Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-05-24

"Drogie życie" Alice Munro



Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 16 maja 2013

Tytuł oryginalny: „Dear Life”

Tłumacz: Agnieszka Kuc

Liczba stron: 408

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena detaliczna: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Nic nad życie 

Alice Munro czyta się niespiesznie, bo i forma jej tekstów nie narzuca żadnego tempa. Wydaje się, że autorka "Kocha, lubi, szanuje..." opowiedziała już wszystko, co miała do opowiedzenia o skomplikowanej strukturze psychicznej kobiety. Wydaje się tylko, gdyż kobieta nieprzeniknioną jest, a Alice Munro w każdej swojej książce daje temu dowód. Specyficznie, bo stawia na formę opowiadania. Pomyśleć można, że dłuższa opowieść u kanadyjskiej pisarki nie ma racji bytu. Ona doskonale wie, który życiowy moment penetrować i za każdym razem zaskakuje, bo trafia w ten najważniejszy. A życie pełne jest przecież niespodzianek i mierzyć się trzeba z czymś, co nowe do końca swoich dni. Uświadamiają to sobie bohaterowie najlepszego moim zdaniem tekstu w tym zbiorze – „Dolly”. Małżeństwo w jesieni życia zaczyna już rozmyślać o śmierci, bo przecież wszystko za nimi i nie wydarzy się nic, co zmieniłoby ich samych. Tymczasem do domu puka prostolinijna akwizytorka Gwen. Kobieta z przeszłości Franklina. Tu nie chodzi o zwykłą zazdrość i przejmujący smutek jego obecnej żony; to początek konfrontacji z samą sobą tej drugiej, kobiety życia Franka, której już się niczego nie spodziewała, planując odejście. Bo  życie do końca oferuje zdarzenia przełomowe. To trudne życie. Drogie życie, mimo wszystko.

Najnowszy zbiór opowiadań Munro to dziesięć różnych od siebie tekstów – od miniatury „Nieopodal jeziora” po przesycone napięciem i tajemnicą otwierające książkę, epickie wręcz opowiadanie „Dotrzeć do Japonii”. Dziesięć tekstów afirmujących życie. Drogim nazwała je matka pisarki. To o niej i o wczesnym dorastaniu traktują cztery dodane narracje, w jakich Munro – jak sama twierdzi - ujawnia emocjonalny, nie faktograficzny autobiografizm. Jej wyznania kładą dodatkowe światło na przeczytane już wcześniej teksty. Doświadczenia śmierci w dzieciństwie, bezsenności, okrutnej choroby matki czy surowego wychowania ojca… Munro we wspomnieniach rodzi się na nowo. W życiu, które przeżyła świadomie. Bohaterki jej tekstów dążą do samoświadomości różnymi drogami, ale zawsze muszą coś stracić lub o czymś zapomnieć, by pośród goryczy… odnaleźć to życie takim, jakie jest. Drogim.

Wyjdźmy od życia w nieprawdzie, bo to ono czyni egzystencję opresyjną i przez nie nie żyje się naprawdę. Powrócę do „Dolly”, bo naprawdę warto i wskażę na myśl, nad którą zastanawialiby się prawie wszyscy bohaterowie tego zbioru. „(…) Najgorsze są tak naprawdę kłamstwa, które tworzymy i uparcie powtarzamy, żeby ukryć gorycz, jaka w nas tkwi i nasącza od środka (…)”. Kto żyje w ten sposób? Greta – poetka i artystyczna dusza, która u boku męża czuje się niespełniona i dopiero rozstanie pozwala jej zrozumieć, że okłamując siebie, żyła nieprawdziwie? Lea, która pewnego dnia ucieka z małego miasteczka i ortodoksyjnego ojca, aby potem wrócić i powielić schematy, jakie ją więziły? Vivien – nauczycielka w prowincjonalnym szpitalu dla gruźlików, która dla zdrowego rozsądku bierze ślub z mężczyzną, który chłodno ten krok przekalkulował?

Samooszukiwanie doprowadza do dramatów, ale dzięki nim bohaterki Munro przeżyją metamorfozę. Nic to, że widać w nich chwilami odcień feministycznego wojownictwa, a może po prostu ewolucyjną i powiązaną z feminizmem drogę ku samych sobie. Każde z dziesięciu opowiadań prezentuje zupełnie inne portrety charakterologiczne. Żadnej z kobiet Munro nie przyszło nigdy do głowy, by pomyśleć o sobie. Wiele z nich boryka się z przeszłością – ze śmiercią siostry, ojca, komplikacjami po polio czy młodzieńczym doświadczeniem, które wciąż kazało błądzić. Alice Munro nie stawia swych bohaterek w sytuacjach krańcowych. Czasami obok nich nie dzieje się nic. Świadomość nicości implikuje coś, co trudno nazwać przemianą w życiowych wyborach. Chociaż przecież są one zmienne i rzutują na przyszłość. Zagadką jest emocjonalność kobiet Munro. Osadzenie ich w przestrzeni, gdzie zmuszone są walczyć i ze wspomnieniami, i z tym, co mają teraz, a co każe im na wspomnienia patrzeć zupełnie inaczej niż przez całe minione życie. Drogie życie. Bo każda je kocha, bez względu na wiek, pozycję społeczną czy samoświadomość.

„Drogie życie” to Kanada minionego stulecia w mistrzowskim przekroju społecznym. Niby wszystko gdzieś obok, a przecież wciąż w sercach i rozumach bohaterek. Druga wojna światowa, kryzysy, beznadziejność prowincjonalnego życia i mieniące się barwami Toronto. Surowa północ i … droga, na której Munro stawia swym bohaterkom problemy. Nie sposób nie zauważyć znaczenia pociągu w rozmaitych interpretacjach, bolesnych ograniczeń przeszłości; niepewności mimo tego, iż życie jest stabilne i nie czeka w nim już nic wyjątkowego. A jednak kroki, na jakie decydują się Greta, Vivien, Oneida czy Corrie to nie sprawy do oceny, ale do uważnego przyjrzenia się im. Jeżeli jakiś współczesny pisarz potrafi zmuszać do tego, by nauczyć się empatii, Alice Munro z pewnością jest kimś takim. Bo nawet bohaterka, która po traumie przeszłości pozornie zatrzymuje w sobie czas i niczego od życia nie chce (mowa o Belle z „Pociągu”), nie pozwoli sobie na to, by nie skończyć tego, co zaczęła tak jak ojciec, który zginął pod żelaznymi kołami i pozostawił niedokończoną powieść.

Cztery ostatnie teksty to bardzo osobiste wyznania Munro, chociaż autorka stara się pokazać niezbędne minimum, nie za dużo. Jej samoświadomość jest rozłożona na epizody, sceny i fabuły, jakie kreuje. Poza tym to pamięć fragmentaryczna, wspomnienia. Chciałoby się, żeby jej bohaterki wiedziały o sobie tak wiele. Chciałoby się wierzyć, że Munro zawsze stawia pytania i unika odpowiedzi, bo na nie jest zbyt pokorna wobec życia. Jej drogiego życia i drogiego życia wszystkich, których przedstawia w momentach ważnych, choć pozornie niewiele dla innych znaczących. Cokolwiek pisać o prozie Alice Munro, nie jest to proza zmyślenia, lecz doświadczenia. Co więcej – wyrastając z konkretnych zdarzeń i mając miejsce w wyraźnie zaznaczonym czasie historycznym, jej bohaterowie nigdy się nie zestarzeją. O życiu napisano już wiele i w rozmaitej tonacji. Munro po swojemu uświadamia nam, iż nie mamy nic droższego niż ono. I nie warto jej oceniać. Warto się z jej pisania uczyć. Smakując powoli i nie szukając na siłę odpowiedzi. Życie zaskakuje do ostatniego tchnienia i żaden z nas nie ma prawa powiedzieć, że je zna. Munro i jej opowieści to piękne narracje o dotykaniu czegoś, czego dotknąć się nie da. O tajemnicy życia, której Alice Munro wcale nie chce zgłębiać, a jedynie się przed nią pokłonić.

Brak komentarzy: