Pages

2010-09-19

"Black Bazar" Alain Mabanckou

PATRONAT MEDIALNY
Czy wobec książki z czarnym tyłkiem oklejonym plasterkami w barwach Francji można przejść obojętnie? Nie, bo to przecież nowy Mabanckou, zatem trzecia barwna i intrygująca rozprawa z zastaną rzeczywistością jednego z ciekawszych francuskojęzycznych pisarzy współczesnych. O czym będzie tym razem? O kolorach skóry, o imigracji, o absurdach Europy połączonych z absurdami Afryki. O kolonizacji i jej skutkach, o wzajemnych zależnościach napływowej ludności Europy i jej rdzennych mieszkańców. O nietolerancji i trudach życia na obczyźnie. O człowieku widzianym od strony B, strony tyłka. I jak zawsze u autora o literaturze i kulturze wysokiej, do których nawiązania znajdziemy w opowieściach prozaicznych i przyziemnych. Opowiadający o tym nie zabiera się jednak do omawiania wspomnianych problemów od dupy strony. Bynajmniej. Mabanckou tworzy prozę pozornie chaotyczną, a naprawdę niezwykle dojrzałą nie po raz pierwszy. Frontalnie atakującą. Francję, Afrykę, mentalność ludzką na obu kontynentach.

Tym razem – po Kielonku i Grégoire – poznajemy niezwykłego znawcę kobiecych pośladków i lędźwi, niejakiego Zadkologa. Refleksje nad ludzkimi zadkami bynajmniej nie są marginalne, wszak „wiedza o tyłku istnieje od zarania dziejów, od kiedy Adam i Ewa odwrócili się plecami do Stwórcy”. Bliżej Zadkologowi do Kielonka niż psychopatycznego Grégoire’a, bo i konstrukcja „Black Bazaru” przypomina nieco pierwszą wydaną w Polsce książkę autora. Bar „Śmierć kredytom” zastępuje „Jip’s”, a opowieściom zasłyszanym w dalekim Kongo idą w sukurs historie paryskich emigrantów, bo to ich życie tworzy tak naprawdę fabułę książki. Jednak „Black Bazar” to nowa jakość, nic wtórnego – prześmiewcza i ironiczna opowieść o ucieczce od tożsamości i o tym, co tę tożsamość kształtuje. Zwłaszcza w przypadku afrykańskiego emigranta, który musi odnaleźć się w nieprzyjaznej mu francuskiej stolicy.

Zadkolog stara się stać gdzieś obok życia i jego problemów. Perspektywa obserwatora wydaje się trafna, bo przecież tylko tak można opowiedzieć o problemach, z jakimi chce się on mierzyć. Bohater w bardzo szybkim tempie przystosował się do życia w nowym kraju. Szykowne stroje, dobre perfumy, butna mina i pewność siebie. Wszystko ukryte pod fikcyjną tożsamością, bo tylko afrykański szwindel dokumentami pomógł mu wydostać się z Czarnego Lądu i znaleźć szczęście we Francji. Szczęście? Zadkolog jednak nie jest człowiekiem szczęśliwym. Jego pusta kawalerka, czarny bazar, przez który przewinęło się tak wiele różnych postaci, przypomina o rozczarowaniach i smutku. Jego życiowa wybranka, Pierwotna Barwa, czarująca czarnulka, wybrała mężczyznę walącego w tam-tamy i przypominającego o dzikości kultury, jaką emigranci próbują ukryć przed cywilizowanym Zachodem. Nie dość, że go wybrała, to jeszcze zwinęła córeczkę Zadkologa i z nowym ukochanym zwiała do ojczyzny. A Zadkolog pozostał sam. Ze swoimi problemami, lękami, frustracjami. Nie pozostaje mu zatem nic innego jak o nich napisać przy założeniu, że lepiej będzie ubarwić treści tym, co opowiedzą mu inni. A opowiadają bardzo wiele. Układa się z tego historia wielowątkowa, ale przede wszystkim zaszyfrowana. Autor „African Psycho” nie ma najmniejszej ochoty na to, by tłumaczyć się ze swej twórczości, a to, o czym pisze może sobie być rozpatrywane na wiele różnych sposobów. „Może właśnie to powinien uczynić każdy artysta, zanim się przekręci. Nie pozwolić innym definiować własnej twórczości. Porozrzucać tu i tam klucze do swego dzieła, tak by zawodowe paple nie mogły zdeformować doświadczeń całego życia i mozolnej pracy”. Mabanckou na ponad dwustu stronach rozrzuca zatem tropy i klucze. Jest ich tak wiele jak wiele problemów opisują bohaterowie książki. I tym, co wyróżnia „Black Bazar” jest takie ujmowanie owych problemów, że do końca nie jesteśmy pewni, które wydają się poważne.

Chociaż pisarz po raz trzeci daje świadectwo swego niepowtarzalnego poczucia humoru i umiejętności stosowania autoironii, nie jest „Black Bazar” książką zabawną. Ta powieść dość specyficznie rozprawi się z problemem pozornego triumfu najeźdźcy i krzywdy najeżdżanego. Relacje Zadkologa ze swym sąsiadem Hipokratesem najczytelniej oddadzą zasadnicze pytanie nowej książki Mabanckou. Czy kolonizacja przyniosła Afryce wyzwolenie? Czy cywilizowany Europejczyk różni się tak naprawdę od wierzącego w gusła i zabobony Afrykanina? Dlaczego czarni kupują produkty do demurzynizacji, a niektórzy biali próbują być bardzo afrykańscy? Czy dziura budżetowa Francji nie jest tak samo wielkim problemem jak brak demokracji i poszanowania praw obywateli w Kongu? W końcu – jakim prawem dramatyczna historia Afryki i Europy ma na wieki wskazywać triumfujących i poszkodowanych? Nie sposób wypiąć tyłka i lekceważyć wszystkiego. Bo choć tyłek jest ważny i dużo mówi o człowieku, więcej powie o nim jednak jego twarz i naprawdę nie jest istotne, czy jest biała czy też czarna.

Wydawnictwo Karakter, 2010



KUP KSIĄŻKĘ

2 komentarze:

  1. "Kielonek" bardzo mi się podobał, więc i po te na pewno sięgnę.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że i mnie Pan Mabanckou przypadnie do gustu - już wkrótce otrzymam "Africana Psycho". Książki wydane przez Karakter przykuwają uwagę swoimi niecodziennymi okładkami, również ta - "czarnego tyłka z plastrami w kolorach mapy Francji" ;))
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń