Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2007-09-23

"Flauta" Adam Pluszka

Od każdej powieści oczekuje się, aby miała ciekawą akcję, barwnych bohaterów, aby coś się w niej działo i trzymało czytającego w napięciu. Tymczasem Pluszka popełnił w zasadzie antypowieść, bowiem tytułowa flauta oznacza stagnację i bierność zarówno bohatera, jak i zdarzeń doświadczanych przez niego. W ten przedziwny świat wprowadza nas swoisty przewodnik, który tłumaczy bohaterowi jego zachowania i motywy postępowania, a zabieg ten daje nam książkę rzadko spotykaną, bo taką, w której zastosowano drugoosobową narrację (chociaż nie jest ona stosowana konsekwentnie).

Anonimowy mężczyzna, Człowiek – Każdy, moralitetowy Everyman przeżywa swoje życie w kategorii bezustannej i z góry skazanej na niepowodzenie walki o spokój. W walce tej zatraca przejrzystość uczuć i emocji, wycofuje się w głąb samego siebie, pragnie na nowo stać się embrionem i ukryć się w bezpiecznym łonie matki. W jego życiu istotną rolę spełniają liczne romanse z kobietami. Z każdą nową zdobyczą mężczyzna próbuje konstytuować siebie samego na nowo. Każda kolejna porażka odbiera mu jakąś cząstkę siebie. Każda relacja z drugim człowiekiem naznaczona jest chłodem i obojętnością, jaka wyziera z pustego wzroku bohatera, któremu coraz częściej jest po prostu wszystko jedno. Czy jest to spotkanie w domu uciech z dawną miłością ze szkoły, czy śmierć ojca, czy też odejście żony – każda z tych sytuacji coraz silniej wyjaławia go emocjonalnie, potęguje poczucie bylejakości i obojętności wobec tego, co mówią ludzie i jak zachowują się względem niego.

Jest w tej książce sporo odniesień do freudyzmu, bo relacje z matką i ojcem stanowić mogą wątek do rozwinięcia w kolejnej, tym razem psychoanalitycznej rozprawie egzegety „Flauty”. Jest także mowa o braku akceptacji dla własnej męskości oraz o braku poczucia dumy wynikającego z jej posiadania. Chociaż bohater podoba się kobietom, zdobywa kolejne i w każdej chwili może bez większego problemu posiąść następną – jest w nim tym mniej męskości, im więcej kobiet w samczym szale zaliczy, a potem odtrąci. Kiedy dowiaduje się, że po przebytej chorobie staje się impotentem, jest to dla niego źródło radości, a nie poczucia niepowetowanej straty. Kwestionując swoją męskość, bohater jednocześnie kwestionuje swoją ludzką samoświadomość i spala się wewnętrznie. I tylko córka, którą spłodził przypadkiem i przed fatalną chorobą daje mu jedyną radość i tylko wobec niej ujawnia czułość, wrażliwość i opiekuńczość. Sam dla siebie jest jednak tak bardzo obcy, że najdobitniej ujawnia to wspomniany już przeze mnie sposób konstrukcji narracji ( mentor i przewodnik tłumaczący mu: „Ty zrobiłeś, ty powiedziałeś, ty poczułeś”) .

Apatia i bezruch stają się naturalnym stanem, w jakim bohater „Flauty” egzystuje. Odnajduje on drogę życia, która wydaje mu się bezpieczna i mało wymagająca. „Ten miły stan apatii. Nagle się okazało, że można doświadczać naskórkowo i nie angażując się zbytnio. Jakby się zamknąć w kondomie. Praca tylko taka, żeby nie umrzeć z głodu. Związki płytkie. Znajomości na krótko. Wygodnie, ale bez ekstatycznych przyjemności”. Budowanie szklanego klosza i odgradzanie od otaczającego świata nabiera znamion obsesji. Dlaczego tak bardzo narastającej? Warto poszukać odpowiedzi na kartach tej powieści.

O „Flaucie” można napisać wiele. Mimo pozornego chłodu powodującego, iż czasami ma się wrażenie, iż ręce trzymające książkę są oszronione, jest to opowieść, która z pewnością pozostawi ślad w czytelniku i wywoła w nim wszystkie te emocje, jakie obce są bohaterowi. Problem tej książki polega jednak na tym, iż jest ona zwyczajnie mało przekonująca i chwilami nudna. Przez kolejne strony płynie się niczym po morzu, które stoi. Można stanąć w miejscu, jeśli wiosłom swojej łodzi nie nada się rytmu. Raz w życiu miałem okazję ujrzeć morską flautę. Zjawisko niesamowite i zapadające w pamięć, ale to tylko wrażenia pierwszej chwili. Podobnie jest z tą książką. Na początku jej lodowatość zdaje się porywać i pochłaniać bez reszty. A potem dryfujemy pośród zdań i trudno nam przewidzieć, kiedy dobijemy do lądu i przeczytamy zakończenie.

Rewelacyjna koncepcja, dobry pomysł – jednak fatalnie to wszystko napisane i sprzedane czytającemu. Wielu z nas ta książka zwyczajnie zaboli. Niestety będzie także wielu takich, których po prostu zmęczy.

1 komentarz:

Kira pisze...

dzień dobry wieczór, przeczytałam ową książkę i powiem ze mi się bardzo podobała. Bohater jak dla mnie to mężczyzna XXI wieku, taki nie dokończa dojrzały i żyjący tylko chwilą. Tak jakoś to odbieram:) nigdy nie chciałabym spotkać takiego mężczyzny na swojej drodze to pewne, ale wiadomo świat płata różne figle.