Pages

2010-09-05

"Nie ma o czym mówić" Marta Szarejko

PATRONAT MEDIALNY
Jeśli ktoś odnosi wrażenie, iż polska literatura współczesna głównie kreuje nową rzeczywistość zamiast ją imitować, winien niezwłocznie sięgnąć po interesujący debiut Marty Szarejko. „Nie ma o czym mówić” to zbiór epickich „podsłuchańców”, w których autorka odwzorowuje nie tylko świat, ale przede wszystkim język, jakim można o tym świecie opowiadać. Cyganka opowiadająca sny, przezroczysty Jerry, Jan ogarnięty manią sprzątania i porządkowania, warszawski mafiozo Don Ivo czy Marzenka z autobusu linii 106 to tylko niektórzy bohaterowie tej barwnej opowieści rozpisanej na wiele głosów. Szarejko nie buduje fabuły, ona przede wszystkim oddaje głos tym, którzy takie fabuły tworzą. Otrzymujemy polifoniczny pamiętnik neurotyków, samotników, osaczonych i zagubionych, kochających, tęskniących i pragnących szczęścia. Ważne jest, że ta książka pozwala mówić wszystkim tym, którzy na co dzień głosu nie mają, a ich losy obchodzą nas w takim samym stopniu jak migające na ekranie telewizora wieści o nieszczęściach i euforiach przeżywanych przez kogoś tam i gdzieś tam.

„Nie ma o czym mówić” jest zbiorem opowieści niespełnionych. Zbiorem, w którym nie liczy się finał opowiadanej historii, a sam proces jej opowiadania. U Szarejko „dziać się” oznacza „żyć”. Naznaczone frustracjami i osobistymi tragediami historie budują specyficzną językową wieżę Babel. Porozumienia między tymi, którym Szarejko oddaje głos nie ma, ale nie chodzi o porozumienie – wszak łączy ich wiele, ale tak naprawdę dzieli jeszcze więcej. W tych specyficznych narracjach prawdopodobnie chodzi o zaakcentowanie napięcia, jakie rodzi się pośród słów tak nieumiejętnie próbujących nazwać ludzkie przeżycia. Ludzie, którym autorka oddaje głos, to życiowi outsiderzy, a także ludzie zależni od innych. Nieprzypadkowo luźne historie zamieniają się potem w specyficzny raport z miejsca, w którym nieporadni podporządkowani są innym, a ich opiekunowie niekoniecznie dają poczucie pewności i bezpieczeństwa. Świat z „Nie ma o czym mówić” to pensjonat wiecznej udręki, w którym żyć nie sposób, ale poza który także wyjść się nie da. To opowieść o pułapkach, jakie zastawiamy sobie sami na siebie i o niemożności wydostania się z opresji. Jednocześnie to książka o tym, w jaki sposób można szukać drogi ucieczki. Większość bohaterów tego zbiorku bowiem to ludzie wędrujący i poszukujący. W tym znaczeniu zatem autorka opowiada o drodze do spełnienia, na której świat stawia coraz więcej przeszkód.


Marta Szarejko w swej debiutanckiej książce przemierza rozmaite przestrzenie. Bary, dworce, kawiarnie, ulice. W przestrzeniach tych rozgrywają się jej gry słowne. Bo „Nie ma o czym mówić” to także specyficzna układanka słów, kwestionujących wzajemnie swoje znaczenie i uzupełniających się. To słowa na wolności w świecie, w którym wolność jest tylko pozorna. Dzięki temu prozatorskie formy wypełniające książkę są jednocześnie w większości czymś na kształt poetyckich etiud. Przecież nie sztuką jest po prostu opowiadać, trzeba w tych opowieściach ukryć coś niepowtarzalnego. Z pewnością jeśli chodzi o debiut Marty Szarejko jest o czym mówić i mówić warto, bo to niezwykłe świadectwo tego, jak bardzo lojalna wobec życia może być proza i jak jednocześnie potrafi o tym życiu opowiadać w sposób symboliczny.


Wydawnictwo AMEA, 2010


KUP KSIĄŻKĘ

3 komentarze:

  1. A to mnie zaciekawiłeś
    mag

    OdpowiedzUsuń
  2. Marta nie umie tworzyć. Potrafi tylko odtwarzać.

    OdpowiedzUsuń
  3. To ciekawe, chyba znam autorkę (jeśli jest córką lekarza i historyka polskiej medycyny). Nie widziałam książki, poszukam i kupię.

    OdpowiedzUsuń