Pages

2023-04-03

„Dania. Tu mieszka spokój” Sylwia Izabela Schab

 

Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie

Data wydania: 22 marca 2023

Liczba stron: 380

Oprawa: twarda

Cena det.: 59,90 zł

Tytuł recenzji: Żyć dobrze

Odwiedziłem Danię kilka razy. Zawsze z wielką radością wracałem do Kopenhagi, jednego z najpiękniejszych miast, które widziałem, i miejsca oferującego naprawdę wiele; można przejść je wzdłuż i wszerz, za każdym razem odkrywając coś nowego. Ale moje ulubione zakątki Danii to nie tylko stolica. To między innymi Helsingør – miasto, w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia i które Sylwia Izabela Schab przywołuje w kilku kontekstach. Brakowało mi książki o Danii tak samo jak autorce. Dlatego ona postanowiła ją napisać, a ja z przyjemnością przeczytać. Bardzo mi odpowiada sprawozdawczy styl tej opowieści. Widać w zasadzie w każdym akapicie, że Schab jest obserwatorką oraz analityczką, którą można trafnie określić mianem człowieka nauki – i tak się sama nazywa. Istotą tej książki jest punktowanie wraz z opisem. Rzadko znajdziemy tu jakieś wyraźnie sugerowane tezy, a jeżeli się pojawią, są po duńsku wyważone i nakreślone w najbardziej delikatny sposób. Dzięki temu ta publikacja nie staje się ani stronnicza, ani nie idzie w kierunku częstym i odrobinę mnie irytującym w opowieściach o ulubionych krajach – nie jest zbiorem subiektywnych doświadczeń, które autorzy zamieniają czasem w mniej lub bardziej zabawne anegdoty.

U Schab nie jest zabawnie. Jest bardzo rzeczowo, konkretnie i wieloaspektowo. Z pewnością większe zainteresowanie wzbudzą te fragmenty książki, w których autorka przedstawia wizerunek kraju daleki od kreślonej dzięki popularnym poza jego granicami stereotypom krainy szczęśliwości. Bo choć „Dania. Tu mieszka spokój” to narracja o kraju oraz ludziach, których na kilka sposobów definiuje słowo „szczęście”, ujrzymy u Schab to, co w opowieściach o Szwecji oferuje nam od dłuższego czasu Katarzyna Tubylewicz – wyraźne sugerowanie, że jeśli dany kraj się kocha, to jest się gotowym nie tylko widzieć, lecz również opisać, co w nim jest dalekie od ideału. W przypadku Danii jest to kilka kwestii. Ukryty, lecz obecny pewien rodzaj rasizmu. Pokłosie kolonialnej historii, którą się wypiera lub o której się milczy. Schab chce wypunktować bolączki współczesnej Danii, jednak najciekawsze jest to, że śmiało opowiada o niechlubnych kartach historii kraju, dzięki czemu lepiej się rozumie specyfikę tego, z czego Duńczycy nie są dumni.

Historia pojawia się tutaj w wielu rozdziałach. I to bardzo cenne, że większość rozważań autorki zazębia się z minionymi wiekami, które dane zjawisko lub dany problem ukształtowały. Schab jest bezpośrednio związana z Danią od 1994 roku. W swoją narrację bardzo zgrabnie i oczywiście zasadnie wplata również opinie innych Polaków o tym małym skandynawskim kraju. Przeczytamy, jak widzą go ludzie, których Sylwia Izabela Schab uczyła języka duńskiego, a którzy w różny sposób uczyli się bycia częścią duńskiej kultury, obyczajowości, częścią społeczeństwa niezwykle dumnego z siebie, lecz jednocześnie bardzo zdrowo osadzonego w swoistym minimalizmie potrzeb. Bo Duńczycy są optymistycznie nastawieni do życia przede wszystkim dlatego, że wcale nie tak wiele od tego życia oczekują. Stawiają sobie pragmatyczne i skromne cele, dzięki czemu nie ulegają rozczarowaniom ani frustracji. W jaki sposób stworzyli społeczeństwo, które działa tak sprawnie i które przede wszystkim zbudowane jest na wzajemnym zaufaniu? Schab nie tyle wyjaśnia tę niezwykłość, ile próbuje opowiedzieć o bardzo różnych sferach życia codziennego w Danii, by zaproponować szerokie ujęcie tematu. Zwłaszcza że znajdziemy tu odniesienia do wielu dziedzin: między innymi polityki, sztuki, historii. Widać pewien socjologiczny sznyt opisu niektórych kwestii, ale jest przede wszystkim widoczna imponująca kompetencja autorki, która sama być może nie uznaje się za specjalistkę od spraw duńskich, jednak napisała o tym kraju książkę wiarygodną i opisującą wiele aspektów historii Danii, a przede wszystkim jej współczesności.

Interesujące jest śledzenie duńskich absurdów, które autorka zgrabnie łączy, wskazując jednocześnie silny pragmatyzm ludzi, dla których wspólna przestrzeń do zgodnego życia zawsze była priorytetem. A w tej przestrzeni naturalnie – jak w każdym kraju nordyckim – kluczowym elementem jest natura, do której Sylwia Izabela Schab nawiązuje kilkukrotnie. Bo to nie tylko pełna ciekawostek opowieść o tym, dlaczego Duńczycy wielbią buki i margerytki, ale również zwracanie uwagi na specyficzne pojmowanie bliskości przyrody oraz możliwości, jakie daje, co ujawnia się na przykład w informacji, że duńskie cmentarze bywają miejscami plenerowego odpoczynku. Sam to widziałem i tego doświadczyłem. Jak również niezwykłej otwartości ludzi, którzy na co dzień w różny sposób tworzą pewne granice. Schab o specyfice duńskich ograniczeń oraz stwarzaniu kolejnych granic opowiada w bardzo przystępnym i pełnym ciepłej ironii stylu. Wszystko wydaje się w tej książce na miejscu i we właściwych proporcjach. Gdyby porównać „Danię” do duńskiego designu, którym autorka tak się zachwyca, można byłoby tę książkę uznać za charakterystyczne dzieło sztuki. Mówi do nas słowami oraz obrazami (znakomite zdjęcia), a całość tworzy wrażenie bardzo przemyślanej kompozycji, która ma działać na wyobraźnię, lecz również zmuszać do zastanowienia się nad tym, czy duńskie szczęście rzeczywiście pojawiło się tak łatwo i czy tak łatwo je po prostu zatrzymać na co dzień.

Intrygujące jest tu sygnalizowanie, że popularne „hygge” nie jest dostępne wszystkim mieszkańcom Danii. Autorka pisze o tym, że niekonfrontacyjny i egalitarny sposób tworzenia relacji międzyludzkich, jak również sposób wyrażania siebie w relacjach jest mimo wszystko pewnym hermetycznym kodem, który nie wszyscy są w stanie rozszyfrować. Schab zwraca uwagę, że definicja duńskiego szczęścia może być bardzo konkretna i żeby je osiągnąć, trzeba jednak spełnić kilka warunków. Są bowiem w Danii tak zwani nieuprzywilejowani, którzy z różnych powodów nie chcą, ale głównie nie mogą doświadczyć duńskiej sielanki. To, o czym opowiada Schab, jest próbą prezentacji pozornie niezłożonych zjawisk w taki sposób, by pokazać, że duński dobrobyt nie jest kwestią kilku prostych definicji lub równie prostych działań na rzecz życia społecznego.

„Dania. Tu mieszka spokój” to opowieść o życiowej miłości, ale przedstawiona w taki sposób, że jest w niej miejsce na inne perspektywy. I o ile mało znaczące, wręcz zabawne wydają się wspominki o tym, w jaki sposób obcokrajowcy drwią z języka duńskiego, o tyle cenne jest to, że Schab wspomina, co o duńskości piszą inni – z dystansu i z należnym szacunkiem do kultury, która przez wieki intrygowała i zachwycała. Bardzo mi się podoba sposób, w jaki autorka pisze o różnego rodzaju duńskich niezwykłościach. To nie jest perspektywa kogoś, kto zna kraj od podszewki i zamierza stworzyć o nim kilka wykładów. Mimo wspomnianej na wstępie sprawozdawczości „Dania” jest książką inteligentnie prowokującą do niecodziennych rozmyślań. Jest książką o kraju, w którym po prostu żyje się dobrze. Ale także opowieścią o tym, że w każdym państwie i w każdym narodzie znajdziemy elementy trudne, frustrujące, z różnych powodów irytujące czy przemilczane. Schab nazywa, punktuje, definiuje. Stawia też interesujące pytania retoryczne. Lecz przede wszystkim jest obserwatorką życia, które sama współtworzy. Dlatego Dania widziana jej oczami staje się atrakcyjna zarówno dla tych, którzy wiedzą już o tym kraju bardzo wiele, jak również dla wszystkich chcących dopiero poznać Danię. Uczciwie, sumiennie i bardzo rzetelnie napisana historia o miejscu oraz ludziach, wobec których ma się przede wszystkim dużo szacunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz