Pages

2022-12-12

„Lata ciszy” Alena Mornštajnová

 

Wydawca: Wydawnictwo Amaltea

Data wydania: 15 grudnia 2022

Liczba stron: 252

Przekład: A. Radwan-Żbikowska, T. Grabiński

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 42 zł

Tytuł recenzji: Między ojcem i córką

Alena Mornštajnová to zdecydowanie pisarka, która opisuje swoich bohaterów w taki sposób, że wywołują na przemian skrajne emocje, a ich historie czyta się po prostu z dużym wzruszeniem. Po znakomitej „Hanie” otrzymujemy powieść, w której pierwsze skrzypce grać będzie kameralna historia rodzinna, jakby autorka chciała odejść od historycznych przełomów i ich wpływów na swoje postacie, choć trudno nie zauważyć, że to w pewnej mierze nadal jest widoczne – główny bohater przejmuje od swojego ojca zachwyt nad czechosłowackim komunizmem, który staje się jego filozofią życiową i drogowskazem, ale powoduje także dramatyczne zwroty w jego życiu. W „Latach ciszy” nie jest zatem tak, że kontekst historyczny autorka pomija. Biorąc pod uwagę to, co ideowo kształtuje głowę rodziny, o której fatalizmie opowiada narracja, jest to także w pewnym stopniu książka rozliczeniowa. Socjalizm zachwyca, pochłania, pożera i odrzuca. Podobnie będzie z miłością do muzyki, ale przede wszystkim z miłością jako taką. Alena Mornštajnová napisała historię o tym, czym są przejawy miłości – jak bardzo może ona determinować działania, w jaki sposób być destrukcyjna, a także jak nie omija nikogo. Często będąc przekleństwem, nie zbawieniem.

Podobnie jak w „Hanie” czeska pisarka stosuje tutaj dwie równoległe narracje, które jednocześnie zazębiają się w pewnych punktach, a potem ukazują w całym swym kolosalnym obrazie rozpaczy tajemnicę, która dla jednego z bohaterów była ciężarem do noszenia przez życie, a dla jego córki zagadką ukrywającą być może to, dlaczego ojciec przez całe jej życie był taki szorstki i nieobecny. Mornštajnová stosuje tutaj popularną technikę – użytą także przeze mnie w „Winnych” – polegającą na tym, że te same frazy łączą poszczególne rozdziały. Jakby tylko identyczne zdania miały łączyć ojca i córkę, bo tak naprawdę tkwią oni w jakiejś toksycznej matni, a ich relacje określa wieczny dystans. Mała dziewczynka wie, że ojciec jest blisko tylko fizycznie. Kiedy naprawdę się zbliża, czuje lęk. Dyskomfort istnienia tuż obok kogoś, kto powinien być jej najbliższy, a tę potrzebną jej bliskość, której tak bardzo pragnie, odnajduje w żonie swojego ojca. Kobiecie równie nieszczęśliwej jak jej mąż. A ogrom tego nieszczęścia, sygnalizowanego przede wszystkim w wizerunku bohaterów kryjących się gdzieś z dala obok siebie jak żołnierze w okopach szykujący się na bolesne starcie, Mornštajnová opowie w taki sposób, że najcenniejsze, co będzie można dostrzec w tej powieści, to dyskretnie malowane półcienie emocjonalne każdej postaci. Znajdziemy tu bardzo wiele: od żarliwej pasji po nienawiść przechodzącą w stupor, bolesną obojętność. A wszystko skoncentrowane na tytułowej ciszy. Nie tylko dlatego, że rodzinne dramaty skryły się w milczeniu, skąd w zasadzie nigdy się nie wydostaną tak naprawdę.

Bogdana jest specyficzną dziewczynką. Cierpi na niedosyt czułości, ale dorastając, zaczyna przede wszystkim odczuwać niedosyt wiedzy o tym, kim jest albo kim była jej rodzina. Umierająca babcia zabiera ze sobą do grobu sekrety, a jednemu z nich nadaje imię. Zwraca się do wnuczki innym imieniem. To wywołuje konsternację i niepokój w ojcu. A potem coraz większą niepewność Bogdany, która zdaje sobie sprawę z tego, że jej istnienie stanowi zagadkę. Alena Mornštajnová wie, że o nieszczęśliwej rodzinie wciąż na nowo można opowiadać pasjonujące i poruszające historie. W tej główną rolę będzie grał przede wszystkim kontrast surowości oraz żarliwego uczucia. Napięcia staną się szczególnie intensywne, gdy pisarka będzie chciała jednocześnie opowiedzieć, co to znaczy być surowym dla najbliższych i co jednocześnie znaczy kochać ich ponad życie. Albo skrywać się w swoim wyobcowaniu przed tym, że pokochało się kogoś, z kim przyszły również rozczarowania i bolesne dylematy. Wszystko przedstawiane jest w taki sposób, że „Lata ciszy” pozwalają nam stopniowo przyswajać kolejne dramaty. Opowiadają tu o sobie córka i ojciec. Ona pełna wątpliwości. On gotów zapomnieć o wszystkim, o czym nie da się zapomnieć. Dziecko, które nie może zrozumieć braku czułości ojca. Ojciec, który z różnych powodów nie jest w stanie tej czułości dać dziecku. W tym wszystkim ukryje się historia napisana przez ideologiczny system, fatalny zbieg okoliczności, zamiłowanie do gry na fortepianie i przede wszystkim zróżnicowanie, które niwelują zawsze ciepłe uczucia.

Alena Mornštajnová nie pisze jednak ciepłej książki. Jest tu chłód sygnalizowany na kilka sposobów. Przełamywany tylko żarem uczuć, które zaczynają dojrzewać i gasną. Co się tu jeszcze wyróżnia? Bardzo ciekawie sportretowane jest macierzyństwo. Mamy jedną złą matkę skoncentrowaną jedynie na pragmatyzmie życia. Drugą przekonaną o tym, że to jej potomkini będzie mogła spełnić się artystycznie i wieść życie, które nie było dane matce. I tę trzecią spodziewającą się narodzin swojej córki pośród narastających wątpliwości. A jednocześnie z przepowiednią, że urodzi dopiero wtedy, gdy naprawdę się zakorzeni. Tymczasem Bogdana czuje się dziewczynką znikąd i potem kobietą, która wciąż nie może określić swojej tożsamości. Co określiło, nadwerężyło i zrujnowało tożsamość jej ojca?

Zaskakującym i bardzo ważnym bohaterem stanie się tutaj także Antonín Dvořák. Gdy czytałem „Lata ciszy” przez pryzmat pasji i przekleństwa muzyki, często stawała mi przed oczami znakomita powieść Agaty Romaniuk „Proste równoległe”. Jednakże Alena Mornštajnová opowiada zupełnie inną historię, choć motywy muzyczne albo powracające obrazy związane z grą na fortepianie czy pianinie uzupełniają tę narrację w wyjątkowy sposób. „Lata ciszy” to przecież powieść o specyficznej wrażliwości, którą z pewnych powodów trzeba było stłumić albo pożegnać. To również historia o tym, że obok trwałości i nieprzemijającego piękna muzyki będą się rozgrywać ludzkie dramaty, w których na przemian dźwięki ukochanych instrumentów staną się ciepłymi wspomnieniami i niedającymi spokoju obrazami z przeszłości, w której nie doszło do istotnych rozrachunków, a krzywda skryła się w milczeniu. W tytułowych latach bez rozmów i bez kontaktu. Lecz cisza jest tu znacząca jeszcze z innego powodu. Mornštajnová metodą kontrastu obrazuje pochłaniające i wyniszczające emocje wraz z bezpiecznym atawizmem – próbami odcinania się od ich przeżywania. Tymczasem rodzina w powieści czeskiej pisarki to sieć wzajemnych zależności, z których umyka gdzieś miłość. A potem wraca ze zdwojoną siłą.

Są tu znakomicie zarysowane postacie drugiego planu. Albo takie, które pozornie nie mają znaczenia dla fabuły. Na przykład obserwujemy dramat przyjaciela głównego bohatera, który musiał dokonać wyboru, aby określić, kim jest dla socjalizmu i czego socjalizm od niego wymaga. Ofiary ponosi się tu w imię ideologii, uczuć, ale również w imię bycia przyzwoitym w relacji rodzinnej. Mamy tutaj również ciekawie rozpisaną na kilka ról opowieść o eskapizmie i jego dramatycznych konsekwencjach. Można czytać „Lata ciszy” na wiele sposobów, zwracać uwagę na różne detale – każdy z nich nieść będzie w sobie dodatkową możliwość zinterpretowania sobie tej wielowymiarowej, choć przecież krótkiej powieści. Mornštajnová ma umiejętność stwarzania postaci wiarygodnych psychologicznie przez stopień skomplikowania ich emocji. A jednocześnie przecież opowiada tutaj od początku do końca bardzo prostą historię – opowieść o tym, jak mocno potrzebujemy wsparcia bliskich i jak często trzymamy się kurczowo kogoś albo myśli o tym kimś tylko dlatego, że poza tą osobą czai się przerażająca pustka. „Lata ciszy” najpierw ukazują wiele jej wymiarów, a potem proponują czytającym swego rodzaju ekspiację. Co wydarzy się w relacjach, które zostały naznaczone przez tajemnice? Mornštajnová opowiada o wrastaniu w milczenie i cierpienie. O tym, jak bolesny związek tworzy jedno z drugim, ale również o tym, że to fundamenty matni, w której na zawsze można pozostać nieszczęśliwym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz