Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2007-10-15

"Wszystkie szczęśliwe rodziny" Carlos Fuentes


Czy najnowsza powieść Carlosa Fuentesa może być nazwana powieścią? Trudno takim mianem określić książkę składającą się z szesnastu pozornie niepowiązanych ze sobą opowieści budujących polifoniczny i dramatyczny obraz wzajemnych relacji międzyludzkich. Ich bohaterowie nie potrafią ze sobą żyć, chociaż wspólnie przez lata budowali fundament zależności nazywanych bardzo ironicznie przez autora „szczęśliwymi rodzinami”. Każda z opisanych rodzin jest w jakiś sposób dysfunkcyjna, jest areną przemocy fizycznej i psychicznej, miejscem stałej opresji i nieustającej udręki. Bohaterem zbiorowym jest tu jednak Meksyk. Kraj, który zostaje określony w geograficznym kontekście mianem pomarszczonego jak pergamin, objawia się tutaj jako państwo ze zmarszczkami i grymasami bólu, doświadczanego przez lata z powodu niesprawiedliwości społecznych i okrucieństwa zadawanego sobie przez ludzi.

O dosłownym okrucieństwie życia w Meksyku traktują pieśni chóru, które niczym w dramacie antycznym, stają się uzupełnieniem historii rodzinnych, jakie poznajemy. Zgodnie z tradycją chór komentuje opisane przez autora w poszczególnych rozdziałach – opowieściach historie, ale tworzy jednocześnie wobec nich silny kontrast lingwistyczny. Rodzinne opowieści, smutne i przejmujące, opisane są stonowanym, eleganckim i finezyjnym językiem (ogromny plus dla tłumaczki za wspaniałe oddanie atmosfery „duszności” panującej wokół bynajmniej nie tylko z powodu strefy klimatycznej Meksyku). Chór krzyczy, wulgaryzuje rzeczywistość, nadaje jej znamion rozpadającego się w okrucieństwie świata, w jakim nie ma miejsca na zbudowanie podstawowej jednostki społecznej, jaką jest rodzina. Czy jednak udaje się to bohaterom szesnastu opowieści?

Fuentes bardzo dużo miejsca poświęca toksycznym relacjom między ojcami i synami, ustawicznym walkom o dominację i rodzący się z nich gniew oraz brak porozumienia. Synowie Fuentesa najczęściej nie chcą popełniać ojcowskich błędów, nie chcą iść wytyczonymi przez nich szlakami życiowymi, nie chcą także przejmować na siebie balastu ojcowskich doświadczeń. Jakież to typowe, a w jak nietypowy sposób opisane! Motywy postępowania młodych mężczyzn nie do końca są jasne, podobnie jak tajemnice ich ojców, które przez lata budują mur nieporozumienia.

W naturalistyczny wręcz sposób ukazane są wyrwy emocjonalne, jakie istnieją między mężami i żonami. Kobiety Fuentesa buntują się wobec bycia cieniami swoich mężów. Romansują, śpiewają, próbują się zrealizować w każdej innej sferze, aby tylko nie stać się sztampowym i nieszczęśliwym przez to wzorem „żony idealnej”. Fuentes wnikliwie przedstawia sposób postrzegania rzeczywistości przez kobiety zranione i oszukane. To nie tylko żony. W jednym z bardziej przejmujących tekstów „Mater dolorosa” będziemy świadkami próby porozumienia się zrozpaczonej matki z czekającym na śmierć zabójcą jej córki. Matka próbuje nadać tożsamość swemu zmarłemu dziecku, aby bardziej pogrążyć zabójcę w wyrzutach sumienia. Oszukiwane i nieszczęśliwe żony swoją godność i kobiecość mogą ujawnić tylko podczas buntu. One zresztą dominują nad mężczyznami w opowieściach meksykańskiego pisarza, chociaż pozornie zawsze grają drugie skrzypce w często groteskowej sztuce ożywiania rodziny.

Fuentesowska rodzina to nie tylko tradycyjny schemat ról, w którym iskrzy niepewność tego, kim tak naprawdę się jest. Autor przedstawia nam opowieść o parze homoseksualistów, którzy na przekór wszystkim i wszystkiemu przez lata budują trwały związek oparty na zaufaniu. Związek, który zniszczy potrzeba nowości. Nowych doświadczeń pragną także trzy córki, które spotykają się przez dziesięć lat co roku przy grobie ojca, co jest warunkiem wypłacenia im należnych kwot spadku. Ich teatralne miny i gesty, dramatyczne wyznania i bolesne odzieranie się z resztek godności i prywatności nad trumną ojca, który okazuje się mieć nad nimi wieczną władzę, tworzą najbardziej przejmującą (i być może dlatego też zamykającą książkę) historię „Wszystkich szczęśliwych rodzin”.

Tej książki nie można czytać beznamiętnie. Ta książka redefiniuje pojęcie szczęścia, jedności, miłości i zaufania. Ta książka wstrząśnie czytelnikiem, albowiem odsłania sekrety rodzinnych spotkań, ujawnia wypowiadane w zaufanym gronie słowa. To głęboko humanistyczny pokłon nad ludzką niedoskonałością, emocjonalną niedojrzałością i bolesnym wygasaniem miłości między tymi, którzy kiedyś się wzajemnie kochali. Uważny czytelnik w każdej z szesnastu opowieści dostrzeże mniej lub bardziej wyraźne przyczyny rozpadu rodzinnego szczęścia. Wielkość Fuentesa polega jednak na tym, że nie wartościuje słów i gestów, jakie znajdziemy w tym rodzinnym kalejdoskopie. On po prostu pochyla się nad cierpiącymi i pozwala im opowiedzieć o swoim cierpieniu.

Brak komentarzy: