Pages

2022-12-07

„Najprostszy podarunek” Stefanos Xenakis

 

Wydawca: Media Rodzina

Data wydania: 9 listopada 2022

Liczba stron: 328

Przekład: Monika Popławska

Oprawa: twarda

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Prosto o szczęściu

Unikam wszelkiego rodzaju tak zwanej literatury motywacyjnej. I pewnie dalej bym to robił, a na pewno nie sięgnął po tę książkę, gdybym w bieżącym roku, mając czterdzieści cztery lata, nie przeprowadził prawdziwej życiowej rewolucji. Żegnam się z dotychczasowym życiem i rozpoczynam nowe. Bez sentymentu wobec tego, co minęło, i z dużym lękiem, lecz równocześnie ekscytacją – na dalekiej północy czeka mnie bez wątpienia inne i zakładam, że dużo lepsze życie. Dlatego też zainteresowała mnie książka Stefanosa Xenakisa. Chciałem sprawdzić, czy rzeczywiście o zmianie perspektywy i przyzwyczajeń, a przede wszystkim o pozbyciu się strachu przed zmianą można zgrabnie opowiedzieć i tak, żeby kogoś do tego przekonać. „Najprostszy podarunek” robi to bardzo dobrze. Najcenniejsze, co w tej książce się pojawia i z czym się dziś całkowicie identyfikuję, to teza, że niezbędny dla samorozwoju jest balans między tym, co minione, a tym, co dopiero ma się wydarzyć. Grecki autor sugeruje, że wręcz trzeba usunąć z życia i mentalności to, co naprawdę zbędne, aby zrobić miejsce na nowe doświadczenia. Podoba mi się również to, że Xenakis cały czas stara się nam uświadomić, jak wiele cennych rzeczy mamy na co dzień, jak zupełnie nie umiemy się z nich cieszyć i w jaki sposób moglibyśmy tę radość wskrzesić.

Tytuł odnosi się do każdego świadomie przeżytego przez nas dnia. Świadomie, czyli z nieodłączną satysfakcją jego przeżycia. Ale tytuł tak ładnie wydanej książki to również powód, dla którego warto ją sprezentować w czasie, kiedy te prezenty się wręcza, komuś, kto – jak jest tu sugerowane – w mniejszym lub większym stopniu jest złodziejem własnego życia. Tak, ta myśl rezonuje tu we wszystkich tekstach, bo „Najprostszy podarunek” formalnie składa się ze zbioru opowiadań, których narratorem jest autor, a przestrzenią rozważań jego istnienie oraz sposób, w jaki patrzy on na życie innych ludzi. Przemawia do mnie teza, że jestem złodziejem własnego czasu, bo dzięki tej lekturze uświadamiam sobie, jak bardzo go trwoniłem albo też w jaki sposób wpędzałem się w poczucie dyskomfortu tylko po to, by w pewnych kwestiach udowadniać wszem wobec, że mam rację. A jej nie miałem. Xenakis świetnie motywuje do spojrzenia na nasze otoczenie przez pryzmat tego, w jaki sposób ono na nas wpływa i jak różnorodnie kształtujemy życiowe postawy – często poddając się ograniczeniom, które stawiamy sami sobie.

Oczywiście można się zastanowić nad tym, czy grecki autor naprawdę w pełni widzi rzeczywistość i trafnie ocenia to, jak może być skomplikowana. Bo przecież mogą się pojawić podczas lektury uzasadnione wątpliwości: co ze smutkiem czy rozgoryczeniem, co z melancholią i poczuciem życiowego dyskomfortu? Czy one rzeczywiście nie mają racji bytu? Są doświadczeniami oraz przeżyciami, z którymi trzeba walczyć, trzeba je eliminować? Czy można przeżyć życie z uśmiechem na twarzy i poczuciem harmonii w duszy? Całe życie? To nie jest tak, że Stefanos Xenakis nie widzi tego, iż kształtują nas bardzo różne doświadczenia; nie sugeruje, że mamy panicznie uciekać od smutku, stymulować swoje myślenie w taki sposób, by celebrować wieczną pogodę ducha. Nie. Autora bardzo interesuje to, skąd się bierze wszystko, co powyżej, i nie jest on od tego wolny, ale sugeruje nieco więcej pracy nad sobą, aby pozbyć się przynajmniej tej części poczucia dyskomfortu życiowego, za którą jesteśmy w pełni odpowiedzialni. Nieprzypadkowo rozpoczyna od śmierci kogoś bliskiego, doświadczenia granicznego i zmieniającego bez względu na to, jak staramy się być wobec czyjegoś odejścia obojętni. Xenakis to, co mroczne i uciążliwe, nazywa trochę z przymrużeniem oka „naszym szajsem”. Wie, z czym można się uporać, a co jest trudne do zmiany. Jednym słowem: nie neguje życiowego smutku i rozczarowania. Ale to nie na nich skupia swoje rozważania. Zwraca uwagę na cenną perspektywę, którą wyraża prostym zdaniem: „Życie nie jest łatwe. Ale jest proste”.

Zatem w prosty i przystępny sposób opowie o tym, na co mamy wpływ i co możemy zmieniać. Jego opowiadania stworzone są trochę w stylistyce i formie przypowieści biblijnych, niektóre przypominają baśniowe historie, wszędzie jednak obecny tryb rozkazujący wcale nie jest inwazyjny ani w żaden sposób nieprzyjemny dla odbiorcy. Bo „Najprostszy podarunek” to od początku do końca książka sugestii i porad. Pełna egzystencjalnej życzliwości, gdyż opowiada o tym, że mamy jej w codziennych relacjach pod dostatkiem, lecz często tego nie zauważamy albo nie chcemy wykorzystać tego wielkiego potencjału. Xenakis stara się być bacznym obserwatorem i kieruje się w stronę drugiego człowieka. Pojawiają się tu wspomnienia ludzi, którzy stanęli na jego drodze dosłownie na chwilę, a jednak wpłynęli na sposób myślenia autora o życiu. Pisarz uważnie obserwuje, bo wie, że w przyglądaniu się światu znajdziemy czasem więcej odpowiedzi na dręczące nas pytania, niż gdy będziemy sięgać w głąb samych siebie, nawet z pomocą terapeuty, którym Xenakis wcale być w tej książce nie zamierza.

Ujęło mnie kilka spraw w tych opowiadaniach, które z truizmów czy banałów robią jednak kwestie warte głębszego przemyślenia. Przede wszystkim pogodny i piękny patriotyzm. „Najprostszy podarunek” to opowieść o wdzięczności za bycie Grekiem i o Grecji, która portretowana jest za pomocą przestrzeni dających autorowi i jego rodzinie możliwość poczucia się wyjątkowymi. No właśnie, rodzina. Stefanos Xenakis opowiada o podwójnym ojcostwie – o odpowiedzialności, która z niego wynika, ale i o wielkiej radości wyłaniającej się dopiero z postawy mądrej odpowiedzialności za swoje dzieci. Tu dwie jego córki są źródłem natchnienia i szczęścia, ale Xenakis opowiada również o mądrości bycia rodzicem, a także o tym, w jaki sposób rodzic może stać się dla dziecka toksyczny.

Podobają mi się niektóre metafory, są bezpretensjonalne i nie ocierają się o kicz, co w tego rodzaju publikacjach często ma miejsce. Przekonują mnie symbole kotwicy na dnie morza, zamkniętego sejfu z szyfrem czy smog emocjonalny. Cieszę się, że można iść przez tę książkę i nie mieć poczucia, że jest się atakowanym przez banały oderwane od życia i realnych problemów. Xenakis na kilka sposobów usiłuje nazwać to, co dla nas może być problematyczne. Ta książka jednak jest cenna przede wszystkim dlatego, że wskazuje i punktuje, ile potencjału rozwoju tkwi w nas samych i dlaczego na tak wiele sposobów skutecznie blokujemy sobie możliwości, by iść dalej inną ścieżką, a nie utartą koleiną. Jest tu również kilka konkretnych rad wskazujących, co uczyniłoby życie lepszym. Pozbycie się telewizora. Stała gotowość do tego, by się uczyć – bez względu na wiek czy doświadczenia. Wypracowanie umiejętności mówienia innym jak największej liczby dobrych słów. Ale jest też wyzwanie dla czytających: to wszystko, o czym tu przeczytacie, nie przyjdzie do was samo i lektura niczego nie zmieni, jeśli uzna się tę publikację tylko za atrakcyjną książkę na prezent, która ma dodatkowo śliczną okładkę. To wbrew pozorom bardzo poważna i bardzo wnikliwa rzecz o tym, że wolność nie jest nam w pełni dana, o pewne jej aspekty musimy walczyć. Dokonać niemożliwego dla wielu – po prostu zmienić swój sposób myślenia o świecie, który boli lub frustruje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz