Pages

2019-03-26

„Odnaleźć się” Agnes Lidbeck


Wydawca: Prószyński i S-ka

Data wydania: 12 marca 2019

Liczba stron: 216

Przekład: Inga Sawicka

Oprawa: miękka

Cena det.: 36 zł

Tytuł recenzji: Role i oczekiwania

„Odnaleźć się” to taka krótka powieść, która mocno daje po twarzy, pozostawia nas w zaskoczeniu, niepokoi otwartym zakończeniem i nie pozwala przestać o niej myśleć po lekturze. Jest tu wszystko, co uwielbiam w skandynawskich powieściach obyczajowych. Wiwisekcja emocji, taka bardzo naturalistyczna. A jednak wielki dystans zarówno do bohaterki, jak i do wydarzeń, które nie są jej udziałem, stają się jej przynależnością i rolą. Lidbeck zapiera dech swoim minimalizmem, gdy czyta się tę powieść, jakby się widziało kadry niemego filmu. Wyraźne, znaczące, bardzo chłodne i przesycone emocjami tkwiącymi gdzieś poza polem widzenia. Dlatego dobrze, że to jednak się czyta, bo szwedzka debiutantka proponuje nam schemat kostycznej relacji o tym, co buzuje wewnątrz kobiety skazanej na role, stereotypowe pojmowanie spełnienia życiowego, kobiety samotnej, osaczonej, toksycznej być może dla siebie samej, ale przede wszystkim niebywale oddalonej od własnych potrzeb, które tutaj sugestywnie nakreślone są przede wszystkim w opisach jej ciała. „Odnaleźć siebie” to niepowtarzalna opowieść o cielesności – także tej męskiej, bo ona właśnie ma nadawać sens i właściwości ciału kobiety. Lidbeck prowokuje i stawia wiele kluczowych pytań o kobiecą tożsamość, a efekt przykucia uwagi osiąga dzięki dydaktycznym przerwom między krótkimi rozdziałami. One kumulują naszą złość i niezgodę, ale najważniejsze jest to kobiece niezadowolenie. Gdzie go szukać? W czym się ukryło? Jakie deficyty nie pozwalają powieściowej Annie na to, by poczuła się dobrze ze sobą?

Czytamy, co następuje: „Z tym, jak być sobą, człowiek wcale się nie rodzi”. Anna urodziła się i wychowała gdzieś poza światem, do którego możemy naprawdę zajrzeć. Przyglądamy jej się w momencie, kiedy zostaje matką. Bo to przecież kluczowe doświadczenie w życiu kobiety. Jej mąż może wyjść ze szpitalnego oddziału, może się odświeżyć, odetchnąć powietrzem nieskażonym wonią medykamentów i płynów ustrojowych, może zaznać normalności. Anna jako świeżo upieczona matka może tylko przyglądać się swojej krwi między nogami, tej o „słonym zapachu”, naznaczającej i stygmatyzującej. Bohaterka Lidbeck od tej pory idzie przez życie sama. Nieważne, czy w roli matki, kochanki, opiekunki. Zawsze obok mężczyzny, którego ma uzupełniać, ma stwarzać mu warunki do swobodnego przeżywania relacji, sama będąc w tej relacji osobą izolowaną, oderwaną od wszystkiego, co może dawać spełnienie. Niesamowite jest to, w jaki sposób autorka prowadzi nas przez kolejne rozdziały życia Anny. Wszyscy ludzie wokół niej są tymi, dla których ma się maksymalnie poświęcić, ale tak naprawdę ich w tej narracji nie ma, są jak cienie, uporczywie opresyjne, ale jednak w tle. Siłą i wielkim zaskoczeniem tej powieści jest takie ukazanie spektrum kobiecych doświadczeń i emocji, że dla nas stają się najważniejsze. Dla otoczenia i samej Anny mają być tylko sumą nakazów, społecznych oczekiwań, mają wynikać z prostych dychotomii i opierać się na stereotypowym postrzeganiu faktu życiowego spełnienia kobiety, która zawsze musi być w jakiejś roli.

Lidbeck ukazuje kobietę, której wartość tworzy się w przynależności, jaką wymuszają na niej okoliczności. Dzieci, mąż, kochanek. To wciąż ludzie z jej otoczenia ustalają oraz sankcjonują sens jej życia. Kim jest i jak ma o sobie myśleć, wynika zawsze z pewnej podległości, która jest bardzo dosadna, prezentowana w sposób bezkompromisowy. Życie Anny to wybory, ale to decyzje, które ktoś podejmuje za nią. Wszystko jest pozornie racjonalne i przemyślane, lecz nic nie jest duszą Anny, nic z narzuconych treści lub sugestii działania nie jest nią naprawdę. „Odnaleźć siebie” nieco dydaktycznie wskazuje w tytule jedno z przesłań powieści, jednak ten tytuł nie robi krzywdy książce. Jest w niej bardzo dużo niejednoznaczności. Myśli i zachowania Anny są pozornie jasne, bo zrekonstruowane w oparciu o to, co przeżywa. Nie wiemy jednak, czym jest ta powieść naprawdę. Manifestem? Antymanifestem? Prowokacją? Wyjątkowo czule przeprowadzoną operacją na otwartym sercu tej, która nie może znaleźć prawdziwego kontaktu z własnym sercem?

Nie sposób nie zestawić powieści Agnes Lidbeck z niedawno wydaną książką „O zmierzchu” Therese Bohman. Szwedzkie pisarki podejmują się rozważań na temat statusu kobiety we współczesnym świecie, idąc jednak różnymi drogami opowiadania. Inaczej stawiają pytania. W inny sposób pozostawiają w niepewności. Bohaterka Bohman jest aktywna, poszukująca. Anna w prozie Lidbeck zdaje się osadzać w bezpiecznych dla siebie ramach, bo tylko one pozwolą jej przyjrzeć się sobie naprawdę. Bohman i Lidbeck proponują różne monodramy, ale obie sugerują nam szereg nietuzinkowych rozmyślań. Przez to, jakie są, co sobą reprezentują i jaki głos w sprawie statusu nowoczesnej kobiety niosą pośród pochłaniających je zdarzeń. Na pozór mamy ekstrawertyczkę w „O zmierzchu” i introwertyczkę w „Odnaleźć siebie”. Jednak są to dwie tak samo wieloznaczne opowieści, w których ważny jest autorski dystans, ale ważna także ścieżka, po której bohaterki stąpają czasem po omacku.

Czy bohaterka Agnes Lidbeck jest bierna, czy nieświadoma? A może ma nam do powiedzenia dużo więcej o tym, kim jest i kim powinna być dla siebie kobieta, niż możemy przypuszczać, gdy czytamy o tym, co szufladkuje jej sposób odbioru rzeczywistości? Annie mężczyźni tłumaczą rzeczywistość. Nawet ci, do których odważa się wybrać, by wierzyć w ich terapeutyczne rady porządkujące jej świat. Ale mam wrażenie, że sama Anna z niczego się nie tłumaczy ani nic nie tłumaczy jej samej. Lidbeck zarysowuje szereg mrocznych zależności, by stawiać pytania o wolność osobistą – jej definiowanie i przeżywanie. I nawet kiedy Anna konfrontuje się ze śmiercią, okazuje się jednak, że to nie ona jest najgorszą formą samotności. O tym, kim jest kobieta samotna i kobieta niepatrząca w głąb siebie, ta powieść opowiada wyjątkowo dosadnie. Ale też empatycznie, enigmatycznie i z dużą dozą dystansu. Choć przecież wszystko w tych zdaniach i rozdziałach wrze od emocji. Czytelnicze zaskoczenia i zdumienia gwarantowane.

Na koniec warto odnieść się do sugestii, która otwiera tę powieść. Agnes Lidbeck stara się pytać o to, czy kobieta, która postępuje w sposób zrozumiały dla otoczenia i powszechnie przez to otoczenie akceptowany, jest zrozumiała dla samej siebie, czy samą siebie akceptuje. Ważna będzie tu mowa ciała i sama funkcja prezentowania ciała bohaterki jako kolejnego bohatera. Lidbeck pisze o wstydzie, intymności, o złudzeniach i o pragnieniu wyjścia sobie naprzeciw. Wyjścia poza ramy narzucające określenie swego „ja”.


PATRONAT MEDIALNY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz