Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2019-07-29

„Tak to już jest” Laurie Frankel


Wydawca: Poradnia K

Data wydania: 5 czerwca 2019

Liczba stron: 464

Przekład: Dariusz Żukowski

Oprawa: miękka

Cena det.: 39,99 zł

Tytuł recenzji: Płeć i wolność

To powieść o dylematach i trudnościach bycia rodzicem, kiedy na świat przychodzi transpłciowe dziecko. Nie to czyni jednak z „Tak to już jest” książkę naprawdę interesującą. Istotna jest lekka, a zarazem przemyślana, inteligentna narracja – autorka opowiada o świecie dziecka poszukującego swej tożsamości, ale również o ludziach z jego najbliższego otoczenia, którzy muszą przedefiniować wszystko, co ich łączy. Nade wszystko jednak Frankel chce zakwestionować świat, w którym oczywista dychotomia płci porządkuje wszystko w taki sposób, aby nie było żadnych wątpliwości, niejednoznaczności, by konstrukcja świata nie chwiała się w posadach. Siłą tej powieści jest stopniowe odsłanianie wskazanego absurdu – nic nie rozpada się tylko dlatego, że płeć może być niejednoznaczna. Złudne uporządkowanie społeczne, które tutaj obrazuje przede wszystkim system edukacji wczesnoszkolnej, jest w stanie zarówno przyjąć, jak i zaakceptować inność. O ile naprawdę mowa jest o inności. Laurie Frankel chce w sposób ewolucyjny, pozbawiony większych kontrowersji i dość uporządkowany przedstawić drogę pierwszej dekady życia chłopca chcącego być dziewczynką oraz dylematy rodziców chcących troszczyć się o niego w bezpiecznej przestrzeni domu, z którego wcześniej czy później musi się wydobyć. Jedyne, co mi tutaj przeszkadza, to nieco baśniowa – uzasadniona w treści – konstrukcja tej książki. Słodycz tolerancji i miłości, która chwilami jest przesadzona. To, że poza wzmianką o ogromnym procencie dzieci transpłciowych, które podejmują próby samobójcze, i scenie szpitalnej, gdy bohaterka usiłuje uratować życie osobie skrzywdzonej za swą niejednoznaczność płci, nie ma w tej powieści codziennej goryczy, strachu, czasem przerażenia, a przede wszystkim przejawów nietolerancji otoczenia, w którym tu naprawdę gładko problem przestaje być problemem. A to chyba nie jest tak do końca.

Claude jest piątym dzieckiem Rosie i Penna. Zanim pojawi się na świecie, autorka pięknie prezentuje, jak wygląda związek rodziców chłopca – od momentu miłości „sprzed pierwszego wejrzenia” po dylematy codzienności związane z wychowaniem czwórki dzieci. Frankel dba o szczegóły i wiarygodność psychologiczną swoich bohaterów. Rosie jest lekarką, osobą bardzo racjonalną, starającą się wieść uporządkowany tryb życia i przede wszystkim oddaną swoim synom. Penn wciąż pisze powieść życia, ale w międzyczasie tworzy baśń, w której pojawiają się pewne modyfikacje, gdy Claude zacznie dorastać i kwestionować to, że jest chłopcem. Wszystko zaczyna się od sukienki, która przestaje być w pewnym momencie elementem beztroskiej przebieranki. Idzie za tym głęboka potrzeba bycia kimś innym. I rodzice Claude’a ją rozumieją. Nawet wówczas, gdy któregoś dnia ich syn oznajmia, że będzie Poppy, dziewczynką.

Frankel portretuje bardzo świadome rodzicielstwo, stawiając jednocześnie pytanie o to, czy pełna akceptacja oraz ciepło rodzinne wystarczają, aby ktoś taki jak Claude mógł wyruszyć w życie bez poczucia bezradności, ale przede wszystkim bez cierpienia. Cała rodzina dozna tego cierpienia na różne sposoby, kiedy przemiana dziecka początkowo uznawana za coś oczywistego stanie się rodzinnym sekretem dla dobra Poppy. Przyglądamy się codzienności życia tej rodziny i dostrzegamy, jak umiejętnie jej członkowie potrafią ze sobą rozmawiać o dylematach, których społeczeństwo zdaje się nie rozważać. Dla świata zewnętrznego płeć społeczna zawsze jest jasno sprecyzowana. W domu rodzinnym płeć przestaje mieć znaczenie, kiedy pojawia się nietuzinkowa potrzeba odnalezienia swojej tożsamości. Zaakceptowania chęci zmiany i usankcjonowania tej zmiany. Bo „Tak to już jest” to przede wszystkim książka o jednym z najtrudniejszych życiowych wyborów, ale też powieść, która także chce pokazać, że ów wybór kształtuje się nad wyraz pogodnie, bez większych dramatów – albo bez sygnalizowania ich możliwości.

Najbardziej uwiera część, w której nieco zagubiona matka zabiera swą równie zagubioną córkę do Tajlandii. Tam syci, biali i bogaci Amerykanie mają możliwość westchnięcia nad biedą i niedostatkiem. Bardzo to dydaktyczne – zwłaszcza gdy dochodzą do tego wątki buddyzmu umożliwiającego pokonanie trudności występujących wciąż w tym sytym, białym i bogatym świecie, a znikających w mgnieniu oka pod inną szerokością geograficzną. To kwestia uproszczeń, o których wspomniałem we wstępie. Pewnej jednowymiarowości tej książki. To nie jest tak, że wybory rodzicielskie i dziecięcy dramat są pokolorowane zbyt pastelowymi barwami. Widzimy bardzo wyraźnie, z jakimi trudnościami mierzą się bohaterowie, od chwili, gdy Claude świadomie kwestionuje swą płeć, po okres, kiedy jego podróż w głąb siebie kończy się powodzeniem, ale pozostaje jeszcze otoczenie, które musi to zaakceptować. Brakuje mi tutaj pewnego dramatyzmu, bardziej szarpiących emocjami czytelnika dylematów. Transpłciowość w tej powieści to przecież tylko punkt wyjścia dla ciekawej rozprawy o tym, jak trudno jest zrozumieć różnorodność i niejednoznaczność. Brakuje zatem nieco różnorodności postaw wobec zaprezentowanego rodzinnego problemu. Wszystko, co niejednoznaczne i trudne, rozgrywa się w gruncie rzeczy tylko w domowych pomieszczeniach, przede wszystkim tylko między domownikami. Najciekawszy jest chyba bunt jednego z synów Rosie i Penna, ale jego złość nagle zostaje skanalizowana i wygaszona. Rodzice Claude’a-Poppy są doskonali w każdym względzie. Nawet wówczas, gdy przyznają, że daleko im do doskonałości.

Tak czy owak Laurie Frankel pięknie opowiada o miłości, akceptacji i szacunku do własnego dziecka. O tym, że rodzicielstwo to nie system drogowskazów, ale również – co ważniejsze – szereg zgód na to, co dla dziecka ważne, a co niekoniecznie słuszne z racjonalnego punktu widzenia opiekuna. Podoba mi się konsekwentne budowanie tutaj wizerunku rodziny jako mikrospołeczności, w której absolutnie każdy traktowany jest podmiotowo. Chciałoby się, aby tak wyglądały instytucje zrzeszające grupy ludzi, by tak wyglądał cały świat. „Tak to już jest” to również mądra opowieść o drodze poszukiwania spełnienia, o umiejętnym nazywaniu tego, czego się pragnie, i definiowaniu różnego rodzaju deficytów. Dlatego w tej powieści nie będzie trudnych pytań, a tym bardziej trudnych odpowiedzi. Będzie za to widoczne przekonanie, że za każdą życiową decyzją powinno iść wsparcie bliskich. Tylko dzięki niemu można ochronić się przynajmniej przed częścią cierpienia. To w dużej mierze książka o relacjach ludzi sobie bliskich, dużo bardziej sugestywna niż opowieść o trudnościach wychowania dziecka transpłciowego. Mimo wskazanych wątpliwości czyta się to bardzo dobrze, pozostaje w pamięci wiele mądrych sentencji wyrażonych niezobowiązująco, mimochodem. Naprawdę wyjątkowa książka o bezradności, tęsknocie oraz nadziei. Ale przede wszystkim o tym, że zawsze jesteśmy odpowiedzialni za to, co świadomie wybieramy.

Brak komentarzy: