Pages

2015-07-13

"Inna dusza" Łukasz Orbitowski

Wydawca: Od Deski Do Deski

Data wydania: 22 maja 2015

Liczba stron: 430

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39 zł

Tytuł recenzji: Straszne lata życia

Łukasz Orbitowski  - idąc w stronę prozy realistycznej, której kierunek i tematykę nadała "Szczęśliwa ziemia" - napisał na zamówienie prawdopodobnie najlepszą swoją powieść. Czyta się "Inną duszę" z rozpaczliwym przekonaniem, że wydostać się z tego okrutnego świata przedstawionego nie będzie można już nigdy. Być może stanie się to, czego doświadczył Jędrek, główny bohater książki. Świat zamknął mu się w określonym miejscu i określonym czasie. Przeznaczenie się wypełniło. Nic już nie będzie inne, bo wszystko pozostało takie jak w momencie aresztowania za dwa brutalne morderstwa, które przed laty naznaczyły bydgoską opinię publiczną, a z zabójcy uczyniło nastoletniego potwora. Orbitowski ukazuje, jak tragicznie skończyć się mogą najpiękniejsze rzekomo lata naszego życia, na kartach tej powieści ukazane w konwencji sielanki przełamanej smutkiem, potem coraz gorszym rozczarowaniem, coraz większym fatalizmem i coraz mocniej gruntowanym przekonaniem o tym, że nie można uciec od szarej, przygnębiającej rzeczywistości i nic nie zmieni jej na lepsze. Bardzo wyrazista, zapadająca w pamięć proza. Narracja przepełniona chłodem, pewnym wyrachowaniem, a jednocześnie czułością - nawet dla Jędrka. Jakże to tak, z mordercy czynić bohatera literackiego i to w dodatku doskonale napisanej książki?! Autor nikogo w niej nie rozgrzesza. Nikomu też nie daje prawa do sądzenia innych i poniewierania nimi.

Zło jest bardzo czytelne tylko w momencie opisu zabijania. Tymczasem "Inna dusza" rozprawia się z takim niedostrzeganym na pozór złem wokół. Nie ma w nim niczego spektakularnego, a jednak jest tak bezkompromisowe. Niesprawiedliwe jak śmierć innej ofiary. Nie tej zamordowanej, cierpiącej od ciosów. To ktoś, kto w zakończeniu umiera smutną śmiercią po smutnym i boleśnie naznaczonym przez dożywającego starości kata życiu polegającym na byciu niewidzialnym. Orbitowski każe rewidować poglądy i opinie. Na sprawę morderstw, do których przyznał się przed laty cukiernik z bydgoskiego Fordonu, nakłada nieco inną perspektywę poznawczą. To nie motywy zabijania będą najważniejsze. Kto wie, czy czytelnik nie pozostanie ze swym rozpaczliwym pytaniem o motywacje mordu, na które nie znajdzie odpowiedzi. Ta powieść odsłania skomplikowane zależności rodzinne połączone z trudem budowania nowej Polski. To także obraz Polski katolickiej, kiedy równie wielki tłum wita Jana Pawła II, co wygraża zdemaskowanemu zbrodniarzowi, odsądzając go od czci i wiary, agresywnie, bez cienia chrześcijańskiego miłosierdzia...

A wszystko zaczyna się zwyczajnie, bardzo zwyczajnie. Mamy rok 1995 i trzech chłopaków, którzy starają się myśleć tylko o dniu dzisiejszym, bo planowanie przyszłości nie jest ich domeną, zostawiają to rodzicom. Darek to postać drugiego planu. Pewien cień w opowieści o męskiej przyjaźni, bo tak naprawdę potem ważna będzie tylko zależność między Jędrkiem Boruckim a jego młodszym kumplem Krzyśkiem Hoppem. Otrzymujemy także dwa rodzaje narracji. Ta mroczna, pozbawiona emocji, metodycznie opisująca rzeczywistość i poczynania Jędrka. Ta bardziej emocjonalna, choć także surowa, opowieść Krzyśka - w niej jego ciepłe określenia ojca niszczącego życie rodziny, labilnego emocjonalnie, wikłającego żonę i syna w sieć toksycznych zależności, męczącego ich sobą na niewielkim metrażu, wciąż na nowo przypominającego o tym, że ta rodzina to klęska. Autor "Widm" w taki sposób operuje dwiema perspektywami, że z czasem widzimy, iż Krzysiek staje się jedyną osobą z otoczenia Jędrka, która widzi go takim, jaki jest naprawdę. W swej grozie i bezkompromisowości rodzi się także szacunek. Prawdziwa empatia. Coś, czego Jędrek nie zazna nigdy, a już na pewno nie na sali sądowej.

Boruccy to porządna, poukładana rodzina. Ojciec Jędrka fach geodety przenosi do życia prywatnego, planując życie swojej żony i syna w domu zasad, rytuałów, kontroli i porządku. Od tego wszystkiego ucieka Jędrek, ale nie tam, dokąd uciekają jego rówieśnicy. Przejażdżki rowerowe, strzelanie z procy, zbliżenia cielesne z osiedlową cichodajką czy siłownia albo gry na konsoli - to wszystko jest gdzieś obok Jędrka, on nie jest w stanie się w to zaangażować. Cała bydgoska rzeczywistość tkwi w oddaleniu, nie mając możliwości poznania, co siedzi w głowie Jędrka. Co nim powoduje, że wykorzystuje nóż do wbijania w ludzkie ciało, że chce być za wszelką cenę w wojsku, że patrzy na świat innym wzrokiem, że to jakby inna dusza jest. Sam Jędrek też męczy się ze sobą. "To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty". Łukasz Orbitowski nie ułatwia nam zadania zrozumienia swojego głównego bohatera. Dużo więcej możemy ujrzeć i zrozumieć, jeśli spojrzymy na niego oczyma Krzyśka Hoppego. Jemu życie nie zatrzymało się tak jak Jędrkowi. A może jednak? Kto cierpi w tej narracji najbardziej i kto stałby się kolejnym celem Jędrkowego noża, gdyby chłopak po pierwszej, precyzyjnie dokonanej zbrodni, podczas drugiej nie popełnił tak wielu błędów, umożliwiając błyskawiczne dotarcie do siebie organom sprawiedliwości?

Autor "Szczęśliwej ziemi" zmusza nas do uważnej obserwacji zachowań, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Jędrek to taki dobry, uczynny chłopak. Zlew naprawi, samochód umyje. Nawet pokój pomaluje. Nic to, że pokój należał do ofiary, a kat zbliża się do jej rodziny, wchodząc z nią w toksyczne zależności. Nic tu nie jest jasne i logiczne, nie ma jakiejś możliwości zaczepienia swego zdrowego rozsądku i zrozumienia nieco więcej. "Inna dusza" to opowieść o potwornym wyobcowaniu, o okolicznościach niełagodzących i o niemożności zrozumienia, skąd biorą się różne formy ludzkiego cierpienia i które są bardziej opresyjne. W tej książce dopada nas autorska precyzja słów przesyconych grozą na tyle, by w mroczny sposób hipnotyzowały. To fikcja oparta na faktach, w związku z tym można przewidzieć, co się wydarzy. Czy najważniejsze są jednak zdarzenia? Ta rzecz to anatomia cichej tragedii, niejednej i nieskończenie bardziej skomplikowanej niż można wywnioskować po faktach czy słowach. Orbitowski umieszcza nas między chłopakami bezwolnymi w swym tragizmie oraz w czasie, który naznaczały niepewność i trud. Straszne jest nie tylko to, co w Jędrku. Straszni jesteśmy my sami, stojący obok kogoś takiego. Straszny był czas i okoliczności, ale to nie one decydują o tym, co się stanie. Niejedna inna dusza wędruje po świecie, w którym nie może zaznać zrozumienia. Łukasz Orbitowski pochylił się nad tymi, którzy - z racji wieku - byli mu bliżsi i pokazał ten przerażający moment, kiedy życie może się zatrzymać, choć nadal żyjemy... Mroczna, wyrazista proza pozostawiająca ślad na zawsze.

6 komentarzy:

  1. Bardzo lubię twórczość literacką pana Orbitowskiego. Gorzej z samym panem Orbitowskim. Podobnie mam z Twardochem. Na szczęście niechęć do osoby nie musi przekładać się na jej twórczość

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podobnie jak Zośka Maj nie przepadam za Orbitowskim (jako osobą). Zraziłam się do niego podczas lektury "Zapisków nosorożca".

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam książki, a chyba by mi się spodobała. Coś tak czuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polubiłam Orbitowskiego jako człowieka po wywiadzie z nim w "Polityce", a " Inna dusza" zauroczyła mnie pomysłami formalnymi np.narracja: behawioralna przy przybliżaniu Postaci Jędrka i prowadzona przez Jrzysia Hoppe,którego trudno nie polubić,cenię takze u pisarza poczucie humoru,Orbitowski ma ten dar.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja osobiście wychowałem się w Bydgoszczy i powinienem się czepiać szczegółów w "Innej duszy", a tak na prawdę nie mam do czego. Świetnie napisana książka i do tego z mnóstwem bydgoskich smaczków. Dawno nie wciągnęła mnie tak książka.

    OdpowiedzUsuń