Pages

2013-02-21

"Second Hand" Joanna Fabicka

Joanna Fabicka rozwinęła się pisarsko. Po lekkim i przyjemnym "Idę w tango", które można byłoby osadzić w popkulturowym kręgu literatury szpilkowej, obcasowej czy – by odejść od gadżetów zdobiących kobiece stopy – romansowej i intryganckiej, opartej na dość prostej strukturze i przesłaniu, otrzymujemy książkę poważną i refleksyjną. Powieść jest historią przede wszystkim kobiet; w trzech pokoleniach i trzech odsłonach życiowej inicjacji, które dla każdej z nich związane są z bólem, rozczarowaniem i emocjonalnym upośledzeniem. Co przez to rozumieć? Niedojrzałe matki, niekochane żony, kobiety zagubione w swych emocjach, niepewne własnej wartości, niepewne życia. Istniejące głównie pomimo, w opozycji do czegoś; w buncie, który trudny jest do wyrażenia, ale poprzez który tak naprawdę doświadczają sedna własnego istnienia. „Second Hand” to historia o latach upokorzeń, goryczy, skrywanych tajemnic i niespełnionych pragnień. O odrzuceniu i konsekwencjach tego odrzucenia, które za każdym razem inne, zawsze sprowadzało się do jednego – do wielkiej, nieopisanej w swym smutku samotności.

Nowa książka Joanny Fabickiej jest w gruncie rzeczy przeraźliwie smutna, choć przecież napisana ze swadą, żywym językiem, niepozbawiona humoru słownego i sytuacyjnego; odczarowująca smutny i szary PRL, w którym można było znaleźć własne ciepłe kolory, by pielęgnować nieliczne piękne wspomnienia i wierzyć, że może być lepiej. Tematycznie „Second Hand” przypomina pisarstwo dwóch współczesnych mistrzyń snucia życiowych opowieści, jakie zazębiają się i wskazują wciąż nowe, ukryte sensy. Mam na myśli oczywiście Ingę Iwasiów i Joannę Bator, na których Fabicka z pewnością się wzorowała. Nie chodzi tylko o panoramiczność narracji splecioną z jednostkowymi losami, nijak do tej panoramy społecznej niepasującymi. Chodzi o styl, język i takie kierowanie zainteresowaniem czytelnika, by zadawał sobie pytanie o losy, czasy i przemiany, wiedząc jednocześnie, iż na zadawane sobie pytania bohaterki (i bohaterowie) tej książki nie będą znali odpowiedzi. Czy zatem można widzieć w tej książce jakąś nową jakość? I tak, i nie. Z pewnością jest to opowieść niezwykle żywotna, z barwnymi postaciami, ciekawie obrazująca motyw śmierci, destrukcji, niszczenia i roli ludzkiej (kobiecej) krwi, w której tkwi przez lata nienazwany brud, czyniąc z matek, żon i córek istoty cierpiące za innych i za same siebie. Razi chwilami natrętne wręcz podobieństwo do książek wspomnianych już autorek i ma się przeczucie, że Fabicka chce wbić się w wytarty już szlak literacki. Myślę jednak, że „Second Hand” ma w sobie duży potencjał i ten tytuł się obroni; to lektura trudna, a jednocześnie książka, jaką czyta się błyskawicznie. Słodko – gorzka opowieść o zawikłanych losach, na które wpływ może mieć tylko przypadek. Albo jego brak.

Znajdujemy się w Podlewie. Tam, „(…) gdzie podłe życie wiodą podli ludzie o sercach jak grudka gliny”. Ta prowincjonalna mieścina nie różni się od żadnej innej w Polsce, ale mimo tego w jakiś sposób jest reprezentatywna. Poznajemy członków społeczności ludzi małych, bez serca, nietolerancyjnych, zagubionych życiowo. Atak na inność jest w Podlewie normą. Imperatyw dla wielu mieszkańców brzmi - „Pamiętaj, byś Żyda, murzyna, pedała i kalekę całą swą patriotyczną piersią nienawidził, bo tylko śmierdzą i kradną, a ponadto Panu Bogu w twarz plują, co ich na swoje niepodobieństwo w pocie czoła stworzył”. Zaglądamy tam i mamy ochotę od razu uciec. Tym, co przykuwa w tej sennej, przykrej i banalnej scenerii, są opowieści o ludziach, którzy w swej szarości stają się barwni.

Femi jest dzieckiem co najmniej dziwnym. Takim do zamknięcia w schowku na Żyda. Natrętnie pyta o mamę, a wychowujące ją ciotki nie mają zamiaru okazywać więcej ciepłych uczuć względem dziewczynki , niż jest to dla nich konieczne. Femi żyje z boku, obserwuje życie i ludzi, którym się w nim poukładało. Sama ściąga na siebie nieszczęścia – w jej obecności przepalają się żarówki, pękają szklanki, dzieją się złe rzeczy. Femi jest wybrakowana i niepotrzebna. Urodziła się po to, by być wyrzutem sumienia. Jedyną osobą, która naprawdę chce chronić Femi, jest jej nauczycielka Miriam, ale ta znowu ucieknie w śmierć. Przyjaciółka Femi, Jovanka, będzie nią tylko do czasu. Mogłaby ją zastąpić biedna Bożenka – córka dziecioroba – ale Femi nie jest gotowa na nowe zbliżenie. Fascynuje ją wnuk lokalnego pedofila, który urzeka ulotnością i niemieckim śpiewem. Femi żyje w świecie rozgoryczonych kobiet, od których zdaje się przejmować najgorsze z cech.

Jej dwie ciotki – Edzia i Cecylia – wspólnie prowadzą pensjonat „Second Hand”, w którym zatrzymują się tak oryginalne persony jak kobieta w permanentnym orgazmie, rozgoryczony utratą daru połykacz ognia czy samotny profesor marksizmu – leninizmu. Zatrzymuje się tam także ognisty Hiszpan, który połączy narrację podlewską z hiszpańską opowieścią o przyjaźni, transseksualności, miłości i zemście. Edzia – karłowata i ułomna – tak jak Femi przyszła na świat pewnie przez przypadek i jego doświadczanie musi wciąż znieczulać alkoholem. Wychował ją właściwie pies. Sama niosła na plecach trumnę z matką, z którą nie udało jej się stworzyć ciepłej relacji. Jej siostra Cecylia to niespełniona artystka, która lubi hiperbolizować własne nieszczęścia. Ona może udała się matce, ale czy życiu? Czy którakolwiek kobieta z opowieści Fabickiej dojrzała do tego, by żyć naprawdę?

„Second Hand” to opowieść o kobiecie dodającej do paelli mleko ze swych piersi. O znudzonym księdzu, który szuka boskiego Absolutu tam, gdzie dotychczas nie śmiałby spojrzeć. O Bodziu, który przeżywa wieczny powiatowy Weltschmerz i jego wybrance, Marlenie, jaka najpierw wielbi swego adoratora, a potem nie może się odeń uwolnić. Jest w książce Fabickiej jeszcze wiele opowieści, ale warto, by czytelnik odkrywał je sam, próbując jednocześnie wiązać je ze sobą. Bo choć czasami pojawia się pytanie o to, do czego snucie tych historii w gruncie rzeczy prowadzi, finałowe rozwiązania dadzą możliwość zrozumienia przynajmniej części wątków rwanych przez Historię i upływ czasu, który zabija więzi międzyludzkie.

Choć to powieść o wiecznym smutku, wewnętrznym gniciu i moralnym upadku, jest w niej jednak coś, co daje nadzieję. Witalność. Kwestionowana, ale obecna. Dodatkowo żywy język, który współgra z bolesnymi, lecz wielobarwnymi biografiami.

Wydawnictwo W.A.B., 2013

3 komentarze:

  1. Ja żyje w Podlewie. Dzięki Bogu pisuję o czymś innym. Czasem trzeba dać duszy odpocząć od tego badziewia

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie odkryłam Pana bloga. Jestem pod wrażeniem ilości czytanej przez Pana literatury. Mam nadzieję, że jako absolwentka edytorstwa będę mogła sobie również pozwolić na taką przyjemność.
    Pozdrawiam serdecznie.

    http://blueberry--nights.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy pomysł na bloga. Pozdrawiam!

    http://eryk-minefreedom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń