Pages

2021-08-26

„Siostry z Szanghaju. Trzy kobiety, trzy drogi do władzy i wszechpotężne Chiny” Jung Chang

 

Wydawca: Znak

Data wydania: 11 sierpnia 2021

Liczba stron: 456

Przekład: Anna Gralak

Oprawa: twarda

Cena det.: 59,99 zł

Tytuł recenzji: Najbliższe, najsilniejsze

Jung Chang z dystansu – rzeczywistego i symbolicznego – opowiada nam o swojej ojczyźnie przez pryzmat życiorysów kobiet pomnikowych, a jednocześnie niezwykle tajemniczych i nieodgadnionych w części swoich poczynań. Ta książka to intrygująca historia tego, czym jest chińska mentalność, co wywołuje wobec niej od wieków podziw i zachwyt. Jeśli tak ją odbierać, będzie to specyficzna opowieść o patriotyzmie – pełnym różnego rodzaju wątpliwości, ale też pasji odkrywania i interpretowania tego, co niejasne oraz kontrowersyjne. Jednak „Siostry z Szanghaju” przede wszystkim imponuje faktografią i umiejętnością opowiadania w niezwykle frapujący sposób historii o charyzmatycznych Chinkach, które świetnie poradziły sobie w różnych społecznych, a przede wszystkim politycznych rolach. Chang będzie również fantazjować o tym, co wciąż porusza chińską wyobraźnię. Czy są to życiorysy ludzi niezłomnego charakteru i nietuzinkowej asertywności? Czy to oni ukształtowali chińską państwowość? A może najważniejsza w opowieści o siostrach Soong jest kwestia bezkompromisowości bycia sobą w opozycji do systemu, który w różnych odsłonach wciąż stawiał na kolektywizm, pozwalając wybijać się tylko jednostkom odpowiedzialnym zwykle za nazywanie i określanie świata dla reszty społeczeństwa?

A jeśli spojrzeć na tę książkę jako na świadectwo feminizmu? Przecież opowieść rozpoczyna się od wspomnień o tym, że prowincjonalne Chiny kaleczą i obwiązują stopy kobietom. Finałem historii są już opisy tego, że chińskiej kobiecie można postawić mauzoleum. Że chińska kobieta może być jedyną pośród wpływowych dla historii mężczyzn, którzy będą liczyć się z jej zdaniem. Biografie sióstr Soong to w pewnym sensie trzykrotne potwierdzenie tego, jak znaczące mogą być u boków mężów kobiety, którym społeczeństwo wyznaczyło określone funkcje. Tymczasem Jung Chang opowiada nie tylko o tym, w jaki sposób Ei-ling, Ching-ling i May-ling osiągnęły coś niewyobrażalnego dla przeciętnej chińskiej kobiety. Nie tylko o tym, że przeciętność w każdym możliwym wymiarze była im obca. Najciekawsze w tej książce było dla mnie śledzenie wzajemnych relacji sióstr. Tego, jak w gruncie rzeczy niewiele czasu poświęciły sobie, jak zawikłane były ich wzajemne stosunki. Chang obrazuje te nieliczne chwile zbliżeń, sugerując jednocześnie, że to, co siostry łączyło – siła ich niezwykłych osobowości i asertywność – było w dużej mierze tym, co je w różnych okresach życia jednak oddalało. „Siostry z Szanghaju” to pełna dramatyzmu, choć opowiadana z faktograficznym dystansem i ujmującą rzetelnością, opowieść o wzajemnym przenikaniu się, uzupełnianiu i rywalizacji. I tak odczytywana książka w wyobraźni odbiorcy zaznacza się najmocniej. Zwłaszcza że nie zawsze czytelne i zrozumiałe są motywy postępowania sióstr wobec siebie nawzajem. Wtedy najczęściej pojawia się pytanie o to, czy ta najbliższa rodzinna relacja nie stała się czymś publicznym, a przez to pozbawionym czułości. Bo przecież siostry wzajemnie się wspierają, ale i rywalizują. W ich relacjach na równi z poczuciem tego, że są sobie coś winne, pojawia się element groźnego zwalczania się. Wszystko w niepokojąco skomplikowanych realiach, w których kontynentalne Chiny decydowały o swojej tożsamości państwowej.

Ojciec sióstr bardzo dbał o to, by panować nad emocjami. Uczył tego córki, a każda z nich wykorzystała jego naukę w odmienny sposób. Jung Chang usiłuje odsłonić te momenty, w których siostry Soong zdecydowały się jednak poddać emocjom. Portretuje chwile, kiedy miały do dyspozycji tylko to, co czują, wraz z gruntowaną powoli pozycją u boku swoich mężczyzn. Żadna z nich tak naprawdę nie stała się klasyczną żoną, każde małżeństwo było skomplikowaną grą o wpływy. O ile związki te zaznaczały się na politycznej i gospodarczej mapie Chin, o tyle Chang portretuje głównie ich mapy mentalne. Wobec wyzwań i przemian geopolitycznych zawikłane relacje w związkach sióstr Soong wybrzmiewają dużo bardziej ciekawie, gdy weźmiemy pod uwagę to, że są momentami opowieściami o tym, jak silny związek władza może mieć z egzystencjalną samotnością i jak mocno uwarunkowania życiowe pierwszej państwowej pary powiązane są z emocjonalnymi kompromisami.

Czy były szczęśliwe? Czy na pewno spełnione? Czy nakreślona niemożność macierzyństwa to największa bolączka i najbardziej przejmujący brak, z jakimi musiały się prawie wszystkie borykać? Jung Chang jest mistrzynią opowieści z jednej strony bardzo czytelnej, punktującej, lojalnej wobec historii i imponującej bibliografii. Z drugiej jednak – chce wciąż na nowo odsłaniać te momenty, w których siostry Soong zachowywały się enigmatycznie albo równie enigmatycznie rysował się wówczas ich stan emocjonalny. Kiedy wydają się nazbyt niedostępne, autorka stara się odsłonić tyle, by usatysfakcjonować czytających, ale pozostawić ich z kilkoma pytaniami. Gdy pojawia się pytanie o to, czy były bardziej kosmopolitkami, czy patriotkami, Chang również nie ułatwia odnalezienia prostej odpowiedzi. Dlatego to od początku do końca historia bardzo intymna, a jednocześnie faktograficzna i reporterska narracja o tym, jak kształtował się krajobraz polityczny Chin. Monarchia, republika, kostyczna era militarystów. Czy Chiny ewoluujące, ale wciąż oddalone od prawdziwej wolności obywatelskiej, były miejscem, w którym siostry Soong mogły odnaleźć własną wolność?

To również opowieść rozpięta między dwoma kontynentami, jeśli przyjrzeć się bliskości Stanów Zjednoczonych i ich roli w życiu sióstr. Od momentu, w którym Ameryka nie chce wpuścić do siebie najstarszej Ei-ling, po czas, w którym najmłodsza odnajdywała spokój jesieni życia z dala od Szanghaju. Autorka świetnie oddaje wzajemne przyciąganie i odpychanie krajów będących jakby osobnymi trampolinami dla sióstr. Ich życiorysy stały się dynamiczne także w wyniku tego, jak dynamicznie układały się relacje Chin z resztą świata, również z Rosją sowiecką – jej wpływy na politykę i wiele decyzji życiowych sióstr są tu bardzo czytelnie nakreślane i nazywane.

Najciekawsze są chyba dwie ostatnie części, w których opowiadanie o dojrzałym życiu sióstr Soong idzie w parze z bezkompromisową historią wojen i dramatycznych przemian. Ale frapujące jest również to, jak kończyły życie kobiety, dla których życie od najmłodszych lat było specyficznym wyzwaniem. Żadna z nich nie odeszła w swoim ukochanym Szanghaju. Autorka towarzyszy swoim bohaterkom również wtedy, kiedy doświadczały najintymniejszych przeżyć, robiąc zapewne rachunki sumienia. Ale opowiada od początku do końca z należnym taktem i umiejętnym dystansem. Dzięki temu możemy nie tylko przyjrzeć się chińskiej państwowości okupionej krwią czy trudnymi kompromisami. „Siostry z Szanghaju” to przede wszystkim historia kobiecej determinacji i opowieść o niebywale skomplikowanych, lecz na kartach tej narracji bardzo barwnych relacjach między siostrami, których bliska więź przestała być sprawą prywatną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz