Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2009-05-07

"Dziennik" Chuck Palahniuk

Peter Wilmot leży w śpiączce po nieudanej próbie samobójczej. W szpitalu odwiedza go żona Misty, która stosuje specyficzne tortury, polegające na wbijaniu szpilek w ciało Petera. Mężczyzna bowiem wydaje się już niczego nie czuć, a to książka przede wszystkim o odczuwaniu. O odczuwaniu grozy życia i zagubienia w nim; samotności i uczucia wyobcowania. To książka o tym, jak odczuwa się lęk i o tym, jak przerażające jest życie w pustce.

Palahniuk ujął swą powieść w formę zapisków. Kartki z pamiętnika pisze Misty, ale tak do końca nie można mieć pewności, kto jest prawdziwym narratorem tej przewrotnej opowieści. Jest w „Dzienniku” tak wiele niedomówień i tak wiele niejasności, że trudno z całą pewnością powiedzieć, kto i komu tę historię opowiada. Mistrzostwo autora polega na umiejętnym stopniowaniu napięcia i takim prowadzeniu fabuły, że wciąż zaskakuje czytelnika. Bo taka też jest rzeczywistość opisywana w „Dzienniku” – napięta, zaskakująca i mroczna. Palahniuk buduje nastrój grozy tak umiejętnie, że od lektury trudno się oderwać. Trudno do końca uwierzyć temu, co pisze Misty, a także trudno nabrać zaufania do któregokolwiek bohatera tej przejmującej opowieści.

Misty Wilmot ma wrażenie, że jej życie to reinkarnacja żywota Maury Kincaid i Constance Burton. Dwie artystki, dwie kobiety, dwie zagubione w świecie dusze. Z czasem można się przekonać, że stworzone przez Palahniuka postaci mają nam dać tylko częściowy obraz tego, kim naprawdę jest Misty. Zaczynamy natomiast coraz lepiej rozumieć z każdą kolejną stroną „Dziennika”, kim kobieta chciałaby być.

Życie Misty to pasmo porażek i gorycz niespełnienia. Kobieta nie odnajduje się ani w roli żony, ani w roli matki. Ratunek dają kolejne wypijane drinki, które wespół z aspiryną mają łagodzić ból Misty. Bo jej życie to pasmo bolesnych doświadczeń, z którymi coraz trudniej jej żyć. Misty skoncentrowana jest na własnej złości i bezradności, gdy tymczasem ogromne jej pokłady skrywają się w zamurowanych pomieszczeniach remontowanych domów, gdzie Peter pozostawił enigmatyczne zagadki słowne. Od zrozumienia tego, co zapisał mąż zależy zrozumienie tego, co dzieje się wokół Misty. Jej zwierzenia będą szły w parze z odczytywaniem tajemniczych przesłań, które Peter pozostawił po sobie. Czy to są jednak sygnały od człowieka, który nosi się z zamiarem samobójstwa, czy też Peter pozostawia Misty specyficzne ostrzeżenia, a stan, w jakim znajduje się obecnie, nie jest wynikiem przedawkowania środków nasennych?…

W moim odczuciu „Dziennik” to powieść z kluczem, analizująca wyobcowanie społeczne. Misty, będąca dzieckiem „białej biedoty”, wspomina życie w patologicznej rodzinie. Pewnego dnia znajduje się wśród amerykańskich nowobogackich, którzy od początku traktują ją jak intruza. Peter nie poślubia Misty - poślubia pewną ideę, jaką ona ucieleśnia. Współczesnego Kopciuszka wprowadza w życie dworskie, nie dając mu szansy na ucieczkę, kiedy czar pryska, a prawdziwe powody, dla których Wilmot wziął z nią ślub, docierają do Misty z całą wyrazistością. Bohaterka „Dziennika” jest nie tylko nieszczęśliwą żoną artysty-arystokraty, lecz także matką, której nie udaje się dotrzeć do nastoletniej córki. Misty to symbol zagubienia wewnętrznego. Tragiczna postać obrazująca konsekwencje przełamywania społecznych tabu, za którymi ukrywa się fasadowość życia amerykańskich milionerów. Ci ludzie portretowani są jako wyobcowana grupa także przez to, iż zamieszkują odciętą od stałego lądu wyspę Waytansea. Miejsce, w którym bogaci tworzą swoje własne eldorado. Miejsce, gdzie bohaterka (autorka?) dziennika czuje upokorzenie i wstyd. Miejsce, które zapłonie piekielnym ogniem w finale powieści, obrazując spełnienie marzeń oszukanej i zmęczonej życiem na Waytansea Misty.

Koncepcja artystycznego dziennika to doskonały sposób na sugestywne zobrazowanie stanów napięcia emocjonalnego, które towarzyszy życiu Misty Wilmot. To przejmująca wiwisekcja wyalienowanej duszy, która żyje wśród codziennych ograniczeń i wciąż z tęsknotą wspomina czas, gdy realizowała się twórczo. „Dziennik” to ciekawe i dokładne studium cierpienia oraz rezygnacji. Swoiste sprawozdanie z życia pełnego udręki. Misty nieprzypadkowo cytuje słowa Petera: „Zadaniem artysty jest dostrzeganie, zbieranie, organizowanie, archiwizowanie, zachowywanie, a potem napisanie sprawozdania”. Myślę, że Palahniuk w zadowalający sposób wywiązał się z zadania stworzenia takiego artystycznego sprawozdania.

Można na tę powieść patrzeć różnie. Jest w niej groza, smutek, jest bunt, złość, nienawiść i zapis niespełnionych pragnień. Jest w „Dzienniku” przede wszystkim ciekawie budowany obraz tego, w jaki sposób można umrzeć za życia. Trzeba sobie bowiem podczas lektury zadać pytanie o to, czyje życie ona opisuje. Rozczarowanego codziennością samobójcy w śpiączce czy jego zrozpaczonej żony, dla której życie także jest specyficznym rodzajem snu…

Wydawnictwo Niebieska Studnia, 2008

4 komentarze:

Marcin Pietraszek pisze...

brzmi ciekawie... tzn. ciekawi mnie, czy autor poszedł bardziej w strone efektownych opisów, czy jednak zanużył się w psychice swoich bohaterów...

Marcin Pietraszek pisze...

miałem na myśli "zanurzył" (a zanużenie, od znużenia, to może jakiś podświadomy sygnał ;)

Jarosław Czechowicz pisze...

Jest jedno i drugie. Szaleństwo narracyjne idzie w parze z pogłębioną analizą psychologiczną. Palahniuk bardziej mi się podobał w "Opętanych", ale i tutaj jest bardzo ciekawy.

Martin Woolf pisze...

Palahniuk jest cool:-) 'Dziennik' się już jakiś czas ukazał, ale wciąż nie czytałem. Przypomniałeś mi. Dzięki!