Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-07-21

"Chemia łez" Peter Carey

Wydawca: Wielka Litera

Data wydania: 7 maja 2013

Liczba stron: 319

Tłumacz: Edyta Basiak

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det: 34,90 zł


Tytuł recenzji: Mechanika uczuć

To dość ekscentryczna proza. Zaczyna się od śmierci, by mówić o życiu; jego smakowaniu, odczuwaniu i przeżywaniu. Carey opowiada swą niezwykłą historię równie niezwykłym językiem. Będzie to traktat o maszynach, o konstruowaniu czegoś, co należy złożyć w całość. O zagadce ukrytej gdzieś między metalowymi sprzętami do obróbki tajemniczego wynalazku z XIX wieku; tam, gdzie mimo metalicznego chłodu pojawia się powiew metafizyki i czegoś, co nie jest wyjaśnione. Tak jak chemia łez – inny jest ich skład, gdy oczyszczają oczy, a inny, kiedy płaczemy pod wpływem wzruszenia. Peter Carey opowie o wzruszeniu, które ukryte zostało gdzieś między zdaniami pewnych tajemniczych zapisków i między kolejnymi etapami pracy, by wystawić w Swinburne eksponat, kryjący w sobie zagadki życia i śmierci.

Cathrin Gehring jest specyficzną osobą. Przez trzynaście lat była ukrytą przed światem kochanką Matthew Tindala, kustosza kolekcji metali, z którego nagłą i niezrozumiałą śmiercią musi się zmierzyć pewnego gorącego kwietniowego dnia. Cathrin poza Matthew miała tylko pracę i całkowicie jej to wystarczało. Była cieniem swego kochanka; wszystko wiedziała o jego życiu, ale tak naprawdę w nim nie uczestniczyła. Nie chciała być uwzględniona w testamencie i nie miała ochoty, by ktokolwiek wiedział o tym płomiennym romansie, jaki przez lata był dla niej najważniejszą częścią życia. Tymczasem wszystko nagle się kończy. Pozostaje pustka. Alkohol, kokaina, wspomnienia i łzy. Ale także pragnienie, by stawić czoła udręce i mimo wszystko robić coś pożytecznego. Cathrin otrzymuje specyficzne zlecenie. Ma złożyć mechanicznego ptaka, którego historię spisaną przez niejakiego Henry’ego Brandlinga, poznaje na równi z każdym metalowym elementem, jaki potrzebny jest, by ponownie, po 1854 roku, nadać temu wynalazkowi życie.

Bohaterka nie zdaje sobie sprawy z tego, że może brać udział w jakiejś dziwacznej grze. Trudno jest powiedzieć, czy zapiski Brandlinga dostaje przypadkiem. Trudno orzec, czym skończy się początek pracy nad projektem nie tyle trudnym, co komplikującym się bardziej w momencie, gdy Cathrin zrozumie, kto i w jakich okolicznościach chciał przed laty zdobyć mechaniczną kaczkę. Łabędzia właściwie. Zrozpaczona bezdzietna kobieta zaczyna poznawać zapiski mężczyzny, który udaje się w podróż do Niemiec, aby zdobyć dla swego ukochanego syna zabawkę i sprawić tym samym, by umierające dziecko pozostało z nim. Wszak Brandling przeżył już śmierć córki i jego serce nie będzie w stanie znieść drugiego ciosu. Tymczasem angielski podróżnik nie spodziewa się rozwoju wypadków w Niemczech. Podobnie Cathrin nie jest w stanie przewidzieć nie tyle celu swojej pracy, co okoliczności, w jakich do nowej pracy została skłoniona.

A zapiski z 1854 roku budzą w niej mieszane uczucia. Czyta je zafascynowana, ale irytuje ją ten pompatyczny i zarozumiały Anglik, który uważa, że wszystko będzie się toczyć tak, jak to zaplanował. Z drugiej strony Brandling wydaje się jej prostolinijny i dobroduszny. Jego historia coraz bardziej pasjonuje. Coraz silniej związana jest z rozbitym mechanizmem ptaka, który trzeba wskrzesić. Ojciec Percy’ego tymczasem przeżywa dramat konfrontacji z ludźmi, którzy przejmują nad nim kontrolę. W tajemniczym tartaku w Furtwangen cyniczny i nieokrzesany Sumper postanawia zbudować mechanizm o wiele bardziej atrakcyjny niż wynalazek Vancansona, na którego projekcie się opiera. To postać tajemnicza i wzbudzająca wiele emocji. Sumper to wizjoner, ale kryje w sobie niejedną mroczną tajemnicę. Tak jak Brandling, przebył drogę odwrotną, z Niemiec do Anglii, i tak jak Brandling został upokorzony i zmuszony do tego, by spojrzeć na swój los z zupełnie innej perspektywy. Relacja między mężczyznami staje się niejednoznaczna. Trudno przewidzieć, czy angielski podróżnik otrzyma to, za co zapłacił. Nie jesteśmy także pewni tego, czy Cathrin właściwie wywiąże się z zadania, a sprawę skomplikuje jeszcze jej asystentka Amanda Snyde. Dziewczyna początkowo irytuje Cathrin, potem zaczyna zaskakiwać i jej imponować, by w ostatecznym rozrachunku stać się jeszcze większą zagadką niż mechaniczny ptak, którego należy powołać do życia…

Tak się składa, że Cathrin rekonstruuje, a Amanda interpretuje jej pracę. Zderza się tu racjonalność naukowca z emocjami i ukrytym gdzieś między śrubkami mistycyzmem. Podczas gdy nieukojona w bólu po stracie Cathrin chce przede wszystkim wiedzieć, czy poszczególne elementy pasują do siebie, Amanda zaczyna zastanawiać się nad ich symboliką. W tej relacji ujawni się to, co najlepsze w książce Careya. Mistrzowsko zbudowane napięcie, które rodzi się na styku racjonalnego oglądu rzeczywistości a światem idei, cieni i symboli, do którego Cathrin nie daje sobie dostępu. Gehring składając ptaka, usiłuje jeden po drugim usuwać maile, które wymieniała z Matthew. Ta terapeutyczna praca ma jej przynieść ukojenie. Tymczasem główna bohaterka „Chemii łez” nie jest to końca świadoma tego, co widzi. Jej dramat zawierają słowa wypowiedziane już na początku powieści: „Od lat wierzyłam w to, że konstruowanie zegarów jest w stanie ukoić każdy zamęt w duszy i sercu. Tak mocno w to wierzyłam i tak bardzo się myliłam”.

Okazuje się, że zamęt po śmierci kochanka jest stanem, w którym Cathrin będzie zmuszona zmierzyć się nie tylko z zagadkami eksponatu mającego przynieść muzeum duże zyski. W tym zamęcie postawiona zostanie przed pytaniem o to, co jest istotą cierpienia, miłości i pełni życia. Carey zręcznie buduje dość mroczną, ale też pasjonującą intrygę, której rozszyfrowanie może dać Gehring samowiedzę i spokój, o jaki bezskutecznie walczy. Czy tak się stanie? „Chemia łez” to egzystencjalny traktat o talencie do mechaniki i o tym, jak mechanicznie można podchodzić do swoich uczuć, które są tak nieodgadnione jak motywy postępowania – Cathrin, Amandy czy też Brandlinga przed wiekami. Peter Carey buduje opowieść  o pragmatyzmie przeżywania świata. Czy coś takiego w ogóle jest możliwe? To historia nagłego opuszczenia, ale i opuszczania w sobie wiary, że nad wszystkim można sprawować kontrolę. Cathrin Gehring to taka kobieta rozbita, która każdemu chce pokazać, iż jest całością. Nie jest świadoma tego, że kontrolowana do tej pory miłość ukrytej kochanki może przynieść rozpacz, dzięki której… dostrzeże to, czego do tej pory nie widziała.

3 komentarze:

Okuni pisze...

Zapraszam do literatury http://olgaczyzykiewicz.tumblr.com/

Jarosław Czechowicz pisze...

Okuni, strefa komentarzy na tej stronie nie jest słupem ogłoszeniowym.

Agata Olejnik pisze...

Wspaniała ksiązka, absolutnie wybitna literature. Tyle płaszczyzn i tyle interpretacji.