Pages

2018-06-26

„Stanie płatne” Gauz


Wydawca: Claroscuro

Data wydania: 13 maja 2018

Liczba stron: 190

Przekład: Gabriela Hałat

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 33 zł

Tytuł recenzji: Patrząc

Nie wiem, jak to naprawdę jest w paryskich sklepach i klubach, ale Gauz stawia tezę, że stolica Francji zatrudnia tylko czarnych ochroniarzy. Autor z Wybrzeża Kości Słoniowej zebrał swoje doświadczenia i obserwacje, pisząc interesującą książkę przełamaną kilkoma wstawkami – wyliczeniami. To one tworzą dynamikę tej narracji, w nich jest też najwięcej jadowitej ironii i specyficznego poczucia humoru autora. Człowieka, który przez lata był kimś niewidzialnym w społeczeństwie francuskim. Imigrantem z Afryki, którego nie ma. A jednak był i bardzo boleśnie odczuwał swoją egzystencję. Nie będzie to jednak historia frustrata pokazującego środkowy palec sytej społeczności, do której wszedł dzięki związkowi małżeńskiemu z Francuzką. Nie, „Stanie płatne” to niebywale inteligentna książka o tym, ile mrocznych aspektów kryją w sobie globalizacja, hedonizm oraz nihilizm XXI wieku oraz polityczna poprawność każąca odwracać wzrok od tego, co niewygodne. To też narracja o tym, że lata kolonizacji francuskiej wciąż na nowo odbijają się na kształcie społeczeństwa, na nowo antagonizują i wciąż utrzymują w sile tę bolesną dychotomię wyznaczoną kolorem skóry danego człowieka.

Zatem czarny ochroniarz w Paryżu – to błyskotliwy punkt wyjścia. Dlaczego? Okazuje się, że z czegoś, co jest charakterystyczną cechą miasta, można stworzyć frapujący fresk obyczajowo-społeczny. Ważna jest perspektywa tego, który obserwuje. Obserwator to chyba najważniejsza z hasztagowych treści umieszczonych na świetnej okładce. Miejsca, które należy chronić, to także rezerwaty ludzkich osobliwości. Tam można przez chwilę kogoś grać, tam też można pokazać się takim, jakim jest się naprawdę. Miejsca przyciągające różnego rodzaju dziwaków, frustratów i wariatów, którzy uznają, że noc z drinkiem należy do nich albo alejka sklepowa jest ich własnością, bo mają w kieszeni cenną kartę płatniczą. Z perspektywy ochroniarza Gauz portretuje paryską różnorodność, w której nie umiemy się ze sobą porozumiewać, choć mamy wspólne priorytety. A jednak podziały są w centrum zainteresowania autora. Ukazywane przez pryzmat tego, jak zachowują się ludzie na wyprzedażach, w znanej paryskiej perfumerii czy spacerujący po ulicy. Okazuje się, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko dla promocji. Ważne jest to, jak pachniemy, choć niekiedy nie widać nas spod czarnych strojów. Chcemy kupować, bo to zwalnia od myślenia. I w tym szalonym tyglu dzielimy się z zupełnie niezrozumiałych powodów.

A może jednak te powody są całkiem konkretne, lecz nie trzeba ich czytelnie punktować? Na to pytanie odpowiadają trzy narracje obrazujące stosunek Francuzów do cudzoziemców z Czarnego Lądu. Przemiany w postrzeganiu przez Francuzów imigracji widzimy z perspektywy… paryskiego akademika. Dostrzegamy, że nie jest łatwo odnaleźć się w kraju, wobec którego z natury ma się pewne czytelne oczekiwania. Patrząc na rzucającą się w oczy reklamę Western Union, której hasło może posłużyć jako punkt wyjścia dla rozprawy na temat licznych upokorzeń, dostrzegamy wieloznaczność pozornie jasnego komunikatu. Koncentrujemy się wokół upokorzeń doświadczanych przez czarnego człowieka w kraju, w którym jest on czasem tylko numerem ewidencyjnym i składową „sporej ilości siły roboczej”, która nagle potrzebna wymusza proces rekrutacji, do jakiego nie stają biali ludzie. Gauz rozpoczyna od opisu kolejki czarnoskórych mężczyzn, by potem sportretować dwie historie – jeden z bohaterów uciekł przed gettem i stygmatyzacją, drugi mógł się rozwijać w swojej ojczyźnie i decyzja o życiu we Francji mogła być zaskakująca.

Kassoum i Ossiri to tacy dwaj przewodnicy po świecie, któremu nikt nie chce się przyglądać. Gauz stawia pytania o to, czym uzasadniony jest rasizm, jak trwała jest jego struktura, ale przede wszystkim diagnozuje przyczyny niemożliwości pełnego społecznego funkcjonowania ludzi o czarnym kolorze skóry. Różnice zaznaczane tym kolorem ciekawie podkreśla opis podmiejskiego osiedla. To przestrzeń dla tych mało wymagających i z marginesu w Europie. Wybrzeże Kości Słoniowej taką przestrzenią oddzieliłoby bogatych od biednych. Brak co prawda jakichś głębszych analiz stanu niesprawiedliwości społecznej i podziałów, ale Gauz bierze pod lupę przede wszystkim mentalność ludzką, zaskakujące sposoby wyrażania siebie. Zarysowuje mechanizmy umożliwiające podziały i okoliczności prowadzące do tego, że od zawsze mają się one bardzo dobrze. Przez pryzmat widzenia sklepowego ochroniarza portretuje jednak ludzką śmieszność. Tak, „Stanie płatne” to przecież książka dowcipna, choć wydobyła się z pewnego rodzaju krzywdy i chce opowiedzieć o tym, jak krzywdzony widzi oblicza niesprawiedliwości. Oblicza Paryża, który wciąż jest wieżą Babel – przyciąga różnorodność, ale każe też ustanawiać jakieś niezrozumiałe podziały wśród nieporozumień. Gauz łączy rozważania o nietolerancji oraz nierównościach z doskonałym portretowaniem konsumpcjonizmu. Nadaje mu wiele oblicz. Skrywa pośród licznych definicji. Dzięki uważnym obserwacjom nabiera do ludzi i dystansu, i empatii. A jednak jest wyraziście buntowniczy w swym pisaniu. Bo ta książka jest wyrazem buntu, lecz także próbą diagnozy niebywale skomplikowanej współczesności, w której ścieramy się ze sobą coraz częściej, równie często odwołując do tolerancji, poszanowania praw i szacunku dla drugiego człowieka.

Czy postrzegamy rasy ludzkości jako pewną ustaloną hierarchię? Z czego wynika fakt, że imigrant tak często jest niewidzialny, a nawet problematyczny? Co się stanie, kiedy dopuści się do głosu kogoś, kto ma tylko patrzeć i być czujnym, a okazuje się, że ta czujność jest innego rodzaju, doskonale wyławia absurdy i bolączki społeczeństwa różnorodnego miasta, które bardzo chciałoby tuszować niewygodne problemy? Czytanie Gauza pociąga za sobą wiele pytań. Co jest manierą, co religią, a co fetyszem społeczeństwa zachodnioeuropejskiego w XXI wieku? Co symbolizuje kolor skóry, z jakim rodzajem stygmatyzowania jest związany? W końcu – dokąd zdążamy w tym kapitalistycznym pędzie z historią podboju i wykorzystania, a także z doskonale wypracowaną tendencją do tego, by nie widzieć wszystkiego, co problematyczne? Gauz prowokuje, ironizuje, bawi, lecz przede wszystkim twórczo przekształca trudne doświadczenia życiowe, by powiedzieć Francuzom, jacy są naprawdę, i by pokazać, czego Paryż może się wstydzić. Robi to nawet lepiej niż Sabri Louatah, bo tworzy rzecz krótką, zwięzłą i bardzo dosadną. Świetna, dynamiczna narracja. Wielogłosowa opowieść o istocie afrykańskiej tożsamości w zachodniej Europie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz