Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2016-01-27

"Czarny mercedes" Janusz Majewski

Wydawca: Marginesy

Data wydania: 13 stycznia 2016

Liczba stron: 368

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 37,90 zł

Tytuł recenzji: Kryminalne oblicze wojny

Znakomity kryminał! Pomimo tego, że śledztwo polskiego nadkomisarza Króla to ciąg lekko absurdalnych przesłuchań świadków, którzy nie mają nic wspólnego ze sprawą. Mimo tego, że dość łatwo i stosunkowo szybko domyślamy się, kto popełnił spektakularną zbrodnię na pięknej kobiecie. Nawet mimo tego, że Janusza Majewskiego można posądzić o szowinizm, bo kobiety ukazuje przez pryzmat ich seksualności - jednych nią kuszą, innych dodatkowo gubią. Nic to. "Czarny mercedes" to książka napisana w taki sposób, że nie można się od niej oderwać. Umiejscawia zbrodnie w afekcie (bo trup będzie ścielił się gęsto) w samym centrum wojny. W czasie, kiedy - jak wspomina jeden z bohaterów - ludzka żądza krwi zaspokajana jest aż w nadmiarze i morderstw jest przez to mniej. Majewski z dużą dozą empatii portretuje sylwetki ludzi z krwi i kości. Doskonale zarysowuje tło psychologiczne oraz określa ich motywacje. Wojna wokół potęguje wrażenie wszechobecnego zagrożenia, ale autor podkreśla przede wszystkim, że nawet w tych nieludzkich czasach życie kieruje się atawizmami i instynktami, których wojna właśnie nie jest w stanie osłabić. Być może dla tych sił witalnych warto walczyć, by to życie chronić. W "Czarnym mercedesie" straci je kobieta dwóch tożsamości, o której wiemy dużo mniej niż nam się wydaje na początku.

Powieść rozpoczyna doskonale skreślona scena z tezą. Oto na warszawskiej ulicy, w samym środku drugiej wojny światowej, szarmancki Niemiec pomaga Polakowi zbierać dokumenty, gdy te rozsypią mu się na ulicy. Ujmujący kulturą osobistą oficer SS to Maximilian Graf von Fleckenstein. Ten, któremu pomaga, jest adwokatem, specjalistą od spraw hipotecznych. Karol Holzer ujmuje Maxa znajomością niemieckiego i manierami. Obaj dochodzą do wniosku, że bez względu na wojnę pewne odruchy nadal pozostają. Te dobre - jak w prologu - ale także i te złe, o czym przekonamy się później. Tymczasem rozkwita przyjaźń między mężczyznami. Max zabiera Karola do pełnej pysznego jadła i napojów żydowskiej kawiarni. W centrum getta raczą się smakołykami i rozmawiają o filozofii życia. Znajomość nabiera dość niebezpiecznych znamion, kiedy zwierzają się sobie ze swoich poglądów. Obecność Maxa w życiu Holzera i jego wizyty w domu adwokata pozwalają mu na bezproblemowe załatwianie pewnych nielegalnych interesów pod osłoną znajomości z nazistą. Brak wścibskości sąsiadów ratuje także kobietę Holzera. Tę, która ukrywa się u niego pod zmienioną tożsamością, i tę samą, którą Karol znajdzie w kuchni z nożem wbitym w plecy...

Krystyna Holzer żyje w strachu. Wchodzi w pewien układ z Karolem. Obojgu zależy na tym, by nikt nie odkrył prawdziwych relacji między nimi. Problemem jest służąca Holzera, Cesia. Być może widzi zbyt wiele, a być może po prostu kusi swą obecnością - jest w niej bowiem, jak i w Krystynie zresztą, mnóstwo erotycznej mocy. Przyciąganie jest silne i obie kobiety zdają sobie sprawę z tego, że potrafią uwodzić bez problemu. Obie jednak znikną. Krystyna zginie, a Cesia przepadnie. Karol Holzer tymczasem będzie musiał się mierzyć z dodatkowym problemem, z intymną sytuacją między nim a Maxem i odkryciem homoseksualnych skłonności oficera SS.

Intryga staje się wielowątkowa, jeśli dołożymy do niej wcześniejszy życiorys Krystyny oraz jej poprzedniego młodziutkiego kochanka, który ogarnięty jest szałem zemsty. To zresztą książka o ludziach prowadzonych na stracenie przez swe zmysły i żądze. Oczywiste jest, że spektakularne morderstwo było czynem w afekcie. Dopiero po śmierci Krystyny odkrywamy, jak naprawdę żyła. Czy rzeczywiście wciąż drżała ze strachu i wiodła samotnicze życie zamknięta w czterech ścianach mieszkania Karola? Jemu samemu z pomocą przychodzi nadkomisarz Rafał Król. Polski policjant, który w słusznej sprawie współpracować będzie potem z niemieckim kolegą po fachu. Portretowany jako bystry i inteligentny, ale generalnie marnujący czas w swoim śledztwie. Tymczasem wokół trwa wojna. Polacy dumnie odmawiają pogodzenia się z niemiecką okupacją, a Niemcy... to właśnie o nich samych opowie nam historia Maxa. Nieszczęśliwego człowieka, któremu czas i okoliczności nie pozwoliły na uczuciowe spełnienie. Dumnego i wykształconego bogacza, u którego stóp leżał cały świat. Prowadzącego charakterologiczną grę z Holzerem, w której obaj ukrywają przed sobą tajemnice i prawdziwe motywacje działań.

Janusz Majewski napisał książkę o męskich emocjach. Tych ujawnianych i tych boleśnie tłumionych. Przyjrzał się męskości z kilku ciekawych perspektyw. Ujawnił dodatkowo anatomię pustki wewnętrznej i niespełnionych marzeń, fascynacji erotycznych. Powstał z tego obraz dramatu, w którym zasadniczą rolę odgrywa stosunek do kobiet jako silnych jednostek oraz ambiwalentne odczucia w odniesieniu do wojennej okupacji oraz filozofii hitleryzmu. To powieść, w której szlachetne idee zderzają się z ohydą ludzkich instynktów. "Czarny mercedes" to w końcu książka o niezliczonych ludzkich konfabulacjach w czasach, w których każda prawda jest wyjątkowo niebezpieczna.

Nie sposób nie pamiętać o wojnie, która przecież wciąż jest obecna, szaleje i niszczy, odbiera nadzieję i zdrowy rozsądek. Bohaterowie usiłują żyć mimo jej grozy. Zajmują ich codzienne sprawy, cieszą drobiazgi - dobry trunek czy możliwość przeprowadzenia wartościowej rozmowy. Majewski portretuje zarówno ludzkie doświadczenia w czasie okrucieństwa, jak i samo okrucieństwo ludzi, którym wojna wypaczyła światopogląd i zmusiła do bezrefleksyjnego postrzegania śmierci drugiego człowieka. To proza, w której wyniośli, majętni i ekscentryczni zderzają się z biednymi, pozbawionymi środków do życia, własnego zdania i umiejętności spoglądania ponad to, co teraźniejsze. Autor dość okrutnie rozprawi się ze wszystkimi. Tak jak rozprawia się z ludźmi wojna. "Czarny mercedes" świetnie ukazuje interesowność ludzkich relacji oraz te wyjątkowe, które wolne są od jakichkolwiek zależności. W tej książce tracą wszyscy. Każdy musi coś pożegnać, odciąć się od przeszłości, przemodelować plany na przyszłość. Każdy dodatkowo nosi w sobie piętno wojennego obciążenia. Czasem jest to deformacja umysłu. Niekiedy zwykła bojaźń.

Janusz Majewski opowiada o dwóch mężczyznach, którzy są ostatnimi z rodu i nikomu nie przekażą swojej spuścizny. O samotności pożerającej od wewnątrz. Motywującej do złych uczynków. Karzącej za nie jeszcze większym poczuciem osamotnienia. Autor nie pozostawia w próżni żadnego ze swych bohaterów. Retrospekcje ujawniają, kim się stali, zanim dopadł ich koszmar wojny, który wykoślawia relacje i dewaluuje pojęcia. Wtłoczeni zostali w tok zdarzeń, wobec których stają się bezbronni. Jak rozwiąże się kryminalna intryga i czy ktokolwiek okaże się tym, kim wydawał się na początku? Majewski prowadzi nas ku spektakularnemu finałowi, cały czas zadając pytanie o pozostające w nas odruchy. Część z nich podporządkowana jest zdrowemu rozsądkowi. Co dzieje się w momencie, w którym zaczynają dominować żądza i natłok emocji? Świetna, wyrazista proza o czułych mistyfikacjach i okrucieństwie ich odkrywania.

1 komentarz:

Krzysztof Rejmer pisze...

W skrócie. Książka jest napisana sprawnie, ale literacko słaba, choć nie zaprzeczę, trzyma w napięciu. Niestety, autor nieustannie operuje kliszami. Powieść ma dwa dobre fragmenty: Getto i Lwów. Wątki miłosne jak z Mniszkówny, w dodatku mało prawdopodobny. Rodzice w 1939 roku puszczają chłopaka po małej maturze na wakacje z piękną studentką? Nonsens. Sceny erotyczne prostackie i pisane pod publiczkę. Irytujące jest nieustannie wtrącane zdanie o nienagannie skrojonym garniturze ilekroć pojawia się Max (coś jak z Trędowatej). I ta klisza: esesman - homoseksualista. Nie warto wydawać na tę powieść pieniędzy.
Krzysztof Rejmer