Pages

2023-07-17

„Pewnego razu w Wenecji” Magda Knedler

 

Wydawca: Wydawnictwo Mando

Data wydania: 12 lipca 2023

Liczba stron: 368

Oprawa: miękka

Cena det.: 46,90 zł

Tytuł recenzji: Trzy tęsknoty

Wszyscy, którzy od lat śledzą dokonania pisarskie Magdy Knedler, wiedzą być może także, iż staram się recenzować każdą jej książkę, bo każdej jestem po prostu ciekawy. Nie po raz pierwszy napiszę publicznie, że dla mnie Knedler to jedna z najbardziej utalentowanych pisarek literatury środka, ale charakteryzuje się jeszcze czymś: niebywałą wrażliwością w portretowaniu kobiet. Dlatego nową powieścią rozłożyła mnie na łopatki. Nie tylko dlatego, że jest to coś zupełnie nowego gatunkowo w jej dorobku twórczym. Tym razem pisarka zdecydowała się opowiedzieć o mężczyźnie. Niebanalnym, choć z pozoru takim, jakich wielu. Niespokojnym, chociaż konsekwentnie dążącym do tego, by stworzyć tak zwane uporządkowane życie rodzinne. Niespełnionym, bo przecież poznajemy go w momencie, w którym jest świadom tego, że nie stoi za nim ani nie tkwi w nim żadna historia, że to go bardzo boli, że nie przeżył niczego wystarczająco poruszającego, by powiedzieć, iż ma jakieś życiowe doświadczenie. Janek to jednak postać najważniejsza w tej powieści z innego powodu. Przede wszystkim dlatego, że to bohater rozwojowy. Z jednej strony odsłonięty ze wszystkimi, najbardziej nawet intymnymi emocjami. Z drugiej jednak – wciąż zagadkowy dla czytelnika ze względu na to, jaka kumulacja przeżyć tego mężczyzny opisywana jest na kartach powieści. I pisze to Magda Knedler – ta od kobiet, specjalistka od kobiecej wrażliwości, kobiecych dylematów, kobiecych historii. Tu również będą kobiety i to przez nie albo dzięki nim autorka opowie swego mężczyznę lepiej. Wiem jednak, że Knedler przywraca mi wiarę w to, że męski bohater literacki może być równie ciekawy jak kobieta. Dawno już w to zwątpiłem. A teraz jestem po prostu usatysfakcjonowany.

Czy można tak się zachwycać czymś, co gatunkowo jest romansem i być może znajdzie się na niewłaściwej półce, bo dystrybutorzy nieznający treści nie będą wiedzieli, jak wielowarstwowa i fascynująca jest to powieść obyczajowa? Wszystko tutaj wymyka się romansowym ramom. Niebanalny początek tak banalizowanego formalnie gatunku daje już nadzieję na to, że będzie tu coś innego. Nie trzy osoby, z których jedna jest zbędna i tworzy zamęt. Będą dwie kobiety, jeden mężczyzna i bardzo wiele skomplikowanych relacji. Sprawczynią dramatu jest „tamta”. Tak nazywa sąsiadkę partnerka Janka, nie mając pojęcia o tym, jak ważny stanie się potem ten zaimek i jak rezonować będzie jego znaczenie. Podoba mi się na początku również dbałość o detale w opowieści o tworzeniu i scalaniu związku, by później uwiarygodnić jego rozpad. I jeśli ktokolwiek myśli, że będzie to książka, w której żonaty mężczyzna zdradza swą kobietę, a potem pojawiają się tego konsekwencje, obrazi Magdę Knedler, jej twórczą oryginalność i to, w jaki sposób opowiada pisarka swoje historie.

Wszystko jest tu niebanalne, choć autorka nie pisze o czymkolwiek, co nie byłoby doświadczeniem tysięcy ludzi. O czymś, czego każdy z nas nie znałby z autopsji albo opowieści przyjaciół lub znajomych. W gruncie rzeczy taka opowieść o tym, czym jest życiowy wybór, oraz o ponoszeniu konsekwencji każdego z wyborów, mogłaby być uproszczona, wtórna albo przewidywalna. A nic takiego się tutaj nie dzieje. Sporo za to dzieje się w Wenecji. Nie ma bardziej banalnego miejsca na romans, prawda? Tak też pomyślałem przed lekturą. Knedler pokaże, że zarówno miejsce, jak i romans można pokazać zaskakująco inaczej. I przede wszystkim w taki sposób, by nie grać na prostych emocjach czytelników, nikogo nie szantażować egzystencjalnymi wyborami bohaterów, nie zmuszać do opowiadania się po czyjejś stronie, przenoszenia sympatii i antypatii na konkretne postacie.

Zatem Wenecja. Wycieczka, która zmienia wszystko. A może zbieg okoliczności, dzięki któremu dochodzi do zaskakujących zdarzeń we włoskim mieście, które będą mieć swój ciąg dalszy w Polsce. Jednakże trudno tu ustalić początek i koniec, bo w zasadzie ta opowieść nie ma ani jednego, ani drugiego. Jest historią tego, że każda fascynacja może być piękna i jednocześnie niebezpieczna. Każde przekonanie o słusznym wyborze serca może stać się niepokojącą iluzją prowadzącą do cierpienia. Najciekawiej z wszystkich opowieści (bo w tej książce skryło się ich kilka, także takich formalnie rozprawiających się z kwestią tego, czy historię należy opowiadać z użyciem znaków interpunkcyjnych) prezentuje się tutaj fantazja o znanym micie. Orfeusz i Eurydyka otrzymują coś w rodzaju nowego życia, a ich wybory oraz dokonania poddane są ciekawym interpretacjom. Natomiast emocje fantazjom. Dlatego „Pewnego razu w Wenecji” to w dużym uproszczeniu opowieść o tym, że nie zawsze chce się wychodzić z mroku ku istocie obiecującej miłość i nie zawsze można odwzajemnić miłość kogoś, kto kocha bez granic, do szaleństwa.

Magda Knedler wie, że o miłości napisano mnóstwo książek i nie chce dydaktyki, kiedy opowiada o tym, w jaki sposób i na jakich zasadach rozpada się związek. Nie chce również wskazywać winnych i niewinnych, bo taki rozpad to zawsze coś dużo bardziej skomplikowanego niż sytuacja, w której ktoś jest ofiarą, a ktoś okrutnie krzywdzi. Jest tu dużo więcej niż fascynująca wiwisekcja wspólnego życia, które staje się fasadowe, gdy uczucia wygasają. Mamy opowieść o trzech osobach szukających w życiu sensu, a w sercu empatii dla kogoś, kto być może na nią nie zasługuje albo jej nie zrozumie. Anna jest skoncentrowana na czymś, co nie interesuje jej męża. Wioletta koncentruje się na kwestiach będących znowu czymś, co nie znajduje zrozumienia u Janka. Ta trójka bohaterów to trzy zupełnie inne wrażliwości, jednakże Knedler opowiada o czymś uniwersalnym dla nich i dla każdego z nas – o potrzebie lub braku potrzeby bycia z kimś tylko dlatego, że chciałoby się w drugiej osobie widzieć odbicie samego siebie.

Istotna jest tu obecność sztuki, którą postacie z tej książki komentują albo którą się zajmują. Literatura, muzyka, teatr. Jest dużo więcej. Ta historia opowiada się przez archetypiczne wzorce różnych dziedzin sztuki, którym wychodzi naprzeciw w postaci nowych perspektyw. Dlatego ważne jest śledzenie opowieści i tych pozornie pobocznych kwestii, które nie wpływają zasadniczo na fabułę. A jednak mają duże znaczenie. Knedler chce być dodatkowo pełną wrażliwości portrecistką miejsca, o którym napisano już tak wiele i które z tak wielu powodów obecne jest w świadomości większości Europejczyków. W tej książce nie tylko zwiedzamy Wenecję i śledzimy skomplikowane relacje bohaterów. Jesteśmy w mieście, które samo w sobie jest literacką historią. Oraz z bohaterami, którzy próbują swoje historie zestawić z tymi znanymi – opowiedzianymi, namalowanymi, wyreżyserowanymi. Co właściwie deklaruje Janek, sugerując na początku, że nie stoi za nim żadna historia? W jakim celu do włoskiego miasta wybiera się z nim starsza kobieta, która ocenia go, analizuje, uważnie się mu przygląda i czegoś mu zazdrości? Powieść o miłości, której nie ma, którą się traci i którą odnajduje. O jej wielkiej potrzebie, która potrafi determinować każde działanie w życiu. O miłości, która może być uśpiona, może wygasnąć, może również wybuchnąć ze zdwojoną siłą. Zdecydowanie nie tylko dla wielbicieli romansów. Zdecydowanie dla czytelników Magdy Knedler – zaskoczy was bardzo tą książką.

1 komentarz: