Pages

2023-03-02

„Łączniczka” Magda Knedler

 

Wydawca: Wydawnictwo Mando

Data wydania: 1 marca 2023

Liczba stron: 368

Oprawa: twarda

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Być potrzebną

Magda Knedler to mistrzyni opowiadania o kobietach. Często kieruje uwagę na postacie marginalne z punktu widzenia historii. Interesują ją peryferia ludzkich relacji, gdzie funkcjonują jej bohaterki. Nie będę przypominał teraz obszernego dorobku tej autorki, której twórczość od dłuższego czasu śledzę bardzo uważnie. Dość wspomnieć, że po „Ustach rzeźbiarki”, w których Knedler pochyliła się nad rozpoznawalną i charyzmatyczną artystką, tym razem skupia naszą uwagę na mającej artystyczną duszę dziewczynie, która mogłaby podarować światu coś wielkiego. Podarowała oddanie, pragmatyzm i utylitarność. Bo dopadł ją okrutny los. Dopadła ją wojna. O postaci Anny Smoleńskiej można przeczytać w Wikipedii. A potem warto poznać „Łączniczkę”, by zrozumieć, w jak fenomenalny sposób Magda Knedler po raz kolejny opowiada o kobiecie, której wcześniej nie poświęcono wiele uwagi.

Gdybym nadal uczył języka polskiego w szkole podstawowej i omawiałbym „Kamienie na szaniec”, z pewnością od teraz zwracałbym uwagę swoich uczniów na „Łączniczkę”. Przede wszystkim jako bardzo ważne uzupełnienie powieści Aleksandra Kamińskiego – książki gloryfikującej spektakularne męskie bohaterstwo nadające się na powieść z tendencją dydaktyczną. Knedler nie próbuje być dydaktyczna, a jedynie chce zwrócić uwagę na to, że powielanie męskich wzorców bohaterów wojennych drastycznie umniejsza role odgrywane przez kobiety. Anna Smoleńska sama w tej powieści zauważa, że działa podobnie jak wynoszeni na piedestał przez Kamińskiego chłopcy. Jednak z kilku powodów patriotyczne działania takich jak ona przepadają bez echa, o takich działaniach się nie mówi. Mało to przecież efektowne, że patriotyzm może być duchowym wspieraniem ludzi, którzy utracili bliskich, tuleniem do siebie dzieci pozbawionych rodziców w wyniku nalotów bombowych czy codziennym pomaganiem w niezwykle trudnym życiu, w którym pomoc takich kobiet jak Smoleńska stawała się zupełnie niewidoczna. Tymczasem „Łączniczka” nie stara się być emancypacyjną historią będącą w opozycji do powieści opiewających wielkie czyny mężczyzn przeciwstawiających się wrogowi. Tu heroizm jest taki sam, choć kultura i literatura postanowiły postanowiły przypisywać go jednej płci. Knedler pokazuje, że najwyraźniej zapomniano napisać książki o silnych i niezłomnych w walce z hitlerowcami kobietach. Jedną z nich jest Anna Smoleńska, autorka „Łączniczki” zaś poza czytelnym przesłaniem, o którym wspominam wyżej, tworzy jednocześnie barwną postać. Bohaterkę, która walczy o przetrwanie innych i wspiera antyhitlerowską konspirację, stając się jej ważną częścią. Jednakże przede wszystkim bohaterkę, która swoistą wojnę toczy ze sobą. I to będzie w tej powieści najciekawsze.

Anna jest małomówna, osobna, zamknięta w sobie. Wszelkie kontakty z innymi ludźmi stara się sprowadzać do minimum niezbędnego, by osiągać pragmatyczne cele. Pomaga, wspiera, ale nie zbliża się do nikogo. Krajobrazem jej samotności są Tatry, które tak miłuje. Jej siła być może ma źródło w tym, że Anna nie ulega słabości zbliżania się do kogokolwiek. Czy brakuje jej pewnych umiejętności społecznych? Bohaterka książki Knedler czuje się źle z tym, nie umie stworzyć jakichkolwiek bliskich relacji. Jednocześnie wyznacza sobie wciąż nowe granice do przekroczenia. Chciałaby za wszelką cenę wyjść z kokonu wyobcowania. Jednakże jest on z różnych powodów użyteczny. Anna nie chce bliskości, chce być przede wszystkim pożyteczna, potrzebna. Jako młoda harcerka działa niejako odruchowo, gdy na Warszawę spadają pierwsze niemieckie bomby. To pewien rodzaj atawizmu: działać i pomagać. Im więcej Anna działa, tym trudniej jej zbliżyć się do samej siebie. Smoleńska nie jest pewna, czy zależy jej na tym, by przestać czuć presję w towarzystwie innych ludzi. Knedler stawia tu pytania o samopoznanie, jednak nie formułuje ich w jasny sposób. „Nigdy nie chcę gadać” – to zdanie jej bohaterka kieruje do siebie jako zarzut, mimo że można je uznać też za dowód oryginalności tej postaci. Bynajmniej niewynikającej z tego, że Anna nie nosi pończoch, ubiera się jak chłopak czy nosi krótkie włosy. Istotne jest zwrócenie uwagi na to, jak bardzo z jednej strony ta bohaterka chce być zauważona przez otaczający ją świat, który pogrąża się w wojennym chaosie, a z drugiej – jak mocno chce unikać życia towarzyskiego i w ogóle zbliżeń z ludźmi.

Ważne jest to, czym Magda Knedler rozpoczyna swą opowieść. Otrzymujemy interesujący wizerunek kobiet z rodziny Anny. Jej niedostosowanie do pozostałych i jednoczesną harmonię z nimi. Kiedy dodatkowo autorka portretuje przedwojenną Warszawę z jej problemami – które na przykład groteskowo uwypuklił Michał Witkowski w „Tangu” – dostrzeżemy, że czytamy dojrzałą narrację, w której detale ponurego realizmu łączą się z odcieniami skomplikowanego charakteru dziewczyny będącej uosobieniem determinacji i prawości. A jednocześnie symbolizującej to smutne pokolenie, któremu wojna odebrała młodość, a nierzadko nawet życie. Tymczasem egzystencja Anny Smoleńskiej jest batalią na wielu frontach. Dynamika tej powieści polega na umiejętnym zestawieniu dramatycznej narracji o świecie, w którym przyszło żyć bohaterce, z coraz bardziej szczegółowym opisywaniem osobowości Anny. To, kim się stała i jak nazywa koszmarny świat, w którym musi jakoś funkcjonować, to skutek empatii i wielu obserwacji. Nieprzypadkowo wizerunek rodziny jest w „Łączniczce” ważny. Anna ma możliwość czuć się wolna i swobodna. W te sprzyjające bohaterce relacje rodzinne wojna wdziera się w wyjątkowo brutalny sposób. Knedler pokaże to zwłaszcza w dramatycznej końcówce swojej powieści.

Do klasycznej opowieści o niezłomności warszawianki wobec wroga, który nie docenia siły oporu Polaków – zwłaszcza młodych – pisarka dołącza opis doświadczeń obozowych. I tu pojawia się spore wyzwanie dla doświadczonej autorki, bo o Auschwitz napisano już naprawdę wszystko. Tymczasem Knedler nazywa obóz miejscem, w którym „wyobraźnia do niczego już się nie nadaje”. A jednocześnie cała ta książka jest dowodem na to, że o doświadczeniach pokolenia, którego młodość rujnuje druga wojna światowa, można opowiedzieć coś nowego, ważnego i inspirującego. Trochę wbrew temu, co pisał Kamiński, trochę jako uzupełnienie jego wojennych sprawozdań. Jakkolwiek trudno nazwać „Kamienie na szaniec” dobrą literaturą, tak z całą pewnością można to powiedzieć o przejmującej „Łączniczce”. Powtarzam to, bo jest ważne: piszę o książce, która powinna być nie tylko lekturą uzupełniającą dla starszych klas szkół podstawowych. Jest na to zbyt ważna. Opowiada o heroizmie i niezłomności, o których nie chciało się opowiadać, gdy jedno i drugie trzeba ujrzeć przez pryzmat płci niewygodnej dla społecznej dydaktyki. Kolejna znakomita powieść Magdy Knedler i literacka fantazja o roli sztuki w obliczu okrucieństwa wojennej inwazji. Dodatkowo przejmująca historia o dziewczynie, która opowiadała dzieciom o domkach z kolorowych pudełek, sama jednak z trudem odnajdowała te kolory w codziennym życiu. Warto również odczytać „Łączniczkę” jako książkę o lojalności wobec samego siebie i o tym, że każdą wojenną ruinę należy odbudowywać. Zwłaszcza gdy pierwszymi obrazami wojny są zniszczenia, które nie wyglądają spektakularnie, ale są wyjątkowo przejmujące – to cierpienia dzieci pozbawionych matek. Dlatego chyba powinno się czytać powieść Knedler jako dzieło pisarki świadomej tego, że wykorzystuje to, co w kulturze i sztuce zostało już w oczywisty sposób opisane. Jednak pojawiają się też pytania o to, czym naprawdę ma być ta oczywistość.

2 komentarze:

  1. Witam, czytam z zaciekawieniem pański artykuł na Onecie o powodach wyjazdu do Islandii , jakże bardzo zgadzam się z tym i popieram taką decyzję, mój syn dlatego nie wróci już z Anglii do Polski. A powieścią ,,Łączniczka ,, jestem bardzo zainteresowana, wrzucam na listę zakupową.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kontaktuję się z nim i stało się to nawet szybciej, niż mogłem sobie wymarzyć. Dziękuję za poświęcenie czasu na wysłuchanie mnie i odpisanie na wszystkie moje e-maile, doktorze Agbazara. Znowu czuję siłę emocjonalną. Wróciła mi pewność siebie i jasno widzę swoją przyszłość. Jestem na zawsze wdzięczny za twoją pomoc w ponownym zjednoczeniu mnie z moim starym kochankiem, który rozwód zostawił mnie wiele lat temu dla innej kobiety. Sam zobaczysz, co mówię, kontaktując się z tym wielkim rzucającym zaklęcia, doktorem Agbazarą, pod adresem: ( agbazara @ gmail. com ) lub zadzwoń do niego pod numer ( +234 810 410 2662 ) i rozwiąż swoje problemy.

    OdpowiedzUsuń