Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-09-10

„Fińskie dzieci uczą się najlepiej” Timothy D. Walker

Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 31 sierpnia 2017

Liczba stron: 202

Przekład: Marta Kisiel-Małecka

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 32,90 zł

Tytuł recenzji: Nowa perspektywa

To dość ciekawa książka wychodząca naprzeciw mitom i rzeczywistości fińskiej edukacji. Te pierwsze – siłą rzeczy – są powtarzane i bezrefleksyjnie utrwalane. Rzeczywistość jest zmienna, aczkolwiek Finowie wypracowali sobie bardzo solidny fundament pracy edukacyjnej. To pokłosie zaledwie dwóch lat doświadczenia amerykańskiego nauczyciela, który niechlubne wzorce ze swej ojczyzny skonfrontował z innowacyjnością – tak przez niego postrzeganą – systemu edukacji opartego przede wszystkim na demokracji, swobodzie, radości i umiejętności współpracy. Timothy D. Walker sam pracował i odwiedzał inne fińskie szkoły. Tuusula, Kauhajoki czy Jokela nie były uwzględnione na liście miejsc, które odwiedzał. A przecież tam w szkołach miały miejsce strzelaniny i tam ginęli uczniowie. Ci fińscy uczniowie, którzy przecież mają się tak wspaniale, a sięgają po broń jak żadni inni w Europie. Walker w pewien sposób utrwala to, co niosą w sobie mity o fińskim systemie edukacji. Opowiada jednak uczciwie o własnych doświadczeniach, o zderzeniach z inną mentalnością, innymi programami nauczania, inaczej ukształtowanymi podopiecznymi. Zupełnie nieświadomie – w pełnej pokorze – podkreślając ten amerykocentryzm, gdy wciąż nazywa Finlandię krajem niewielkim, małym i maleńkim. A jednak stamtąd wydobywa prawdziwe inspiracje. Tam odradza się duchowo i mentalnie jako nauczyciel. „Fińskie dzieci uczą się najlepiej” to bowiem książka przede wszystkim dla nauczycieli. Także dla tych, którzy uczestniczą w procesie rozwoju młodych ludzi i kształtowania ich sposobu patrzenia na świat. Po fińsku jest niby spokojnie i bez stresu, a jednak to w Finlandii europejscy uczniowie zabijają się w szkołach…

Autora przed wypaleniem zawodowym już na progu nauczycielskiej kariery ratuje żona Finka. Walker jest szczęściarzem, otrzymując posadę w Finlandii. A warto wiedzieć, w jaki sposób opisuje trudny status obcokrajowca usiłującego znaleźć tam pracę Jussi Valtonen w swej znakomitej powieści… krytycznofińskiej „Nie wiedzą, co czynią”. Tak czy owak etat jest i przed Walkerem stają niesamowite wyzwania. Dopasować się i zrozumieć. To, co inne, zaskakujące, niejednokrotnie powodujące zagubienie, ale zazwyczaj poszerzające horyzonty myślowe. Bo fiński model edukacji to źródło samych dobrych inspiracji. Wielu z nas zna go dość dobrze, stąd też moje odczucie, że ta książka – paradoksalnie – mówi nam dużo więcej o amerykańskim, a nie fińskim sposobie pracy w szkołach. Autor nawiązuje do doświadczeń w ojczyźnie nie tyle po to, by je deprecjonować, ile przede wszystkim w celu pokazania, jak niewłaściwe standardy ustanowiono w szkołach w USA i jak bardzo wyczerpująca może tam być praca nauczyciela. Timothy D. Walker zaczyna rozumieć, że praca efektywna to nie jest praca czasochłonna. Wartości tego, co robi, nie określają godziny poświęcone własnej profesji. Nie w takim natężeniu, które prowadzi do wypalenia zawodowego. Bo fińscy nauczyciele się nie wypalają i to, co opowiada nam o nich ta książka, dla polskiego czytelnika może być dużo ciekawsze niż historie fińskich uczniów.

Nauczyciele w Finlandii nie działają w pojedynkę. Nie emocjonują się tym, co niezdrowe, i nie żyją w poczuciu wzajemnej rywalizacji, bo w każdej szkole tworzą zespół. Współpracują i uczą współpracy podopiecznych. Bliskie relacje z uczniem polegają na tym, by poznać go naprawdę. Poznają też samych siebie. Tworzą małe społeczności. Pewne tego, co robią, albowiem status społeczny fińskiego nauczyciela jest bardzo wysoki. Nie każdy też może nim zostać. Walker analizuje swoją własną tożsamość belfra przez pryzmat tego, co robią na co dzień i co oferują mu jego fińscy koledzy po fachu. I tu zaczyna się fascynująca opowieść o tym… czego autor książki sam się nauczył, pracując przez dwa lata w innym rytmie i z innymi priorytetami. Z dziećmi, które są w gruncie rzeczy takie same pod każdą szerokością geograficzną. W Finlandii jednak wyjątkowo traktowane, bo uznaje się ich suwerenność i samodzielność. Ale rozwiązania obserwowane w fińskich szkołach twórczy nauczyciel jest w stanie przenieść na swój grunt, gdziekolwiek podejmie się pracy. Zasadnicza teza tej publikacji głosi bowiem, że doskonałe fińskie wzorce nie są zarezerwowane tylko dla tamtejszych dzieci i nauczycieli.

„Fińskie dzieci uczą się najlepiej” to bardzo pouczająca opowieść o tym, co znaczy w dzisiejszych czasach być nauczycielem. To historia uniwersalna o specyfice tego zawodu. O tym, że nauczyciel musi być empatycznym dyplomatą, który ma zdolność dopasowania się do nowych sytuacji i przede wszystkim nosi w sobie gotowość do wewnętrznych zmian. Fińscy uczniowie nie tylko słuchają siebie nawzajem. Potrafią słuchać nauczyciela, kiedy doradza i krytykuje. To nie jest tak, że system, który chce opisać Walker, oparty jest na całkowitej swobodzie bez nakreślania granic. Myślę, że granice tkwią w samym autorze – mentalne, emocjonalne. Mierzy się z nimi i przekracza je. Finlandia daje mu szansę szerokiego spojrzenia na nauczanie jako takie. Dlatego te opowieści wzbudzają zainteresowanie: bo kreślą etapy przemiany człowieka, który opuszcza Finlandię zupełnie inny niż był. A przecież wyposażony w te same umiejętności prospołeczne oraz warsztat pracy. Jednak ta podróż to przemiana. Sam system edukacji to początek rozumienia tego, jak zmienić swoją pracę na taką, która gwarantuje pełną satysfakcję.

Kiedy czyta się o doświadczeniach z samodzielnością i kreatywnością fińskich podopiecznych Walkera, nasuwa się oczywiste pytanie o to, czy rzeczywiście wszystkie dzieci dorastają mentalnie i społecznie do tego, by traktować je z tak dużą dozą zaufania. Jak te wszystkie wspaniałe idee mają się do pracy z młodzieżą trudną i w kontaktach z różnymi rodzajami patologii szkolnej lub środowiskowej? Walker uczy w anglojęzycznej szkole przez dwa lata. Trochę cieplarniane warunki do tego, by wdrażać wszystkie zasadnicze przesłania fińskiego systemu edukacji. Odnosi się wrażenie, że wszystko zaczyna być mocno idealizowane, dlatego traktuję tę książkę nie jak wiarygodny i rzetelny obraz prawdziwego spotkania ucznia i nauczyciela, ale przede wszystkim jako osobisty zapis doświadczania widzenia samego siebie oraz swojej roli w innym świetle. Czasem dość naiwny, gdy czyta się, jakim odkryciem dla autora jest spostrzeżenie, że należy wietrzyć klasę. Czasem wzruszający, bo pokazujący, że sposób pochylenia się nad podopiecznym to nie tylko koncentracja na tym, by czegoś go nauczyć. Fińskie dzieci uczą się najlepiej” to przede wszystkim sugestywna opowieść o ludzkim partnerstwie. O wzajemnym wsparciu i umiejętności pokazywania świata, bez zaznaczania jego konturów i wypełniania go interpretacjami. Finowie mają świetny system edukacji. Każdy z nauczycieli może pracować – choć przez chwilę – jak fiński nauczyciel. Sposoby na wprowadzenie w szkole radości to nie tylko ładnie brzmiące punkty. Tak, to rzecz dla wszystkich tych, którzy wiedzą, że uczymy się postrzegać świat właściwie całe życie. My także kształtujemy jego ograniczenia i otwieramy się na nowe możliwości. Pouczające, choć aż za bardzo zgodne z mitami o tym, jak się uczy w Finlandii.

Brak komentarzy: