Pages

2023-05-22

„Nasze winy” Louise Kennedy

 

Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie

Data wydania: 17 maja 2023

Liczba stron: 360

Przekład: Kaja Gucio

Oprawa: twarda

Cena det.: 59,90 zł

Tytuł recenzji: Między podziałami

Nie sposób nie porównywać powieści Louise Kennedy z pisarskimi dokonaniami Douglasa Stuarta, kiedy po raz kolejny czyta się o antagonizmach katolicko-protestanckich oraz o tym, jak kategoryczną linię podziału budowały uprzedzenia na gruncie religijnym. „Nasze winy” poruszają w tej kwestii chyba bardziej niż Stuart, bo tutaj religia jest absolutnym fundamentem wartościowania i oceniania. To, co się wyznaje, staje się lepszą lub gorszą przepustką do życia. Życia w świecie, z którego wciąż dochodzą do uszu bohaterów informacje o szerzącym się terrorze, pojawiającej się znikąd bezsensownej przemocy, równie bezsensownych ludzkich śmierciach. Kennedy komponuje swoją powieść w taki sposób, że najpierw będziemy mieli do czynienia po prostu z doniesieniami z tła, a potem wraz z główną bohaterką zrozumiemy, czym naprawdę jest przerażająca niepewność codzienności w Irlandii Północnej. Stuart nasuwa się na myśl również wówczas, gdy czytamy o przejmującym matczynym alkoholizmie. Uniwersalny, mocny i wciąż działający na wyobraźnię symboliczny obraz kobiety alkoholiczki – ślady szminki na zębach, nie na wargach – Louise Kennedy wykorzystuje bardzo świadomie, bo „Nasze winy” to także wstrząsająca historia samotności obleczonej w toksyczny całun nałogu. Przede wszystkim jednak będzie to książka o wielkiej namiętności i cichej rozpaczy. O jednym i drugim autorka opowie świadomie, stosując różne techniki obrazowania, pozostawiając nas jednocześnie z silnymi emocjami oraz bezradnością, kiedy dopadają te, których nie można było się spodziewać.

Cushla wkracza w dorosłe życie. Musi głośno podkreślać, że ma już dwadzieścia cztery lata. To wiek zbyt zaawansowany na pewne rzeczy i zbyt młody na kolejne. Cushla przycupnęła gdzieś na peryferiach, w mieście garnizonowym, w pozornie spokojnej enklawie katolików, w której nie dochodzi do takich aktów przemocy jak w niedalekim Belfaście. Interesująca jest perspektywa odsłaniania przemocy oraz mówienia o niej w kontekście tego, jaki zawód wykonuje bohaterka. Jesteśmy bowiem na lekcjach, które przerywa alarm bombowy; tu katolicki ksiądz utrwala antagonizmy i tutaj uczniowie wciąż na nowo konfrontują się z całym okrucieństwem świata zewnętrznego. Wychowankowie Cushli nie mogą żyć spokojnie. W wielu rodzinach pojawiają się trudności i napięcia. Bezwzględność warunków życia w stanie niepisanej, choć na swój sposób wyraźnie zdefiniowanej wojny idzie w parze z kompulsywnymi poszukiwaniami tak zwanej normalności. Bohaterka „Naszych win” stara się być ciepłą i empatyczną nauczycielką. Po prostu dobrze robić swoje. Żyć w zgodzie z własnym sumieniem i niczego nie ukrywać. Do czasu. Do momentu, w którym poznaje mężczyznę częstującego ją znienawidzonym alkoholem. Nie tylko z tego powodu początek tej znajomości może zapowiadać jej niefortunny ciąg dalszy.

Właściwie słowo „niefortunny” nieszczególnie pasuje do tego, co Kennedy opowie czytelnikom, łącząc losy młodej katoliczki z doświadczonym życiowo protestantem, którego ustabilizowane życie zawodowe i rodzinne może się okazać swoistą bombą z opóźnionym zapłonem. Nie można jednak sugerować, że sportretowana bliska relacja będzie tragiczna, choć tragizmu różnego rodzaju jest tu naprawdę wiele. „Nasze winy” to powieść o zakazanej miłości w świecie, w którym tożsamość trzeba w konkretny sposób afirmować. Nieprzypadkowo Michael, kochanek głównej bohaterki, stwierdzi kategorycznie: „(…) nie chodzi o to, co robisz. Ale o to, kim jesteś”. Nieistotne będą zatem działania dwojga coraz bardziej zbliżających się do siebie ludzi ani nawet to, co przyciąga ich do siebie. W świecie opisanym – zdefiniowanym i złowrogo ukształtowanym przez podział, agresję oraz narastającą frustrację – trudno cieszyć się zwyczajną miłością, bo o ile wszystko, co Cushla do tej pory zdobyła i wypracowała, bazowało właśnie na poczuciu oraz oczekiwaniu normalności, o tyle uczucie, którego doświadcza, z góry skazane będzie na ostracyzm, a w związku z tym na intymną psychodramę. Tę Louise Kennedy rozpisze z czułością i zagadkowością. Bo portretowana relacja będzie bardzo enigmatyczna. Będzie również tajemnicą. Konsekwencje jej zdradzenia mogą być dramatyczne.

„Nasze winy” to powieść kreśląca wizerunki psychologiczne bohaterów przede wszystkim w scenach interakcji z innymi ludźmi. To dosadnie podkreśla, w jak wielu aspektach spolaryzowana jest rzeczywistość, w której muszą żyć obok siebie ludzie skazani na ocenę i uznaniowość. Być katolikiem to zupełnie inna północnoirlandzka tożsamość niż być protestantem. Dodatkowo w fascynacji Michaela językiem, którym włada jego młoda kochanka, widać zróżnicowanie mentalne, dla którego trudno jest znaleźć przestrzeń porozumienia. Dlatego Kennedy pokazuje nam bohaterów w knajpach, na przyjęciach, w domach, gdzie rozmowy iskrzą napięciem, oraz wszędzie tam, gdzie ludzie choćby mimochodem są w stanie wyrazić swoje poglądy. A mieć je to wciąż być narażonym na konfrontacje. W takiej rzeczywistości nie można po prostu rozwijać potajemnego romansu. Pojawią się konsekwencje tego, że kochankowie podjęli swoje wybory. Kennedy coraz bardziej sugestywnie tworzy atmosferę osaczenia i zagubienia. Im lepiej znają się ciała tej pary, tym trudniej Cushli i Michaelowi zbliżyć się do siebie mentalnie. Bo emocje są żywe i jednoczą. Jest jednak bardzo wiele tego, co dzieli. A także po prostu zbiegi okoliczności, które ukazane są tu jako zdarzenia będące ponurym fatum. Bo coś wydarza się nagle, niespodziewanie i okaże się początkiem lawiny mrocznych wydarzeń, które połączy bardzo wyraźny u Kennedy fatalizm. Czasem można odnieść wrażenie, że mimo wszystko w tym świecie nie ma przypadków. Takie myślenie może zabić. Tu zginąć można także za swoje myśli.

„W jakim piekle my żyjemy?” – pyta swą córkę dysfunkcyjna matka, która zagradza jej drogę do osobistej wolności i spełnienia. Piekło u Kennedy to przede wszystkim emocje bez ich wyrażenia, uczucia bez możliwości ich okazania i słabości wynikające z tego, że świat w zaskakujący sposób podzielił się na dwa obozy. A w tym wszystkim narasta napięcie, które eskaluje w postaci pojedynczych zdarzeń. Niezwykle sugestywna w tym znaczeniu jest scena zatrzymania głównej bohaterki i jej kolegi z pracy przez żołnierzy patrolujących okolice. Louise Kennedy pisze o miłości w czasie nienawiści. O zbliżeniu w świecie, w którym ludzie oddalili się od siebie z powodu niezwykle prostych i niesamowicie skutecznych narzędzi polaryzacji. Jeśli już chce się pokazywać namiętność w świecie, w którym rytm funkcjonowania wyznaczają brutalne akty terroru, to trzeba dobrze się zastanowić nad tym, czy nie operuje się zbyt prostym kontrastem. Kennedy nie idzie na literacką łatwiznę. Jej dzieło to wielowątkowa powieść o tym, co to znaczy lojalność oraz uczciwość, czym jest przywiązanie i oddanie w czasach, kiedy trudno być przyzwoitym i nikogo nie krzywdzić. To również barwna opowieść o historii Irlandii Północnej, o kumulacji agresji, lecz i o tym, jak bardzo krzywdzą uprzedzenia. Całość prezentuje się znakomicie, bo nie jest w pełni przewidywalna w swej wymowie. Czyta się „Nasze winy” z nieustającym przekonaniem, że wszystko można przewidzieć, a jednak całość staje się na naszych oczach nieoczywiste.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz