Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2008-01-02

"Wiek żelaza" John Maxwell Coetzee

Kiedy czyta się „Wiek żelaza” niedługo po „Młodości”, doznaje się szokującego dysonansu poznawczego i nie chce się uwierzyć, że o tak skrajnie różnych okresach życia można napisać tak inaczej na czytelnika oddziałujące książki. O ile „Młodość” niesie w sobie ożywczy powiew radości i mimo wielu przykrych wątków dość wyraziście afirmuje cud życia, o tyle „Wiek żelaza” jest brutalną i przygnębiającą opowieścią o odchodzeniu, o żegnaniu się z własnym istnieniem, jest naturalistycznym opisem wyniszczenia i degradacji, a lekturę tej powieści przerywa się tak, jak rwana jest jej narracja prowadzona przez kobietę, której jesień życia to pora przykrego rozliczenia z samotnością, bólem i przejmującą pustką wokół. To wstrząsająca książka i jednocześnie bardzo dobra. Atakuje zmysły i nakazuje myśleć o tym, co na co dzień wypieramy z naszej świadomości. Pokazuje, co to znaczy godnie umierać i jak przygotować się do śmierci.

Curren i Vercueil – dwójka bohaterów „Wieku żelaza” skrajnie różni się od siebie, a jednocześnie staje z czasem swoistą jednością ciał i dusz, jakiej pomagają powstać poszczególnie dramatyczne zdarzenia. Curren jest emerytowaną nauczycielką, która próbuje przed śmiercią opisać córce w liście, jak bardzo boli ją życie i jak silnie ten ból oddziałuje na jej sposób spostrzegania rzeczywistości. List stanie się swoistą terapią i sposobem na zrozumienie samej siebie, albowiem Curren już na wstępie tak definiuje odbiorcę swego listu: „Do kogo zatem piszę? Odpowiem ci: do ciebie, ale w innym wymiarze; do siebie; do ciebie we mnie”. Wraz z medycznym wyrokiem śmierci (stwierdzenie złośliwej postaci raka) w prologu spada na Curren odpowiedzialność, jaką chce wziąć za przygodnego pijaczynę wałęsającego się nieopodal jej domu. Zastanawiać może bliskość, w jakiej z czasem znajdzie się ze sobą ta dwójka…

Curren widzi w Vercueilu swoiste alter ego, choć na pozór dzieli ich wszystko, a nie łączy nic: „Dlaczego o nim piszę? Ponieważ to on istnieje, nie ja. W sposobie, w jaki na mnie patrzy, widzę siebie, mogę to ująć w słowa.” Może ów bezdomny kaleka stanie się jej bliski głównie dlatego, iż tak jak ona nie potrafi (i nie chce) odnajdywać swego miejsca w świecie, w jakim nastąpiły totalne przewartościowania, w świecie dzieci z żelaza za nic mające jakiekolwiek autorytety, wyniszczające zarówno siebie, jak i kraj, w którym żyją.

Postać umierającej na raka staruszki dała po raz kolejny Coetzeemu możliwość bezpardonowego ataku na swoją ojczyznę, w której niesprawiedliwość społeczna i krwawe walki między rodakami trwale podzielonymi przez kolor skóry i stan posiadania doprowadzają do chaosu, niestabilności i braku jakiegokolwiek poczucia wspólnoty narodowej, kulturowej czy wyznaniowej na tym oddalonym od reszty cywilizowanego świata fragmencie kontynentu afrykańskiego, gdzie rzekomo próbuje budować się państwo demokracji i solidarności społecznej. Autor wyraźnie podkreśla smutny dualizm panujących w RPA stosunków, a ich ucieleśnieniem są postacie młodych chłopców, których Curren próbuje bezskutecznie przekonać do tego, iż kierowanie się przemocą i oksymoroniczna walka o pokój nie mają najmniejszego sensu. Żyć w RPA to głównie jeżyć się na siebie – tak widzi to Curren i w taki sposób postrzega swój kraj Coetzee : „My, którzy zawarliśmy małżeństwo z Afryką Południową, stajemy się brzydkimi, ponurymi, niemrawymi Południowoafrykańczykami, w których jedynym objawem życia jest błyskawiczne szczerzenie kłów, kiedy nas coś rozgniewa.” I tych wplecionych w „Wiek żelaza” socjologicznych okrzyków publicystycznych autora jest według mnie w książce zdecydowanie za dużo. Nie pozwalają one jednak ani na moment zapomnieć o tym, iż powieść jest przede wszystkim poruszającym świadectwem odchodzenia, jakie czeka kiedyś każdego z nas.

„Wiek żelaza” czyta się z oporami. Im więcej przykrej prawdy o końcu życia, tym silniej opada na nas kurtyna mroku, jaka spowijać będzie każdy kolejny akapit fikcyjnego listu Curren. Trudno o dobrą powieść, którą jednocześnie tak mozolnie się czyta. Być może jednak ta powolność w lekturze pozwala dłużej zachować w myślach przesłanie książki.

Wydawnictwo Znak, 2007

Brak komentarzy: