Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2011-10-10

"Murzynek B." Artur Daniel Liskowacki

Dużą popularnością cieszy się w tym roku wśród polskich prozaików wierszyk Juliana Tuwima o Murzynku Bambo. Najpierw niesmacznie sparafrazował go w swoim „Podręczniku do klasy pierwszej” Tomasz Piątek, a teraz wykorzystał Artur Daniel Liskowacki w książce o tytule nie tyle przewrotnym, co bardzo gorzkim. Bo „Murzynek B.” to proza przesycona goryczą. Bardzo dynamiczna, falująca wręcz (rzecz bowiem dzieje się w języku i nie wolno o tym zapominać ani na chwilę), rytmiczna i inspirująca. Tyle tylko, że do dość smutnych przemyśleń.

Generalnie słowo „murzynek” jest dosyć wkurzające, a nasz bohater wkurza wielu. Już od pierwszych stron widzimy przestraszonego młodzieńca o hebanowym kolorze skóry, który zastanawia się, z której to strony może dostać łomot. Nie, to nie jest książka o rasistowskich prześladowaniach czarnoskórych w Polsce. Chociaż może trochę jest. Liskowacki rozprawia się nie tyle z nietolerancyjnym państwem na P, które ma tyle samo lat, co nasz Murzynek („B. urodził się rok po wyborach z Garym Cooperem na plakacie”), co z istotą bycia w ogóle. Bytu. Bytowania. Bycia potrzebnym albo zbędnym. Wszystko rozpięte między napiętym B, na którą to literkę zaczyna się zaskakująco wiele słów, a poprzedzającym je A. Taka to lingwistyczna gra, bo przecież autor słynie z tego, iż od lat penetruje językowe głębiny, bawi się językiem i obnaża jego słabości. „Murzynek B.” ma kompozycję nielinearną i w ogóle to nie próbujmy ufać opisywanemu weń czasowi. Czas jest niepewny. Pewne jest natomiast to, że książka Liskowackiego, to nie żaden „rzetelny bildungsroman” i nie będzie opowiadać historii życia czarnoskórego bohatera od urodzin do dorosłości (czas powieści to bowiem 18 lat). To charakterystyczna rozprawa ze stereotypami i z faktem, iż w polskiej świadomości słowo „czarny” konotuje wiele mrocznych znaczeń.


Jak wspomniałem, książka ma swój rytm. Albo ktoś go załapie, albo zginie, przygnieciony fantazyjnym szaleństwem słownym autora. Jakiego sobie narratora stworzył? To griot. „Griot jest pamięcią Afryki. Ustami tej pamięci. (…) Griot jest bardem narodu. Rodu. Ludu. Słowem bez księgi. Księgą bez stron. Bez końca. I bez początku”. Jeśli zauważymy, iż jest to słowo odnoszące się do kultury afrykańskiej, ale się z niej nie wywodzące, będziemy mogli rozpoznać pewien bolesny rozdźwięk między tym, co sobie myśli o świecie B. a tym, co Bardzo Barbarzyński i Brutalny świat myśli o nim.


Kiedy ukazał się „Stadion” Ify Nwamany, rozpoczął się pewien nowy etap ukazywania polskiej rzeczywistości w literaturze. Nigeryjski imigrant opowiada o doświadczeniach w kraju, w którym wciąż na ulicy czy w autobusie ludzie oglądają się za czarnoskórymi. Tymczasem tytułowy B. przygląda się sam sobie. Próbuje zrozumieć siebie, swoją historię, matkę Barbę i przede wszystkim pochodzenie. A jak już zacznie grzebać w historii, to wygrzebie z niej i Livingstona, i Stanleya, i Fredrę, i Marksa piszącego do Engelsa. To znaczy griot to zrobi. Autor znaczy. Najciekawsze jest, że czarno na białym u Liskowackiego nie znaczy to samo, co białe na czarnym, a pisarz świadomie zdaje sobie sprawę z tego, że musi się do tego dokleić czerwone, skoro Murzynek B. w Bolandii mieszka i bolskich przyjaciół ma nasz koleżka.


Koleżką B. jest chyba tylko dla Maju, który skopie dupę każdemu, kto Murzynkowi uprzykrzy życie. A robi to sporo osób. Bo nie sposób być czarnym w kraju, w którym czerń przeraża. Jaka tam czerń zresztą. Przecież Liskowacki pisze u uprzedzeniach i upokorzeniach. O ironii losu, który łączy przestraszonego sobą i przestraszonych tym, który się boi siebie. To nie jest łatwa książka i nie jest łatwo ją przeczytać. Tym bardziej zrozumieć. Bo chciałoby się napisać, iż jest to powieść o poszukiwaniu miejsca dla siebie, ale w gruncie rzeczy jest to opowieść o szukaniu siebie samego. I o języku, który te poszukiwania stara się opisać.


„Murzynek B.” to zbiór zapisków luźnych i skomplikowanych jednocześnie. Złośliwy jest Liskowacki, ironizuje sobie, kpi. Ale to przecież wina griota, czyż nie? Jak określić tę powieść? Spróbuję się ograniczyć do literki z dwoma brzuszkami. Błyskotliwa. Barwna. Bystra. I Bardzo, Bardzo niepokojąca.


Wydawnictwo W.A.B., 2011

Brak komentarzy: