8I/ZEVqn9Pb-h0/s72-c/Omega.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-8237223843660933572</id><published>2011-08-21T18:10:00.003+02:00</published><updated>2011-08-21T18:13:19.569+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura faktu'/><title type='text'>"Most" Geert Mak</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-jsxYnj3JW_c/TlEuGYxcCGI/AAAAAAAAB8A/4Z6_gxrvs30/s1600/Mak.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 218px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-jsxYnj3JW_c/TlEuGYxcCGI/AAAAAAAAB8A/4Z6_gxrvs30/s320/Mak.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643342495335843938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;To dopiero reportaż! Pokłosie odwiedzin Stambułu w 2006 roku oraz  licznych lektur, dzięki którym Geert Mak, holenderski pisarz i historyk,  przygotował się wcześniej do tych odwiedzin. Miejscem, które zwróciło  jego szczególną uwagę, jest most spinający dwa brzegi Stambułu, dwa  kontynenty, dwie cywilizacje, dwa różniące się od siebie światy. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Most  Galata – wieloznaczny w swej wymowie, pięciokrotnie „zmartwychwstały”,  mogący o historii Turcji opowiedzieć więcej niż niejedna encyklopedia.&lt;/span&gt;  Czego dowiemy się z książki Maka? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zaczyna się tak niewinnie i bez wyrazu! &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Właściwie most wcale nie  jest ładny. Betonowa konstrukcja, długa na ponad pół kilometra, szeroka  na cztery pasma jezdni i linię tramwajową. Pośrodku wznosi się  instalacja do podnoszenia mostu, a wokół podjazdów i pod nimi znajdują  się tunele i galerie handlowe”&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mak rozmawia z tymi, którzy na moście  handlują i są z nim w jakiś sposób związani.&lt;/span&gt; Poznamy zatem opowieści  wędkarzy, sprzedawcy herbaty, niewidomego flecisty czy handlarza  książkami. Wszyscy oni znaleźli się na moście, bo tam, skąd pochodzą,  nie byli w stanie sobie poradzić. Most ogniskuje w sobie nędzę Turcji  czy jej koloryt? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Tu dzieje się wszystko, czego Bóg zabrania: kradzieże,  kieszonkowcy, a hazardziści oszukują nawet siebie nawzajem”&lt;/span&gt;. Geert Mak  nie przechodzi obok tego obojętnie. Rozmawiając z ludźmi, snuje  jednocześnie własne rozważania. Inspirowany opowieściami prostych ludzi,  tworzy wcale niełatwą historię, w której upadek Imperium Osmańskiego i  narodziny Turcji odegrają bardzo ważną rolę i spróbują pomóc  odpowiedzieć na pytanie, co obecnie Stambuł łączy z Zachodem, a co go  odeń oddziela. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zwraca uwagę erudycja autora i fakt, iż własne spostrzeżenia stale  konfrontuje z sądami innych na temat Mostu Galata i wszystkiego, co się z  nim wiąże. &lt;/span&gt;Mak sięga do zapisków kronikarzy tureckich, ale także w  ciekawy sposób nawiązuje między innymi do de Amicisa, Brodskiego,  Pamuka, Lottiego czy Hikmeta. To tylko kilka nazwisk. Historia mostu  jest jednocześnie historią państwowości, o jakiej nie dowiemy się,  przemierzając go z przewodnikiem. Mak pisze o sprawach trudnych.  Wskazuje mroczne punkty na mapie obecnej Turcji, rozważa istotę pojęcia  tureckiego honoru, zastanawia się – wraz z Elif Şafak – nad tym, jak  wygląda wyzwolenie tureckich kobiet oraz próbuje dotknąć złożonego  problemu zderzenia kultur i religii. Zachód konfrontowany ze Wschodem,  chrześcijaństwo z islamem. Czyż jest lepsze miejsce, by o tym  porozmyślać niż Most Galata? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Most owiewają różne wiatry. One to przywiewają kolejne opowieści do  niepozornej w gruncie rzeczy książki, której wartość jest przecież  bardzo duża. Geert Mak dotyka problemów kraju kulturowo zupełnie innego  niż Holandia, a przecież czyni to z tak ogromnym zaangażowaniem, że  nawet potrafi trafnie zestawić ze sobą specyfikę Amsterdamu i Stambułu.  Teoretycznie nie rusza się z miejsca (pomijając kroczenie po moście),  tak naprawdę wędruje po historii od średniowiecza poprzez erę nowożytną  do współczesności i do tego, z czym Turcja mierzyć się będzie w  przyszłości jako kraj pragnący stać się częścią Unii Europejskiej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Warto przeczytać „Most” choćby z tego powodu, by doświadczyć  oswajania inności.&lt;/span&gt; Autor doświadcza i analizuje, wnioski jednak  pozostawia czytelnikom. Warto przez chwilę stanąć między Europą a Azją i  pomyśleć, czy faktycznie aż tak wiele je dzieli.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-8237223843660933572?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/8237223843660933572/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=8237223843660933572' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8237223843660933572'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/8237223843660933572'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/08/most-geert-mak.html' title='&quot;Most&quot; Geert Mak'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-jsxYnj3JW_c/TlEuGYxcCGI/AAAAAAAAB8A/4Z6_gxrvs30/s72-c/Mak.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-97884639820141506</id><published>2011-08-20T06:56:00.001+02:00</published><updated>2011-08-20T06:59:19.286+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura skandynawska'/><title type='text'>"Dom w ciemności" Tarjei Vesaas</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-4jhXuAGe-pg/Tk8-lIMoFzI/AAAAAAAAB74/bhpGdNv_CAg/s1600/Vesaas.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 228px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-4jhXuAGe-pg/Tk8-lIMoFzI/AAAAAAAAB74/bhpGdNv_CAg/s320/Vesaas.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5642797665695045426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Pofantazjujmy przez chwilę. Wyobraźmy sobie ogromne przestrzenie skryte w  mroku. Pomieszczenia mieszkalne i użytkowe, korytarze, tunele –  wszystko pośród ciemności, tworzące wielki dom. W tym domu od czasu do  czasu można zajrzeć nie tam, gdzie należy i zniknąć. Wewnątrz mamy dom w  domu – to jądro zwane Centrum. Do Centrum wiedzie droga tylko w jedną  stronę, a rolę przewoźnika przejmuje mroczny wózek, do którego trafiają  pechowcy. W ciemnym domu nie ma miejsca na spokój. W tym domu panuje  terror strachu i niewola. Zniewolone są ciała, ale przede wszystkim  umysły. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dom jest wypaczony. Tak samo jak wypaczone są zajęcia jego  mieszkańców czy lśniące strzałki wskazujące przerażającą drogę ku  Centrum. Witamy w piekle Tarjeia Vesaasa, w iście Kafkowskim klimacie. &lt;/span&gt; Witamy w świecie, w którym piekło na ziemi stwarzają dla siebie ludzie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Dom w ciemności” to powieść wiekowa. Wydana w 1945 roku do dzisiaj  nie utraciła aktualności, zyska za to polskich czytelników dzięki  uprzejmości Państwowego Instytutu Wydawniczego. Anna Marciniakówna,  tłumaczka książki, zamieszcza wiele informacji zarówno o samym autorze,  jak i jego dziele, w związku z tym postaram się nie powielać tego, co  znajduje się w posłowiu, lecz napisać przede wszystkim o wrażeniach  czytelniczych, a tych „Dom w ciemności” dostarcza bardzo wiele. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To, co zwraca natychmiast uwagę to teatralność tej prozy.&lt;/span&gt;  Poszczególne sceny, dialogi i rozmyślania bohaterów – to wszystko wręcz  prosi się o kreację sceniczną i to niekoniecznie jako całość. Norweski  pisarz bowiem u schyłku II wojny światowej napisał coś na kształt  alegorii totalitaryzmu i nie sposób tego nie zauważyć już od pierwszych  stron. Nieokreślona z jednej strony, a przecież tak bardzo wyrazista  przestrzeń domu, w którym panują ciemności, to czytelny sygnał  interpretacyjny. Vesaas w swej literackiej teatralności nie koncentruje  się jednak na budowaniu wizerunku władzy totalnej czy też wyjaśnianiu  mechanizmów taką władzą rządzących. Oczywiście jest mowa o strachu jako o  narzędziu najważniejszym do budowy struktury zła, ale „Dom w ciemności”  opisuje przede wszystkim to, w jaki sposób wobec Zła zachowują się  prości ludzie. Z ich losów można by stworzyć kilka wybornych monodramów. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Mamy grupę sprawnych kolaborantów pod dowództwem niejakiego Stiga.  Mężczyzna wykazuje się wielką siłą oraz odwagą, nic nie jest w stanie  odwieść go od walki z tym wszystkim, co kryje w sobie Centrum i co  zniewala innych. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stig to człowiek czynu&lt;/span&gt;, który nie myśli o tym, co  przyniesie zmiana zastanego porządku. Nad tym zaś zastanawia się kapłan,  z którym to Stig toczy ideowe dyskusje na temat bierności względem  terroru mroku. Droga Stiga jest jasna i klarowna, drogi jego towarzyszy  potem się rozchodzą… Mamy zatem kluczową dla fabuły powieści postać  buntownika całkowicie przekonanego o słuszności swych życiowych wyborów.  Obok niego niejednoznaczni Peter, Johan i Henrik. Zwłaszcza ten ostatni  przykuje uwagę czytelnika pod koniec książki. W mrocznym domu poznamy  także &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czyściciela Strzałek&lt;/span&gt;, który otrzymuje ostrzeżenie, a potem &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;donosi&lt;/span&gt;,  by w finale powieści przyjąć wszelkie konsekwencje takiego działania.  Obok wskazanych już postaci &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;zachowawczy Martin&lt;/span&gt;, dla którego  najważniejsza jest praca i skupiając się na niej, próbuje za wszelką  cenę zrzucić ze swoich barków odpowiedzialność za to, że przez brak  oporu i lęk świat domu ogarniają ciemności. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Dość o postaciach, zbyt dokładna ich charakterystyka zniechęci do  lektury. Warto jedynie zwrócić uwagę na wizerunki kobiet – nijakie,  pozbawione wiedzy o tym, co przeżywa ich mąż, partner, oddalone od  głównego nurtu narracji… Vesaas próbuje ukazać napięcie, jakie  towarzyszy człowiekowi w zderzeniu z obcą mu siłą, która nie dość, że  przerasta, to jeszcze nakazuje postępować wbrew sobie i niewoli bardziej  niż cokolwiek innego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„Dom w ciemności” to proza niezwykle plastyczna. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Vesaas nie  oszukuje; on naprawdę wie, o czym chce napisać i doskonale dobiera  środki artystycznego wyrazu.&lt;/span&gt; Totalitaryzmy były, są i prawdopodobnie  będą. Norweski dramaturg i prozaik już w 1945 roku wskazał, jak ludzie  się z nimi mierzą. Zrobił coś podobnego, co Orwell, ale w Polsce dopiero  teraz możemy się o tym w pełni przekonać. Zajrzyjcie do piekła Vesaasa,  może stamtąd wyjdziecie…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Państwowy Instytut Wydawniczy, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-97884639820141506?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/97884639820141506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=97884639820141506' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/97884639820141506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/97884639820141506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/08/dom-w-ciemnosci-tarjei-vesaas.html' title='&quot;Dom w ciemności&quot; Tarjei Vesaas'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4jhXuAGe-pg/Tk8-lIMoFzI/AAAAAAAAB74/bhpGdNv_CAg/s72-c/Vesaas.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-3733345477673155831</id><published>2011-08-18T08:23:00.001+02:00</published><updated>2011-08-18T08:25:48.231+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura libijska'/><title type='text'>"W kraju mężczyzn" Hisham Matar</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-7TKRIyheTWY/Tkyv87z7I0I/AAAAAAAAB7w/xVWbRIHGTy4/s1600/Matar.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 197px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-7TKRIyheTWY/Tkyv87z7I0I/AAAAAAAAB7w/xVWbRIHGTy4/s320/Matar.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5642077894570877762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Libia, Trypolis, gorące lato 1979 roku. Inne być nie może w kraju  mężczyzn, zielonej flagi, w kraju zagarniętym przez al-Kaddafiego i w  miejscu, skąd nie sposób się wydostać. Tam też poznamy bliżej pewną  rodzinę, bo książka Hishama Matara to historia dorastania, zbyt  wczesnego dojrzewania młodego Sulejmana, który będzie opowiadał o swoim  życiu i opisywał tych, którzy w tym życiu coś znaczą. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„W kraju mężczyzn”  zatem jest powieścią inicjacyjną i w dużej mierze autobiograficzną.&lt;/span&gt;  Powieścią, która odsłania prawdziwe oblicze Libii, libijską codzienność,  mentalność i kulturę. Wartościowa pozycja, bo ma charakter poznawczy.  Istotna, gdyż ukazuje mechanizmy buntu i jego skutki w kraju, gdzie  jakakolwiek forma wolności natychmiast jest niewolona. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Matar stworzył coś interesującego także z punktu widzenia kreacji  narratora. Czyniąc nim dziecko, każdy twórca utrudnia sobie zadanie.  Taka książka musi się wówczas obronić i stanąć gdzieś między dziecięcym  infantylizmem a powagą sądów i opinii, jakie autor chce przemycić.  Matarowi udaje się znaleźć tę równowagę, a jego Sulejman to barwna i  zapadająca w pamięć postać. Postać, wokół której koncentrują się  najważniejsze wydarzenia, chociaż tak naprawdę dzieją się gdzieś daleko  poza jego domem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Najważniejszy dla Sulejmana jest ojciec, baba. Chłopiec wciąż  odczuwa niedosyt obecności baby w domu. Jednocześnie o wiele silniej  myśli o nim, gdy go nie ma. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;”Kiedy był w domu, wydawał się daleki. Kiedy  wyjeżdżał, wydawał się jakiś bliższy, bardziej żywy w moich myślach”&lt;/span&gt;.  Co robi, gdy opuszcza Sulejmana i jego matkę? Gdzie bywa? Co ukrywa  przed rodziną? Tajemnice te rozwiewane są dosyć szybko; wiemy, jakie  książki czyta baba i możemy sobie wyobrazić, w jakim stanie wraca po  przesłuchaniach władz reżimu. Baba jest dysydentem, ale Sulejman poznaje  losy innego, sąsiada. W telewizji transmitowane jest przesłuchanie, a  następnie wieszanie politycznego wroga, czemu małe dziecko przygląda się  z trwogą, ale i z zainteresowaniem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;No właśnie, ono jest z punktu widzenia Sulejmana najważniejsze. &lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Zainteresowanie. Tego chyba pragnąłem. Ciepłej, stałej, niezmiennej  troski i zainteresowania. W okresie krwi i łez, w Libii pełnej  posiniaczonych i obsikanych mężczyzn, rozpalonych pragnieniem i  złaknionych wytchnienia, ja, śmieszne dziecko, pragnąłem czyjejś uwagi,  zainteresowania”&lt;/span&gt;. Na co dzień stara się zdobyć uwagę u matki, kolegów z  podwórka. Każdy jednak wydaje się jednocześnie bliski i daleki  Sulejmanowi. Jego matka, Nadżwa, urodziła chłopca w wieku piętnastu lat;  rok po tym, kiedy zmuszono ją do ślubu. Jest bardzo zachowawcza,  trzeźwo patrzy na zdarzenia toczące się w Libii i jest przeciwna  działaniom antypaństwowym. Ona chce po prostu emigracji, baba rewolucji.  A Sulejman? Tego, żeby go zauważono. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Matar napisał książkę o zbyt wczesnym dojrzewaniu do męskości.  Główny bohater, chłopiec, zadaje sobie wiele pytań o tę męskość.&lt;/span&gt; Czy  oznacza ono intensywność (życia i zapachu), czy też stawanie się  niezależnym. Czy męskość to faktyczna dominanta libijskiego  społeczeństwa i czy warto być taki jak baba, buntować się i sprzeciwiać,  by dojrzewać i naprawdę w męskość wrastać? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;„W kraju mężczyzn” to rzecz, którą warto znać. Specyficzny styl,  ciekawa dygresyjność, niezwykły dar opowiadania (niczym Szeherezada, o  której przecież kilka razy jest w powieści mowa), klarowność i piękno.  Proza, której szybko się nie zapomina. A gorące libijskie lato 1979 roku  pozostaje z nami na zawsze…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Smak Słowa, 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5024997153600300066-3733345477673155831?l=krytycznymokiem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/feeds/3733345477673155831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5024997153600300066&amp;postID=3733345477673155831' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3733345477673155831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5024997153600300066/posts/default/3733345477673155831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/08/w-kraju-mezczyzn-hisham-matar.html' title='&quot;W kraju mężczyzn&quot; Hisham Matar'/><author><name>Jarosław Czechowicz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17521549098339912971</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_gvKy4s52SS4/SltUqeopvpI/AAAAAAAABDs/RPLO26byYwE/S220/IMG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-7TKRIyheTWY/Tkyv87z7I0I/AAAAAAAAB7w/xVWbRIHGTy4/s72-c/Matar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5024997153600300066.post-5230336272966973843</id><published>2011-08-11T08:07:00.002+02:00</published><updated>2011-08-11T08:11:29.159+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='literatura skandynawska'/><title type='text'>"Submarino" Jonas T. Bengtsson</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-aDdf26uzWUs/TkNx30BhynI/AAAAAAAAB7o/Zjery5RU8Kg/s1600/Submarino.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 230px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-aDdf26uzWUs/TkNx30BhynI/AAAAAAAAB7o/Zjery5RU8Kg/s320/Submarino.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639476362069789298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Dawno lub niedawno temu w Danii matka lekomanka i alkoholiczka urodziła  trzech synów. Dwóch przeżyło, trzeci zmarł zaraz po urodzeniu. Ten  trzeci miał najwięcej szczęścia. Jeśli już to stwierdzenie powoduje, że  jeży ci się włos, nie czytaj „Submarino”. Jeżeli natomiast masz ochotę  zejść w otchłań ludzkiego piekła na ziemi, uważaj. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Submarino” jest jak  narkotyk, bo i o narkotykach między innymi traktuje. Nigdy nie wiesz,  kiedy uzależnisz się od Bengtssona i jego prozy.&lt;/span&gt; A wtedy będzie już za  późno, bo po pochłonięciu tej rewelacyjnej powieści, nie przestaniesz  myśleć o obrazach, jakie wytworzyła twa wyobraźnia podczas lektury. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Opowieść o braciach, którzy przeżyli rozpoczynają perypetie Nicka.  Mężczyzna jest cynikiem, a wyjście z więzienia, dokąd trafił za ciężkie  pobicie, czyni z jego życia fatalny ciąg picia alkoholu, uprawiania  seksu, deprecjonowania wszystkiego i wszystkich oraz trwania gdzieś na  krawędzi snu i jawy. Nick nawiązuje bardzo bliską znajomość z Sofie,  współlokatorką w „komunie” niejakiej Tove. Sofie cierpi, bo nie jest jej  dane przebywanie z ukochanym synem. Namiastkę spokoju odnajduje w  ramionach Nicka. Wszystko zmieni się wówczas, gdy ramiona kochanka  zastąpią niezdecydowane ręce Ivana, którego Nick chce uczynić mężczyzną i  poddać inicjacji seksualnej… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Brat Nicka wydaje się nie mieć imienia. Jest ono tak samo zbędne,  jak zbędny czuje się sam bohater. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Codziennie jestem bliski śmierci.  Bliski zrobienia błędnego kroku. Bliski utraty równowagi”&lt;/span&gt;. Od szaleństwa  odwodzi go jedynie syn, którego wychowuje samotnie. Mały Martin jednak  nie zdaje sobie sprawy, że jego ojciec to wytrawny heroinista.  Przerażające są opisy scen, kiedy ojciec zamyka się z działką narkotyku w  łazience, a syna pozostawia w pokoju przed telewizorem. Koszmarne jest  czytanie o szpitalnym dylemacie, gdy mały Martin przypadkowo połyka  narkotyk, a ojciec nie jest w stanie wydusić, by podali mu nań  antidotum, bo wie, że go straci. O ile Nick żyje w jakimś bliżej  nieokreślonym niebycie, o tyle życie jego brata jest piekłem. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Wiem, że  piekło nie pojawia się po śmierci, że piekłem wcale nie są inni.  Prawdziwe piekło jest wtedy, kiedy się patrzy na pustą torebkę, a mały  synek śpi w sąsiednim pokoju”&lt;/span&gt;. Kiedy brat Nicka wdaje się w regularny  handel narkotykami na ulicach Kopenhagi, łatwo się zorientować, że to  równia pochyła i wszystko zmierza ku tragedii… &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tytułowe „submarino” polega na takim torturowaniu człowieka, by pod  wodą go utopić. Obaj bracia torturowani są przez życie. Przez  wspomnienia o zmarłej już matce, której nadal nienawidzą. Przez życie,  które dało im jedynie powody do wściekłości i rozczarowania. &lt;/span&gt;Obaj stają  się groźni dla innych i dla siebie. Ale przecież – jak twierdzi Nick -  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Nikt z nas nie jest niegroźny. Niektórzy po prostu nie mieli szansy na  skrzywdzenie innych”&lt;/span&gt;. Relacje braci odzwierciedlają to, co działo się  przed laty w ich domu. Nie mogą wyjść poza traumę rodzinnych wspomnień i  dziwnym trafem wpadają w niemoc, z którą żaden z nich nie potrafi sobie  poradzić. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Zwraca się uwagę na to, że autor portretuje mroczną stronę  Kopenhagi. Myślę, że akcja książki mogłaby dziać się w każdym dużym  mieście. Doświadczamy upokorzeń żebrających o działkę narkomanów,  desperacji młodych prostytutek, przyglądamy się światkowi przestępczemu i  chcemy się stamtąd jak najszybciej wydostać, ale „Submarino” na to  łatwo nie pozwala. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Powieść dojrzała i przemyślana. Intrygujący prolog i epilog.  Świetna, dwuczęściowa konstrukcja, która pozostawia pewien niedosyt,  choć wydaje się, że ostatnie zdanie i ostatnia kropka w każdej opowieści  o braciach są we właściwym miejscu. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Submarino” to historia samotnych  ludzi, jakim trudno jest przełamać samotność i szukają zastępczych  środków, by jakoś sobie z nimi poradzić.&lt;/span&gt; Mocna i wartościowa rzecz.  Zdecydowanie warta uwagi!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 51);font-size:100%;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: arial;"&gt;Wydawnictwo Czarne, 2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&
