2023-12-12

„Dostatek” Jakob Guanzon

 

Wydawca: Wydawnictwo Pauza

Data wydania: 23 września 2023

Przekład: Jacek Żuławnik

Liczba stron: 416

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Oblicza biedy

Debiut Jakoba Guanzona jest naprawdę znakomity. Autor zdecydowanie lepiej wypada w partiach obrazujących czas teraźniejszy niż w retrospekcjach, jednak całość ma niesamowitą moc działania na wyobraźnię, bo to, co szczególnie tu istotne, to siła nietuzinkowych porównań, a także niuansowania oraz wrażliwości w portretowaniu biedy, czego wyrazem jest już jedna z pierwszych scen, w której główny bohater lustruje pracownika McDonalda. „Dostatek” to opowieść o niemych, sfrustrowanych w swym milczeniu i coraz bardziej się w nim zapadających Amerykanach, którzy doświadczają biedy jako fatalistycznej sztafety pokoleń (czego egzemplifikacją w tej powieści jest model samochodu), nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oraz pokłosia uwarunkowań społecznych i rodzinnych, które stopniowo nawarstwiają się w swym problematycznym wymiarze, doprowadzając do sytuacji bez wyjścia. Do desperacji, którą tak sugestywnie Guanzon tutaj portretuje. Dynamizm tej powieści to połączenie umiejętnie zastosowanej we wspomnieniach funkcji retardacyjnej oraz dodania do tego opowieści o tym, co dzieje się właśnie teraz. Nie dzieje się w zasadzie wiele, ale widzimy, jak każde zdarzenie odbierane jest przez bohatera, jak zabiera mu coraz więcej z resztek godności, aż w końcu – jak pozbawia tchu z bezsilności. Kroczymy tą piekielną drogą z pełną świadomością, że z piekła się nie wydobędziemy. Jednakże Jakob Guanzon robi wszystko, by czytelnik, antycypując zdarzenia, nie miał pojęcia, z jak intensywnym obrazowaniem ludzkiej goryczy będzie miał tutaj do czynienia. Z jak wieloma emocjami trzeba mieć wcześniej do czynienia, zanim ostatecznie można orzec, że ktoś znalazł się w sidłach biedy.

Henry nie miał łatwego życia. Pięć lat spędził w więzieniu, w związku z tym nie przysługuje ani jemu, ani jego synowi jakakolwiek opieka socjalna. Te lata ironicznie tu rezonują, kiedy w jednej ze scen rekrutująca go do pracy, która ma definitywnie zmienić jego nędzne życie, zadaje pytanie, na które Henry nie jest w stanie odpowiedzieć: „Gdzie pan widzi siebie za pięć lat?”. Henry nie jest w stanie przewidzieć, co stanie się w jego życiu za pięć minut. W tym znaczeniu, że nie ma żadnego, elementarnego chociaż poczucia bezpieczeństwa. A chce je zapewnić ośmioletniemu synowi, który towarzyszy mu jak wyrzut sumienia i sprawca rosnącej bezsilności. Henry nie jest antybohaterem, choć pozbawić go czytelniczej sympatii jest bardzo łatwo, lecz Guanzon umiejętnie niuansuje ogrom traumatycznych wspomnień mężczyzny, by ostatecznie ukazać go jako ojca walczącego o lepszy los dla swojego syna. Obaj jednak nie mogą się spodziewać zmiany. Mieszkają w samochodzie, żyją z dnia na dzień, a jedyną szansą na odmianę ponurego losu mają być urodziny Juniora. I jego ojciec, jakkolwiek pozbawiony jakichkolwiek możliwości oraz wpływów, będzie gotów zrobić wszystko, by ten dzień był dla syna wyjątkowy. Tymczasem wyjątkowość ujawnia się tu inaczej – w literackiej opowieści drogi, w której bieda współgra z odsłanianymi formami wykluczenia, a najbardziej przejmujący jest tu obraz dziecka w obliczu nędzy swojego ojca. Nędzy nie tylko finansowej, choć stan posiadania gotówki jest tu niezwykle istotny i porządkuje tytuły rozdziałów. Czy Jakob Guanzon podejmuje się prostego szantażu emocjonalnego wobec czytelników, wplatając w historię o zmagającym się z biedą, wykluczeniem i społecznym ostracyzmem mężczyźnie opowieść o przyjmującym na swe wątłe barki część doświadczenia ojca synu, który dodatkowo zaczyna podupadać na zdrowiu? Bynajmniej.

Kluczowym problemem tej powieści jest opowiedzenie o niedostatku w taki sposób, by jedynie punktować i cieniować wszystkie podstawowe problemy, które w Stanach Zjednoczonych doprowadzają ludzi do nędzy. Guanzon z powodzeniem sięga po technikę obrazowania w stylu kadrów filmowych. Stawia na pełne napięcia i dramatyzmu sceny, które na zawsze pozostaną w pamięci. Rozgrywają się one w miejscach użyteczności publicznej, ale także tam, gdzie użyteczny i spełniony może być tylko ten, kto posiada zaplecze finansowe. McDonald. Walmart. Stacja benzynowa. Apteka. Mające tam miejsce dramaty są dramatami niemego tła i doświadczeniami ludzi, którzy właśnie tam rzucają się w oczy paradoksalnie przez to, że chcą być niewidzialni. To są przybytki luksusu. Tam wchodzi się najpierw z pieniędzmi, potem z wyrażeniem jakiejś woli czy potrzeby. Henry w każdym z tych miejsc czuje się osaczony, bezradny i bezsilny. Jego sytuacja materialna to jedynie czubek góry lodowej tego, z jakiego powodu taka, a nie inna jest jego konstrukcja psychiczna i mentalność. Dlatego Guanzon, nie oszczędzając bohatera, pokazuje jego szorstką bezkompromisowość, a jednocześnie w czuły sposób obrazuje nam dysfunkcyjny żywot mężczyzny, który nigdy nie zadowolił ani siebie, ani z pewnością swoich najbliższych.

To powieść o męskiej goryczy bycia zbędnym lub niewystarczająco potrzebnym. O mężczyznach, którzy zaciskali pięści z bezsilności, by wciąż na nowo udowadniać światu, że mają jakąś wartość, są do czegoś przydatni, można w nich zainwestować. Ojciec Henry’ego mógł być profesorem, a skończył jako budowlaniec. Chciał dać synowi wszystko, co miał, także zasoby finansowe. Tego Henry jako ojciec nie jest w stanie zaoferować Juniorowi. Smutna sztafeta pokoleń dysfunkcyjnych ojców zamyka się w jakże przerażającym kręgu niemocy. „Dostatek” to powieść o dziedziczeniu tego, co najboleśniejsze – rozczarowań wynikających z deficytów. Ci ojcowie są połowiczni, co sygnalizuje nawet sposób, w jaki syn ma się zwracać do ojca. Jedna sylaba niczym niepełny obraz, pojęcie, niepełny wizerunek bliskiego człowieka i niepełna miłość, bo czy można bezwarunkowo kochać, gdy ktoś potrafi krzywdzić swą bezradnością? Junior mówi do Henry’ego wprost: „Bo papowie są inni”. A Henry każe mówić do siebie „pa”, jest jakby fragmentem nazwy, desygnatu, symbolu tego, co trwałe i pewne. Jest jednocześnie bezwzględnie podporządkowany w swych działaniach temu, by zaspokoić potrzeby syna oraz zrekompensować mu nieobecność matki. Henry gotów jest na wszystko dla Juniora. Na co gotowy jest w konfrontacji z rzeczywistością, w której staje się niewidoczny i niezrozumiany z bezkompromisowością, która w tak niezwykły sposób łączy się tutaj z tym, że jest przede wszystkim bezradny?

Jakob Guanzon opowiada także o kobietach nieobecnych, które z powodu złożonych zbiegów okoliczności nie mogły być blisko swoich synów. Pozostaje obecność dorosłego mężczyzny, któremu trzeba zaufać bezwarunkowo i bezgranicznie. A w tych silnych więzach syna i ojca widzimy coraz więcej pęknięć i niepokojących rozłamów. Czy można kochać kogoś, kto jest z różnych powodów dysfunkcyjny? Czy bieda intensyfikuje, czy też może wypacza ludzkie emocje, w tym potrzebę bliskości i przywiązania? „Dostatek” to z jednej strony kameralna opowieść o ludzkiej nędzy i jej destrukcyjnej sile, z drugiej jednak – opowieść o czymś więcej niż jednostkowa dramatyczna historia wyborów lub braków możliwości wyboru czegokolwiek w życiu. Guanzon intensyfikuje narrację, wplatając w nią sieć niezwykłych porównań, o których wspomniałem na wstępie i które są największym walorem literackim tej książki. Dzięki temu zabiegowi każda jednostkowa sytuacja zamienia się w jakiś fragment panoramicznego obrazu. Bieda jest w tej powieści wszechobecna i definiowana na kilku poziomach. I jest to jednocześnie tak sugestywna w swym naturalizmie narracja, że zostawia trwały ślad w pamięci czytających. Jakkolwiek można by dyskutować o tym, w jaki sposób autor decyduje się odsłaniać przyczyny amerykańskiej biedy i czy ma na ten temat coś odkrywczego do powiedzenia, z pewnością choćby sceny, w których zdesperowany ojciec usiłuje uzyskać coś dla dobra swego dziecka, nie pozostawią nikogo obojętnym. A przecież jedną z definicji biedy w tej powieści jest swoista znieczulica. Gorycz niespełnienia rodzi się tam, gdzie zaczyna brakować elementarnej empatii. Bardzo mocna i jedna z bardziej sugestywnych książek, jakie ukazały się w tym roku.

2023-12-05

„Pod prąd” Oleg Serebrian

 

Wydawca: Wydawnictwo Amaltea

Data wydania: 30 listopada 2023

Przekład: Radosława Janowska-Lascar

Liczba stron: 580

Oprawa: miękka

Cena det.: 55 zł

Tytuł recenzji: Wojna wewnętrzna

Oleg Serebrian, działający na co dzień na gruncie społecznym i politycznym, proponuje nam epicką podróż po Europie pierwszej połowy dwudziestego stulecia – od czasu, w którym powstanie bokserów wpływa na świadomość małego chłopca, po czas, w którym nękana przez aliantów III Rzesza chyli się ku upadkowi. Konstruując narrację w taki sposób, by przypominała klasyczną powieść dojrzałego realizmu, autor wybiera subiektywny nurt opowiadania o swoim bohaterze, bo mimo panoramicznego ujęcia tego, jak zmieniał się kształt Europy, ile to kosztowało i kto najbardziej traumatycznie doświadczał przemian, „Pod prąd” to książka koncentrująca się na jednostkowym przeżywaniu świata. Tego świata, którego nie sposób pojąć, więc wybiera się drogę najprostszą – naiwnego podążania za prywatnym doświadczeniem i koncentracji na swoich emocjach wywoływanych przez zdarzenia, które być może rujnowały kontynent, jednak bardzo często nie zostawiały żadnego śladu w świadomości bohatera, bo dla niego życie miało przez dekady formę indywidualnego doświadczania najprostszych zdarzeń, lecz także nieustannego gubienia się w nich, tracenia pewności siebie i swoich emocji. Dlatego imponuje to, w jaki sposób Serebrian chce opowiedzieć o okresie od przełomu XIX i XX wieku do okolic końca drugiej wojny światowej, pokazać złożoność świata, który staje się wciąż bardziej upiorny, a jednocześnie wskazać rolę indywidualnego głosu w okresie dziejowych przemian. Będzie to głos kogoś, kto pozornie miał wszystko, co potrzebne, aby być szczęśliwym, jednak nigdy prawdziwego szczęścia i spełnienia w życiu nie zaznał.

Aleks von Randa. Baron. Chłopiec, a potem dojrzewający mężczyzna, który za pieniądze z majątku ojca mógłby kupić wszystko. Nie kupi. Dziecko, które bardzo szybko stało się w swych nieszczęśliwych emocjach dorosłym. Tęskniącym, opłakującym, przeżywającym dojrzałą żałobę w nastoletnim wieku. Człowiek, który zna dziewięć języków, ale nie rozumie rzeczywistości. Ktoś, o kim czytamy następującą opinię: „Matematyk takiego kalibru, a nie wykalkulował dobrze żadnego kroku w życiu”. To tylko punkty zaczepienia, miejsca jakiegokolwiek zakotwiczenia w biografii niezwykle skomplikowanej i niezwykle wrażliwej istoty. „Pod prąd” będzie opowieścią nie tylko o tym, jak brutalnie zderza się romantyzowanie przeżyć z prozą życia codziennego. Nie będzie też tylko o awansie społecznym, klasowym, o umiejętności aklimatyzowania się w miejscach, które wciąż tracą swoją państwową tożsamość. Tożsamość Aleksa von Randy zaś, uwikłana w rozmaite skomplikowane okoliczności, będzie także związana z przynależnością. Od aspektu szerszego, czyli przynależności do konkretnego kraju, która jest tu niezwykle złożona, przez siłę historycznych przemian, do najbardziej intymnego – należenia do samego siebie, swojej wrażliwości, sieci skomplikowanych emocji i emocjonalnej labilności, o której Aleks pisze wprost w swych zeszytach.

„Pod prąd” ma formę zbioru zeszytów z zapiskami dorastającego Randy, które czyta ktoś, dla kogo Aleks jest enigmatycznym przodkiem; ktoś, kto przybywa na niemiecki cmentarz w poszukiwaniu grobu i kto na wstępie deklaruje: „Nie interesują mnie sprawy zbyt powszednie”. Powszednie wydaje się wszystko, o czym czyta potem w zeszytach człowieka, który dodatkowo przez całe życie pisał również listy do tajemniczego odbiorcy, korzystając z języka esperanto, by ukryć rodzaj gramatyczny. Faktyczne i mentalne „później” jest u Serebiana rozpięte między dosyć zagadkową postawą człowieka szukającego śladów istnienia Randy i usiłującego je zrozumieć a portretem głównego bohatera, który jest oczywiście rozwojowy, jednak opisanym w taki sposób, że każde jego „później” staje się sztuką uczenia się pokory wobec strat.

Ta powieść ukazuje nie tylko katastrofalną wizję Europy obywateli tracących wciąż na nowo fundamentalne poczucie bezpieczeństwa i międzynarodowego ładu. Opowiada przede wszystkim o tym, czym jest jednostkowa katastrofa egzystencjalna. Czym staje się ogień wojny wewnętrznej. Jakie skutki może mieć nastawienie konformistyczne – wobec realnego zagrożenia wojennego i wobec wchodzenia w relacje, w których z powodu swojej bierności zazwyczaj wiele się traci, a niewiele zyskuje. Czy Aleks von Randa to syty i nieświadomy skomplikowanej sytuacji Europy potomek bogatego ojca przekonany, że majątek i posiadanie mogą zawsze być znaczącą kartą przetargową w życiu? Czy też może nieświadomy tego, jak bardzo skomplikowane jest jego wnętrze i z jakimi emocjami skonfrontuje go życie, kiedy jemu podobni być może nie przeżywaliby tak intensywnie relacji, które tutaj naznaczają na zawsze, stają się piętnem i melancholijnym wspomnieniem większej lub mniejszej utraty?

Z pewnością Oleg Serebrian dba o detale opisu fatalizmu egzystencji bohatera. Kiedy Aleks się rodzi, niebo płacze. Młodszy brat wspomina, że pokój Aleksa nie pachniał młodym chłopakiem, lecz pogrzebem. Później autor decyduje się, by mrocznego bohatera pokazywać przede wszystkim w kontekście trudnych dla niego relacji. Relacji, w których fascynacja i przywiązanie idą w parze z poczuciem oddalania się od tego, co najcenniejsze. Fatalizm Aleksa to również jego wieczne przeżywanie dziecięcej w zasadzie żałoby. Randa to człowiek, który rusza w dorosłe życie, ciągle rozmyślając o kimś, kto nigdy w to życie nie wszedł. Jest coraz bardziej ponuro i melancholijnie. Dorastający – także politycznie – Aleks staje się figurą zbłąkanego wędrowca, który szuka spokojnej przystani, bezpiecznego punktu zaczepienia, wikła się w druzgoczące go wcześniej czy później relacje, ale jednocześnie szukając spokoju, bliskości, akceptacji i przyjaźni, staje się coraz bardziej wyobcowany, by pod koniec życia uznać wszystko za „spóźnione i niemożliwe”. Co dzieje się pomiędzy momentem chłopięcego wręcz zachwytu kimś a gorzkim przygnębieniem, w którym nie ma już miejsca na poszukiwanie jakiegokolwiek sensu życia? Autor dba o to, by jego bohater, a przede wszystkim jego skomplikowana historia nie były dla czytelnika jednoznaczne ani przewidywalne. Potrafi w bardzo stonowany sposób i używając niezwykle eleganckiej składni opowiedzieć o największej życiowej traumie: rozczarowaniu samym sobą, które jest tu pokłosiem wielu czynników. I to one budują tę fascynującą oraz wielowątkową powieść.

To, co jeszcze wydaje się tu dobrze uwypuklone i co wciąż pozostaje z tyłu głowy podczas lektury, to okrucieństwo licznych zbiegów okoliczności, a także momenty, w których bliskość z drugim człowiekiem może stać się wręcz zabójcza. Czy Aleks nosi w sobie pokłady egocentryzmu, czy też rozpaczliwie próbuje zainwestować swoje uczucia w taki sposób, by uzyskać wzajemność oraz przywiązanie drugiego człowieka? Czy młody i bezradny, a przede wszystkim naiwny student w Getyndze, który po latach robi niesamowitą karierę naukową, nie jest przede wszystkim skazany na samotność z powodu kilku sygnalizowanych w tej powieści uwarunkowań? „Pod prąd” to pełna humanistycznej zadumy nad zdehumanizowanym światem dwóch wojen opowieść o tym, że wrażliwość w połączeniu z pewnymi fascynacjami może otwierać wrota piekła. Być może koszmarniejszego niż dwa konflikty wojenne, bo to piekło znoszenia samego siebie.