Pages

2021-09-01

„Florentyna od kwiatów” Agnieszka Kuchmister

 

Wydawca: Książnica

Data wydania: 1 września 2021

Liczba stron: 304

Oprawa: miękka

Cena det.: 36,90 zł

Tytuł recenzji: Inna, uważna, wrażliwa

Powieść Agnieszki Kuchmister to znakomity dowód na to, że nasza współczesna literatura nie opowiedziała jeszcze całkiem polskiej wsi. Co więcej, to również narracja pokazująca, że wciąż oryginalnie i sugestywnie można podejść do tematu drugiej wojny światowej czy opowiadania o przynależności do miejsca. „Florentyna od kwiatów” to historia jednej osoby ukazująca życiowe doświadczenia jako harmonijną sumę doznań przychodzących do każdego z nas. Jest w tej książce dużo na temat początku i końca, rodzenia się czegoś oraz śmierci. Ba, u Kuchmister śmierć można urodzić dosłownie. Wyznaczanie granic życia i jego przeżywania idzie w parze z fantazją na temat tego, czy czas, w jakim się znaleźliśmy i od którego jesteśmy zależni, również rozpoczyna się i kończy. Wkraczamy też w rzeczywistość, w której natura stara się dopasować do wyobrażeń ludzi o niej. To opowieść enigmatyczna, magiczna, chwilami wyraźnie metafizyczna, ale wciąż jest opowieścią o realnym świecie, z którym się zrastamy, bo staje się częścią nas samych. Kuchmister rozważa tu również kwestię tego, w jaki sposób rozumiemy i przetwarzamy w wyobraźni fakty. Jak możemy je przekształcić, aby dawały spokój naszemu sumieniu. Co możemy sobie na ich temat wyobrazić, by wpędziły w czas ciągłego niepokoju. A wszystko w miejscu, które dla tytułowej bohaterki jest początkiem i końcem wszystkiego. W miejscu, w którym niezwykłość zderzy się z oczywistościami, ale będzie to wszystko tak opisane, że czytający odniosą wrażenie, iż tkwią wewnątrz niezwykłej – choć pełnej grozy i tajemnic – baśni.

Życie Florentyny baśnią nie jest. Od początku specyficzna wrażliwość bohaterki zderza się z tym, co w jej wsi oczywiste i nikt nie domaga się tłumaczenia tego. Florentyna przynależy do swojej matki jako późne dziecko, ale ta przynależność „dziwnej dziewuchy” zmienia swój kierunek. Florentyna staje się opiekunką i przyjaciółką kwiatów. A wraz z poczuciem bliskości z nimi rodzi się w niej coraz więcej niepewności, czy ta przynależność jest właściwa. Bohaterka chce żyć jak inni i jak inni przyjmować rzeczy takimi, jakie są. Z kilku powodów będzie to niemożliwe. I dzięki temu Kuchmister rozpoczyna niezwykłą opowieść o miejscu, sensie życia, miłości, rozpaczy i poczuciu straty.

Florentyna chciałaby wiedzieć, że jest potrzebna. Wydaje jej się, że skoro pojawiła się na tym świecie, musi być czemuś lub komuś przeznaczona. Tymczasem rzeczywistość wokół coraz mocniej zastanawia i kieruje bohaterkę ku licznym wątpliwościom. Florentyna wie, że jest częścią wsi, poza którą nigdy nie będzie chciała się ruszać, ale nie wie, z jakimi bolesnymi doświadczeniami ta pozornie spokojna wieś ją skonfrontuje. Poznamy galerię enigmatycznych i jednocześnie w jakiś sposób bliskich nam postaci. Miejscowego pustelnika Jutrowoja, który pomaga Florentynie uporać się z egzystencjalnym niepokojem. Mieszkającą w lesie Żyrborkę, która łapie pioruny do słoika. Jaśka z niezwykłą wrażliwością artystyczną, dzięki której buduje przestrzeń domu lalek. Nieszczęśliwie zakochanego syna dziedzica, który w przeciwieństwie do mieszkańców podległej ojcu wsi ma wszystko, ale bez miłości nie widzi sensu życia. Umierającego parokrotnie Antka, którego dotkną największe nieszczęścia i sprawy nie do uniesienia. A w tym świecie mającym nieoczywiste kształty i w nieoczywisty sposób kształtującym ludzkie doświadczenia, wszystko będzie tworzyć pewną harmonię, bo to powieść o tym, że dobro i zło zrównoważą się zawsze, choć nie każdy będzie w stanie doznać jednego i drugiego w takim samym nasileniu. Także o sile wierzenia skonfrontowanej z mocą zdrowego rozsądku. Tu szeptuchy i topielice spotykają się z ludźmi z krwi i kości w ich trudnych sytuacjach życiowych. I będzie coraz bardziej ponuro. Dlaczego?

Do wsi bowiem zaczyna wdzierać się zło, które rości sobie prawo do dominacji. Ma miejsce ciąg mrocznych wydarzeń, który odpowiednio modeluje wyobraźnię mieszkańców. Świat natury dotychczas współistniejący z ich codziennością staje się przestrzenią, w której kryją się niepokój i niepewność. Aż w końcu przychodzi pierwsza śmierć – niezawiniona i zaskakująca. Po niej wkroczy już do wsi wojna i wtedy wszystko stanie się inne. Agnieszka Kuchmister pokazuje, że o drugiej wojnie światowej można jeszcze opowiedzieć w taki sposób, by połączyć wstrząsające zdarzenia z nietuzinkowymi refleksjami. Powieściowy Sokołów jest właściwie gdzieś na marginesie wojennej pożogi, ale dotrą tutaj wszystkie najboleśniejsze doświadczenia wojenne, a wraz z nimi przyjdzie czas na ustanawianie nowego ładu.

W tym wszystkim bohaterka nie tyle dynamiczna, ile wprawna w zdobywaniu życiowych doświadczeń i gotowa do pełnych empatii poświęceń. Staje jednak zdumiona samą sobą – najpierw jako córką, potem żoną, następnie matką. Florentyna jest niepewnością nadającą specyficzny charakter tej powieści. To, co niejasne, nie rodzi się tylko ze zderzenia świata okrutnych faktów z tym, w co wierzą członkowie wiejskiej społeczności. Agnieszka Kuchmister opowiada o tym, że to, co niemożliwe, może stać się źródłem opresji albo tęsknoty. Jej bohaterka osiąga wszystko, co osiągnąć może, co wydaje jej się zasadne i właściwe tu, gdzie się urodziła. Ale w tej pozornej harmonii wciąż kryje się egzystencjalny niepokój. Rozpięty gdzieś między skrywającą tajemnice studnią a bezkresem gwiazd, które tak upodobał sobie poza miłością do Florentyny jej poczciwy mąż Siemił.

„Florentyna od kwiatów” to historia tego, w jaki sposób postrzegamy najbliższą nam rzeczywistość, co to postrzeganie robi z nami samymi i jak odnajdujemy się w trudnych rolach, do których zbliża nas bardziej proza życia niż nasza samodzielna decyzja. To także opowieść o tym, jak ogromny wpływ na nasze postrzeganie rzeczywistości ma bliskość natury. Florentyna wciąż nie może uświadomić sobie, czy człowiek jest istotą odrębną, czy też częścią jakiegoś magicznego świata naznaczonego harmonią pór roku i rytmem życia dyktowanym przez przyrodę. W tej historii szczęścia i rozpaczy ukrywa się coś nie do zwerbalizowania. To niepokój o siebie i stan, w jakim odnajduje nas świat. A także o to, że trzeba do czegoś lub kogoś przynależeć. Wówczas wszystko staje się jasne. Wówczas najgorsze nawet zło można sobie zracjonalizować i od siebie odepchnąć.

A jednak bezkompromisowość śmierci w mroczny sposób naznacza karty tej powieści. To są odejścia, które następują przypadkowo, w wyniku pewnych okoliczności. Jest we „Florentynie od kwiatów” pewien stały fatalizm, jednak to cały czas powieść o różnorodnych przejawach życia i o specyficznej wrażliwości, którą można odziedziczyć. Rodzina stworzona przez bohaterkę to już osobna przestrzeń nietuzinkowych relacji między niezwykłymi ludźmi.

Najbardziej podoba mi się jednak to, w jaki sposób Kuchmister ukazuje różnorodność życia dzięki ciekawie skonstruowanym biografiom – losom ludzi, którzy dokonują różnych wyborów, ale pragną tego samego. Wyjście poza niezwykłą wieś ma miejsce wówczas, gdy autorka próbuje pokazać, że to, co z zewnątrz, bardzo często wiąże się z zagrożeniem. Florentyna zbiera w sobie doświadczenia wielu zagubionych mieszkańców wsi, a sama w sobie jest jedną z ciekawszych bohaterek literackich współczesnej prozy polskiej. Naiwna, wrażliwa, czuła i wątpiąca – wraz z jej dylematami przemierzamy pozornie zwykły świat. Świat, który został w niezwykły sposób opowiedziany. Bo cała ta książka to również fantazja o tym, jak opowiedzieć o codziennym świecie, by uczynić z tej opowieści pełną nieprzewidywalnych zwrotów akcji przygodę. Jak mówi mąż Florentyny: „To nasz umysł tworzy rzeczywistość”. Agnieszka Kuchmister dobrze dobrała stylistyczne środki wyrazu, aby swoją narracją dać pole do popisu wyobraźni czytających. Dlatego to powieść, którą zabierze się ze sobą w życie na dłużej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz