Pages

2016-04-27

"Armenia. Karawany śmierci" Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń

Wydawca: Czarne

Data wydania: 30 marca 2016

Liczba stron: 232

Oprawa: twarda lakierowana

Cena det.: 39 zł

Tytuł recenzji: Cierpienie i odwaga

Trzeba dużej czułości i taktu, żeby napisać o współczesnej Armenii. Andrzejowi Brzezieckiemu i Małgorzacie Nocuń wychodzi to doskonale. Opowiadają o wspaniałości i podłości Ormian. Budują wyraźne kontrasty, ale ich pisanie o tym kraju to przede wszystkim zacieranie tego, co jednoznacznie dobre i złe. W morzu nienawiści albo obojętności ukazane są silne ludzkie uczucia. Pośród grozy okrucieństwa obrazy sygnalizujące wielkie przywiązanie do ziemi nękanej wojną i głodem, niesprawiedliwie obarczonej przez historię cierpieniem, jednocześnie czarującej pięknem przyrody i wrażliwością Ormian. Wszystko w tym reportażu rozgrywa się między nakreślonymi skrajnościami. I to jest naprawdę piękne, choć równie mocno niepokojące. Ta książka unika jednostronności, nadmiernie wyrazistych sądów, unika także portretowania społeczeństwa armeńskiego jako zbiorowości skazanej na udrękę. Wszystko, co ważne, ukryte jest pośród wieloznacznych śladów i różnorodnych rozmów przeprowadzanych z poczuciem taktu oraz z wyjątkową uwagą słuchaczy starających się oddać odcienie złożoności armeńskiego losu. Brzeziecki i Nocuń patrzą na Armenię w taki sposób, że już od pierwszych stron przestaje być ona dla nas obcym krajem. Staje się krajem pytań, zagadek i dwuznaczności. A w tym wszystkim czytelny kaukaski fatalizm, z którym autorzy muszą się oswoić.

Tam, gdzie tka się piękne dywany, jednocześnie dopuszcza aborcji i usuwa płody, gdy rodziny spodziewają się dziewczynek. Wyborny smak armeńskich koniaków idzie w parze z gorzką strukturą patriarchalnego społeczeństwa i pozycją kobiety, dla której bardzo często nadrzędnymi życiowymi uczuciami są uczucie niespełnienia i żałoba. Ujmująca dzikością gór i soczystej zieleni kraina to także miejsce różnych patologii, korupcji, zachowawczości i obojętności społecznej. Armenia cierpi niczym biblijny Hiob - autorzy sygnalizują te cierpienia wyraźnie. Kolebka cywilizacji, pierwszy chrześcijański kraj na świecie latami doznawał ogromu cierpienia. Ormianie przyjmowali je z pokorą, choć w kolejnych pokoleniach złość i chęć odwetu zaczęły już narastać. Brzeziecki i Nocuń notują i słuchają uważnie - o rzezi Ormian w 1915 roku, o trzęsieniu ziemi z roku 1988, o strzelaninie w parlamencie 1999 roku czy strzałach oddawanych do tłumu sześć lat potem. Armenia została naznaczona cierpieniem. Jest jednocześnie kraj w silnej orbicie rosyjskich wpływów, wciąż pozostający w stanie gotowości do wojny z Azerbejdżanem, ustawicznie walczący o uznanie swej wyjątkowości i z sentymentem spoglądający na pobliski Ararat  - święta góra Ormian znajduje się poza granicą ich kraju i to dość czytelny symbol dziejowego oszustwa. Armenię oszukano i wykorzystano wielokrotnie. Dzisiaj pozostają w niej nieutulony żal i gorycz, dla których ujścia raczej nie ma. Dzisiejszy Ormianin staje przed niewesołą alternatywą - emigracja albo ciche przyzwolenie na to, co na co dzień utrudnia egzystencję. Być mieszkańcem Armenii to cierpieć i zmagać się z przeciwnościami losu. Żyć w kraju, z którego wyemigrowała rzesza znacznie przewyższająca aktualną liczbę mieszkańców.

Autorzy reportażu starają się odpowiedzieć na pytania o to, dlaczego dzisiaj to bierność i swoisty marazm są cechami charakterystycznymi społeczeństwa niezdolnego do rewolty typu Majdan i uwięzionego w sieci wielu toksycznych zależności. Niczego nie tuszują, obrazując armeńską codzienność z pewną bezkompromisowością, bo na co dzień bardzo trudno jest być Ormianinem. Skomplikowane układy władzy, armia mordująca własnych żołnierzy, wiszący w powietrzu konflikt o Górski Karabach i poczucie, że świat w dużej mierze nie reaguje na bolesne absurdy życia w Armenii. Otrzymujemy przede wszystkim obraz społeczeństwa, które nigdy nie przepracowało własnych traum. Ludzi odartych z godności wielokrotnie, brutalnie zabijanych, odrywanych od ziemi, od domu rodzinnego. Wspomnienie nierozliczonych nigdy bestialstw z 1915 roku to taka bolesna spuścizna, która pozostaje w kolejnym pokoleniu, bo wówczas i potem nie doczekano się zadośćuczynienia. Nikt nie zapłakał nad milionami zabitych ponad sto lat temu. Nikt nie przeprosił. Nikt nie pomyślał, że urażona godność to brzemię pozostające już na zawsze. Dziś Armenia nadal pamięta o 1915 roku i tkwi w niej ten mroczny gniew niepomszczenia tego, co się wówczas wydarzyło. Ale dziś to także konflikt o Górski Karabach wciąż rozpala namiętności i wywołuje napięcia. Walkę o sąsiadem o sporne terytorium jeden z rozmówców nazywa "patologicznym nacjonalizmem". Granica azersko-armeńska tkwi w wiecznym niepokoju i pośród odgłosów wystrzałów. Przyczajeni sąsiedzi wiedzą, że konflikt może eskalować. Bierność zabijanych  w 1915 roku nie jest już cechą narodu, który na co dzień tkwi być może w strachu i milczeniu, ale dziś potrafi walczyć, wciąż gotowy na kolejny rozlew krwi.

"Armenia. Karawany śmierci" to poruszająca opowieść o tym, jak żyje się kaukaskim kochankom, bojownikom, politykom, kobietom i młodemu pokoleniu. To historia wielkiej dumy i równie wielkiego wstydu. Narracja o kraju, którego dogłębne poznanie kryje się pośród wielu kontrastów i być może między tym, co skrajne, ujawnia się on w całej okazałości. Bo Armenia to gniew i bierność, to rozpaczliwe próby określania własnej tożsamości i codzienna walka o każdy kolejny dzień. Wszystko w cieniu milczącego Araratu, który kiedyś dał początek nowemu życiu, a dzisiaj to życie okrywa mrocznym cieniem.

Andrzej Brzeziecki i Małgorzata Nocuń odbywają wiele barwnych, ale i trudnych podróży. Wskazują, że kaukaska żałoba pod tą szerokością geograficzną nie ma szans, by się dopełnić. Zbyt wiele trudnych rozdziałów z przeszłości wciąż nie zostało zamkniętych, a dzisiejszy Ormianin chce wierzyć, że jest wyjątkowy, ukradkiem ocierając łzę albo wspominając jakąś niesprawiedliwość, bo jest ona doświadczeniem właściwie każdego. Piękna książka o trudnej rzeczywistości i o bliznach na organizmie społecznym, które pozostają na zawsze. Jednocześnie opowieść o wielu nadziejach, żarliwych uczuciach, trwałych relacjach rodzinnych i wierze w to, iż kraj wybrany przez boga otrzyma kiedyś zadośćuczynienie za hiobowe cierpienia. Ormianin ma siłę, dumę i wiele determinacji. Dużą dozę wrażliwości i jednocześnie sporo mrocznego okrucieństwa. Autorzy pytają, dziwią się, zaczynają rozumieć i szanują. Oddają czytelnikowi osąd i refleksję, będąc czułymi przewodnikami. Takie książki jak ta to wyjątkowe świadectwa ludzkiej podłości i niezwykłości jednocześnie. Jeden z lepszych reportaży, jakie miałem okazję przeczytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz