2018-04-23

„Szczęśliwy jak łosoś. O Norwegii i Norwegach” Anna Kurek


Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie

Data wydania: 4 kwietnia 2018

Liczba stron: 310

Oprawa: twarda

Cena det.: 36,90 zł

Tytuł recenzji: Pasja i pean

Wydawnictwo Poznańskie konsekwentnie toruje drogę autorom blogującym o krajach Północy, pozwalając im wydać własne książki. Wartość poznawcza tych publikacji jest duża i to cenne rzeczy dla osób, które o krajach nordycko-skandynawskich wiedzą niewiele albo bazują na utartych stereotypach. Problem pojawia się wtedy, gdy do czytania zabierze się ktoś w miarę zorientowany w temacie portretowanych państw i narodów. W tym przypadku Annie Kurek – podobnie jak Marcie i Adamowi Biernatom, autorom „Rekina i barana” – przypadła pozycja trudnego startu do takiego czytelnika, albowiem nie jest pierwszą, która portretuje Norwegię, i można z całą pewnością powiedzieć po lekturze „Szczęśliwego jak łosoś”, że nie robi tego najlepiej. Mam wrażenie, że z blogowych opowieści o Islandii, Norwegii i Szwecji, które stały się książkami, najlepiej wyszedł projekt Natalii Kołaczek „I cóż, że o Szwecji”. Może to kwestia niepowtarzalnego stylu autorki i umiejętnego lawirowania między wyrażeniem miłości do portretowanego kraju a zdrowym krytycyzmem oraz uszczypliwościami, głównie językowymi. Anna Kurek tworzy bowiem pean. Stara się, by ta książka nim nie była, ale te starania są marne. Momenty, w których wspomina o bolączkach norweskiego systemu edukacji, sygnalizuje jedynie istnienie Barnevernetu wzbudzającego ogromne emocje także pośród Norwegów czy delikatnie sugeruje stronniczość i brak obiektywizmu mieszkańców Norwegii w postrzeganiu reszty świata przy jednoczesnym apelowaniu o ten obiektywizm u odbiorców publikacji, to zdecydowanie za mało, by można stwierdzić, że autorka pozbywa się sznytu poprawności językowej i znaczeniowej. Wszystko jest za gładko, zbyt pięknie, w rażąco pastelowych barwach i w zasadzie bez większego poczucia humoru, choć Kurek sygnalizuje, że jej książki nie należy traktować całkiem serio.

Problemem „Szczęśliwego jak łosoś” jest to, że po publikacji „Najlepszego kraju na świecie” Niny Witoszek wszystko będzie już apendyksem do tej książki. Także opowieści Anny Kurek – w zupełnie innej konwencji i innym stylu, dalekim od zawoalowanych złośliwości Witoszek, ale oddalonym również od jej wieloaspektowego widzenia Norwegii i Norwegów. Wiem, że to zupełnie inne książki i pisane w innych okolicznościach, a także zdaję sobie sprawę, iż różne intencje kierowały autorkami. Ale Kurek wypada blado przede wszystkim dlatego, że choć naprawdę sporo ma do opowiedzenia, wciąż ślizga się po powierzchni, chcąc przygotować pewną matrycę dla Michellina, a nie opowiedzieć o swojej Norwegii.

No właśnie, pasja i miłość do opisywanego kraju. Kurek rozpoczyna od wspomnienia Tromsø i swojej fascynacji prawdziwą norweską Północą, tą umiejscowioną daleko poza kołem podbiegunowym. Czeka się więc w napięciu i skupieniu, co też autorka o tym rewirze napisze, jak go sportretuje, jak uzasadni przywiązanie do tej najtrudniejszej do życia części Norwegii. Tymczasem na ten temat nie dowiemy się praktycznie niczego. Kurek wędruje w ukochane rejony Norwegii tylko chwilowo i w odniesieniu do rozważań dotyczących reszty kraju. Chciałoby się powiedzieć, że wszystko za nią wcześniej zrobiła Ilona Wiśniewska w swych sugestywnych reportażach, ale przecież intrygujący prolog powinien zobowiązywać do kontynuacji. A nie ma jej, jest zasadniczy i pozbawiony emocji ton wykładu o Norwegii. Nie w akademickim stylu Niny Witoszek, ale też nie w stylu, który mógłby porwać odbiorcę.

„Szczęśliwy jak łosoś” to dla mnie – miłośnika krajów nordyckich – lektura rozczarowująca, albowiem informująca o cechach dystynktywnych Norwegów jako o czymś absolutnie niepowtarzalnym. A przecież chłód i dystans w codziennych kontaktach to także domena Finów, a stosunek do starości i akceptowanie przez seniorów separacji od rodziny cechuje również Islandię. Zbieżności w tym, jak narody Północy myślą lub działają, jest naprawdę wiele. Anna Kurek zbyt wiele przypisuje wyłącznie Norwegom. Jestem w stanie to zrozumieć, bo widać wyraźnie, że kocha zarówno kraj, jak i naród. Ze wszystkim, co dla turysty może być zaskakujące i odbiegające od norm kształtujących relacje społeczne. Ukazuje jednak pewien sielankowy obraz doskonale funkcjonujących relacji, opowiada o ich zbawczym chłodzie – bez wnikania np. w to, dlaczego alkoholowe weekendy w Norwegii wyzwalają w ludziach tyle tłumionych przez pięć dni emocji, o których nigdy się potem nie rozmawia.

Ta książka obrazuje Norwegów jako ludzi, którzy wypracowali sobie doskonałość życia w jakiś szczególnie wybitny sposób. Anna Kurek być może nie zdaje sobie sprawy, że ze swych rozważań tworzy nam wizerunek narodu, który po prostu wyjątkowo silnie kontroluje myśli i emocje. Narodu zawikłanego w każdy rodzaj poprawności, a dodatkowo nieskorego do wyciągania wniosków z krytyki. Dlatego mamy tutaj takie głaskanie Norwega i uzasadnianie wszystkich dość jaskrawo dyskusyjnych kwestii związanych z życiem codziennym jego rodaków, ich mentalnością, stronniczością i świadomością, że są naprawdę laboratorium przyszłości, niedoścignionym wzorem dla Europy i świata.

„Szczęśliwy jak łosoś” to mimo wszystko dowód niezwykłej pasji i zaangażowania w temat. Kraj i jego obywatele stają się punktem wyjścia do wielu rozważań, ale są też bardzo uważnie sportretowani w różnych szczegółach. Norwegia Anny Kurek jest miejscem pokochanym i bezkrytycznie zaakceptowanym. Przynajmniej na tyle bezkrytycznie, by nie podejmować dyskusyjnych wątków. A podjęli je przed Kurek inni. Autorka stawia sobie za cel stworzenie podstawowe kompendium o Norwegii i to naprawdę interesująco napisana książka otwierająca oczy na specyfikę tego kraju oraz jego rzeczywiste piękno. Zastanawia tylko ta uważność w obserwacji Norwegów sportretowanych w tak jednoznacznie cukierkowej tonacji. Entuzjastyczny ton Anny Kurek jest trudny do zniesienia nie tylko dlatego, że publikacja bazuje na tym samym rejestrze narracyjnym i niczym w zasadzie nie zaskakuje. Mam wrażenie, że autorka nie może się zdecydować, czy ma to być przewodnik, jej pamiętnik emocji i wspomnień, czy dowcipna rozprawa socjologiczna o ludziach, którym uwielbia się przyglądać. Ujmuje zaangażowanie w temat, ale pojawia się też przekonanie, że o Norwegii napisano bardziej sugestywnie. Bo to kraj wielu kontrastów, absurdów, ale i poszanowania dla demokracji. Kraj, który jest swoistą zagadką dla świata. Piękny kraj, ale czy przez Annę Kurek wystarczająco dobrze opowiedziany?

3 komentarze:

Jardian pisze...

Wędruje na moją listę do przeczytania. Ostatnio zawziąłem się jednak na e booki, brakuje mi miejsca na papierowe książki, pozdrawiam !

Karolina Zarębska pisze...

Świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.

Unknown pisze...

Mnie się podobało. Czytało się przyjemnie i szybko. Daje do myślenia nt Norwegów i zachęca do poszerzania wiedzy na ten temat. Niech będzie i pean, w literaturze takich nie brakowało.