Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2010-08-08

"Kawa u Doroty" Wojciech Chmielewski

Wojciech Chmielewski prezentuje specyficzną jakość we współczesnej literaturze polskiej. To realista, który lubuje się w niedopowiedzeniach i przez to czyni swoją prozę tak bardzo niejednoznaczną, choć osadzoną w szarej rzeczywistości. „Kawa u Doroty” to jego pierwsza powieść, ale jej zawartość jest wtórna wobec choćby wydanego przed dwoma laty zbioru opowiadań „Brzytwa”. Zagubienie, samotność, próby szukania siebie w przeszłości, do tego obowiązkowy motyw wędrówki, ucieczek i powrotów oraz duszna atmosfera zawieszenia gdzieś między życiem a śmiercią, której doświadczanie będzie najważniejszym przeżyciem głównego bohatera książki, będącego świadkiem odejścia szkolnego kolegi, sąsiadki, rodziców…

Trudno powiedzieć, czy „Kawa u Doroty” porwie czytelnika, bo i nie jest to chyba powieść, która ma porywać. Ci, którzy znają dokonania twórcze Chmielewskiego mogą być rozczarowani, bo pojawia się w trakcie lektury taka myśl, że ten smutny pisarz wciąż obsesyjnie wraca do banalnych problemów egzystencjalnych. Ci, którym nazwisko nic nie mówi, szybko dostrzegą, iż książka ta wpisuje się w nurt zawiedzionych życiem monologów wewnętrznych bohaterów wieku średniego, jakich wiele już poznać mogliśmy na przestrzeni ostatnich lat. Czy warto zatem przeczytać „Kawę u Doroty”? Warto na pewno wiedzieć, iż mamy do czynienia z prozą bardzo poważną. Tak poważną, że nie pozwalającą na to, by uśmiechnąć się choćby na chwilę przy czytaniu o kilku ocierających się o groteskę sytuacjach w niej opisanych. Trzeba o tej opowieści napisać ze śmiertelną (sic!) powagą i jeżeli to zniechęci do czytania, trudno. Bohater Chmielewskiego nie może żyć bez kawy w „Błękitnej” podawanej przez kelnerkę Dorotę. My możemy przeżyć bez wnikania w jego egzystencjalne rozterki.

Autor buduje obraz mężczyzny niespełnionego i zagubionego. Pozornie ma wszystko, co zapewnia spokój – kochającą rodzinę, pracę, ustabilizowane życie. Tylko czy artysta – a jest nim były malarz zmuszony przez los, by studiować techniczny kierunek – jest w stanie odnaleźć się w ustabilizowanym świecie powinności męża i ojca? Zasadniczym problemem jest brak poczucia przynależności do jakiejkolwiek grupy społecznej i wiekowej. Mężczyzna Chmielewskiego ma już za sobą młodość, a jeszcze nie otarł się o starość. „Czuję się zawieszony pomiędzy, bez określonego statusu. Byłem już w grupie pierwszej, jeszcze nie dotarłem do drugiej”. To zawieszenie powoduje, iż nie jest w stanie cieszyć się tym, co ma. To, co zdobył, to wynik nieustannego zmagania się z życiem, które zawsze rzucało mu kłody pod nogi albo przez które sam je sobie rzucał. I pierwszym źródłem wiadomości o tym życiu są wspomnienia, bolesne i smutne, naznaczone piętnem wyobcowania od dzieciństwa aż po dorosłość.

Wychowany w małym miasteczku u boku bogobojnej babci któregoś dnia wyrusza do wielkiego miasta, w którym musi rozpocząć nowe życie. Na jego drodze pojawiają się różni ludzie, ale bohater czuje, że istnieje gdzieś obok nich. Doświadcza nie tylko trudów dorastania w samotności, lecz przede wszystkim uczuć lokowanych niewłaściwie i w niezbyt sprzyjających momentach. Pasja malowania, odzwierciedlania rzeczywistości za pomocą rysowanych kresek, jest jednocześnie sposobem ucieczki od tej rzeczywistości, jaka niesie ze sobą wiele zagrożeń. Jest zatem bohater Chmielewskiego swoistym eskapistą i unika życia. A przecież tak naprawdę żyje bardzo intensywnie, o czym możemy się przekonać, czytając już wspomnienia z wczesnej młodości.

Najbardziej interesujące wydają się jego relacje z kobietami. Tym bardziej, że wizerunek tejże postaci uzupełniany jest z perspektyw kobiet, jakie pojawiły się w jego życiu i komentują (w listach) jego poczynania i doświadczenia. Najważniejsze kobiety to oczywiście babka i matka. Potem pojawia się bliskość z siostrą zakonną Lidią. Są i młode kobiety – jedna określana mianem Blond Loczki, druga imieniem Sylwia. To niepełnosprawna sąsiadka, która wydaje się być najbardziej wnikliwą obserwatorką życia bohatera. Jest w końcu żona, także Dorota (choć nie tytułowa), u boku której mężczyzna znajduje obecnie wsparcie i pokrzepienie. Każda z kobiet w jego życiu oddziałuje na tego życia postrzeganie i każda z tych relacji mogłaby być rozwinięta w osobnych historiach, które nadawałyby się na powieści. Chmielewski kreuje bohatera zależnego od kobiet, od ich wpływów, od bliskości, której się w tych relacjach boi. Strach to także jedno z ważniejszych doświadczeń w „Kawie u Doroty” i to ze strachu wypływać może wiele decyzji, jakie w życiu podejmuje bohater powieści.

Ta książka to interesująca próba manewrowania między tym, co realne i dosadne a tym, co symboliczne i tajemnicze. Tyle tylko, że momentami staje się albo przewidywalna, albo statyczna, albo po prostu męcząca, niestety. Powieść o tym, jak pozory mogą mylić i dynamiczne życie można zatrzymać w miejscu. Obawiam się jednak, iż w miejscu stanie także jej czytelnik i może być odrobinę rozczarowany.

Spółdzielnia Wydawnicza "Czytelnik", 2010

3 komentarze:

Joanna Gołaszewska (kalio) pisze...

No, to teraz wiem na pewno, że ta książeczka długo poczeka na swoją kolej w czytaniu. Dostałam ją w jakimś konkursie i gdy przyszła do mnie pocztą, moja pierwsza myśl była taka: czyżby nie mieli co z tym zrobić i wciskają ludziom w konkursach? A może to taka swoista promocja książki? - rozdać w jakichś losowaniach i niech się cieszą.
Nie lubię takiej prozy - facet nieumiejący dostrzec pozytywów w tym, co ma, rozczulający się nad sobą. Może się mylę, ale moje nastawienie już skreśla tę książkę. Wiem, że to nie jest dobre, ale cóż ja pocznę, gdy tak mam?

Jarosław Czechowicz pisze...

Joasiu, nie uprzedzasz się bez powodów... Rozdawanie książek w konkursach to także forma promocji. Jest nią też i ta recenzja, chociaż nie piszę o tej powieści entuzjastycznie. Niemniej nie roszczę sobie prawa do wszechwiedzy o literaturze i być może inni znajdą w "Kawie u Doroty" coś, czego ja nie dostrzegłem.

Marcin Pietraszek pisze...

wreszcie coś ciekawego :]