Pages

2020-08-25

„Dla jej dobra” Ellen Marie Wiseman


Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

Data wydania: 26 sierpnia 2020

Liczba stron: 456

Przekład: Anna Sauvignon

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Niekochane

Powieść Ellen Marie Wiseman jest tak napisana, że działa bezpośrednio na emocje. Autorka błyskawicznie przywiązuje czytelnika do swoich bohaterek i dzięki temu czyta się to naprawdę szybko i z wypiekami na twarzy. A jednak w tej prostej konwencji opowiadania o dwóch punktach widzenia i w dwóch zazębiających się narracjach, z których jedna z wiadomych względów staje się ważniejsza, Wiseman opowiada o rzeczach przerażających. „Dla jej dobra” jest opowieścią o tym, co dzieje się wówczas, gdy rozpaczliwie pragnący zaspokojenia instynkt macierzyński zderza się z poporodowym rozczarowaniem. To mocna książka o tym, że matka może nie kochać swojego dziecka. Ale równocześnie historia o tak niewyobrażalnej krzywdzie, że jakiekolwiek próby błagania o wybaczenie muszą być bezskuteczne. Dlatego jest to powieść bardzo bezkompromisowa, w której zderzają się dwie perspektywy osamotnienia – dwóch kobiet wyobcowanych życiowo i jednocześnie podobnych w swej wrażliwości, identycznych w niezaspokojonym pragnieniu bycia potrzebnymi najbliższym. Wiseman pisze o domu, w którym miały miejsce wyjątkowe podłości, ale portretuje także przestrzeń klaustrofobicznego zamknięcia. To tam mała dziewczynka dorasta z dala od świata i tam też po latach dorosła kobieta wciąż na nowo będzie zmagać  się z demonami przeszłości. Ten dom wyprawił je obie w życiową podróż. Każda z nich musiała walczyć o siebie, ale przede wszystkim mierzyć się ze wspomnieniem demonicznej matki. Nieżyjącej postaci, która na zawsze zdeterminuje ich losy i nada tej książce specyficzny, mroczny charakter.

Mała Lilly żyje w zamknięciu na poddaszu. Ta izolacja ma być dla jej dobra. To, co wydarzy się, kiedy dziewczynka po raz pierwszy opuści swój pokój, również ma wynikać z troski o niej. A jednak jest niewyobrażalną formą okrucieństwa. Lilly opuści swój dom rodzinny, który przez dziewięć lat był dla niej toksyczną klatką, by zostać uwięziona w innej przestrzeni, na innych zasadach. Dwie dekady później do tego domu wróci – po trzech latach od ucieczki – Julia. Odkryje, że rodzice, a zwłaszcza ojciec, kryli przed nią ponure tajemnice. Zda sobie sprawę z tego, że opresyjny dla niej majątek ziemski był miejscem dużo większej opresji dla kogoś, kogo uznaje za swoją zaginioną siostrę.

Wiseman, portretując Lilly, opowiada o fatum stygmatyzowania przez ludzi. Wtłaczając ją w przestrzeń cyrkową, obrazuje jednocześnie specyficzną społeczność – osoby niemogące z różnych powodów normalnie funkcjonować w społeczeństwie, dla których cyrk najpierw staje się bolesnym zesłaniem, a później jedyną bezpieczną sferą życia i dalszego rozwoju. Amerykańska pisarka świetnie wpisuje się w europejski nurt obrazowania życia w cyrku. Mając na uwadze autobiograficzne książki Aglai Veteranyi czy wstrząsającą powieść Leeny Parkkinen „Ty pierwszy, Max”, można zobaczyć wyraźnie, że Wiseman nie prezentuje aż tak ciężkiego kalibru opowieści o tym, że cyrk może być przekleństwem i wybawieniem jednocześnie. Jednak bardzo konsekwentnie opowiada o tym, w jaki sposób odrzucona przez matkę dziewczynka staje się kobietą, dla której przestrzeń, jakiej nie wybierała, staje się ostoją bezpieczeństwa. Lilly zamknięta przed światem w pierwszych latach swego życia staje się cyrkową gwiazdą, na którą tłumy patrzą z zachwytem. Jak niewiele trzeba, by zmienił się nie tylko życiowy status, ale i perspektywa patrzenia na siebie! Bo przecież matka stygmatyzująca córkę nie miała racji. Lilly nie jest tym, kim matka wmawiała jej, że jest. Dlaczego jednak stała się kimś takim w świadomości osoby, która powinna ją kochać i chronić?

Losy Julii są tu jakby opowieścią drugiego tła, ale kiedy traci się czujność i ma przekonanie, że w tej historii wszystko jest wiadome, Wiseman niespodziewanie zaskakuje. Jej narracyjna wolta w zakończeniu będzie również związana z klamrową kompozycją portretowania kobiecego cierpienia. Dlatego poza ładunkiem emocjonalnym „Dla jej dobra” to przede wszystkim powieść obrazująca oblicze ludzkiego zła, którego nie zmieniają ani upływ czasu, ani rozmaite okoliczności, w jakich można byłoby się z tym złem pożegnać. Ale ta historia to nie tylko podwójny kobiecy dramat. Mamy tutaj do czynienia z ciekawymi postaciami męskimi dalszego planu. Lilly miała wszak ojca, który zezwalał na okrucieństwo żony. Powracająca do rodzinnego majątku Julia przygląda się bliskiemu ojca Lilly pracownikowi, który skrywa przed nią tajemnice. Julia nie przypuszcza, jak bardzo są mroczne. A dzięki temu powieść Ellen Marie Wiseman bardzo zyskuje, bo opowiada o wszystkim w jasny i czytelny sposób, a jednak wikła to, w jakich stanach emocjonalnych znajdują się wszyscy jej bohaterowie. Niejednoznaczne i coraz trudniejsze staje się również zrozumienie okoliczności, które wpływają na takie, a nie inne postrzeganie świata.

Bardzo ciekawie prezentuje się tu historia o matczynej obojętności skontrastowana z wrażliwością Lilly i Julii – kobiet, które przeżyły odtrącenie, a w swoim życiu pomagają bezbronnym zwierzętom, którym okoliczności nakazują rozstania matek z córkami. Lilly będzie dzielnie bronić słonia, którego odbierają matce, a Julia sprzeciwi się podłemu procederowi odbierania źrebiąt klaczom mającym w jej stadninie służyć innym celom niż matkowanie. W ogóle sfera wrażliwości na krzywdę zwierząt staje się tutaj jednym z wyznaczników tego, kim stają się portretowane kobiety. Wiseman zdaje się sugerować, że odrzucenie i największe nawet okrucieństwo ze strony matki nie przełożą się na powielanie tego toksycznego modelu w kolejnym pokoleniu. Lilly i Julia to kobiety wyjątkowo zdeterminowane, by zapomnieć o przeszłości i żyć lepiej, inaczej. Zarówno jedna, jak i druga zderzą się jednak z bezkompromisowością świata przeszłego, który nie pozwoli zapominać. A jednak cała ta historia nie ma przerażającego wydźwięku i przynosi jakąś formę duchowego ukojenia. Wiseman bardzo dba o to, by w tej dusznej i klaustrofobicznej atmosferze czytający znaleźli wytchnienie.

Jak wspomniałem na wstępie, najważniejsze są emocje. Bohaterki działają emocjonalnie i stopień przywiązania się do nich jest wprost proporcjonalny do tego, z jak wieloma traumami muszą się mierzyć. „Dla jej dobra” jest powieścią o tym, jak odrzucenie można przekuć w życiową siłę, ale również historią tego, że nie można być silnym w pojedynkę. Bohaterki zyskują szacunek i wsparcie, dzięki czemu mogą walczyć z pamięcią o tym, kim były wyobcowane. Ale to nie jest powieść prostych rozwiązań i szczęśliwego zakończenia. Wiseman pokazuje też granicę tego, przed czym możemy uciec. Bo czasem takie ucieczki są niemożliwe. Absorbująca i bolesna książka o krzywdach, o jakich mimo wszystko się nie zapomina. Ale też fascynująca dwutorowa historia o poszukiwaniu własnej tożsamości i nadziei na to, że przyszłość może być lepsza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz