Pages

2021-01-06

„Legenda o języku” Pavol Rankov

 

Wydawca: Książkowe Klimaty

Data wydania: 22 grudnia 2020

Liczba stron: 412

Przekład: Tomasz Grabiński

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Historia i młodość

Swoją nową książką Pavol Rankov udowadnia, że jeszcze nie opowiedział całej historii Czechosłowacji. Po „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)”, powieści wręcz panoramicznej, ukazującej losy przyjaciół na przestrzeni lat 1938-1968, otrzymujemy dużo bardziej ponurą i tym razem daleką od czarnego humoru opowieść z początku lat siedemdziesiątych minionego stulecia. Tym razem Rankov również zdecydował się na opisanie grupy ludzi, ale młodzi studenci historii ukazani są inaczej niż bohaterowie wspomnianej wyżej książki. Przede wszystkim bez aż tak wnikliwych portretów psychologicznych. Mam wrażenie, jakby Rankov tym razem chciał się skupić przede wszystkim na opresyjnym aparacie władzy oraz na historii Jana Nepomucena, której – przyznam szczerze – jest w tej powieści nieco za dużo. Tu pojawia się zastrzeżenie co do kompozycji książki. Najpierw śledzimy naukowe i pozanaukowe analizy legendy Nepomucena, a potem nazbyt gwałtownie akcja przyspiesza i pojawiają się działania czechosłowackiej służby bezpieczeństwa, które pokazano jedynie punktowo i w taki sposób, żeby wszystko zgadzało się z przesłaniem tej narracji. Szkoda, bo autor „Matek” nie jest pisarzem pośpiechu, uogólnień i stereotypów. W tej powieści wszystko to jednak na chwilę się pojawiło. Tym niemniej „Legenda o języku” to naprawdę wstrząsająca powieść o kształcie czechosłowackiego państwa komunistycznego, w którym – jak twierdzi ojciec jednego z bohaterów – na pewno się nie schowasz.

Najmocniej i najbardziej przejmująco wybrzmiewają jednak te fragmenty powieści, które prezentują narrację pierwszoosobową mężczyzny próbującego zrozumieć tożsamość popadającej w obłęd ciotki nazywanej tu pieszczotliwie Ciotunią. Bardzo szybko zorientujemy się, że jest to jedna z postaci, o których opowiada zasadnicza część książki. Narrator z teraźniejszości nie zdradzi jednak zbyt wiele. Będzie uważnym obserwatorem, a studium obłędu uwiarygodni przede wszystkim w języku, zwłaszcza w jego rwanej i krótkiej frazie, kiedy kończy swoją opowieść. Ciotunia usiłuje wyrazić, co było dla niej ważne w Pradze – mieście ukochanym i przeklętym. Znajduje jedynego uważnego słuchacza, który nie widzi w niej oderwanej od rzeczywistości wariatki. I ten słuchacz mimo wielkiej empatii zawodzi. Pozostawia osamotnioną i egzystencjalnie wyobcowaną kobietę, do której świat nie jest w stanie się już dostać. Jej serce i umysł zamknęły się po traumatycznych doświadczeniach z młodości. Z czasu przerażenia, ale i obsesyjnej chęci powrotu do pewnej średniowiecznej opowieści.

To oczywiście historia Jana Nepomucena, której – jak zaznaczyłem wcześniej – jest tu nieco za dużo, ale rozważania o tym, jak żył, a przede wszystkim – jak zginął, spajają się dość ciekawie z obrazem państwa, które swą tożsamość zrównało ze zniewoleniem. Czechosłowacja początku lat siedemdziesiątych XX wieku to kraj, w którym radość życia tracą już uczniowie siódmej czy ósmej klasy. Miejsce, gdzie narzekać można tylko „na pogodę i piłkę nożną”. Świat szary i ponury. Kraj złodziei, niedobrego jedzenia na stołówce, absurdalnych czynów społecznych i ludzi, którzy nie uśmiechają się na ulicy. W tym dusznym klimacie czechosłowackiej codzienności rodzi się świeża przyjaźń między młodymi bohaterami. Naiwnymi, choć pewnymi tego, kim są. Dumnymi ze swojego statusu młodych wrogów klasowych. Nieświadomymi tego, że zostanie on zinterpretowany przez służby bezpieczeństwa, przestanie być tematem rówieśniczych żartów. Pavol Rankov opowiada o tym, jak młodość zderza się z bezkompromisowością polityki. Jak duże znaczenie ma to, co myślimy i robimy na co dzień w państwie gotowym każde działanie uznać za wrogie.

Mamy więc pełną nadziei na ciekawy czas w życiu czwórkę studentów, którzy spotykają się pod pomnikiem Jana Nepomucena na Moście Karola. Tomáš, Martin, Klára i Táňa. Skoncentrowani na pierwszym uniwersyteckim zadaniu. Odnajdujący się w poszukiwaniach odpowiedzi na trudne pytania dotyczącego tego, kim był Jan Nepomucen i dlaczego musiał zginąć. Pewni tego, że ich młodzieńcza kontestacja systemu pozwala na lepsze w nim funkcjonowanie, a nonszalancja i duża doza naiwności umożliwią realizację własnych celów po swojemu. Rankov koncentruje się głównie na postaci Tomáša. Ten bohater przyjechał wraz z rodziną ze Słowacji, bo w Pradze – jak marzy jego matka – będzie mógł studiować historię, o której opowie bez przekłamań. Słowacka religijna rodzina w stolicy Czechosłowacji to ludzie, którzy wiedzą, jak kwestionować system, ale uczą się także zachowawczości. Taki ma być również ich syn. Zdecydowanie w kontrze do systemu, ale w taki sposób, by sobie nie zaszkodzić. Jego przyjaciele uświadamiają mu, jak wielki jest rozdźwięk między tym, co można myśleć, a tym, co wyrażać. Widać to również w toczonych przez czwórkę studentów potyczkach interpretacyjnych, kiedy na zajęciach zgłębiają legendę Nepomucena. Legendę, którą – wedle opiekuna roku – należy bezwzględnie odczarować.

Ciekawie funkcjonują tutaj nakreślone przestrzenie. W każdej rozgrywa się w zasadzie coś innego. Sala wykładowa, ulice i uliczki Pragi, wypełnione dźwiękami bigbitu lokum buntownika Martina czy też mieszkanie Tomáša, gdzie rodzice komentują rzeczywistość, kwestionując jej złudny blask tworzony przez propagandę i system polityczny. W każdej z tych przestrzeni mamy inne inicjacje młodych bohaterów. Dlatego jest to świeże i intrygujące. Zwłaszcza gdy spojrzy się na to, jak bardzo nie przystają do siebie ludzie, poglądy, nastroje i emocje opisywane w każdym z tych miejsc. Rankov usiłuje także zwrócić uwagę na sytuację egzystencjalną i społeczną Słowaków w stolicy kraju. Dla niektórych nie są nawet dobrymi komunistami. Tomáš jest uosobieniem matczynej nadziei, że zmiana miejsca zamieszkania przyniesie korzyść wszystkim, oraz niepewności ojca, który w finale będzie zadawał sobie pytanie o to, gdzie jest jego syn. Ale „Legenda o języku” wybrzmiewa najbardziej przejmująco, kiedy zrozumie się związek komunistycznej rzeczywistości ze średniowiecznym czasem, w którym zaczęła się tworzyć legenda Nepomucena. Pavol Rankov napisał bowiem książkę o tym, jaki jest związek kłamstwa z kreowaniem legendy. A także o tym, że język trzymany za zębami może tu mieć kilka znaczeń. Dlatego istotna jest opowieść o Nepomucenie, o której szczegółach rozmawia się w sali wykładowej. Reszta nie jest już wykładem, lecz mroczną fantazją słowackiego autora, której ambiwalencję podkreślają między innymi słowa Foucaulta zderzone z nowomową czechosłowackich służb specjalnych.

Rankov proponuje smutną opowieść o śmierci, która wdziera się wszędzie tam, gdzie konieczna jest pamięć i jej zachowanie. „Legenda o języku” to nie tylko kolejne autorskie rozliczenie z czasem minionym. To przede wszystkim ciekawa powieść inicjacyjna z szerokim kontekstem historycznym, która pokazuje, że każdy opresyjny system zniewala tak samo mocno. I zawsze – od średniowiecza po współczesność – konsekwencje walki z tą opresją mogą być podobne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz