Pages

2022-06-27

„Świadkowie Roswell. Kulisy największej rządowej mistyfikacji” Thomas J. Carey, Donald R. Schmitt

 

Wydawca: Illuminatio

Data wydania: 29 czerwca 2022

Liczba stron: 424

Przekład: Robert J. Szmidt

Oprawa: miękka

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Wokół tajemnicy

Trudno mi wypunktować emocje towarzyszące czytaniu tej książki. Czy ktoś będzie ją pochłaniał przekonany o słuszności tez głoszonych przez autorów, czy też będzie podczas lektury mocno sceptyczny – każde z tych odczytań może być frapujące. Jest to zresztą tak skonstruowana narracja, że jakiekolwiek wątpliwości wobec stawianych tu tez ustąpią przede wszystkim ciekawości. Bo „Świadkowie Roswell” – z jakkolwiek dyskusyjnym podejściem do kwestii tego, co wydarzyło się na pustkowiu w Nowym Meksyku 2 lipca 1947 roku – to brawurowa i fascynująca opowieść o tym, jaką moc mogą mieć niedomówienia i konfabulacje. Co mogą z nami uczynić, a także co mogą wykreować. To też mająca w moim odczuciu bardzo uniwersalny wymiar ciekawa książka o bezkompromisowej i z góry skazanej na porażkę walce obywatela z władzą wówczas, gdy jest dla tej władzy z różnych powodów niewygodny. Donald R. Schmitt i Thomas J. Carey od samego początku uznają się za wyrazicieli tego, co prawdziwe i niezaprzeczalne. Jednocześnie nie udowadniają niczego naukowo i nie przedstawiają dowodów rzeczowych, choć przyglądają się sprawie katastrofy załogowego pojazdu powietrznego z wyjątkową skrupulatnością, o ile nie ze specyficzną obsesją. Co ma wydobyć na światło dzienne ich książka? „Okruchy prawdy z morza zaprzeczeń i informacji”. To pokłosie kilku dekad pracy i zebrania kilkuset zeznań. Ta książka pęcznieje od opinii i tez, które w dużej mierze były niewygodne najpierw dla amerykańskiej armii, potem dla całego rządu. Czy są wiarygodne? Czy rzeczywiście odsłaniają ukrywaną prawdę? Czymkolwiek by były, mrówcza praca autorów tej pozycji naprawdę robi wrażenie.

Dziś Roswell stara się zarabiać komercyjnie na legendzie o tym, że najbliższe okolice były świadkami katastrofy statku pozaziemskiego. Miejscowy McDonald’s ma kształt latającego spodka; prowadzone pod kątem ujawnienia prawdy śledztwo mocno koncentruje się na tym, że statek obcej cywilizacji miał właśnie taką formę. Zabawne jest już samo to, że rzekomi kosmici mieliby się przemieszczać czymś, co stworzyła ludzka świadomość i co ma określone w tej świadomości parametry. Idąc tym tropem, podważać można w zasadzie wszystko, co powiedziano na temat obecności istot pozaziemskich na naszym globie. Można myśleć, że wszystko roi się w zaniepokojonej wyobraźni i wszystko jest jej produktem. Jednakże „Świadkowie Roswell” z całą stanowczością stwierdzają, że coś bardzo niepokojącego wydarzyło się w Nowym Meksyku w 1947 roku. Że w kontakcie z ziemią doszło do katastrofy obiektu, który z Ziemi nie pochodzi. Że w tym zdarzeniu poniosły tragiczną śmierć istoty, których obecność zatuszowano. Schmitt i Carey nie mają bogatej fantazji. Wychodzą raczej naprzeciw wyobrażeniom innych, ale przede wszystkim temu, jak działa nasz mózg obarczony niewygodną bądź nieprawdopodobną informacją. To książka o inteligencji i niebezpieczeństwie tak zwanej komunikacji szeptanej. Jednak jest tu przede wszystkim dużo faktów, bo całość to naprawdę imponująca i drobiazgowa rekonstrukcja zdarzeń godzina po godzinie, a potem dzień po dniu.

Otrzymujemy kilka rozdziałów, które szczególnie przykuwają uwagę. Na przykład ten, w którym autorzy odtwarzają, w jaki sposób w 1947 roku szybko i skutecznie zniechęcono media do drążenia wyjątkowo kontrowersyjnego tematu. Coś dużego z pewnością było ukrywane. Ruszyła machina dezinformacji, by zasłonić jakieś oblicze katastrofy, której nigdy nie zdefiniowano. Władze natychmiast dementowały plotki o rozbiciu się statku pozaziemskiego, jednak w zamian w swych dość dyletanckich działaniach nie zaoferowały teorii, która miałaby uspokoić opinię publiczną. A jednak media wtedy nadspodziewanie szybko zamilkły i zajęły się innymi tematami. Donald R. Schmitt i Thomas J. Carey przedstawiają zaskakująco sprawny proces przejmowania kontroli między innymi nad prasą. A potem, po wielu dekadach, tajemnica katastrofy z Nowego Meksyku ponownie wraca. Ta książka – poprawiona i uzupełniona – ma być świadectwem zaangażowanego śledztwa. Podążania tą drogą, która według autorów była słuszna. Drogą sprzeciwu wobec nadużyć władzy prawdopodobnie usiłującej zataić fakty będące zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwowego.

Autorzy świetnie oddają realia niejasnego wypadku. Czas świeżo po drugiej wojnie światowej, w którym wciąż trwała nieufność Amerykanów wobec świata. Czas, kiedy atawizmy nakazujące obronę swojego zdrowia i życia były silne i wyostrzone właśnie przez okres wojennego zagrożenia. W ten świat, który bardzo chce się uporządkować i wyciszyć po wojnie, wdziera się wydarzenie bez precedensu. A wraz z nim szereg teorii spiskowych. A także bardzo już realna i opisana tu w każdym wymiarze nierówna walka obywateli z państwem, które żąda narzucenia jednej konkretnej narracji. Jednak w całej sprawie niejasności było naprawdę wiele.

„Świadkowie Roswell” to fascynujące socjologiczne studium ludzkiego milczenia. Tego, z jakich powodów w nie wrastamy, kiedy jest dla nas wygodne, a kiedy staje się koniecznością, bo bez milczenia nie można przetrwać. Rozmaite szantaże, jakim poddawani byli ludzie głoszący niewygodne dla władz narracje, są z pewnością dowodem na to, że doszło tu do zakrojonego na szeroką skalę procesu zaciemniania rzeczywistości, rozmywania odpowiedzialności i przekształcania faktów w opinie. A sporo z przytaczanych tu faktów wzbudza nie tylko zainteresowanie, lecz również lęk. Na całej powierzchni, gdzie doszło do katastrofy, odpowiednie służby miały wydany rozkaz, by zbierać wszystko, co nie zostało na stałe przytwierdzone do podłoża. Gorliwość i szybkość pewnych reakcji zaraz po wypadku z pewnością sugeruje niejednoznaczne motywacje. Donald R. Schmitt i Thomas J. Carey starają się portretować ludzi, którzy zwykle wykazywali się dużą odwagą, by prowadzić narracje niewygodne albo zagrażające społecznemu ładowi. Intrygujące jest to, że sprawa odżywa po latach, a jeszcze ciekawsze – że autorzy są w stanie zebrać tak wiele materiału dowodowego sugerującego, że w 1947 roku doszło do konfabulacji na skalę ogólnopaństwową. A wspomnienia sprzed lat coraz mocniej bledną, gdy przeciwnikami autorów tej książki stają się właśnie upływający czas i zgony kolejnych świadków. W tym znaczeniu jednym z ciekawszych rozdziałów jest ten opowiadający o wyznaniach na łożu śmierci. Ludzie, którzy z różnych powodów przez dekady milczeli, są teraz gotowi wyrazić coś, na co często… nie są gotowi ich bliscy, jednak autorzy tej opowieści tak.

Jest to sumie przerażająca historia o tym, jak uniwersalna stawać się może narodowa amnezja, jak bardzo może szkodzić, ale również jak skuteczna w kontekście przetrwania staje się wtedy, kiedy pamiętać to znaczy być publicznym wrogiem numer jeden. Sieć kłamstw, dwuznaczności, siatka przedstawionych tu manipulacji i dezinformacji rozbijających relacje międzyludzkie tworzą nam obraz świata gotowego do zachowania każdego rodzaju status quo pod każdą szerokością geograficzną. Jest to rzecz i tragiczna, i fascynująca, i z pewnością wywołująca wiele emocji. Książka o tym, jak mitologizujemy pewne kwestie, ale również o tym, że można demitologizować prawdę. Jedna z ciekawszych tegorocznych publikacji z zakresu literatury faktu. Z pewnością spolaryzuje swoich odbiorców, ale nie można jej odmówić umiejętności przyciągania uwagi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz