Pages

2016-04-22

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" Jessica Knoll

Wydawca: Znak

Data wydania: 30 marca 2016

Liczba stron: 446

Tłumacz: Dorota Pomadowska

Oprawa: miękka

Cena det.: 36,90 zł

Tytuł recenzji: Samoświadomość i chaos

Gilian Flynn, Paula Hawkins, a teraz Jessica Knoll – wszystkie uznają, że umieszczenie słowa „dziewczyna” w tytule powieści to gwarant sukcesu i wabik na czytelników. Oszałamiające sukcesy tych trzech pisarek dowodzą tego, że mają rację i że taka proza idzie jak świeże bułeczki. Moim obowiązkiem jest zatem przestrzec przed kolejną rzekomo fascynującą narracją o dziewczyńskich i kobiecych rozterkach duchowych, które tym razem dotyczą konsekwencji radosnego nastoletniego hedonizmu – za nim stanie mroczna tajemnica i dylematy mające porwać wyobraźnię milionów. Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” to opowieść o samoświadomości. Portretuje bohaterkę, która chce zatrzeć ślady młodzieńczych wybryków i rzucić się w paszczę świata sukcesu. Tylko on może być gwarantem bezpieczeństwa po tym, co wydarzyło się przed laty i co cieniem kładzie się na dorosłym życiu kobiety wciąż poszukującej spełnienia. Wciąż niepewnej swojej wartości tak jak przed czternastoma laty, kiedy z determinacją szukała akceptacji grupy. Dziś ostoją są bogaty mąż, świetna praca w magazynie kobiecym, rozmiar XS i świadomość, że można dobierać sobie najdroższe marki tylko po to, by pod szykownym wyglądem skryć wciąż trzęsącą się ze strachu dziewczynkę.

Przez dłuższy czas – jakieś kilkadziesiąt nerwowo przekładanych stron – nie ma się żadnego pojęcia, o czym jest ta powieść i w którą stronę podąża. Narracja jest kompulsywna, narzuca wartki tok myślowy bohaterki, łączy ze sobą odczucia, wrażenia i działania, wciąż zacierając jasny pogląd na to, co się dzieje. Bo Knoll serwuje nam w dużej mierze chaos. Nie pomaga dyscyplina myślowa drugiej części książki, kiedy to porządkowane są okrutne fakty z przeszłości, od których bohaterka ucieka w wielkomiejski świat blichtru i pozorów sławy. Sama konstrukcja TifAni ma irytować, bo nie jest to bohaterka, którą obdarzamy sympatią. Odnosi się jednak wrażenie, że jej rozmyślania wtrącają nas w jakiś trudny do zrozumienia tok myślowy. Narracja TifAni to taki korkociąg, w którym szamoczemy się bez sensu i bez celu. Najpierw poznajemy rozmaite nastoletnie zbliżenia i układy, potem relacje u progu wielkiego ślubu z Lukiem, który ma stać się dla bohaterki zwieńczeniem jej marzeń o doskonałej egzystencji – jej definicją może być między innymi sposób, w jaki zjada się ostrygi. Sens i cel umyka już na pierwszych stronach i potem trudno go odnaleźć, bo powieść z jednej strony trąci kiczowatą formą rozprawy o niezrozumieniu nastolatki, która sama siebie nie rozumie, a z drugiej – jest pełną śmiesznego patosu historią zdobywania świata i determinacji, bo TifAni nie odpuszcza marzeniom o sukcesie i markach nawet wówczas, gdy doświadcza traumy zmieniającej świadomość każdego człowieka.

Można potraktować „Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie” jako ironiczny obraz rzeczywistości serwowanej kobietom przez media zajmujące się ulepszaniem ich życia. TifAni pisze o seksie, ale jej koleżanki produkują artykuły na temat tego, jak należy się odżywiać, co na siebie włożyć i w jaki sposób chodzić, a może nawet oddychać. Byłaby to celna satyra na pustkę tak zwanego wysokonakładowego dziennikarstwa dla kobiet, gdyby Jessica Knoll sama nie tkwiła w świecie TifAni. Należy zatem spojrzeć na jej książkę jako na przestrogę oraz wsparcie. Dla wszystkich naiwnych dziewcząt amerykańskiego światka, które chcą pożegnać swoje drobnomieszczańskie pochodzenie i gotowe są zrobić bardzo wiele, by stać się członkiniami lepszego świata. Knoll obrazuje pewien rozpad osobowości oraz sygnalizuje pułapki czyhające na biedne dziewczęta z prowincji, które chcą zmienić swój status, właściwie się ubrać i zachowywać. To opowieść o sile atrakcyjności w oczach innych i mieliznach emocjonalnych, jakie się za tym kryją. „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” przybiera więc znamiona poradnika. Nie postępujcie jak TifAni, a jeśli już tak się stanie, weźcie z niej przykład, bo dziewczyna w finale naprawdę ogarnia siebie – i swą narrację przy okazji.

Mamy tutaj zderzenie świata przeżyć i oczekiwań z prozą życia, w której liczą się bezwzględne prawa hierarchii społecznej. Bohaterka Knoll musi zmierzyć się z nimi w nowej szkole będącej dla niej uosobieniem wolności, dla której wiele można poświęcić. Poświęca godność, ale przede wszystkim wchodzi w skomplikowane relacje z rówieśnikami. Nie jest gotowa, by stanowić o sobie, w związku z czym akceptacja jakiejkolwiek grupy jest dla niej priorytetem. Jeśli nie można wejść w grupę, istotna będzie jakakolwiek bliskość. Czy to ze szkolnym outsiderem, czy też z nauczycielem, który jako jedyny zdaje się dostrzegać wartość TifAni. To też książka o opresyjnym charakterze rodziny i stygmacie pochodzenia – takim do zatarcia w przyszłości, ale jednocześnie niemożliwym do pożegnania. W świecie nowojorskiej finansjery i wśród zawistnych kobiet pełnych złośliwości i fałszu bohaterka Knoll jest tak samo zagubiona jak przed laty, gdy próbowała się wkupić w łaski opiniotwórczej grupy nastolatków w nowej szkole. Byłaby to budująca opowieść o tym, jak nabiera się szacunku dla samego siebie, gdyby nie fakt, że w biografię TifAni Jessica Knoll włożyła wszystko, co mogłoby skomplikować jej egzystencję, dołożyła sporo amerykańskiej papki słownej i wtłoczyła biedną bohaterkę w sytuację medialną, której nośność to zdecydowanie amerykańska wizytówka. Ta książka wyrasta w dużej mierze z amerykańskości, jej marzeń o sukcesie i pokłosia tego, że takie marzenia rzadko się spełniają.

Ta powieść zbudowana jest z namnożonych zbiegów okoliczności, które stwarzane są jakby na siłę, byle tylko uatrakcyjnić tę prozę. W gruncie rzeczy chodzi o stałe zaskakiwanie czytelnika, ale kolejne wydarzenia wywołują już tylko uśmiech politowania, gdy zdamy sobie sprawę, że Knoll upycha do swej książki wszystko to, co mogłoby być przede wszystkim dobrze sprzedawalne. Tak, ta proza to taki smaczny produkt, który dobrze się sprzedaje, gdy jest świeży. „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” to opowieść o dość mrocznej definicji szczęścia, męcząca stylem oraz nagromadzeniem zdarzeń, w których gubimy się już na wstępie. Obawiam się, że tego rodzaju narracje mają się dobrze przede wszystkim dzięki temu, że kilkanaście znanych osób uznało, iż zarwało noc i że było warto. Straciłem dwa wieczory i podkreślam z całą stanowczością, że warto nie było. Co nie umniejsza faktu, że Knoll sprzeda się doskonale w każdym kolejnym kraju, w którym ją przetłumaczą.

1 komentarz:

  1. Twoja recenzja raczej nie zachęca mnie do sięgnięcia po tę książkę. Chaotycznie napisane utwory bardziej mnie męczą niż cieszą.

    OdpowiedzUsuń