Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2009-05-06

"To oślepiające, nieobecne światło" Tahar Ben Jelloun


10 lipca 1971 roku życie Salima zamienia się w piekło. Marokański wojskowy zostaje osadzony w więzieniu po nieudanym zamachu na króla Hassana II. Salim nie przypuszcza, że przekroczenie więziennych murów będzie dla niego początkiem doświadczenia, które zmieni całe jego życie. Tazmamart nie jest bowiem zwykłym więzieniem. To miejsce, w jakim przyjdzie Salimowi umrzeć za życia. Miejsce, w którym brak tytułowego światła będzie jednocześnie brakiem nadziei na to, że kiedykolwiek będzie można wydostać się z podziemnej celi przypominającej grób. Tahar Ben Jelloun spisując dzieje człowieka, który za życia przeżył piekło, konstruuje jednocześnie przejmującą opowieść o duchowym odrodzeniu, o odnalezieniu światła w nieprzeniknionym mroku, o stawaniu się człowiekiem w nieludzkich warunkach i o tym, że można ożyć nawet wtedy, gdy jest się pochowanym za życia.

Trudno jednoznacznie określić tę powieść. Z jednej strony jest to wyrazisty przykład współczesnej literatury łagrowej. Ben Jelloun opisuje próby ocalenia człowieczeństwa w warunkach, w jakich bycie człowiekiem wydaje się niemożliwe. W tym aspekcie „To oślepiające, nieobecne światło” przypomina „Inny świat” Herlinga Grudzińskiego. Z drugiej strony jest to jednak książka tak subtelna i finezyjna, że wydaje się niemożliwe, by o okrucieństwie pisać w tak łagodny sposób. W takim rozumieniu jest to intymny pamiętnik, spisany przez autora w hołdzie wszystkim męczennikom współczesnych obozów zagłady.

Salim oraz inni więźniowie Tazmamartu nie widzą światła zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym. Wszyscy stapiają się z wszechobecnym mrokiem, ale to mrok przede wszystkim duszy, bo uwięzieni w większości nie znajdują w sobie nadziei na to, że uda im się przetrwać w zamknięciu. „Noc nie była nocą, bo nie istniały już ani gwiazdy, ani księżyc, ani niebo. My sami byliśmy nocą”. Salim próbuje z tej nocy się wydostać, a więźniowie, którzy umierają, poddają się jej sile. Wieczna noc Tazmamartu ma niszczącą siłę i bardzo trudno jest ją przezwyciężyć. Ben Jelloun pisze o próbach „wychodzenia z nocy” i o tragizmie tych, którym to się nie udało.

To nie jest jednak mroczna książka. Tytułowe światło stanowi przeciwwagę do realnych ciemności, w jakich żyją marokańscy więźniowie. Salim bardzo tęskni za prawdziwym światłem, ale żeby wyjść mu naprzeciw w realności, musi rozświetlić najpierw swoją duszę. Pomaga mu w tym modlitwa, recytowanie Koranu, wchodzenie w dialog z samym sobą na płaszczyźnie mistycznego uniesienia. Religia jest dla Salima wartością, dzięki której może się pogodzić ze swoim losem i mimo wszystko żywić nadzieję na to, że ten los się odmieni. Okazuje się, że przywiązanie do religii będzie skuteczniejszym sposobem uwolnienia się od więziennych ograniczeń niż samobójstwo lub realna próba ucieczki, podejmowane przez innych więźniów. Salim przyjmuje wszystko to, co go spotyka z coraz większą pokorą. Jego walka z więziennymi ograniczeniami nie ma charakteru dosłownego. Bohater toczy walkę o to, by wytrwać w mroku, wytrwać ze sobą, wytrwać w nadziei na to, że jego cierpienia mają sens i niebawem się skończą.

„To oślepiające, nieobecne światło” jest powieścią, w której brutalność rzeczywistości w niezwykły sposób zestawiona jest z duchową łagodnością Salima. Im więcej upokorzeń znosi, im więcej makabrycznych doświadczeń przynosi mu codzienna wegetacja w Tazmamarcie, tym subtelniejszy staje się ton, w jakim więzień wyraża swoje tęsknoty, pragnienia, oczekiwania i wizje. Zderzenie naturalistycznych opisów otoczenia z liryzmem opowieści o duchowym odrodzeniu jest w powieści Ben Jellouna stale obecne i ustawicznie utrzymuje czytelnika w napięciu.

To także wspaniała opowieść o wybaczaniu. Salim wspomina ojca, którego opisuje w następujących słowach: „Kochał elegancję, przepych, przyjaźń możnych i przyjemność zabawiania ich”. Początkowo wydaje się, że ojciec, który o nim zapomina i wypiera się go w obecności króla, jest człowiekiem, którego Salim nienawidzi. Okazuje się, że można wybaczyć nawet komuś, kogo przestaje się kochać. Więzienna rzeczywistość uczy Salima nie tylko pokory wobec życia, ale także daje mu niezwykłą umiejętność wybaczania. Ojcu, oprawcom w Tazmamarcie, samemu sobie.


Ben Jelloun finezyjnie połączył wątki orientalne z uniwersalnymi prawdami dotyczącymi istoty człowieczeństwa. To książka o marokańskim więźniu, ale jednocześnie symboliczna opowieść o duchowym odrodzeniu. To opowieść orientalna, ale jednocześnie bliska europejskiemu odbiorcy. Mroczna, ale i pełna światła. Takiego, które jest obecne i nie oślepia.

Brak komentarzy: