2019-01-24

„O zmierzchu” Therese Bohman


Wydawca: Pauza

Data wydania: 31 stycznia 2019

Liczba stron: 208

Przekład: Justyna Czechowska

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Kobieta niezależna

To bardzo przenikliwa i zmuszająca do dyskusji powieść. Taka, w której nie ma prostych dychotomii, ale też taka, która je początkowo sugeruje w odniesieniu do funkcji kobiety w życiu osobistym, zawodowym i społecznym. O zmierzchu” stawia wiele pytań o to, czy człowiek – niezależnie od płci – jest w stanie unieść w życiu swoją osobność, ale także o to, czy w tej osobności kobiecie jest trudniej. Czy to właśnie kobieta, a nie mężczyzna, żyje samodzielnie w wyniku jakiejś opresji albo krzywdy ze strony losu. Therese Bohman portretuje bohaterkę, która jest pewna siebie, swojego poczucia estetyki i dokonanych wyborów, ale jednocześnie kogoś osaczonego przez presję otoczenia. Szwedzka pisarka podejmuje się próby odpowiedzi na pytanie o to, kim staje się kobieta samotnie idąca przez życie, oraz o to, czy płeć definiuje poczucie szczęścia w określonych ramach i na określonych zasadach. To też powieść o naukowym i emocjonalnym poszukiwaniu tego, co intrygujące, odmienne, kontestujące normy i ustalające własny porządek. W niezwykłej scenerii najpiękniejszej moim zdaniem nordyckiej stolicy, której piękna bohaterka nie zauważa, bo miasto – jak i ludzi, z którymi wchodzi w relacje – traktuje z dużym dystansem i fantazjuje o pewnych niezaistniałych katastrofach.

Karolina nie daje się polubić. Utyskuje na wszystko wokół, narzeka nawet na banalność swojego imienia. Jednocześnie wie, że jeśli ma kupić krojone pomidory, to te lepszej jakości. Że w pracy na uniwersytecie rozmawianie o nowym modelu ekspresu do kawy jest co najmniej niestosowne. Że wszyscy mężczyźni są prości, a Sztokholm jest miastem pułapką. Miejscem, w którym wszyscy zadzierają nosa, a Karolina musi chodzić z głową uniesioną wysoko. W końcu jest profesorką. Specjalistką w zakresie historii sztuki. Pewną siebie singielką, która zdecydowanie pożegnała trwający ponad dekadę związek – bez emocji, celu i seksu. Radzi sobie z życiem czy wręcz przeciwnie? Jej oczekiwania, fantazje, potrzeby i pragnienia również są lepszej jakości, z wyższej półki, niemożliwe do zrealizowania pośród niekompatybilnych z nią ludzi?

Bohman zaczyna brawurowo i kontrowersyjnie, by potem iść w stronę komplikacji tego, co czytelnik wydobędzie jako podejrzenia, tezy. To nie będzie kolejna feministyczna książka o tym, że kobieta niezależna musi przede wszystkim dużo odważniej walczyć o tę niezależność i że zwykle idą za nią wykształcenie oraz sprecyzowane poczucie estetyki. Tu wszystko stanie się nie tym, czym może się wydawać. Autorka pozwoli bohaterce być słabą, smutną, osaczoną i rozgoryczoną wszelkimi osiągnięciami. Bo każde można zakwestionować pod wpływem odpowiednich okoliczności. Każdy rodzaj życiowej siły i niezależności można poddać pod rozwagę, a później w nie zwątpić. Dramat Karoliny nie będzie dramatem kobiety sukcesu, która musiała za ów sukces zapłacić wszystkim tym, co większości kobietom daje radość i spełnienie. „O zmierzchu” pyta przede wszystkim o kondycję zatomizowanego społeczeństwa, w którym każdy gra do własnej bramki i wybicie się na niezależność to zwykle próba trzymania gardy przed tym, co niszczące i deprymujące w życiu we wspólnocie. Ale jest też podział na atomizowanie się w obrębie płci. Tu Bohman trochę prowokuje, a trochę odwołuje się do truizmów. Jest jednak ciekawa. Ta książka od początku do końca pełna jest jakiegoś podskórnego napięcia. Pulsuje do wewnątrz i zwodzi czytelnika. Opowiadając jednocześnie o tym, jakie są konsekwencje niezaspokojenia podstawowych potrzeb. Czy są nimi zawsze – wspomniane w tej książce – potrzeby akceptacji i uznania?

Interesująco prezentowany jest status życia prywatnego Karoliny. To ona wyznacza, co, kiedy i z kim jej wolno. To ona decyduje i ma pewność tego, że panuje nad wszystkim – zwłaszcza nad męskim pożądaniem. Swoje może zaspokoić nawet w pracy dzięki stronom pornograficznym, ale przypadkowy seks, który sprawia jej przyjemność oraz przychodzi z łatwością, jakoś nieprzyjemnie przypomina o tym, o co pyta stary znajomy z prowincji. Czy singielka w wielkim mieście – umówmy się na tę wielkość Sztokholmu na potrzeby tego zdania – powinna zwyczajnie umawiać się na randki, dążyć mniej lub bardziej kompulsywnie do zatuszowania pustki pięknego, lecz opresyjnego mieszkania? Bohman przedstawia nam bohaterkę poszukującą, ale także taką, która zderza się ze stereotypami i siłą przyzwyczajeń w myśleniu o niezależnej kobiecie w tak zwanym średnim wieku. Bardzo ciekawe jest to, czego i w jaki sposób Karolina poszukuje. Powieść stawia też pytanie o to, jak wygląda droga poznawania siebie niezależnej kobiety teraz, na przełomie kolejnych wieków – takiej kobiety, która napisała o niebezpiecznych dla społeczeństwa kobietach przełomu dwóch minionych wieków. Kim jest dzisiaj kontestatorka, burzycielka, kobieta nowatorska? O tym Karolina pomyśli także, wchodząc w specyficzną relację z nonszalanckim doktorantem, który pod jej kierunkiem chce napisać pracę o niezwykłej i zapomnianej artystce…

„Być może najlepsze związki to te, które nigdy nie są romantyczne ani seksualne, ale mają ten potencjał”. To jej przekonanie i być może ta teza wyznacza jakiś wewnętrzny azymut poszukiwań wyznaczników tego, która relacja z mężczyzną może być wartościowa. Kim będzie jej doktorant Anton? Czego w nowej i zaskakującej relacji bohaterka dowie się o samej sobie? Therese Bohman w dość krótkiej narracji proponuje szereg zaskakujących rozwiązań, w których nasza wiedza o bohaterce oraz o środowisku, w jakim musi ona funkcjonować, stawać się będzie coraz bardziej zbiorem hipotez. I tym też jest „O zmierzchu” – powieścią ważnych i współczesnych pytań o naturę ludzką w związkach i poza nimi. O decyzjach warunkowanych przez płeć i przez okoliczności, które mają płci coś zawężać, jakoś nią kierować. Ale Bohman proponuje nam przede wszystkim podróż przez świetnie skonstruowany świat przedstawiony, w którym rozgrywa się pozornie monodram, lecz widzimy, że wszystkie elementy tej fikcji są w przemyślany sposób uporządkowane. Każda domaga się czytelniczego zdefiniowania. A dodatkowo szwedzka pisarka jest momentami bardzo ironiczna i ma specyficzne poczucie humoru. To tworzy w tej powieści szczególny balans między smutkiem, groteską a zwyczajną zabawnością niefortunnych zbiegów okoliczności. Wieloznaczna powieść wymuszająca otwarte zakończenie, ale pozostawiająca z bohaterką, która wiele wątpliwości wyrazi nie tylko w swoim, lecz też czytelniczym imieniu.


PATRONAT MEDIALNY

1 komentarz:

grazyna binczyk pisze...

Na pewno kupię i przeczytam.