Pages

2020-01-14

„Ewa ze swych zgliszcz” Ananda Devi


Wydawca: Wydawnictwo w Podwórku

Data wydania: 7 grudnia 2019

Liczba stron: 192

Przekład: Krzysztof Jarosz

Oprawa: miękka z obwolutą

Cena det.: 36 zł

Tytuł recenzji: Smutek i okrucieństwo

Lektura „Ewy ze swych zgliszcz” pozwala lepiej zrozumieć „Zielone sari” – wcześniej wydaną w Polsce, ale późniejszą w dorobku Anandy Devi powieść. Obraz kobiet sprzeciwiających się męskiej dominacji i męskiemu zawłaszczaniu w „Zielonym sari” zestawiony został z fizyczną słabością mężczyzny. Tutaj mamy do czynienia z instynktownym gniewem. Potężną siłą, której istotę książka będzie wyjaśniać od samego wstępu: sugestywnej sceny wędrówki utykającej kobiety idącej w noc i zapowiadającej, że nic jej już nie zatrzyma. Devi zachwyca w „Ewie ze swych zgliszcz” nietuzinkową narracją. Sytuuje się ona gdzieś między brutalną dosadnością a perfekcją poetyckich metafor. Taka jest też cała historia – rozpięta między codziennością dzielnicy biedy a niedotykalnym dla tej biedy i wykluczenia światem przeżyć emocjonalnych, w których dominują rozpacz oraz rozczarowanie, bo niedostatek zrównuje wszystkich, nie ma konkretnego adresu, jest jednocześnie fundamentem życia, w jakim nie ma miejsca na poczucie własnej godności.

Ewa jest osobna. Wyrasta ze środowiska, w którym deficyty określają wszystkich tak samo, ale jej egzystencjalny smutek wydaje się bardziej przejmujący. Ewa nie ma do zaoferowania niczego poza swoim ciałem. Traktuje je jak walutę. Daje je wykorzystywać. Ale to nie ona jest tą wykorzystywaną, bo żaden brutalnie domagający się bliskości ciała mężczyzna nigdy nie będzie bliski jej duszy. Ewa funkcjonuje niejako obok rzeczywistości, która chce ją doświadczyć bezradnością przeniesioną z domu rodzinnego. Nie chce być bezradna. Znajduje sposób na samostanowienie. Jest jednak rozpaczliwie samotna i pozostawiona samej sobie, w piekle rozważań o tym, czego od życia nigdy nie uzyska. Eskapizm Ewy jest tu celowo wyolbrzymiony. Ananda Devi operuje specyficznym rodzajem dramatyzmu. Jej bohaterka to nastolatka, w której życiu skumulowały się okrutne zbiegi okoliczności. Dysfunkcyjna rodzina, brak perspektyw, poczucie odrzucenia, ale i jednoczesny opór przed byciem częścią społeczności beznadziei. Kiedy autorka pisze, że Ewa jest „unoszona przez nic”, czuje się już bardzo dobrze, o jak wielu obliczach nicości i nihilizmu będzie opowiadać ta skromna powieść. Historia o tym, o czym mówi jeden z bohaterów – niepokojąco cienkiej linii dzielącej ludzki smutek od ludzkiego okrucieństwa.

Sadiq adoruje Ewę mimo jej niedostępności i widocznego zewsząd smutku. Ten młody chłopak ma w sercu dwie pasje – czułość do poezji oraz dziewczyny, która męskość postrzega jedynie jako wroga na prywatnej wojnie. Sad musi zmierzyć się z tym, że jest częścią grupy wykluczonych społecznie, a ta grupa nie akceptuje jego ukochanej. Nieliczne chwile, w których Ewa pozwala mu być blisko siebie, dają mu namiastkę szczęścia, jakie mogliby stworzyć, gdyby urodzili się w innym czasie i innych okolicznościach. Tymczasem oboje cierpią i żadne z nich nie jest w stanie zbliżyć się do tego drugiego. Ananda Devi sugestywnie portretuje młodzieńczą intensywność przeżywania. Bohaterowie spalają się zarówno w poczuciu smutku i życiowej klęski, jak i w ogniu miłości, być może jedynego prawdziwie dobrego uczucia, jakie można zaoferować w świecie, skąd wydobywa się jedynie gorycz.

Zastanawiam się nad tym, czy „Ewa ze swych zgliszcz” to powieść, w której bardziej istotne są lokalne, maurytyjskie obrazy i przesłania, czy też należy rozpatrywać ją w znaczeniu uniwersalnym, jeśli patrzy się na kobiecą krzywdę, niesprawiedliwość społeczną, potrzebę akceptacji i brak poczucia stabilności. Bo to także powieść o kobiecej solidarności, za którą będzie stać kolejny dramat, i rozprawa z tym, że płeć ma znaczenie, niesie w sobie więcej możliwości, może być opresyjna dla tej drugiej, ale przede wszystkim ma więcej praw, więcej może, każdą podłość jest w stanie zamaskować i uczynić elementem własnej moralności.

Devi – tak jak w „Zielonym sari” – pokazuje mimo wszystko, że życie to możliwości (postać prawniczki broniącej jednego z bohaterów). W bezkompromisowy sposób sugeruje, że decyzje i działania jej zagubionych bohaterów to kwestia jakiegoś wyboru. Każe zastanawiać się nad tym, co stoi właśnie za tym, że wybieramy dramatycznie. Pochodzenie? Sytuacja materialna? Konstrukcja psychiczna? A może przede wszystkim odpowiedzialność za trudną materię życia, za którą nie powinniśmy brać odpowiedzialności. Ciekawa jest tu konstrukcja wykluczenia i hermetycznego odcięcia od tego, co może tworzyć świat możliwości. Sama wyspa, na której żyją bohaterowie, jest obszarem zamkniętym. Fikcyjne osiedle Troumaron to dodatkowo zamknięta na tej wyspie przestrzeń. Podziały nie stworzyły się nagle, zostały podyktowane okolicznościami. Są tacy, którym udało się uciec do dalekiej Europy, i wiadomo, że stamtąd nie wrócą. Są też ci, którzy nie mają dokąd uciec. Tak jak Ewa żyjąca z przemocowym ojcem i uległą mu matką, pośród pożądliwych spojrzeń mężczyzn traktujących ją przedmiotowo, w dzielnicy i kraju bez szans na zmianę. U boku kogoś, kto jest bliski, ale ta bliskość może zostać odebrana.

To wstrząsająca powieść o desperacji, smutku i pustce, ale ujawniają się w niej także atawizmy, które pozwalają na przetrwanie, jednak z drugiej strony kryje się w nich coś bardzo fatalnego. Z kręgu smutku nie może wydostać się okrucieństwo i dzieje się też odwrotnie. Ananda Devi portretuje świat, w którym wszystko jest ułomne, rozpada się lub zapada (jak mieszkania bohaterów). Chce jednocześnie pokazać, że walczy się o godność bez względu na stopień zwątpienia. Ewa to siedemnastolatka, w której nie ma życia. Jest jednak ogromna siła, by przeciwstawić się obojętności otoczenia, ale ona wystarcza tylko na pojedyncze bunty. I na czyn, który będzie jeszcze bardziej mrocznym pokłosiem mrocznej tragedii w życiu Ewy.

Czy ludzka tożsamość kształtuje się na pogardzie? Czy uporczywie doświadczane zło może stać się siłą do życia? Jakie czynniki sprawiają, że zachowujemy się jak życiowi uciekinierzy, a jakie powodują w nas instynktowny gniew i uwalniają odwagę? Czy sportretowana w ciemnych barwach rajska wyspa, która daje się wykorzystywać turystom, nie jest cieniem Ewy decydującej się na to, by oddać ciało i zapomnieć o duszy? Myślę, że ta książka jest równie przejmująca co „Zielone sari”. Wspaniałe tłumaczenie idzie w parze z komentarzem do powieści, który wyjaśnia lokalne kody i tropy w „Ewie ze swych zgliszcz”. Całość robi naprawdę duże wrażenie, opowiadając metaforami o tym, czego nie widać albo co ujawnia się dopiero w mrocznym czynie, brudnej myśli, złym zbiegu okoliczności, niewłaściwym wyborze. Wizyjna i polifoniczna opowieść o maurytyjskiej rozpaczy. Wielka pięknem swoich zdań i siłą oddziaływania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz