
Starego Tuahira i młodego Muizingę spotykamy na drodze. Stoją na niej i są drogą, bo to wędrowcy bardzo specyficzni. Zatrzymują się, by odpocząć i by rozmawiać o problemach egzystencjalnych, o jakich nie rozmawia się na co dzień w kraju zniszczonym wojną. Znajdują schronienie we wraku spalonego autobusu. Miejsce, które dla innych stało się cmentarzem, dla nich jest miejscem, w którym odradzają się na nowo. To wszystko dzięki opowieściom własnym i historiom, jakie czyta Muizinga. Szybko zorientować się można, że przewodni motyw drogi i wędrówki podporządkuje sobie obie narracje – historia Muizingi coraz ściślej będzie się łączyć z dziejami Kindzu. Mozambiccy wędrowcy bardzo mocno zwiążą się z tym, o czym pisze tajemniczy autor pamiętnika. Świat realny stanie się światem dwuznaczności, w którym ukryta będzie zagadka bytu i odpowiedź na pytanie, dokąd tak naprawdę zmierzają wszyscy opisani w książce bohaterowie.
Kindzu spisuje dzieje swoje i swojej rodziny, kierując się wewnętrznym nakazem następującej treści: „Chciałbym poukładać czasy w ugładzonym porządku, zgodnie z nadziejami i udręką”. W jego opowieściach przeszłość miesza się z teraźniejszością tak jak pragnienia, oczekiwania i lęki wszystkich opisywanych postaci. Metaforyczna wędrówka Kindzu i jego losy to przede wszystkim opowieść o kraju, który autor przedstawia za pomocą coraz to innej symboliki. Mozambik Couto to wieloryb, który przypływa, by skonać na plaży. To słoń, który umiera na sawannie. Kraj, w którym Kindzu próbuje zrozumieć okrucieństwo wojny i to, dlaczego tak bardzo doświadcza ona jego i jemu bliskich. Ale przecież „Wojna może skończyć się w kraju. Ale w nas samych nie skończy się nigdy”. Dramatyczna historia Kindzu i los Tuahira oraz Muindingi to taka podwójna i dwuznaczna opowieść o niekończącym się konflikcie, którym jest całe ludzkie życie.
I w końcu tytuł książki. Autor zapisków to „Lunatyk, wędrujący przez ogień. Lunatyczny tak samo jak kraina, w której przyszedł na świat”. Couto wykorzystuje technikę obrazowania onirycznego, by dzięki alogicznej strukturze zdarzeń oddać zarówno nastroje, jak i niewyrażalne słowami emocje. To także temu służy cały szereg konstrukcji słownych i zdaniowych. Lunatykuje świat opisany przez Couto, ale i narzędzie do opisu tego świata znajduje się w stanie lunatycznego zawieszenia. Stąd też wynika niejednoznaczność tej książki i pozorne poczucie zawieszenia w próżni, które może towarzyszyć przy lekturze.
Mia Couto w „Lunatycznej krainie” nawiązuje do szeroko rozumianej tradycji realizmu magicznego i tworzy przypowieść bardzo wieloznaczną. To książka, która w trudny sposób pisze o trudnych sprawach. Opowieść senna, choć chwilami przypominająca koszmar. Opowieść, z drugiej strony, pełna ciepła i niepowtarzalnego uroku.
Wydawnictwo Karakter, 2010
5 komentarzy:
Szanowny Autorze, chcę poinformować, że ośmieliłem się przyznać Ci wyróżnienie "Kreativ Blooger Award". Jak napisałem u siebie: wiem, że to trochę tak, jakby mrówka nagradzała słonia, ale to przecież tylko zabawa, a w zabawie nie można być zbyt poważnym, prawda?
Więcej szczegółów znajdziesz w moim bric-à-brac: http://bryka-brak.blogspot.com/2010/02/kreativ-blogger-award.html
Wspaniale zrecenzowałeś tę pozycję. Ten oniryzm oraz wszechobecna symbolika każe mi przywołać podobny klimat z innej książki, także rozgrywającej się w Afryce. "Devil on the Cross" autorstwa: Ngũgĩ wa Thiong'o (nie wiem czy została przetłumaczona na język polski). Jeśli te dwie pozycje są do siebie przystawalne, to "Lunatyczna kraina" jest z pewnością wspaniałą lekturą. Biegnę do księgarni.
Pozdrawiam serdecznie ze StrefyKreatywnej
Raf
http://strefakreatywna.blogspot.com/
Świetnie. Zabrakło mi tylko zdania na temat tłumaczenia. Skoro wielką część opowieści stanowi jej język. A tu M Lipszyc jest przecież mistrzem!
Raf, na pewno będziesz zadowolony z zakupu!
Justyno, tłumaczenie Lipszyca ciekawsze niż Elżbiety Milewskiej, ale "Taras z uroczynem" - mimo wielu podobieństw - to jednak inna książka, tematycznie i językowo. Gdyby tylko Lipszyc nie tłumaczył "wszem i wobec" z tym nieszczęsnym spójnikiem pomiędzy i sam też tak nie pisał, byłoby wspaniale. Ale może się czepiam, choć tego "i" nie powinno być :-)
Doskonale czyta się Twoje recenzje, zresztą bardzo lubię Twojego bloga.
Prześlij komentarz