Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-01-24

"Najdroższa" Wanda Żółcińska

Wydawca: Prószyński i S-ka

Data wydania: 13 stycznia 2015

Liczba stron: 348

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det: 32 zł

Tytuł recenzji: Odpowiedzialność i lekkomyślność

Cechą charakterystyczną tego debiutu ma być rwana fraza. Żółcińska męczy nią tym doskonalej, że bardzo łatwo jest przewidzieć, ku czemu mogą zmierzać zdarzenia opisane językiem kompulsywnej udręki wynikającej z niedostosowania i  z niezgody na warunki, w jakich trzeba wykazać się odpowiedzialnością. Krótkie zdania mają siec i atakować zmysły, oddawać wiarygodnie strumień świadomości kolejnej obsesyjnie skupionej na sobie osamotnionej kobiety teoretycznego sukcesu. Jest ona przekonana o tym, iż cierpi na atrofię uczuć, tak zwane normalne życie może tylko podglądać, a szarpiące nią namiętności czynić mają z tej narracji rzecz o popadaniu w emocjonalne pułapki przywiązania do rzeczy, stanów i ludzi zmiennych, przemijających. W pułapkę wpada jednak sama pisarka - opisuje stany dość bolesne w sposób niewiarygodny, bo przepełniony nadmiernym dramatyzmem. Dramatyczny staje się bowiem nie tylko dylemat ”jak żyć", ale także problem doboru ubrania i spojrzenia na siebie w lustrze. Straszne.

Autorka "Najdroższej" stara się tak skomplikować sytuację życiową bohaterki, aby można było wejść w tę opowieść z oczekiwaniami i współczuciem. Już pierwsza scena ucieczki po odbytym potajemnie akcie miłosnym ma nam uświadamiać, że w pościelowym strachu kryć się może coś więcej. Otrzymujemy w gruncie rzeczy kolejną powieść o tym, jak niedostrzegalna może być granica między tym, co odpowiedzialne a tym, co lekkomyślne. W historii Soni, która analizuje wszystko z zaangażowaniem mikrobiologa na tropie naukowego odkrycia, wszystko jest jednak szare i przewidywalne. Wielowymiarowość tej narracji budowana jest jedynie na samoudręczeniu, co w połączeniu z faktem, iż bohaterka wciąż stara się podejmować ważne życiowo decyzje, ma czynić "Najdroższą" powieścią osadzoną w emocjach, ale warunkującą doznania inne niż emocjonalne.

Oddajmy jednak sprawiedliwość bohaterce - rzeczywiście ma "pod górkę" i życie się z nią nie pieści. Tkwi w matni, zajmując się chorą matką, dla której nie ma już nadziei tak, jak nadzieję odbiera sobie sama córka niepostrzeżenie wchodząca w rolę, na którą nie jest gotowa. Odpowiedzialność za tę, dla której można zrobić niewiele, determinuje codzienne wybory Soni. Kobieta podlega matce w każdym możliwym wymiarze, a jej oddanie zderza się z egoistycznym pragnieniem bycia gdzieś ponad problemem, od którego nie ma przecież ucieczki. Udręczona córka matkuje niesamodzielnej rodzicielce. Musi w jakiś sposób odreagować ciągłą gotowość do pomocy i wsparcia. Odpowiedzialność za matkę idzie w parze z lekkomyślnością w doborze partnerów. A jest ich dwóch, by dramatycznie ukazać labilność emocjonalną opiekunki, która także chciałaby znaleźć dla siebie opiekuna; kogoś, kto ją uratuje, uwolni od samej siebie. Zbliżenie się do anioła okazuje się nad wyraz proste, ale wejście z nim w relację takie już nie jest. To właśnie o dramacie niepełnych relacji, o dyskomforcie nadmiernych oczekiwań i bolesnej konfrontacji z drugim człowiekiem jest w dużej mierze "Najdroższa" - ambitna w założeniu powieść o złudzeniach i niemożności wyboru, o poszukiwaniu szczęścia i tego szczęścia utracie. Bo Sonia cierpi naprawdę, wciąż niezdecydowana, wciąż gotowa do zmian, stale na te zmiany nieprzygotowana i ustawicznie niepewna swego statusu jako kobiety, córki, kochanki czy przyjaciółki.

Maciek i August są z innych światów. Pierwszy nieregularny, nieprzewidywalny i zaskakujący. Drugi nad wyraz uporządkowany, bezpretensjonalny, oczywisty i oddany sprawie. Z powieści Żółcińskiej dowiedzieć się można, iż poziom skomplikowania mężczyzny określa nieregularność odbierania przez niego telefonów. Z kobietą jest dużo bardziej zawikłana sprawa. Główna bohaterka komunikuje swoje potrzeby, ale jednocześnie odbiera im status ważności; stale i uporczywie kwestionuje swoje prawo do osiągnięcia szczęścia, a stan spełnienia rozmywa się gdzieś między dwoma płomiennymi romansami. Maciek jest aniołem, który upadł i sam potrzebuje wsparcia. August umeblowałby sobą życie Soni i dyskretnie stał obok niej, bo trudno z kimś takim jak ona wejść w relacje partnerskie. Dramat miłosnego trójkąta jest dramatem rozwoju wewnętrznego lęku, który nie pozwala na podjęcie decyzji o życiowym spełnieniu. Nie daje go przecież ani męcząca praca w korporacji, ani spotkania na dwa fronty, po których czuć można tylko gorzką niechęć do siebie, bo miłosne zbliżenia są źródłem frustracji i niesmaku. Sonia przygląda się z oddalenia życiu swojej jedynej przyjaciółki, która postawiła na tradycyjny model rodziny i poukładała się z  tym życiem bardzo szybko. Czego brakuje bohaterce "Najdroższej"? Osoby, która z jednej strony rozumiałaby jej chwiejne stany emocjonalne, z drugiej jednak - umiała być autorytatywna i dominująca, bo Sonia poszukuje takiego solidnego opiekuna, jakim nie może być dla własnej matki.

Żółcińska stara się obiektywnie oddać nastroje i ich uwarunkowania. To książka o tym, co dramatycznie rozdarta między obowiązkiem a przyjemnością singielka posiada, czego oczekuje i fantazja o tym, co jej się należy. Tytuł sugeruje, że ufać można tylko sobie. Tylko o siebie dbać. Bo Sonia musi uratować się sama, samodzielnie podjąć kilka decyzji i zdecydować, w jakim stopniu angażuje ją każdy ze związków. To narracja o niemożności dokonania wyboru, ale przede wszystkim dość irytująca opowieść o histerii, nad którą nie da się zapanować, bo nie chce się tego w gruncie rzeczy; daje się na nią pozwolenie, gdy na co dzień trzeba być odpowiedzialnym oraz uporządkowanym ogniwem w życiu nieuleczalnie chorej oczekującej wsparcia i pewności.

Wanda Żółcińska proponuje nam cały szereg zbędnych scen, z których nic nie wynika. Ale nawet gdyby tę przesyconą emocjami narrację dostatecznie skrócić, nadal opowiadałaby historię stosunkowo prostą. Historię o braku satysfakcji z własnych działań i o niemożności wyjścia gdzieś poza to. "Najdroższa" pewnie niektórych porwie, innych zirytuje. Obawiam się, że grupa tych drugich może być większa, bo nie ma w książce Żółcińskiej niczego poza formalnym zabiegiem składni podporządkowanej emocjom. Niczego, co czyniłoby ten debiut w jakikolwiek sposób wyjątkowym.

1 komentarz:

M Katerga pisze...

Imię postaci - absolutna wpadka!