Pages

2020-10-14

„10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie” Elif Shafak

 

Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie

Data wydania: 14 października 2020

Liczba stron: 446

Przekład: Natalia Wiśniewska

Oprawa: twarda

Cena det.: 44,90 zł

Tytuł recenzji: Przyjaźń i śmierć

Tęskni się dzisiaj trochę za takimi narracjami jak ta Elif Shafak. Opowiadającymi pełnokrwiste historie, obrazującymi sugestywnych bohaterów. Takimi, których plastyczne opisy uwodzą, nie nudzą. Ale „10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie” to przede wszystkim baśniowa wręcz opowieść o mieście. Autorka wpisuje się w nurt historii gloryfikujących Stambuł i robi to w taki sposób, że inne książki uzupełnia, stwarzając integralną i pasjonującą opowieść o miejscu między dwoma kontynentami, między malkontenctwem a marzycielstwem, gdzie głównej bohaterce pisany jest przede wszystkim upadek. Czy aby na pewno? Narracja Shafak inaczej niż „Rosso Istanbul” Ferzana Özpetka opowiada o mieście inicjacji – nie przez pryzmat osobistego wspomnienia, ale dzięki panoramicznej koncepcji doświadczeń bohaterów, którzy z różnych powodów znaleźli się w przestrzeni nowych dla nich możliwości. Autorka prezentuje ludzi kryjących się na miejskich marginesach – jest ich świetną kronikarką i w tym znaczeniu zbliża nas do opowieści o mieście, którą proponuje Sasha Marianna Salzmann w powieści „Poza siebie”. Ale jest to również metropolia będąca pułapką i więzieniem. Takie postrzeganie miasta łączy Shafak z wstrząsającą powieścią „Stambuł, Stambuł” Burhana Sönmeza. Jakkolwiek spojrzeć na miasto portretowane w tej powieści, dostrzegamy jego niepowtarzalny koloryt. Czujemy puls tego miejsca i widzimy, że idzie za nim witalizm postaci. Miejsce i ludzie mają niebywały apetyt na życie. A Stambuł wiedzie od symbolicznych narodzin (nowe życia bohaterów w tym mieście) do bezkompromisowości i samotności śmierci (druga część powieści koncentrująca się na pewnym cmentarzu zapomnianych). Jeśli to za mało, by dać się uwieść książce Elif Shafak, warto przyjrzeć się jej wymiarowi społecznemu.

Bo „10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie” to poruszająca opowieść o kobiecej opresji. Zbudowana na jej dwóch filarach. Pierwszym jest tradycyjny muzułmański dom – duszny od patriarchalnego porządku, zmuszający kobietę do posłuszeństwa religii, narodowi i swojemu ojcu. Z takiego miejsca wyruszy w świat Leila. Ponownie stygmatyzowana w wielkomiejskim nurcie życia, w którym wybiera rolę prostytutki. A może to nie wybór, lecz konieczność podyktowana tym, że okoliczności wciąż się bohaterce komplikują. Leila rodzi się jako istota, której nie chcą pożegnać anioły. Nie chce krzykiem i płaczem afirmować gotowości do życia. Potem staje się już tylko sumą ojcowskich rozczarowań. Do momentu, w którym podejmie decyzję, że to nie ojciec będzie kreślił scenariusz jej istnienia. Leila dorasta w hipokryzji domu, gdzie mężczyzna radykalizuje się religijnie i przenosi schemat działań przemocowych przede wszystkim na kobiety. Potem Leila doświadcza innej formy przemocy. Jest poddana męskim instynktom i pożądaniu. Ma im ulegać. Znowu ma być posłuszna, choć w innym wymiarze. Próby zerwania z opresyjnymi okolicznościami są trudne, ale bohaterka je podejmuje. Aż do dnia, w którym wszystko się kończy.

Tak naprawdę ostateczny koniec jest prawdziwym początkiem opowieści Elif Shafak. Kończy się coś, co nie zostało opowiedziane. Snucie opowieści będzie tu dramatyczną walką z czasem – by przeszłość nie stała się nią, nie zastygła na zawsze. Bo Leila zawsze była czasem teraźniejszym. Miała możliwość wydobyć się z nieprzychylnych jej zbiegów okoliczności, ale los jej nie sprzyjał, gdyż męża usiłującego dać jej nowe życie i możliwości zabiera przemoc historii. Pozostała tym, kim była. W takich, a nie innych uwarunkowaniach. Tymczasem już na wstępie dowiadujemy się, że pozostało jedynie jej ciało. Nie do końca tak jest. Ale to ciało będzie znaczące. Wokół niego skoncentruje się inna narracja – przedstawiona za pomocą czarnego humoru i niebywałej czułości opowieść o przyjaźni, która musi skonfrontować się ze śmiercią.

Shafak barwnie opisuje to życie, które właśnie się zakończyło. Ale w swojej książce kreśli także losy tych, którzy wciąż walczą o samostanowienie. Dramatyczne bądź tragiczne historie piątki ludzi, którzy byli bliscy zmarłej, to uzupełnienia historii Leili – opowieści o dramatycznych wyborach i konsekwencji buntu wobec tradycji odbierającej możliwości wyboru. Postacie drugiego planu zbudują spójną opowieść o tym, jak tworzą się relacje zastępujące rodzinę. Lepsze od tego, co proponuje rodzina, bo nieodbierające oddechu, dające możliwości, a nie proponujące opresję i kary. Na kartach tej książki spotka się zatem afrykańska prostytutka, która widzi kolory duszy, z kobietą uwięzioną w ciele chłopaka z rolniczej Anatolii. Shafak zbliży do siebie libańską religijną wizjonerkę niskiego wzrostu z mężczyzną, który był za mało odważny, by zaproponować Leili szczęśliwe małżeństwo. Pośród nich także piosenkarka z nocnego klubu, która – jak Leila uciekająca od rodziny – porzuciła swojego przemocowego męża, by w Stambule szukać szansy na spełnienie i szczęście.

Ci bohaterowie, mający przecież jeszcze wybór i gotowi do podejmowania wyzwań w przeciwieństwie do martwej Leili, stanowią kontrapunkt niezwykle barwnej opowieści o tym, jak siła życia i samostanowienia została zniszczona przez tragiczny przypadek. Elif Shafak konfrontuje swoich bohaterów z życiem, które w muzułmańskiej Turcji w różny sposób stygmatyzowało inność. Życie domagało się świadomego buntu, by nie być pasmem powtarzalnych i tragicznych doświadczeń. Kim są ukazani przyjaciele Leili? To poszukiwacze tożsamości w ciele, którego nie akceptują, albo chcący pozbyć się mentalności zabranej ze sobą z prowincji, która wciąż na nowo daje im do zrozumienia, że nie są godni żyć tak, jak pragną. Ale „10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie” to także pełna przejmującego żaru opowieść o tych kobietach, którym świat nie zaproponuje wielu możliwości. Tych łykających prezerwatywy, których nie chce założyć mąż. Tych zabierających do komunikacji miejskiej agrafki, by bronić się przed molestowaniem. Tych, dla których życie będzie pasmem uległej udręki – w imię tradycji, religii, innej idei uznawanej za świętą. Dlatego można odczytać tę powieść jako historię ucieczki i ekspiacji. W mieście ciągłych metamorfoz dochodzi do przemian rewolucyjnych dla bohaterów. Są to małe dramaty i ogromne sukcesy.

Shafak pisze o wolności w Stambule, łącząc historie bohaterów z ponad czterema dekadami tej wielkiej historii i tego, w jaki sposób zmieniała miasto. Widzimy, jak XX wiek zmienia ludzi i miejsca. Mnogość odczytań tej książki idzie w parze z tym, że jest ona po prostu pasjonująca. Cokolwiek zwróci w niej naszą uwagę, niewątpliwie Shafak chciałaby tę uwagę zatrzymać na dłużej, nie tylko na czas lektury. Piękna powieść o tym, że codziennie odkrywamy coś nowego i nazywamy swoją tożsamość jako sumę bólu, ale także radości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz