
Lata trzydzieste i czterdzieste minionego stulecia to dla Hollywood okres bardzo prężnego rozwoju i dojrzewania do tego, by amerykańskiemu widzowi pokazać prawdziwe kino. Nieprawdziwa za to jest główna postać tej książki, wiekowa aktorka Katherine Kenton, która w swoim curriculum vitae obok filmowych kreacji może wpisać siedem rozwodów, trzy liftingi i uzależnienie od środków nasennych. Sama aktorka nie zabiera głosu, albowiem w jej imieniu wypowiada się Hazie Coogan, opiekunka gwiazdy i kuratorka celebrytki w jednym, wścibska, bezkompromisowa i przekonana o tym, iż to jej zasługą jest fakt, że panna Kathie błyszczy w świetle reflektorów. „Do niej należy tron, na którym siedzi w tym samym lodowym panteonie co Greta Garbo, Grace Kelly i Lana Turner, ale to moje ramiona utrzymują ją tak wysoko”. Nie możemy zatem Hazie odmówić braku skromności, ale i uwagi, bo to postać koncentrująca ją na sobie mimo średnio udanej fabuły i rozwlekłych opisów kulis światowego kina amerykańskiego, które kondycyjnie ma się bardzo kiepsko - wedle autora - nawet w swej złotej erze.
Kathrine to raczej ucieleśnienie idei, swoisty fantazmat. Chodzi o ideę pięknego upadku, o ile można o czymś takim mówić, analizując jej niesceniczne poczynania. „Kariera gwiazdy filmowej to pomaganie wszystkim innym w zapomnieniu o ich problemach. Korzystanie z wdzięku, piękna i dobrych myśli, by sprawić, że życie wyda się łatwe”. Tymczasem Hazie nie pozwala nam zapomnieć o problemach swojej pani, deprecjonując ją ustawicznie i wskazując wszelkie możliwe słabości. Tyle tylko, że to właśnie z tuszowanych słabości składa się Hollywood widziany oczyma Palahniuka. Jesteśmy atakowani nazwiskami sławnych osób, zapisanymi pogrubioną czcionką. Autor pogrubia także słowa-tropy do dekonspiracji kultury masowej, jaka w hollywoodzkich gwiazdach znajdowała odniesienie do własnych pragnień i emocji. Można więc traktować „Powiedz wszystko” jako swoistą antybiografię Hollywood ze wszystkimi mankamentami, widocznymi przed laty i dostrzeganymi teraz. Trudno orzec, czy ta książka ma z hollywoodzkich manier kpić, czy skupia się na nich z innego powodu. Palahniuk niezbyt udolnie próbuje parodiować język i zachowania bohaterów, a gdyby zrobić na podstawie tej książki film, byłby chyba niezłym kiczem.
Jedynie postać opowiadającej wzbudza jako taką uwagę. Przez lata pielęgnowała talent, za który czuje się odpowiedzialna. Gloryfikuje Kathrine Kenton i jednocześnie z niej kpi. Broni ją dzielnie przed zakusami Webba Westwarda, który zapisuje w swym prywatnym scenariuszu śmierć aktorki, poprzedzoną otruciem jej ukochanego pekińczyka i pokazującą kilka możliwości, za pomocą których Kathie może zejść ze sceny i z życia. Dorobek Kenton nie jest imponujący. Jej prywatne życie to gruzy, nieudolnie zamiatane przez Hazie. Palahniuk odkrywa przede wszystkim cienie kariery filmowej, ale w kręgu cieni znajduje się cała ta książka i nic nie pozwala uznać choćby jej fragmentów za świetliste i interesujące.
Jeden z moich ulubionych pisarzy popełnił chyba spory błąd w sztuce. Być może chodzi o to, że mało przekonująco wniknął w świat, do którego od dawna już nie mamy dostępu. Prawdopodobnie nieprzekonująco wyszła mu demitologizacja splendoru życia, o jakim mówiono i mówi się obecnie w zupełnie inny sposób. Nie wiem, czy to kwestia doboru środków wyrazu czy też zwyczajnie słaba forma przy pisaniu. „Powiedz wszystko” chciałaby być powieścią brawurową i demaskatorską. Jest dość statycznym sprawozdaniem i w gruncie rzeczy do naszej wiedzy na temat tego, czym jest Hollywood nie wnosi niczego nowego. Szkoda.
Wydawnictwo Niebieska Studnia, 2011
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz