Pages

2016-06-24

"Koniec warty" Stephen King

Wydawca: Albatros A. Kuryłowicz

Data wydania: 8 czerwca 2016

Liczba stron: 480

Tłumacz: Rafał Lisowski

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 38,50 zł

Tytuł recenzji: Koniec, który rozczaruje

Każdy, kto zamykał "Znalezione nie kradzione", przeżył dreszcz emocji i nadzieję na genialną kontynuację. Oto bowiem seryjny morderca, Brady Hartsfield, ujawnia niezwykłe zdolności, wpływając na ruch przedmiotów wokół niego. Każdy miał nadzieję na to, że nie tylko umiejętności telekinetyczne ożywią – symbolicznie – przykutego do łóżka bohatera, który nadawał ton dynamicznej narracji „Pana Mercedesa” i był świetnym spiritus movens „Znalezionego nie kradzionego”, najlepszej książki tryptyku nazwanego detektywistycznym. Tymczasem „Koniec warty” to klapa i rozczarowanie na wielu możliwych poziomach. Otrzymujemy powieść, gdzie King usiłuje dość nieudolnie zamknąć historię, dla której zamknięciem – poza ostatnimi zdaniami – była już druga powieść cyklu. W tej, niestety, nieprawdopodobieństwa mnożą się na wielką skalę, bujdy na resorach przebijają jedna drugą, a całość stanowi bardzo przewidywalną opowieść, w której nie zaskakuje właściwie żaden rozdział. To, co może skupiać uwagę, to wielość niedorzeczności, którymi Stephen King raczy nas w powieści o tym, jak w niezwykły sposób odbudować swoją tożsamość i jak popchnąć innych na skraj przepaści, poza którą nie ma już niczego, bo życie przestaje mieć jakąkolwiek wartość.

Bill Hodges – w tej części wyjątkowo nijaki – zmaga się z poważną chorobą oraz przeczuciami, że sprawa Brady’ego nie została należycie zamknięta. U jego boku oddana i ambitna Holly – dużo mniej labilna emocjonalnie niż w poprzednich częściach i równie dynamiczna, jedyna warta uwagi kreacja w tej powieści. Hodges mierzy się z tajemniczymi zgonami, za którymi ktoś może stać. Jedną z ofiar jest Martine Stover – kobieta będąca w paraliżu po brawurowym ataku Hartsfielda na tłum czekający przed City Center. Ona i jej matka umierają nagle. Wszystko wskazuje na samobójstwo, ale pojawiają się niejasności. Obie kobiety były zadowolone z życia mimo trudnego losu i przekonania, iż nic się nie odmieni. Ktoś wpłynął na ich świadomość i spowodował śmierć. To dopiero początek dramatycznej gry. Toczonej między Hartsfieldem a Hodgesem w przestrzeni, której nie moglibyśmy sobie wcześniej wyobrazić.

To, co King robi z zabójcą z mercedesa, przyprawia doprawdy o zawrót głowy. Brady przechodzi potajemnie eksperymentalną kurację. Skomplikowana relacja lekarza z pacjentem mocno w duchu frankensteinowskim wywołuje szereg zaskakujących wydarzeń, z których najbardziej nieprawdopodobne stanowią trzon innej historii. Opowieści o tym, jak w XXI wieku można uwieść ludzi na odległość i jak za pomocą nowoczesnych technologii narzucić im ogląd świata. Co więcej – skutecznie zachęcić do odebrania sobie życia. Bo tak całkiem na poważnie King snuje gorzkie rozmyślania o tym, jak bardzo podatni na wpływy mogą być ludzie z kompleksami, co można z nimi zrobić i jak pokierować, by zamienić ich życie w koszmar. „Koniec warty” to opowieść o tej mrocznej sferze ludzkiej natury, którą zdajemy się kontrolować i zapominamy o skłonnościach autodestrukcyjnych, mając wyraźnie nakreślony życiowy azymut. Tych, których zmanipuluje Hartsfield, widzimy w sytuacjach granicznych, ale także w takich, kiedy dają się uwieść pewnemu elektronicznemu gadżetowi. To tu rozmywa się całkowicie wiarygodność powieści. Stephen King żegluje w jakieś szaleńcze rewiry. To jego cecha dystynktywna z licznych poprzednich narracji, ale tym razem rzecz ociera się o absurdy. Opowieść o tym, co może Brady, wiąże się z historią uzależnienia od konsoli do gry, łączy ze stroną internetową i wiedzie na manowce, bo nie ma w tym wszystkim ani mistyki, ani metafizyki, nie ma po prostu sensu i zdarzenia kleją się ze sobą na siłę, a my bezradnie przyglądamy się temu, w jaki sposób amerykański pisarz pogrąża się w swej najnowszej narracji.

„Koniec warty” ma być powieścią z rozwiązaniami radykalnymi. Wystarczy nam znajomość kilku zdań z okładki, by podążać za bohaterami ze znudzeniem. Męczą nie tylko przekombinowane historie i przekonanie o tym, że właśnie teraz King łączy ze sobą fanów powieści realistycznych i tych wcześniejszych, w których mimo wszystko panowała jakaś logika oraz atmosfera niezwykłości. W nowej książce nie ma ani jednego, ani drugiego. Autor nie sili się na to, by pokazać jakieś inne relacje między bohaterami niż te, które znamy. Wiemy, że będzie to powieść o zemście, ale nie spodziewamy się, jak bardzo można uczynić fabułę abstrakcyjną, by motyw zemsty dokonał się w możliwie oryginalny sposób. „Koniec warty” męczy również tym, że powiela wzory zachowań czy relacji międzyludzkich, które znamy z poprzednich powieści o zabójcy z mercedesa. Tym razem zabójstwa będą mieć innych charakter, King zasugeruje kilka oczywistych tez dotyczących ludzkiej podatności na wirtualne wpływy, będzie chciał uczynić Brady’ego mistrzem kamuflażu i narracyjnych wolt, a w gruncie rzeczy oddaje do naszych rąk dość nudną opowieść z przesłaniem, które jest zbyt czytelne. To nie jest już narracja ‘Znalezionego nie kradzionego’, gdzie sugerowane były rozmaite tezy i gdzie bawiła oraz intrygowała wielowątkowość. Tutaj mamy nieco śnięte rybki komputerowe, niezbyt rozgarniętego Hodgesa (pewnie z racji choroby), miniwykłady o tym, że każdego i zawsze można zmanipulować na odległość, oraz finał ujęty w klasyczne ramy, takie boleśnie przewidywalne zakończenie. Nic nie można wziąć dla siebie, bo wszystko jest wytłumaczone i objaśnione. Poza tym „Koniec warty” tonie w męczących retrospekcjach. Czytelnicy poprzednich powieści cyklu będą tym śmiertelnie znudzeni. Ci, którzy nie znają poprzednich książek, zagubią się w mnogości przywoływanych zdarzeń.

Trzecia książka cyklu detektywistycznego Kinga to taka opowieść o tym, co było, która stanowi sporą część objętości. To szkolna rozprawka o tym, ilu zagubionych frustratów można doprowadzić do zguby i jak niewiele do tego potrzeba. To także książka o bohaterze, który umiera, ale tak naprawdę nie umiera. Także o kimś, kogo śmierć na pewno dopadnie. O tym, że walczymy ze złem do ostatniego tchnienia, i o tym, że szpitalny humanitaryzm w traktowaniu ludzkiego potwora nie spowoduje, że ominie go odpowiedzialność za swoje czyny. „Koniec warty’ jest dydaktyczny i przekombinowany. Smutne, że po lekturze niewiele w nas pozostaje. Nie ma wyrazistych postaci ani czytelnie nakreślonych zdarzeń. Z tej powieści naprawdę wieje nudą i to mnie zaskoczyło. Książka jest letnia i wcale nie w tym znaczeniu, że zaserwowana nam na początku lata. Duże rozczarowanie i ulga, że tak komponowana dalej historia wreszcie dobiega końca.

4 komentarze:

  1. Dlaczego uważasz, że usiłuje zamknąć tę historię nieudolnie? A jakie byłoby udolne zakończenie? Dla mnie Bill akurat od początku był nijaki, więc to żadne zaskoczenie. Taki zwykły misiek na emeryturze. Z jednym się zgadzamy Holly jest warta uwagi, moja ulubiona postać. I z drugim - powieść jest przewidywalna. Poza tym nie zgodzę się, ani z nieudolnością, ani z niedorzecznością. King w wielu powieściach ociera się o absurdy, ale właśnie dlatego jest tak poczytny :) Ja nie byłam bezradna, byłam zafascynowana, a zakończenie nie przyniosło mi żadnej ulgi, tylko rozpacz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Autor zaproponował w cyklu konwencję powieści detektywistycznej z prawdopodobną fikcją literacką. Poziom realizmu spada, a im dalej - tym jest go coraz mniej. Powinna być konsekwencja - zwłaszcza, gdy rusza się temat samobójstwa, rzecz poważną i niezbyt fortunnie osadzoną w scenerii jakichś idiotyzmów o teleportacji duszy i umieraniu bez umierania. A w ostateczności wystarczy rozjechanie Brady'ego ciężkim sprzętem - jakie to nieprzystające do cudów-niewidów wymyślonych wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. King wrócił do swoich mało realistycznych rozwiązań, jakimi faszeruje nas całe swoje życie. To źle? Czy wszystko musi być tworzone zgodnie z konwencjami? Ja się najadłam. Troszkę mdliła mnie przewidywalność, ale cóż, starość, nie radość ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo wciągający opis książki:) Przekonałam się do niej. Pomóżcie mi tylko znaleźć tańszy serwis niż ten http://aros.pl/ksiazka/koniec-warty ? Bo nie moge nigdzie znaleźć taniej tej książki a budżet na lekturki wyczerpany :P

    OdpowiedzUsuń