2024-01-17

„Kontratak” Sohn Won-Pyung

 

Wydawca: Wydawnictwo Mova

Data wydania: 24 stycznia 2024

Przekład: Edyta Matejko-Paszkowska

Liczba stron: 280

Oprawa: twarda

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Istota buntu

Sohn Won-Pyung w swojej nowej powieści prezentuje panoramę społeczną charakterystyczną dla tych dekad Korei Południowej, o których wspomina potem tłumaczka, dlaczego warto zapoznać się z jej słowami po lekturze, by zobaczyć w tej książce więcej. „Kontratak” to jednak także bardzo uniwersalna w wymowie opowieść o kryzysie tożsamości, o jej budowaniu, funkcjonowaniu w tkance miejskiej i poszukiwaniu drogi wyrażenia samej siebie, bo główna bohaterka – co jest jej sugerowane – być może mało znaczy przede wszystkim dlatego, że w taki sposób myśli o sobie. Koreańska pisarka, podobnie jak w „Almondzie”, stawia na powieściową konfrontację dwójki bohaterów z ciekawie zarysowanymi portretami psychologicznymi. Kierując tę powieść do dorosłych czytelników, Sohn Won-Pyung odchodzi jednak od dydaktyzmu i kilku fabularnych uproszczeń charakteryzujących „Almonda”, by pokazywać swoją bohaterkę w zderzeniu z punktami widzenia innych osób. Dorastająca do prawdy o samej sobie Kim Ji-hye wysłuchuje opowieści znajomych i przygląda się modelom życia, które oni uznali za słuszne. Swoją życiową ścieżkę określa jako pełną goryczy, a wszystko, co osiąga, traci znaczenie zaraz po tym, jak zostanie osiągnięte. Wokół rzeczywistość, która poddała się trendom humanizmu spod znaku Steve’a Jobsa; świat podążania za ideałami, których nie można osiągnąć, i miejsce, gdzie słowo „samorozwój” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Bohaterka „Kontrataku” utknęła. Nie rozwija się albo jest przekonana o tym, że tak jest, bo obserwuje, jak rzekomo powinno być. Czytamy o kobiecie, która, by zdefiniować swoją życiową drogę, najpierw uważnie się przygląda, jak wędrują jej bliżsi i dalsi znajomi. Co mają do powiedzenia, a co do pokazania. Intrygująca jest jej historia o tym, w jaki sposób wyjść poza wyobcowanie, by poczuć się częścią otaczającego świata.

Kim Ji-hye niczym się nie wyróżniała i nie wyróżnia. Jej pospolite imię symbolicznie podkreśla poczucie braku wartości. Do bohaterki w ciekawy sposób wracają szkolne lata, kiedy nie była przez własne imię definiowana. Do pewnego czasu bycie niewidoczną i niewyróżniającą się uważała za wygodne. Ale przyszedł czas, w którym toksyczne emocje, paraliżujące i niszczące, mogła wyrzucić z siebie tylko dzięki rozpaczliwemu krzykowi. Kim Ji-hye chce być kimś istotnym, także dla samej siebie. Nie chce mieszkać w miejscu, o którym wstyd powiedzieć rodzinie. Pracować w firmie, do której się dostała, pokonując liczną konkurencję, ale w której czuje, że stoi w miejscu, wiedzie przewidywalną i nudną egzystencję zawodową. Z marazmu wyrywa bohaterkę nowy pracownik. Charyzmatyczny i tajemniczy. Pokazujący Kim Ji-hye, że można żyć inaczej, prezentować się światu lepiej, być w tym świecie częścią istotnych zdarzeń, nie przebywać na jego marginesie. Gyu-ok także dosłownie zwróci jej uwagę na to, że możliwa jest inna perspektywa spojrzenia na swoje życie, dzięki której kształtuje się nowy porządek. Tu symboliczna rola krzeseł, o których rozmawiają, przeniesie się na coś, co bohaterka wykreuje później. Tymczasem Koreanka wchodząca w dorosłe i odpowiedzialne życie chciałaby, żeby ktoś zdjął z niej ciężar dorosłości i się nią zaopiekował. Dlatego zacznie zbliżać się do ludzi, którzy nie tylko rozmawiają o zmianach, ale również ich dokonują. To zbliżenie będzie miało oczywiście swoje konsekwencje.

Sohn Won-Pyung opowiada historię kobiety, która nie daje sobie prawa do bycia zwyczajną, gdyż traktuje to jak stygmat. Tymczasem z zaskoczeniem przyjmie argumentację kogoś, kto będzie ją chciał przyjąć do innej pracy. Wydaje się, że odpowiedzi na wszystkie pytania bohaterki tej książki znajdują się tuż obok niej. Albo mają być wynikiem obserwacji tego, co się dzieje wokół, i wyciągania właściwych wniosków, albo są ukryte w postawach życiowych ludzi zdolnych do czegoś więcej niż podporządkowanie się i bierne wejście w życiową i społeczną rolę. Kim Ji-hye spotyka się ze swoją przeszłością w bardzo ciekawie pod względem literackim opowiedzianych konfrontacjach. Autorka w zasadzie odchodzi od klasycznej formy operowania retrospekcjami w powieści, gdyż prawdę o przeszłości bohaterki chce odkryć nieco inaczej. Dużo więcej niż można sobie wyobrazić, słyszy się tutaj wprost – zachowania albo modele eskapizmu nazwane zostały w taki sposób, by czytelnik przede wszystkim zrozumiał, skąd wynika egzystencjalny dyskomfort głównej postaci. A potem przyjrzał się temu, co można z tym zrobić.

„Dlaczego plączesz się pod prąd?!” – gani główną bohaterkę staruszka mijana na ulicy. To ciekawa scena, bo bardzo wyraźnie symbolizująca, z czym Kim Ji-hye ma największy problem. Niekoniecznie z nieprzystawalnością do świata. Chodzi tu zapewne bardziej o rozczarowanie wynikające z faktu, że jest dostrzegalnie opozycyjna, jednak nie idzie za tym nic więcej. „Kontratak” to nie tylko powieść o dojrzewaniu do buntu, ale przede wszystkim historia określania tego, czym ma być buntowanie się, kiedy jest zasadne i w jaki kreatywny sposób może zmienić życie. Bo życie ludzi, którzy otaczają bohaterkę, ale także jej własne, cały czas jest dynamiczne i wciąż podlega jakimś metamorfozom. Koreańska pisarka chce zaprezentować kobietę w całej jej egzystencjalnej wątpliwości, ale także postać, która stoi o krok o zdobycia nowej wiedzy o samej sobie. Być może najwięcej o sobie dowiemy się wówczas, gdy będziemy umieli uważnie przyglądać się ludziom, którzy nas otaczają.

Powieść ma bardzo klasyczną konstrukcję, w zasadzie niczym nie zaskakuje, prezentuje wydarzenia linearnie, stara się być lojalna wobec świata, który otacza Kim Ji-hye: jest zasadniczy, klarowny, ma wyraźnie określone ramy, nie ma w nim tylko miejsca na wątpliwości oraz rozterki niepozwalające się dostosować. To książka o tym, jakie konsekwencje ma dostosowanie się, lecz także historia o tym, że bycie w opozycji nie zawsze gwarantuje wygraną albo nie zawsze jest tym, co uczyni życie lepszym. Dlatego dużo tutaj rozmów między bohaterami na temat tego, w jaki sposób doszli do konkretnych życiowych wyborów i na jakim etapie życia uznali, że potrafią sumiennie przeprowadzić bilans egzystencjalnych zysków oraz strat. Sohn Won-Pyung proponuje panoramiczne ujęcie tematu z uwzględnieniem tego, że sygnalizowane są zmiany w społeczeństwie południowokoreańskim, ale także opisane dzięki technice obrazowania różnych życiowych postaw. Jakby główna bohaterka musiała się z nimi mierzyć, tak jak mierzy się z niepewnościami i poczuciem wyobcowania. O tym drugim w „Kontrataku” jest dużo więcej, niż się pozornie wydaje. Być może jest to powieść o tym, że na pewien rodzaj samotności w społeczeństwie zawsze jesteśmy skazani. Ale to książka, w której bohaterowie wciąż na nowo podejmują jakieś działania, gotowi są wybierać, a przede wszystkim potrafią mówić o sobie, choć niekoniecznie słuchać innych. Uniwersalna historia dla wszystkich czujących się szaro i anonimowo. Zwłaszcza w otoczeniu miejskim, które tutaj jest eksponowane szczególnie – jako przestrzeń wyzwalająca dodatkowy niepokój.  

2024-01-15

„Lekcje seksu doktora Alzheimera” Radosław Piwowarski

 

Wydawca: Wydawnictwo Marginesy

Data wydania: 17 stycznia 2024

Liczba stron: 320

Oprawa: miękka

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Ten czas 

Radosław Piwowarski przekonuje, że nigdy nie jest za późno na literacki debiut. Czytając jego powieść, uświadomiłem sobie, że współczesna literatura polska jest bardzo poważna. Wręcz śmiertelnie poważna. Tymczasem znany reżyser jako autor udowadnia, że można opowiedzieć o śmierci także w sposób pozbawiony tak charakterystycznej dla polskich książek atmosfery nihilizmu, duszności i poczucia, że każde doświadczenie jest skrajnie egocentryczne, jednocześnie aspirując do bycia uniwersalnym. Piwowarski napisał o starości, czyli o tym, czego Polacy boją się najbardziej. O starych ludziach, którzy w jego książce odzyskują witalność, a może raczej uświadamiają sobie, że nigdy jej nie stracili. „Starość to życie bez braw?”. Dla głównego bohatera brak poklasku zaczyna być problemem. Dla bohaterki powieści zawsze był czymś, czego unikała i do czego nie dążyła. „Lekcje seksu doktora Alzheimera” to słodko-gorzka opowieść o dwóch tożsamościach: jednej zmierzającej do pewnego końca, którego granicę wyznaczy niepamięć, i drugiej, która dopiero się rozwija. Piwowarski opowie o takim spotkaniu dwojga ludzi, na które zazwyczaj się nie czeka i którego z pewnością się nie spodziewa. Umiejętnie oraz inteligentnie wplecie w tę historię gorzkie rozważania o tym, czego oczekuje się społecznie od osób w jesieni życia i jak bardzo jest to deprecjonujące. Nawet wówczas, gdy będzie mowa o przedmiotowym traktowaniu ludzi starych lub o przekonaniu, że po przekroczeniu pewnej granicy wieku powinno pozostać się niewidocznym, wszyscy bohaterowie tej powieści nakreśleni zostaną wyraźną kreską, jako ludzie dynamiczni i fascynujący. Życie kipi tu od emocji, jest przedstawione za pomocą czarnego humoru, intrygującej ironii, a także charakterystycznego dla autora absurdu. Wyolbrzymienie to sposób pokazania tego, jak postrzegamy pewne sprawy, wcale ich nie rozumiejąc. A najbardziej nie rozumiejąc tego, że ludziom starszym może przydarzyć się miłość.

Helena zawsze była nijaka. A właściwie skrojona wedle wzorca idealnej obywatelki – spełniała oczekiwania innych, wychodziła naprzeciw oczekiwaniom społecznym, była zachowawcza i umiarkowana, bez potrzeby kontestacji czegokolwiek, bierna i bezwolna, z dala od uniesień emocjonalnych, a już na pewno z dala od mężczyzn. Adam natomiast zawsze był jakiś. Musiał taki być, bo jego celem było zawłaszczanie uwagi i bycie w jej centrum. Adam wielbił, adorował i może też wykorzystywał kobiety, a samotność jego starości doskwiera mu bardzo przede wszystkim dlatego, że czuje się zbędny. Światła jupiterów nie padają już na jego wspaniałą sylwetkę – człowieka, który kiedyś stał w centrum zainteresowania i je podsycał. Dziś Adam pozostaje z tym, co zawsze kochał, czyli z poezją, ale przede wszystkim ze świadomością, że nikomu już nie jest potrzebny.

Tak pokrótce prezentuje się ekspozycja dwójki bohaterów, którzy uwikłają się w fascynującą emocjonalną relację. Obok nich Radosław Piwowarski sportretował postacie drugiego planu, których wizerunki dopełniają oblicza Heleny i Adama, a przede wszystkim definiują, kim się stali w opozycji do innych ludzi. Dlatego poznamy także syna marnotrawnego hołubionego przez matkę, która nie widzi jego wad. Poznamy córkę artysty, kobietę-potwora, matkę najwspanialszej wnuczki na świecie, a jednocześnie kobietę wyznaczającą pewien kurs życia swojego ojca. Jest w „Lekcjach seksu doktora Alzheimera” sporo barwnych postaci, które tworzą wspólnie zaskakującą mieszankę. Do tego dodać należy zdarzenia niezwykłe i absurdalne, takie jak jazda karetką z zaskakującym finałem czy domowa hodowla marihuany. Autor bardzo się stara, by na każdej stronie jego powieści działo się coś zajmującego uwagę i by jego główni bohaterowie wciąż zaskakiwali. Jest tu bowiem tak wiele zwrotów akcji, że chwilami giniemy w ich mnogości, jednak wszystko ma swój ukryty cel. Wszystko zmierza do przemyślanego i pogodnego finału. Albowiem – choć jest to rzecz o sprawach trudnych, ostatecznych i skomplikowanych – Piwowarski proponuje niezwykle optymistyczną opowieść o tym, w jaki sposób seniorzy gotowi są mierzyć się z nowymi życiowymi wyzwaniami. Bo w ich życiu pojawi się coś, co jest całkowicie nowe. I nie będzie to tylko miłość.

Syn Heleny podkreśla, że „love” jest tylko dla młodych. Jej była uczennica z misją prokreacji dziwi się planom matrymonialnym, bo przecież Helena już nie urodzi i nic z tego związku nie będzie. Tymczasem zacieśniająca się relacja jest dowodem na to, że zbieg okoliczności może wykreować coś, co będzie doświadczeniem, na które z różnych powodów nie było miejsca w dotychczasowym życiu. Piwowarski nie tylko sugeruje, że miłość i starość to nie jest jakieś absurdalne połączenie. W tej powieści widzimy przede wszystkim przemiany pod wpływem związku. Zdecydowanie najciekawsza jest postać Heleny, bo to wyjątkowa bohaterka dynamiczna. Kobieta nie tylko uświadamiająca sobie, co może i jaki ma potencjał. W tej historii będzie mowa przede wszystkim o tym, że możemy być przez całe życie egzystencjalną zagadką dla samych siebie. I niekiedy to życie przespać. Nie dowiedzieć się prawdy o sobie i nie przekonać się, do czego możemy być zdolni. A bohaterka Piwowarskiego przekracza kolejne granice w zdumieniu wobec samej siebie i świata, który jej to umożliwia.

„Lekcje seksu doktora Alzheimera” to także opowieść o bardzo intensywnych relacjach rodzinnych. Mamy tutaj opowieść o dwóch siostrach, które przez całe życie są jakby przeciwnymi biegunami. Ale też intrygującą historię relacji ojca z córką. Wszystko buzuje od ukrytych emocji i każda z tych opowieści pokazuje, jak ciekawie wygląda opozycyjność wtedy, kiedy dotyczy rzekomo najbliższych sobie ludzi. Helena otrzymuje szansę od losu dzięki determinacji swojej siostry, która żyje i funkcjonuje zupełnie inaczej niż spolegliwa Helena. Adam zrozumie więcej z relacji, w którą wejdzie, także dzięki temu, jak na tę relację spojrzy jego ekspansywna córka. Piwowarski podkreśla wagę tych uwarunkowań, pokazując w nich jednak przede wszystkim punkty zapalne. Dzięki temu powieść jest żywa i dynamiczna, ale wszystkie te intensywne sceny pokazują siłę przywiązania. Dlatego też dwoje głównych bohaterów przywiąże się do siebie z powodu tego, że coś wydarzy się nagle, z mocą nieodwracalności. Sportretowani na samym początku samotnicy w jesieni swego życia zaskakująco dynamicznie wejdą w jego niespodziewaną wiosnę. A Helena, która najpierw może tylko podglądać, czym jest miłość, jadąc w windzie z młodymi ludźmi, zdefiniuje to uczucie na nowo, doświadczając go wyjątkowo intensywnie.

Radosław Piwowarski snuje fantazje o niemożliwym, które staje się zaskakująco oczywiste. To książka nie tylko o romansie w późnym wieku. To satyryczna, ale i pełna trafnej ironii wobec życia historia ludzi, którzy z różnych powodów utknęli w ograniczeniach i nie są gotowi na zmianę. Tymczasem uderzające w nich uczucie wpływa na całe otoczenie. Autor daje bohaterom prawo do szczęścia i spełnienia, lecz portretuje również świat, który w swoich ograniczeniach często bywa klatką dla ludzi, którym już nie wypada i którzy myślą o przeżyciu czegoś za późno. To pełna humoru opowieść o kobiecie, która nie znosiła niespodzianek, a zaczęła się konfrontować z wieloma, a także o mężczyźnie, który myślał, że zaskoczył już wszystkich, jednak nie zaskoczył samego siebie. Zgrabnie napisana literatura środka pełna odniesień do innej literatury, bo Piwowarski ładnie ozdabia swoją prozę wyimkami z poezji. Duch Bułhakowa spotka się tu trochę z duchem Barei. Opowieść o uwarunkowaniach, fałszywych sądach na temat wieku, ale także o absurdzie myślenia o tym, że na wszystko jest właściwy czas. Tu przychodzi czas na zmiany. I Piwowarski zgrabnie opowiada o ludziach, którzy potrafią zrobić coś niemożliwego – zmienić samych siebie.

2024-01-09

„Głód” Jamal Ouariachi

 

Wydawca: Wydawnictwo Relacja

Data wydania: 24 stycznia 2024

Przekład: Iwona Mączka, Alicja Marszał

Liczba stron: 640

Oprawa: twarda lakierowana

Cena det.: 69,90 zł

Tytuł recenzji: Konfrontacje

Tytuł tej książki kojarzyć się będzie czytelnikom z monumentalnym opracowaniem Martína Caparrósa, jednakże Jamal Ouariachi wykorzystuje go w swojej nie mniej imponującej książce w kilku znaczeniach – poza oczywistym są tu jeszcze inne. To powieść wielowarstwowa w samej strukturze, kiedy wykorzystuje stylistykę wielkich dzieł wspominanych przez autora w posłowiu, ale także wtedy, gdy posługuje się nielinearnym sposobem opowiadania, tworząc mimo to wrażenie wielkiej spójności i uporządkowania prezentowanej historii. Gdyby chcieć znaleźć wspólny mianownik dla tej obszernej i kipiącej od przesłań książki, można by się pokusić o stwierdzenie, że to przede wszystkim historia relacji dwojga ludzi, która zmienia ich życie i pozostawia po sobie ślad na zawsze.

Ouariachi zderza ze sobą nie tylko ludzi, których różnić będzie płeć, wiek, doświadczenie życiowe, a przede wszystkim poglądy – zwłaszcza w konfrontacji z problemami właściwymi dla innego kręgu kulturowego. Holenderski autor prowadzi nas ku pewnej panoramicznej konfrontacji. Zadaje pytanie o to, czym jest humanitaryzm, czy kieruje się w stronę niebezpiecznego schyłku, a przede wszystkim o to, jak go definiować. Główna bohaterka, odwiedzając Afrykę dotkniętą głodem, po pewnym czasie konstatuje, że jej „empatia kulturowa” jest na wyczerpaniu. Jej kochanek, nieprzyzwoicie bogaty filantrop, nie jest lubiany w środowisku ludzi związanych z pomocą rozwojową, bowiem jest wobec niej krytyczny. Tak jak krytyczny jest wobec filozofów postmodernizmu, wybiórczej empatii cywilizacji Zachodu i państwa, które stało się nową ojczyzną dla niego i jego rodziców. Ci drudzy pokochali Holandię za możliwość rozpoczęcia w niej nowego życia. Alexander Laszlo opowie o gorzkim rozczarowaniu tym krajem. Natomiast Jamal Ouariachi przedstawi sylwetkę człowieka kontrowersyjnego, zagubionego, osadzonego w ironii i sarkazmie, bo tylko one są dla niego orężem obrony wobec świata, który wydał wyrok i nazwał go potworem.

„Głód” jest powieścią o krytycyzmie, wątpliwościach, egzystencjalnym oraz kulturowym kryzysie, jednakże to również wstrząsająca, pełna naturalizmu zwłaszcza w końcowych partiach, historia doświadczenia skrajnej nędzy opowiedziana z pozycji człowieka sytego i pochodzącego z tego rejonu globu, w którym na biedę oraz jej wyniszczające skutki patrzy się ze smutkiem kanapowego obserwatora. Ouariachi każe swoim bohaterom wyjść z bezpiecznej dla nich przestrzeni. Pokazuje, w jaki sposób ludzie z kraju, w którym gwarantuje się im zapewnienie wszystkich fundamentalnych potrzeb życiowych, reagują na świat, gdzie nędza ma wiele niezrozumiałych dla nich znaczeń. W tym rozumieniu to powieść drogi i powrotu. Aurélie i Alexander zetkną się z tragedią naznaczonej deficytami Etiopii w zbliżonym wieku, ale w zupełnie innych okolicznościach. Oboje zostaną zderzeni ze światem nędzy, lecz tylko jedno z nich zabierze ze sobą we wspomnieniach jego skrajny i przerażający obraz. Autor sugeruje, że konfrontacja z tą samą rzeczywistością może zupełnie inaczej rezonować w umyśle. Że podobne doświadczenie wcale nie musi takie być  – jeśli jest odbierane i interpretowane przez pryzmat innych doznań kształtujących wrażliwość oraz światopogląd. Najmocniej będzie do widoczne wtedy, kiedy Ouariachi przeniesie nas w inny rejon problematyki swojej książki. Ze świata biedy Alexander, wspaniały filantrop, wydostaje dzieci, którym w Holandii chce umożliwić nowe, godne życie. Choć stara się ocenić potencjał podopiecznych, kierując się swoimi zasadami przy wyborze „ocalonych”, nie w każdym przypadku udaje mu się tego dokonać. Z jednym z dzieci wiąże się historia, która zmienia wszystko. A także wpływa na relacje Aurélie i Alexandra, wcześniej kochanków, potem w specyficzny sposób przedstawionych antagonistów, kiedy wspólnie stworzą książkę. O życiu Alexandra, jego rozgoryczeniu, lecz także o tym, jak inaczej zdefiniować pedofilię.

To jedno słowo elektryzuje na tyle, że z różnych powodów na pewno przyciągnie uwagę do tej powieści. Inspirowanej życiem i poglądami kogoś, kto tak jak Alexander gotowy jest udowadniać, że zjawisko pedofilii jest niesłusznie tabuizowane i atawistycznie krytykowane w naszej kulturze. Ten aspekt „Głodu” nie będzie szantażował czytelnika skrajną kontrowersyjnością, choć czytanie fragmentów, w których Alexander, rozważając stosunek do pedofilii, ryzykownie oraz konfrontacyjnie opowiada o ludzkiej hipokryzji, z pewnością pozostawi trwały ślad i wpłynie na sposób odbioru powieści. Czy Jamal Ouariachi nie podejmuje zbyt dużego ryzyka, łącząc w „Głodzie” kilka różnych problemów, by pokazać, w jak różnym stopniu elektryzują one społeczeństwo? Pozornie wydaje się, że powieść porusza tematy, które tylko na pierwszy rzut oka się łączą. Ale, jak już wspomniałem, jest to narracja opowiadająca o bardzo silnej relacji naznaczonej mnóstwem emocji, wokół której układają się kalejdoskopowo, jednak w przemyślanym porządku, coraz bardziej trudne oraz kontrowersyjne kwestie.

Ojciec Alexandra mówi synowi, że „każdy z nas wymyśla swoją własną historię dobra i zła”. Tak tu trochę jest, bo „Głód” to nie tylko opowiada o relatywizacji pewnych pojęć oraz postaw, ale pozwala nam przyjrzeć się skrajnie różnym życiowym wyborom, które łączą się ze sobą, bo dwoje głównych bohaterów – jak wspomniałem – tworzy razem książkę. Jej wydanie zmieni wszystko. W fascynujący sposób opowiada Ouariachi o zbliżeniu dwojga ludzi, których połączy pozornie prosta fascynacja. Jednak najbardziej fascynujące będzie obserwowanie, co wyłania się z tego potem i w jaki sposób kochankowie oddalają się od siebie. Podobnie idea pomocy humanitarnej daleka jest od tego, co niesie bezpośrednie doświadczenie nędzy, na którą ci przypadkiem urodzeni w dostatniej części świata, nie muszą zwracać uwagi, jeśli tylko wyrzuty sumienia uciszą donacją lub symbolicznym aktem solidarności z biedą, której nie doświadczają i nie rozumieją.

„Głód” oskarża i prowokuje. Stawia pytania o to, czy zasługujemy na świat pełen przywilejów, czy rozumiemy oferowany przez niego komfort, czy jesteśmy gotowi wyjść poza granice percepcji ukształtowane przez coś, czego czasem nie doceniamy. Jamal Ouariachi snuje też rozmyślania o tym, co czyni kulturę Zachodu oraz jej uwarunkowania fasadowymi, a niekiedy niebezpiecznymi. Wszystko przy zastosowaniu dynamicznej narracji, której główny nurt przeplatany jest różnorodnymi stylistycznie fragmentami, bo holenderski autor chce uczynić swoją powieść zróżnicowaną formalnie. W zderzeniu biedy z intelektualizmem dochodzi do konfrontacji, które tutaj sygnalizowane są także przez zmianę sposobu opowiadania w zależności od prezentowanego problemu. „Głód” od początku do końca pozostaje enigmatyczny. Znakomita książka z rodzaju tych, które niosą w sobie trudny do zaakceptowania niepokój czytelniczy.