Pages

2022-01-21

„Ewangelia dzieciństwa” Lydia Millet

 

Wydawca: Echa

Data wydania: 26 stycznia 2022

Liczba stron: 244

Przekład: Aga Zano

Oprawa: twarda

Cena det.: 39,99 zł

Tytuł recenzji: Wobec końca

Lydia Millet w swojej powieści brzmi groźnie, komicznie i prowokacyjnie. Tak, to bardzo interesujące połączenie zarówno technik obrazowania rzeczywistości, jak i gry symbolami, w których ukrywa się sporo czarnego humoru. Profetyczny charakter tej powieści można odczytać w znaczeniu bardzo dosłownym, ale to nie tylko historia najbliższej przyszłości, w której zagrożenia nuklearne to będą „stare dobre czasy”, lecz również niekonwencjonalna rozprawa z tym, dlaczego kierujemy się w stronę mistyki i transcendencji, tak bardzo jednocześnie oddalając się od samych siebie. Świetne jest to, że fabuła podąża w zupełnie nieprzewidywalnym kierunku, jesteśmy tu stale zaskakiwani i zadziwiani. Wszystko zaczyna się kameralnie i pozornie idyllicznie. Maluje się nam w wyobraźni obraz jakiejś dziecięcej sielanki z naturą w tle. Millet rozsadzać będzie każdy kolejny skrupulatnie nakreślony świat, ponieważ jej bohaterowie podejmą się wędrowania niczym przez piekielne kręgi. A wraz z tą podróżą zmieni się sposób narracji i powieść wejdzie nawet w klimat prozy sensacyjnej. Poza tym będzie też radykalnie i surrealistycznie, dlatego jestem przekonany, że ta książka szybko przykuje do siebie uwagę.

„Ewangelia dzieciństwa” to opowieść o rodzinnych relacjach à rebours. Od początku przyglądamy się dwóm opozycyjnym obozom. W jednym znajdują się ludzie dorośli, rodzice młodszych bohaterów. Druga grupa zdecydowanie postawiona w kontrze do dorosłych to dzieci w różnym wieku, niektóre już przekraczające granicę dzieciństwa i dojrzałości. Tymczasem starsi wcale nie są tu dojrzali. Portretowani w negatywny sposób, jawią się jako istoty bierne, skoncentrowane na codziennych próżniaczych przyjemnościach i jako ludzie, wobec których ich dzieci stawiają jeden zasadniczy zarzut: nie nauczyli ich tego, jak odpierać zagrożenia współczesnego świata. A ten świat chyli się ku upadkowi, co sygnalizuje nieprzewidywalna już przyroda (kwitnienie jesienią, zorza polarna daleko poza szerokościami geograficznymi, na których występuje). Zrujnowany klimat odpowiada chaosem. Millet parafrazuje mitologiczny porządek, opisując świat w destrukcji, w którym można budować cokolwiek na tym, co pozostanie po zniszczeniu. A ono trwa i jego charakteru nie można ostatecznie określić.

W takim świecie młodzi ludzie kwestionują autorytety swoich rodziców. Chcą za wszelką cenę odciąć się od wszystkiego, co się z nimi kojarzy. Dorośli uosabiać będą to, co gnuśne i godne potępienia. Dzieci będą ludźmi nowego porządku. A być może pierwszymi istotami ludzkimi, które znajdą w sobie nadzieję, by go poszukiwać. Tymczasem grupa młodych decyduje się na radykalny krok. Dorośli pozostają za nimi. Przed nimi droga i świat po kataklizmie albo w jego trakcie. Rozpoczyna się nowy rodzaj opowieści. Lydia Millet przesunie tu punkty ciężkości i zaproponuje postapokaliptyczną wizję, w której pewne oczywiste fantazje zmienią się w nieoczywiste symbole.

Narratorka powieści ma imię pierwszej kobiety. Zdaje się rozumieć dużo więcej niż jej rodzice zamknięci w świecie przyjemności, którym oddają się podczas lata, kiedy dzieci znajdują sobie własne, opozycyjne wobec rodziców miejsce. Jej młodszy brat Jack, jedna z najciekawszych postaci, czyta z fascynacją Biblię, usiłując odnaleźć wizerunek Boga, odszukać go w świecie własnej wrażliwości i logice wyobraźni. Można odnieść wrażenie, że chłopiec specyficznie ustosunkowany do rzeczywistości i szanujący świat natury jest tu kimś, o kogo trzeba się wciąż troszczyć, i ta troska absorbować będzie jego siostrę, usiłującą jednocześnie odnaleźć w chaotycznym świecie jakąś spokojną i bezpieczną przystań dla samotności. Jack jest tu jednak kimś, kto wyznacza zarówno nowy sposób myślenia o przyszłości świata, jak i pewien wzorzec zachowania w sytuacji zagrożenia. Mówiąc wprost, mały Jack jest tu pełnym asertywności dorastającym prorokiem. Czy dane mu będzie ujrzeć inny świat albo ten, który rodzi się w wyobraźni? Święta księga, którą czyta, ma tu oczywiście bardzo duże znaczenie. Rozpadający się świat pełen przemocy nie jest możliwy do wyobrażenia bez czytania wizji na jego temat?

Odniesienia do Biblii są tu stałe i bardzo czytelne. Niektóre pracują w wyobraźni czytelnika w taki sposób, że wywołują wspomniany już efekt komiczny. Bardzo ciekawie prezentuje się motyw wygnania. Młodzi bohaterowie książki podejmują decyzję o ucieczce pozornie autonomicznie. Nie sposób nie przyglądać się im jednak jako wybrańcom. Tym, którzy są gotowi zaryzykować wszystko, aby żyć w innym świecie i podążać za nadzieją swoistej wiary. Od czego tak naprawdę uciekają? Co ukształtowało ich buntowniczy charakter? Czego oczekują od siebie jako grupy? I czy rzeczywiście są inni niż ci, od których uciekają?

Ważne jest, aby zwracać u Millet uwagę na szczegóły. Gra w detale urastające tu do ciekawych symboli rozpoczyna się już od samego początku. Poznajemy rzeczywistość spolaryzowaną w taki sposób, że cokolwiek nowego może się tu narodzić jedynie przez konfrontację. Tymczasem świat natury konfrontuje swoją siłę ze słabością człowieka. Tej istoty, która ma moc destrukcji i równie wielką umiejętność niebrania na siebie odpowiedzialności za to, co zrobiła. Czy jest tu zarysowany podział na przegranych i tych, którzy dadzą sobie oraz światu nadzieję? Niekoniecznie. „Ewangelia dzieciństwa” to jednak na pewno opowieść o tym, że granice podziałów kształtują mentalność podzielonych oraz gotowość do konfrontacji. W tej powieści konfrontacji będzie kilka. Najciekawsza jest perspektywa spojrzenia na nie. I motyw zanikania, a potem bezpowrotnego zniknięcia.

Lydia Millet bardzo dobrze dba o dynamikę tej prozy. Odnieść można chwilami wrażenie, że jest jak w komiksie, zmiany zaskakują kalejdoskopowością, można stracić czujność i zgubić gdzieś istotne detale. To powieść dość krótka, mająca jednak ambitny plan opowiedzenia o upadku ludzkości z kilku ciekawych punktów widzenia. Narracja jest zatem jak żywioł. Tym bardziej że żywioły pustoszą również świat, w którym ludzie muszą polegać na instynkcie przetrwania. Czy w obliczu przemian grupa tak silnie zantagonizowana z bezradnymi dorosłymi będzie gotowa stawić czoła czemuś całkiem dla nich nowemu? Przewrotna kompozycja tej powieści czyni z „Ewangelii dzieciństwa” przede wszystkim bardzo sugestywną fantazję o tym, że zasłużyliśmy na wszystko, co nas czeka, tylko nie mamy w sobie odwagi ujrzenia tego, co się zbliża. Tu nie pomogą wiara, mądra księga, bóg czy determinacja w działaniu. Jakie przesłanie ostatecznie proponuje Millet? Ta powieść to ostrzeżenie, ale i mroczna fantazja o świecie, który już nadszedł, jest tuż obok nas. Naprawdę można się przerazić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz