2018-05-25

„Granica zapomnienia” Siergiej Lebiediew


Wydawca: Claroscuro

Data wydania: 28 lutego 2018

Liczba stron: 370

Przekład: Grzegorz Szymczak

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Obecność w pustce

To jedna z tych ambitnych i wymagających książek, które pozostają na zawsze, nie dają się usunąć z pamięci. To, co robi z językiem Siergiej Lebiediew, to sztuka umiejętnego zniewalania. „Granica zapomnienia” jest bardzo intensywną, gęstą prozą. W obrębie jednej strony sytuujemy się wobec bezkompromisowości otaczającego świata i bogatej wyobraźni autora. To, co widzi, przekształcone jest w formie poetyckich wizji na to, czego doświadcza. Lebiediew wychodzi naprzeciw temu, o czym pisali między innymi Sołżenicyn i Szałamow. Portretuje jednak to, co pozostało po narzędziach terroru, i opowiada o tym, jak współczesna Rosja wprawna jest w zapominaniu, czym był jej totalitaryzm, a także czym jest, bo tkwi w świadomości, również we krwi. Wypierany obraz okrucieństwa idzie w parze z wewnętrznym przekonaniem autora, że pamięć jest imperatywem, tylko ona kształtuje tożsamość. Ruszamy zatem w podróż po Rosji radzieckiej, ale znajdujemy się także w krajobrazie uczuć i emocji opowiadającego. Wszystko w niezwykle kameralnej tonacji – wokół dominują pustka i cisza, w zasadzie nic się nie dzieje, obserwujemy martwy albo uległy wobec marazmu świat, w którym jednak rozgrywa się niemy dramat. Dramat wypierania z pamięci tego, czym była totalitarna Rosja, co pochłonęła i jakie są koszty bycia człowiekiem postradzieckim z nieprzepracowanymi traumami i niezadanymi z lęku pytaniami o czas przeszły.

Spektakularna wizyjność tej powieści czyni ją mistyczną, ale tylko w znaczeniu siatki pojęć podległych charakterystycznym dla narratora interpretacjom. Balansując na granicy intymnego zwierzenia, bohater Lebiediewa opowiada nie tylko o narodzie i państwie, ale także szokująco i sugestywnie przedstawia rozpad narodowej tożsamości, uciekanie od niewygodnych faktów, trudnych interpretacji, nierozsądnych porównań czasu przeszłego z tym, co dzisiaj. Przeżywający świadomie rozpad Związku Radzieckiego bohater podąża potem ku dalekiej Syberii, by tam przyjrzeć się, jak rozpadła się kolektywna wiara w porządek i jak szybko zapomniane były opresyjne narzędzia tej wiary, które pozbawiały człowieczeństwa, a potem życia. Dociera do miejsc, w których sam musi odnaleźć jakieś punkty zaczepienia. Zadać pytania o to, co tu się właściwie wydarzyło, co zostało odebrane tej dalekiej mroźnej krainie, na jakich prawach wegetują dzisiaj jej mieszkańcy podporządkowani pracy i piciu, co kryją w sobie bezgraniczna pustka i te groźne przestrzenie ozdobione drutem kolczastym – dzisiaj wyznaczającym inny rodzaj porządku.

Historię rozpoczyna sekwencja wspomnień z dzieciństwa. Bohater, wypoczywając z rodzicami na daczy, poznaje charyzmatycznego sąsiada. W tej bezpiecznej przestrzeni relaksu i ucieczki od codzienności pojawia się ktoś, kto w swej stanowczości i wyobcowaniu każe zadawać pytania o czas przeszły. Drugi Dziadek, ślepy ogrodnik z sąsiedztwa, uosabia tajemniczą rosyjską anonimowość – cechę dystynktywną społeczeństwa, ale i każdego człowieka, który z racji wieku średniego musi pamiętać o czymś, o czym nie chce pamiętać. A Drugi Dziadek jest starszy, musi pamiętać dużo więcej. Od początku widzimy, że niezwykła postać wprowadzająca niepokój do sielskich wspomnień o wypoczynku na daczy będzie mieć ogromny wpływ na dorastającego mężczyznę. Chłopiec wydobywa się z dzieciństwa w miarę bezboleśnie, ale wspomnienie Drugiego Dziadka jest pewnym niepokojącym śladem, który zdeterminuje jego późniejsze działania. Poszukiwania prawdy. Poszukiwania wszystkiego, co tak łatwo zapomniał człowiek radziecki, a dzisiaj nonszalancki Rosjanin bez kontaktu z czasem przeszłym.

Lebiediew traktuje pamięć w bardzo specyficzny sposób. „Pamiętać – to znaczy być w związku z realnością albo samemu być tym związkiem”. Jego bohater usilnie próbuje wskrzesić z pustki i monotonii wszystko to, co kiedyś było żywe, naznaczało tragizm pojedynczego człowieka, ale i całego pokolenia. Chce z pustki i ciszy wokół wydobyć krzyk przeszłości. Wędruje jednak po świecie przypominającym trochę oniryczną przestrzeń zapomnienia. Szuka śladów przeszłości Drugiego Dziadka, lecz przecież nie tylko o niego chodzi – chodzi o całą tę skomplikowaną strukturę umiejętnego odżegnywania się od krzywdy, dzięki któremu kaci i ofiary mają się dzisiaj tak samo, nikt nie chce wyznaczać ról, rozliczać z cierpień, pamiętać o odbieraniu godności. Tymczasem podróżujący po Syberii bohater książki mierzy się z prywatnymi demonami, ale też z wieloma wątpliwościami natury egzystencjalnej. Chce znaleźć drogę wskazującą to, z jakich kontekstów wydobyły się naród rosyjski i współczesna Rosja. Chce wiedzieć, co pchnęło ludzi ku okrucieństwu, ale równie ważne jest to, co spowodowało narodową amnezję. Doskonale widać ją w prowincjonalnym miasteczku zbudowanym na wiecznej zmarzlinie, na opuszczonym cmentarzu, w starym kamieniołomie…

I tu pojawia się kolejny aspekt rozważań o pamięci. Bohater Lebiediewa jest żałobnikiem straty, której nikt właściwie nie nadał znaczenia. Aby iść naprzód i żyć zgodnie z samym sobą, musi zrozumieć, skąd wydobyło się rosyjskie niepamiętanie, a jednocześnie – skąd pochodzi ta silna więź, która ukształtowała tak wprawne w porządku okrucieństwa społeczeństwo. Z jednej strony jest więc „Granica zapomnienia” specyficzną powieścią inicjacyjną, z drugiej jednak – próbą wnikliwej diagnozy stanu mentalności narodu, która wydobywa się z tego, że nienazwane miejsca, niezrozumiałe zdarzenia, niepokojące gesty i słowa trochę obezwładniają, trochę jednak nadają śmiałości, by pytań, wątpić.

Siergiej Lebiediew tworzy powieść zaznaczającą pewne fantazje o obecności w pustce. Zniewala plastycznym stylem, niepokojącymi zdaniami, porywającymi dygresjami budującymi jednak spójną opowieść o poszukiwaniu, goryczy konfrontacji z niedopowiedzeniem oraz o ogromnej determinacji każącej pamiętać za innych, odpowiadać za innych, definiować kształt świata w oparciu o rozumienie przeszłości. To też książka niebywale sugestywnych opisów. Nigdy nie sądziłem, że tak mnie zelektryzuje opis upału czy tego, co widzi się przez okno pociągu podczas podróży. Lebiediew zapisuje się w pamięci każdym niepokojącym i wieloznacznym zdaniem. Chce spojrzeć w twarz zła totalnego, czyli uczynić coś, na co nikt nie ma odwagi w tym narodzie zachowawczo zapominającym prawdę. Tak pisze się wielką literaturę współczesną. Tak opowiada się o kraju, który się kocha – bez względu na to, czy ten kraj kiedykolwiek pokochał swego obywatela.

2 komentarze:

Jardian pisze...

Uwielbiam wszystko, co rosyjskie, i nie postrzegam Rosji jako wroga.

Melancholia Codzienności pisze...

Kupiłem, przeczytam. Liczę na małe arcydzieło!