Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2018-12-03

„Dziewczyna z gór” Małgorzata Warda


Wydawca: Prószyński i S-ka

Data wydania: 2 października 2018

Liczba stron: 440

Oprawa: miękka

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Wokół zniknięcia

Najbardziej interesuje mnie chyba ewolucja twórcza pisarzy, których znam osobiście i z którymi rozmawiałem o tym, jak piszą. Małgorzata Warda jest jedną z takich pisarek. Pamiętam doskonale, jak przygodę z jej twórczością rozpocząłem zupełnie przypadkowo, by potem już świadomie i uważnie śledzić, co ma do powiedzenia. A ma nadal bardzo wiele. I choć w swojej najnowszej powieści powraca do motywu zaginionych ludzi, który tak świetnie rozwinęła w książce „Jak oddech”, widać wyraźnie, że przygląda się tematowi z nieco innej strony, portretuje zjawisko pełne grozy i tajemniczości inaczej niż poprzednio. Być może dlatego, że tym razem koncentruje się – paradoksalnie, bo inni mogą uznać, że to bohater drugiego planu – na mężczyźnie, porywaczu, człowieku ze złamanym życiorysem i o złamanym sercu, który mimo wszystko chce z niego wydobyć czułość. Warda powiedziała mi kiedyś w rozmowie, że nie interesują ją macho, lecz mężczyźni zagubieni, tacy, „którzy muszą zmierzyć się z ekstremalnym problemem”. Kogoś takiego śmiało i odważnie zaprezentowała na kartach „Dziewczyny z gór”. Ale opowiedziała także piękną historię o życiu utraconym i zyskanym – jednym i drugim pełnym ambiwalencji, trudności oraz niepokoju.

Autorka pisze świetne powieści środka poruszające problematykę społeczną. W „Dziewczynie z gór” sporo fantazjuje, ale pokazuje też problem odrzucenia, które wygenerowane jest przez niesprzyjające okoliczności życiowe. To istotna historia o kobiecej tożsamości, ale także przełamana smutkiem opowieść o mężczyźnie, który postanowił całą traumę dotychczasowego życia przekuć w coś ważnego i dobrego. Jego życiowa droga, dylematy jej towarzyszące, duża przemiana i ostatecznie podjęta przez niego dramatyczna decyzja zbudują bardzo ciekawy świat przedstawiony tej książki.

To powieść, o której nie można napisać zbyt wiele, a jej treść powinna być owiana tajemnicą i niekoniecznie prezentowana w materiałach promocyjnych. Dlaczego? Bo odkrywanie zagadki głównej bohaterki idzie w parze z odsłanianiem się pozostałych postaci, którym autorka wystarczająco skomplikowała życiorysy i nie można ocenić ich jednoznacznie. Dziewczyna z gór” to historia skomplikowanych relacji – traumatycznych, ale potrafiących odrzucić tę traumę i bolesne ślady z przeszłości, by zbudować coś nowego i wartościowego. Bohaterce książki odebrane jest swoiste prawo wyboru, w których relacjach chce uczestniczyć. A jednak okazuje się ona świadoma swoich decyzji, gotowa na przyjęcie ich konsekwencji. I jednocześnie bezgranicznie osamotniona, stęskniona bliskości z ludźmi, którzy stają się jej obcy, czasem zaskakująco odmienni od tych, których wizerunki miała w świadomości.

Ważny jest nie tylko czas przeszły, ale przede wszystkim dzisiejsza, ukształtowana już tożsamość bohaterki. Nadia ma dwadzieścia pięć lat, kiedy w towarzystwie mężczyzny odkrywa rozszarpane przez wilki zwłoki ludzkie. To, co czynią zwierzęta, to dowód zaburzenia ich ekosystemu, co potem jasno tłumaczy ta powieść. Drapieżność wilków przeradza się w okrucieństwo. Dzieje się coś, co zaburza ich rozsądny ogląd możliwości i konieczności. To świetna metafora wstępu, albowiem potem przyjrzymy się ludziom zagubionym tak jak wilki, z rozbitym systemem wartości, z niepewnością wynikającą z tego, że życie przestaje być uporządkowane, a prawa tworzące spokój i harmonię dorastania zostają zniszczone, rozbite.

Mamy zatem Nadię nad zwłokami, ale za chwilę także Nadię podążającą za swoim towarzyszem. Zimowa aura, odludzie. Niebezpieczeństwo, które może czaić się wszędzie. Ci dwoje się rozstają. Coś zmusza ich do tego, by przestali tworzyć wypracowane jedność i harmonię. A my dowiadujemy się, że dwudziestopięcioletnia Nadia jest dawno porwaną dziewczynką, która została zagadką policyjnych akt i z niewiadomych powodów ukrywała się przed światem. Blisko tego, z kim musi się teraz rozstać. Za tą sugestywną sceną prologu kryje się tajemnicza i bolesna opowieść o dorastaniu, różnych formach wyobcowania i o tym, że potrafimy się przywiązać do drugiego człowieka czasem wbrew sobie. Wbrew pewności, czy to przywiązanie nie będzie skutkować odrzuceniem. Bo może jesteśmy w swoich potrzebach przynależności tak dzicy jak wilki. A może Nadia jest ofiarą narzuconych jej okoliczności, pośród których musiała dokonywać tragicznych wyborów.

„Dziewczyna z gór” ponownie – to znak rozpoznawczy Wardy – bazuje na retrospekcjach, dzięki którym możemy zrozumieć złożoność problemów Nadii oraz ludzi z jej otoczenia. Albo tylko wydaje się, że możemy je zrozumieć, bo mimo przenikliwości i drobiazgowości jesteśmy trzymani na pewien dystans względem prawdziwego życia emocjonalnego bohaterów. Nadia jest kronikarzem mrocznej historii, w której istotnych znaczeń nabierają wątki pozornie poboczne. Małgorzata Warda tak konstruuje swoją opowieść, że jesteśmy przekonani o tym, iż rozumiemy bohaterów, jednak cały czas motywy ich postępowania są swoistą zagadką. To, co oczywiste, to obrazowanie wszystkich życiowych trudności, które złożyły się na takie, a nie inne decyzje postaci. Ale przede wszystkim na rozwój tożsamości Nadii. Gotowej po latach do konfrontacji, której oczekiwała, a później się bała. Z nieobecnym już bohaterem naznaczonym przez piekło, ale i gotowym to piekło pożegnać. Bo w życiu o wiele trudniej zabliźnić niewidoczne rany niż te zadane przez drugiego człowieka, które zaznaczają się bolesnymi stygmatami na ciele. Dlatego Małgorzata Warda opowiada o pewnego rodzaju odkupieniu i ekspiacji. O deficycie miłości i jej rekompensowaniu. Wszystko to dosyć mroczne i bardzo niejednoznaczne. Wzrusza, ale zmusza także do zadania kilku fundamentalnych pytań. Między innymi o to, czy to, do kogo przynależymy emocjonalnie, jest nam narzucone, czy możemy tę przynależność świadomie wybrać.

Bardzo ważna w tej powieści jest obecność natury jako malowniczego tła, ale i jej symboliczna rola w pokazywaniu, w jakich warunkach bohaterowie są gotowi naprawdę skonfrontować się ze swoimi emocjami. Nie ma u Wardy ani śladu szantażowania emocjonalnego. Widzimy, kto jest winny, kto zrobił coś złego, ale dostrzegamy też inne aspekty tego, co złe. Pośród gęstych lasów i wśród śnieżnych zasp tworzy nam się kameralna opowieść o tendencjach ucieczkowych i o często naiwnym pragnieniu, by gdzieś na odludziu stworzyć sobie idealne życie z dala od społeczeństwa oraz budowanych przez nie uwarunkowań. Warda bardzo plastycznie obrazuje rozmaite ludzkie emocje, splatając ich wizerunek z bezkompromisową, ale sprawiedliwą przyrodą wyznaczającą własne prawa, porządkującą być może to, co dla bohaterów zbyt trudne w świecie praw i ustaleń ludzkich. Czyta się to z niesłabnącym napięciem i świadomością, że jakiekolwiek jednoznaczne oceny postępowania bohaterów będą tu jednak nie na miejscu. Świetna fabuła i kolejna dobra książka, czyli Małgorzata Warda w znakomitej formie pisarskiej.

2 komentarze:

Jardian pisze...

Chyba sięgnę po tę książkę. Pozdrawiam imiennika :)

vagablonde pisze...

Jedna z gorszych ksiazek ktore w zyciu czytalam. Nudna,fabula nieciekawa....wogole nie trzyma w napieciu. Wszytsko przewidywalne. Jedynym zaskoczeniem bylo ze Nadia jest corka Jakuba. Zatem Olga opiekunka spoleczna wyksztalcona i z doswiadczeniem uprawia seks we wlasnym domu ze swoim podopiecznym..Troche to slabe. Nie polecam ksiazki..przeczytalam ja tylko pomiewaz wydalam az 35 zl na jej zakup z nadzieja ze bedzie WOW.