2019-04-30

„Piękna młoda żona” Tommy Wieringa


Wydawca: Pauza

Data wydania: 13 marca 2019

Liczba stron: 128

Przekład: Alicja Oczko

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Bez współczucia

Wydawnictwo Pauza ceni sobie sztukę kondensacji treści w dobrych powieściach, bo po „Naszym chłopaku” Daniela Magariela i „Historii przemocy” Édouarda Louisa otrzymujemy trzecią powieść o charakterze raczej jej szkicu. Tommy Wieringa już udowodnił polskiemu czytelnikowi, że potrafi stworzyć książkę klasycznego rozmiaru, ale myślę, że to nie „Joe Speedboat” powinien być pierwszą przygodą czytelniczą z pisarstwem holenderskiego prozaika, lecz właśnie „Piękna młoda żona”. Rzecz naprawdę dojrzała, doskonale przemyślana i gotowa rzucić wyzwanie czytelnikowi, stawiając przynajmniej kilka ważnych pytań retorycznych. Przejmująca opowieść o empatii. Tak skonstruowana, że każdy, nawet pozornie niepotrzebny w tej krótkiej formie wątek okazuje się elementem mistrzowskiej układanki wówczas, gdy Wieringa opowiada o zaniku współodczuwania u współczesnego człowieka. Rozgrywa ten temat dwuplanowo – obserwujemy małżeńską zapaść i rozpacz sfrustrowanego także starzeniem się mężczyzny, ale otrzymujemy również wykłady o metodycznej i analitycznej pracy przy największym zagrożeniu dla ludzkości oraz opowieści o zwierzętach, które rzekomo nie odczuwają żadnych silnych emocji. Te trzy płaszczyzny tworzą książkę naprawdę znakomitą. Nasza cywilizacja przejrzy się w niej ze swą hipokryzją, uprzedzeniami, wybiórczością współczucia i zatomizowaniem. Ale i tak najważniejsze będą łzy. Niepodważalne świadectwo cierpienia. Symboliczny przejaw tego, że czujemy. Czy umiemy także współodczuwać i rozumieć innych?

Jeśli przyjrzeć się głównemu wątkowi powieści, wyda nam się zaskakująco wtórna. Typowa opowieść o tym, co sobie robimy w związku, by stał się on opresyjny i przestał nas satysfakcjonować. On, dużo starszy od niej, chce przestać być „kolekcjonerem pierwszych razów” i przeżyć naprawdę głębokie uczucie, za które chyba nie jest gotów wziąć odpowiedzialności. Ona, bardziej enigmatyczna niż on, decyduje się na związek z nieco innymi oczekiwaniami. On będzie walczył z pokusami ciała, ale przede wszystkim wstydził się swej starości (Wieringa używa tylko kilku zdań, ale niesamowicie oddaje ten wstyd, tak wszechobecny i tak skrywany). Ona zdecyduje się na to, co w jego planie na dobre małżeństwo raczej się nie mieści. Oboje zaczną od pełnego emocji, erotycznych fascynacji i planów na przyszłość zbliżenia, które w pewnym momencie zacznie zamieniać się w niezwykle trudną konfrontację. Ktoś będzie w niej przegranym. Ten, kto zwycięży, nie weźmie jeńców. Widać bardzo wyraźnie wszelkie pęknięcia, które rozsadzą zwartą strukturę małżeństwa. Związku, co do przyszłości którego niektórzy już na wstępie mają wątpliwości. Ale nie przewidują tego, co naprawdę może się wydarzyć. Nikt nie przewidzi prawdziwych okoliczności tego, co będzie mieć miejsce.

Wieringa opowiada o ludziach, których zbliżają seksualne napięcie i fantazje o tym, co atrakcyjnego mogą sobie zaoferować. O ludziach, dla których ważne jest ciało – estetyzują je, fetyszyzują także. Autor prowadzi nas przez całą skomplikowaną ścieżkę odbioru ciała – swego i drugiej osoby w związku. Od jędrności, która kusi, by uprawiać seks właściwie wszędzie, po sflaczały brzuch i piersi będące źródłem nieopisanej frustracji. W chwili, kiedy ciało przestanie być ważne, relacja skręci w dość mroczny rejon. I zamieni się w koszmar, którego jedno z kochanków nigdy by się nie spodziewało.

Holenderski prozaik mocniej i dosadniej koncentruje się na Edwardzie – nie tylko dlatego, że daje nam większy dostęp do jego emocji, skrupulatnie odnotowuje ścieżkę naukowej kariery czy zwraca uwagę na te wspomnienia, które na zawsze ukształtowały go takim, jaki jest. On absorbuje uwagę, bo jest też obsesyjnie skupionym na sobie typem, który za późno i zbyt nierozważnie dochodzi do wniosku, że samodzielnie przez życie nie jest w stanie się przeprawić. Ruth jest zagadkowa, ale przede wszystkim ma w sobie zupełnie inną energię. Na początku zdajemy sobie sprawę z tego, że to energia młodości. Potem jej konsekwencja oraz determinacja przeradzają się w pewną srogą karę dla mężczyzny, który zdecydował się na bliskość. Edward jest bardzo ambiwalentny, Ruth statyczna. Podział na płeć buduje tutaj dodatkowe napięcie i w rezultacie ta dwutorowość sprawia, że „Piękna młoda żona” to na pewno doskonały materiał dla bibliotecznych klubów dyskusyjnych. Ale odnoszę wrażenie, że dramat jest tu jeden i dotyczy tego, ile z samego siebie możemy dać drugiej istocie. Ile jesteśmy w stanie zrozumieć tylko dlatego, że możemy to poczuć. Tommy Wieringa opowiada o rozpaczliwych próbach zbudowania czegoś trwałego w cywilizacji i kulturze, które przecież są nadzwyczaj trwałe (nie boją się bomby atomowej i zawsze skutecznie zwalczają nowe wirusy), a mimo wszystko cementują je ludzie o chwiejnym charakterze, labilni emocjonalnie, poszukujący uczuć jak małe dzieci i jak te dzieci płaczący z powodu utraty tego, czego nie byli w stanie unieść, zrozumieć. Ta cywilizacja jest gotowa unieść wszystko i zmierzyć się ze wszystkim, ale nie jest gotowa, by ujrzeć łzy i by zrozumieć, skąd bierze się czasem rozpaczliwy płacz.

Ta powieść opowiada o tym, jak „triumfy i wyzwolenia” zamieniają się w gorycz oraz w taki rodzaj bezradności, że nie można otworzyć już serca i umysłu na kogoś, kto dotychczas był adorowany i uznawany za najważniejszego na świecie. To również przygnębiająca opowieść o tym, jak świetnie się trzymamy jako świat i jak fatalnie emocjonalnie jesteśmy rozsypani jako ludzkość. Ten kameralny dramat opowiada o problemie wydobywającym się poza czas i uwarunkowania. Wieringa odchodzi od widocznej np. w powieści „Joe Speedboat” koncentracji tego, co holenderskie, by uczynić to synonimem czegoś uniwersalnego. Tu historia szybko i konsekwentnie wydobywa się z prywatnych perypetii dwójki zakochanych w sobie ludzi. W tym znaczeniu ta mała powieść mówi nam o świecie naprawdę wielkie rzeczy. I jest bardzo bezkompromisowa. Pełna rozpaczy, ale i szerszego ujęcia tego, skąd ta rozpacz się wydobywa i w jaki sposób rozprzestrzenia. To jedna z tych książek, po których lekturze powinno się uściskać bliską osobę i zapewnić ją oraz siebie, że ta historia nigdy nie będzie wspólną historią. Jest jednak odbiciem tego, z czym zmaga się współczesny świat. Brak empatii to najgorszy i najtrudniejszy do zwalczenia wirus.

Brak komentarzy: