Pages

2021-06-09

„Kobiety z klasą” Steinunn Sigurðardóttir

 

Wydawca: MOVA

Data wydania: 16 czerwca 2021

Liczba stron: 224

Przekład: Jacek Godek

Oprawa: twarda

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Światopogląd i doświadczenie

W „Kobietach z klasą” poetycka dusza Steinunn Sigurðardóttir ujawnia się niekoniecznie w wysublimowanych metaforach, raczej w nieprzewidywalnej, inteligentnie prowokacyjnej i zaskakującej wyobraźni. Zbliżenia z tą książką mogą być niezwykłe na równi ze zdziwieniami. Podoba mi się stale utrzymywany kontrast między tym, co oczywiste, a tym, co niemożliwe. Pomiędzy nimi znajduje się rozległa przestrzeń interpretacji tej powieści. Historii o współczesnej Islandii, o roli płci w postrzeganiu świata i o mądrym dystansie do niego. Bohaterka Sigurðardóttir stale definiowana jest przez to, co wybiera. Za każdym razem jest to wybór rozważny, bardzo często konieczny, wielokrotnie jedyny możliwy. A jednocześnie wciąż tkwi w zawieszeniu i niepewności – jako była żona, niedoszła matka, zaskakująca czytelnika kochanka, skupiona na swojej pracy naukowczyni. W „Kobietach z klasą” ważny będzie sposób opowiadania jednej historii przez pryzmat wielu innych. Punkty widzenia będą się zazębiać, ale i wykluczać. Wszystko tworzyć będzie wrażenie nieprzewidywalnego świata przedstawionego, w którym za wszelką cenę należy znaleźć coś stałego. A stałością jest tu Maria Holm Magnadottir – jedna z ciekawszych postaci literackich, jakie dane mi było poznać.

Maria wchodzi w relacje będące dla niej sporymi wyzwaniami. Czy będzie to spotkana w Paryżu Gemma, która prezentuje radykalne poglądy na zmianę świata w wojnie płci, czy cicha, ugodowa i pełna stabilnego ciepła przyjaciółka Ragna, z którą można nie tyle konie kraść, ile wędrować i oglądać wulkany, bo o islandzkiej miłości do nich również będzie ta książka. Kolejne relacje również nie są oczywiste. Wieloletni przyjaciel Bardur, z którym nierozerwalnie połączyło Marię jedno z takich granicznych przeżyć zapamiętywanych na zawsze. Bardur, który daje absolutne poczucie bezpieczeństwa, a przy tym można z nim toczyć nietuzinkowe dyskusje o tym, jak bardzo oddalamy się na co dzień od tego, co bezpieczne czy oswojone. Jest również Marta, kobieta spotkana przypadkowo w miejscowym sklepie z jagnięciną. Szybko zamiast miejsca w kolejce zajmie miejsce w życiu Marii. Na jak długo i na jakich zasadach?

Każda z intrygująco sportretowanych postaci w jakiś sposób poszerza światopogląd głównej bohaterki, nieco go modyfikując i pozostawiając ją czasem w wielkim zdumieniu. Sigurðardóttir opowiada o kobiecie, która nie ma już potrzeby oglądania samej siebie w oczach innych. A jednak jest tego ciekawa, choć suma jej życiowych doświadczeń zdaje się twierdzić, że w lustrze nie zobaczy się już inaczej, cokolwiek usłyszałaby od innych i czymkolwiek się przejęła. Zdecydowanie najbardziej inwazyjna wydaje się Gemma, ale ona jest tu bardziej poglądem niż postacią. Kontrowersyjną i dynamiczną, stworzoną jednak głównie po to, by podkreślić szlachetność życiowego spokoju Marii Holm.

Uwielbiająca swoje wulkany naukowczyni wciąż czeka na wybuch któregoś z nich i ma to oczywiście symboliczny wymiar, kiedy spojrzymy na jej życie – bagaż doświadczeń i oczekiwanie czegoś odmiennego. Maria stara się zrozumieć, kim jest jako osoba zajmująca się zawodowo wulkanami, a kim jako kobieta poszukująca czegoś, co zapełni lukę po nieudanym małżeństwie. Zdaje się zmęczona, udręczona i samotna, ale jest zaskakująco silna, pewna siebie, gotowa mierzyć się ze wszystkim i ze wszystkimi. Stabilna i pewna niczym skała otaczająca wulkan. I jak on drżąca gdzieś wewnątrz i gotowa do erupcji skrywanych emocji, które cały czas stara się mieć pod kontrolą.

„Kobiety z klasą” to bardzo zręcznie skonstruowana opowieść o perspektywach życiowych, a także o umiejętności ich świadomego wyboru. Ze zgrabną klamrą kompozycyjną, która najpierw otwiera świat przedstawiony pełen zagadek i niejasności, a potem jakby ewolucyjnie zamyka go, wyciszając nasza niepewność i pytania, które stawiamy sobie podczas czytania. Mottem życiowym bohaterki Steinunn Sigurðardóttir mogłyby być słowa z innej książki tej autorki, „Farmy Heidy”. Otóż Maria z pewnością mogłaby powiedzieć: „Życie jest zbyt krótkie, żeby robić coś innego niż to, na czym człowiekowi naprawdę zależy”. Doświadczenia minionych lat uświadomiły jej, że upływ czasu miał też związek z licznymi gorzkimi rozczarowaniami. Teraz Maria zdaje się stać u progu nowego życia. Choć kuszona przez Gemmę obietnicą współtworzenia lepszego świata po rewolucji, częściej wybiera ciepłe i bezpieczne ramiona przyjaciela Bardura albo niezobowiązującą obecność wieloletniej przyjaciółki Ragny.

Tymczasem świat wokół niej portretowany jest w sposób charakterystyczny dla islandzkiej literatury – z ogromnym szacunkiem i empatią do natury, której tylko maleńkim elementem są miotający się w emocjach i przeżywający swoje dylematy ludzie. Wędrówki Marii po islandzkich bezdrożach mają ściśle wytyczony azymut. Zarówno w podróży po swoim kraju, jak i w przypadku własnego życia Maria zdecydowanie wie, dokąd się udać, co zobaczyć i czego doświadczyć. A jednak ulega charyzmatycznej Gemmie, z którą najpierw spędza nieco czasu w Paryżu, a potem usiłuje od niej uciec na rodzimym gruncie, w Islandii. Ciekawe jest przyglądanie się temu, jak bohaterka zabiera ze sobą nową myśl, czasami pozornie irytującą, niekiedy powodującą konsternację. Jak mierzy się z poglądami i emocjami, które są jej obce, ale które próbuje zrozumieć. Dzięki temu „Kobiety z klasą” to powieść iskrząca niemal na każdej stronie. Nawet wówczas, gdy padają oczywiste słowa i gdy formułowane są wnioski pełne truizmów. Elementy zaskoczenia Steinunn Sigurðardóttir umieszcza w różnych miejscach tej książki i najlepsze jest w niej to, że za każdym razem to zaskoczenie jest innego rodzaju. Rozgrywa się w warstwie dosłownej, ale również w symbolicznej – i wtedy jest dużo ciekawsze.

To również ciekawa narracja pytająca o to, czy wszystko, za czym tęsknimy, i to, czego potrzebujemy, za każdym razem musi mieć płeć. Czy przez płeć porządkujemy sobie formalnie swoje codzienne życie uczuciowe, społeczne, obywatelskie? Czy płeć ma być kryterium doboru argumentów w dyskusji o tym, co to znaczy być wolnym i świadomym siebie? „Kobiety z klasą” to bardzo ciekawa rozprawa o tym, czym jest przynależność, jak ją definiujemy i skąd bierze się rozeznanie, że przynależymy właściwie. Książka zderzająca ze sobą różne światopoglądy, które znakomicie rozpisane są w partiach dialogowych – nie wiem, czy to one nie stanowią tego, co w tej powieści najlepsze. Steinunn Sigurðardóttir proponuje też pokazanie egzystencjalnych wątpliwości w zderzeniu z tym, co myślą i czują inni. Jesteśmy bowiem wciąż oglądani i oceniani, nie zdając sobie sprawy z tego, co ktoś może w nas zobaczyć. I jak często na równi warto odrzucać lub przyjmować do siebie czyjeś sugestie – tylko po to, by pozostać sobą w harmonii ze światem wciąż na nowo stawiającym wyzwania. Świetna rzecz z pazurem i intrygującą niejednoznacznością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz