Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2012-10-16

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" E L James

Stephen King powiedział, że „Zmierzch” to książka o tym, jak ważne jest, by mieć chłopaka. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” opowiada o tym, ile warto poświęcić, by się mu uwiesić na ramieniu. Zwłaszcza kiedy jest charyzmatycznym miliarderem. Sięgając po książkę E L James, chciałem zrozumieć, jaka jest obecnie definicja bestselleru książkowego i czy niesie w sobie jakąkolwiek jakość. W promocji podkreśla się, że kolejne egzemplarze schodzą z półek księgarskich jak świeże bułeczki. Jakieś nawiązanie do treści, formy? Sprawę załatwiają niewiele znaczące przymiotniki. A sprawa jest poważna. Oto bowiem w niebotycznych ilościach sprzedaje się książka o niczym. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to historia bez początku i bez końca. Sześćset stron bzdur o płomiennym romansie nieśmiałej i pruderyjnej (do czasu) studentki z tajemniczym bogaczem, który uwielbia szesnastowieczną kościelną muzykę chóralną, pilotuje śmigłowiec i szybowiec, gra na fortepianie, doprowadza do orgazmu ledwie po zrzuceniu conversów i skarpetek oraz zapewne trzasnąłby drzwiami obrotowymi, gdyby miał na to ochotę.

E L James próbuje epatować tanią pornografią i to ona ma przyciągać czytelników do jej powieści. Mamy zatem szczegółowe opisy zbliżeń miłosnych ze wszystkimi detalami dotyczącymi tego, co komu i gdzie wilgotnieje. Christian Grey okazuje się być zwolennikiem uległych dziewcząt i seksu BDSM. Ana Steele, która poznaje go przypadkiem, przeprowadzając z nim wywiad w zastępstwie chorej koleżanki, szybko przekonuje się, iż Grey widzi w niej dobry materiał na kolejną uległą. Układ erotycznych zabaw w czerwonym pokoju sankcjonuje dokładna umowa, którą Ana ma podpisać, a potem poddać się bezwzględnie temu, co Christian zaproponuje. Zwolennicy seksu BDSM z pewnością uśmieją się, czytając o mizianiu pejczem i dawaniu klapsów, bo sadomasochistyczne zabawy Greya będą takie jak jego nazwisko. Szare i bez wyrazu. Chwilami dodatkowo śmieszne, a raczej ośmieszające samą autorkę, która pisząc o pewnych sprawach ujawnia, iż ma o nich naprawdę nikłe pojęcie.

Anastasia Steele jest dziewczyną, jakich wiele. Niczym się nie wyróżnia, nic szczególnego nie ma do zaoferowania i mało z niej damy, skoro w kółko komentuje wszystko swoim „kuźwa” i „o w mordę”. Grey jednak z sobie tylko znanych powodów uznaje ją za wybrankę idealną. Nie tylko taką, która będzie rozkosznie uległa, ale i taką, dzięki której jego pożądanie – wciąż wielkie i niesłabnące – nabierze nowego znaczenia. Dramatem Any jest to, że jako 21 – latka nie uprawiała jeszcze seksu. Kiedy kochankowie oswoją się z tym niespotykanym faktem, wspólnie wezmą się solidnie do pracy, żeby nadrobić stracony czas pozostawionej samej sobie łechtaczce Any. Dziewczyna na początku pąsowieje na widok Greya, uginają się pod nią nogi, serce podchodzi do gardła i dzieje się wszystko to, co przeżywałaby niedoświadczona seksualnie młoda kobieta. Anastasia jest zafascynowana Greyem i z czasem odkrywa, że ma na niego duży wpływ, choć Christian jest przekonany, iż jego rola Pana nie kończy się w życiu za drzwiami czerwonego pokoju igraszek. Trudno znaleźć źródło tej fascynacji, bo poza tym, że Grey jest przystojny i może uprawiać seks zawsze i wszędzie, nie ma w nim niczego nadzwyczajnego. Tymczasem Ana w egzaltowany sposób próbuje wyrazić swoje spadanie po równi pochyłej w silne ramiona Christiana - „Jestem Ikarem, który znalazł się zbyt blisko słońca i w rezultacie spłonął”.

Bohaterka E L James ma być tylko jedną z wielu, które Christian Grey używał w swym dwudziestosiedmioletnim życiu. Jak sam stwierdza, nie bawi się w dziewczyny. Ana tymczasem uświadamia sobie, że takiej okazji zmarnować nie można i będzie robić wszystko, by nie odkleić się od Greya. Mroczna umowa o świadczeniu usług uległej bardzo ją porusza i trudno Anie podjąć decyzję o jej podpisaniu. Mniej więcej przez 300 stron, czyli połowę powieści czekamy z narastającym znużeniem na podjęcie przez nią decyzji. Panna Steele toczy boje ze swoją wewnętrzną boginią i jeśli chodzi o seksualny aspekt znajomości z Greyem to trudno jednoznacznie orzec, czy nazwać ją po prostu słodką idiotką czy też napaloną kotką.

Naturalnie bardzo dokładnie (choć są i tajemnice) dowiadujemy się, dlaczego Christian Grey jest taki, jaki jest. A bywa arogancki, jest zbyt pewny siebie i chce dominować nad każdym, w każdej dziedzinie życia. Ana próbuje zrozumieć swego kochanka i zaakceptować to, że jest on inni niż normalni mężczyźni, jacy ją dotychczas otaczali. Zachwycona Greyem, podejmuje się być z nim za wszelką cenę. Nawet za cenę układu uwłaczającego jej godności. Ot i cała nieskomplikowana fabuła książki – wzajemne podchody wspomnianych dwojga, w przerwach seksualne ekscesy, potem znowu pytania, niejasności, niedopowiedzenia. Zapewne zamierzeniem E L James było napisanie powieści inicjacyjnej. Wyszła pornograficzna opowiastka zupełnie o niczym, bo naprawdę do niczego nie prowadzi czytanie każdej kolejnej z sześciuset stron.

Łudzę się, że te miliony kupujących po prostu rzucają książkę na półkę bez czytania, bo wszyscy wiedzą, że warto ją mieć. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to pokraczna historyjka miłosna, bez właściwości i charakteru. Bazuje na stereotypach, marnej znajomości tajników egzotycznego seksu; powiela fabularne schematy znane z innych podobnych powieści, ale przede wszystkim odpycha językiem prowincjonalnej pensjonarki piszącej pamiętniczek o wzlotach i upadkach okresu dorastania. Kolejne tomy przygód z Greyem zapewne sprzedawać się będą równie dobrze. Zanim to nastąpi, chciałbym zaapelować do rozsądku czytelników i prosić o opamiętanie się. Nie dajmy sobie wmawiać pisarkom takim jak E L James, że wystarczy nam dać tak niewiele, by nasycić ciekawość i zadośćuczynić gustom czytelniczym. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to przykład tego, w jaki sposób można ugrać dużo, niewiele się przy tym wysilając. Dwa zmarnowane wieczory i poczucie, że świat stanął na głowie, wielbiąc tego typu powieści.

Wydawnictwo Sonia Draga, 2012

  KUP KSIĄŻKĘ

73 komentarze:

Ale książka! pisze...

Ksiazka bez watpienia odniosla sukces marketingowy, natomiast literacko jest zwyklym sredniakiem :]

Pozdrawiam!

jusssi pisze...

Nie spodziewałam się u Ciebie recenzji tej właśnie książki, co Cię podkusiło, aby ją przeczytać? Ja się zabieram, bardzo powoli, ale doszłam do wniosku, że chcę się na własnej skórze przekonać o co cały ten harmider

Zapiekanka kulturalna pisze...

Miejmy nadzieję, że książka długo nie pożyje. I wraz z szumem skończy się jej popularność.

Z drugiej strony można by się zastanowić, co ta książka mówi o naszym społeczeństwie. Ktoś dla żartów nazwał ją porno dla babć i mamusiek. Czekam na jakiegoś socjologa, który wyjaśni, dlaczego gospodynie domowe na całym świecie masowo rzucają się na tę książkę. Marketing to jedno, ale musiała ona trafić w jakieś niezaspokojone do tej pory potrzeby.

Agnieszka Żak pisze...

Jestem pod wrażeniem, że z tak słabej książki wyszła całkiem niezła recenzja - choć mam wrażenie, że uwagi się powtarzają, ale to zapewne wina niewielkiej ilości sensownej treści do skomentowania.

Osobiście unikam tej książki jak ognia i irytuje mnie, że jest obecna właściwie wszędzie. Z nadzieją wyglądam tak silnej promocji jakiejś całkiem porządnej książki - nie od razu poziomu noblowskiego, ale czegoś sympatycznego.

Aga Żak

Anonimowy pisze...

Teraz juz wiem dlaczego spezedaja ja w norweskim supermarkecie:)

Lola`s clothes pisze...

Mam problem z tą książką, z jednej strony chciałabym przeczytać żeby przekonać się co jest warta/ albo niewarta a z drugiej po tych wszystkich negatywnych recenzjach trochę szkoda mi czasu

Jarosław Czechowicz pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Jarosław Czechowicz pisze...

Jusssi, chciałem wiedzieć, o co cały ten wielki szum medialny. I już wiem, że o nic.

Proszę sprawdzić na własnej skórze, oczach; poczuć bezsens tej książki - jeżeli ktoś, jak ja, chce stracić parę wieczorów.

Pozdrowienia dla wszystkich!

Anonimowy pisze...

Ciekawe, dlaczego komentującym na różnych forach wydaje się, że "gospodyni domowa" to jakiś wydzielony rodzaj czytelnika...

Magdalena pisze...

Eh, nie rozumiem argumentu "chcę się przekonać o co chodzi". Dzięki właśnie takim argumentom gnioty sprzedają się wspaniale, wydawnictwa będą teraz szukać następców i wydawać więcej gniotów. Wiadomo, za jakiś czas moda się skończy, ale te książki zajmą trochę miejsca i czasu, które w przeciwnym razie można by poświęcić na jakieś ciekawsze pozycje. Jeżeli kogoś zaintersuje książka, niech czyta; jeżeli kogoś nie interesuje, niech nie czyta, ale przypuszczam, że własnie wiele egzemplarzy sprzedaję się tylko dlatego, że ludzie chcą przeczytać, to co inni czytają, a to moim zdaniem nie sposób dobierania sobie lektur. Pożyczcie sobie książki od znajomych, albo kupcie zużyte kopie na allegro. Nie nabijajcie kasy tylko dlatego, że daliście się złapać na przynętę PRu.

Anonimowy pisze...

Magdalena, ale skąd wiesz skąd miały swój egzemplarz osoby, które się o książce wypowiadały? może właśnie kupiły używany albo pożyczyły? ja mam pożyczony od koleżanki, nie zamierzałam kupować, ale też nie lubię krytykować czegoś, czego przynajmniej nie spróbowałam poznać. Niestety, jestem na str. 139, i chyba nie zdzierżę dalej, Anastasia jest zbyt wielką idiotką ("Oddychaj, Anastasio, oddychaj", cytując jej ukochanego), zaś Grey nadętym sztywniakiem. Krótko mówiąc, nie polubiłam żadnego z bohaterów, a styl narracji jak dla mnie jest na poziomie opowiadań dla czytelniczek w piśmie "Claudia" albo wręcz "Dziewczyna". No i ten święty Barnaba doprowadza mnie do szału. Rzeczywiście szkoda czasu, nawet gdyby potraktować to jak czytadło. W zasadzie wydaje mi się, że tego nie powinno się w ogóle traktować jako literaturę, lecz raczej jako materiał do snucia prywatnych fantazji erotycznych, jeżeli ktoś akuratnie marzy o byciu Uległą lub Panem (ten Pan mnie bardzo śmieszy, wlaściwie nie wiem czemu). Pozdrawiam!

Miss Kitsch pisze...

Nawet w Biedronce leży grzecznie i czeka na gospodynie domowe :)

Magdalena pisze...

W odpowiedzi do komentarza z 11:41.
Rzeczywiście nie wiem czy wszyscy kupili, ale znam takie, które wydały kasę niepotrzebnie. Może powinnam była napisać to bardziej jako apel o rozsądek niż stwierdzenie faktu ;)
Pozdrawiam

Sol i Alien pisze...

Książka może i kiepska, ale recenzja rewelacyjna... :D Rozbawiła mnie do łez... :D
Pozdrówka ;)
Sol

Martyna Anna. pisze...

cóż, Coelho też próbował tworzyć o BDSM ;)

Anonimowy pisze...

Swietna recenzja.
Ksiazka juz po 2 stronach (przeczytalam w ksiegarni na probe) wydala mi sie niezjadliwa, dlatego ciesze sie z opisu na Pana blogu. Kilka lat temu przeczytalam z podobnych pobudek (aby sie przekonac) 'Kod Leonarda' Dana Browna. Doczytalam te ksiazke do konca w meczarniach nie wiedzac ile winy autora, ile tlumacza. Ale przeciez tlumaczenie ma byc wierne...
O ksiazce James opowiadala mi kolezanka, ktora zmeczyla calosc.
Mam swoja teorie na temat jej fenomenu. Poza tym, ze jest to fun fiction pani James zakochanej w 'Zmierzchu', '50 twarzy Greya' oferuje czytelniczkom dostep do porno pod fasada literatury. Najwidoczniej zapotrzebowanie jest ogromne, a rynek nie znalazl pisarzy z porzadnym warsztatem i wiedza, ktorzy pisaliby dla tej grupy czytelniczej.
Pozdrawiam,
smoltok

Vi pisze...

"nie ogarniam, Jezus Maria, nie ogarniam, nie" :)

czas-odnaleziony pisze...

Rewelacyjna recenzja, usmialam sie jak norka ;-)))))))).

(tez siegnelam po Greya, zeby sprawdzic, o co tyle szumu - oczywiscie nie kupowalam, bylam pierwsza z zapisanych w swojej bibliotece ;-)) )

A, no i nie bylam taka wytrwala, porzucilam po przeczytaniu ok. 1/3, poziom zenujacy.

Anonimowy pisze...

A ja przeczytałam całą w dwa wieczory. Wciągnęła mnie totalnie. Ale to pewnie dlatego że jestem gospodynią domową.
A tak pomijając "Greya", nie ma takiej książki która podobałaby się wszystkim bez wyjątku. Zawsze znajdą się zachwyceni i krytykanci. Wszystko zależy od indywidualnych preferencji. Jak kogoś kręci tematyka "Greya" to w pewnym momencie już nawet "kuźwa" i "święty barnaba" nie przeszkadzają.

Anonimowy pisze...

Dzieki tej ksiazce znalazlam tego bloga i juz bede go czytac. Dzieki! Co do recenzji ksiazki, to moze to wina tlumaczenia? ale jedna sie nie skusze na przeczytanie jej. Czy mozna prosic o recenzje najnowszej ksiazki Maslowskiej, jesli jeszcze nie bylo... Pozdrawiam autora bloga. Alina

Anonimowy pisze...

Jestem świeżo po lekturze tej książki. Uważam, że pod względem literackim jest bardzo, bardzo słaba (coś na poziomie Harrego Pottera), natomiast przeczytałam ją do końca...hmm...sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że dawno nie czytałam książki ze scenami erotycznymi, nigdy nie czytałam książki z tego typu scenami (BDSM). Rozumiem, że jeśli ktoś jest specjalistą z dziedziny seksu SM ta książka nie spełnia jego oczekiwań. Ja nie miałam z tym nigdy styczności i myślę, że większa ilość tego typu elementów lub ich większa zgodność z prawdą sprawiłyby, że przeciętny czytelni (taki jak ja) traktowałby tę książkę jako lekturę o dewiacji, a nie - lekturę erotyczną ( bo chyba taka miała być). Zgadzam się z Zapiekanką kulturalną, że najwyraźniej książka ta trafia w jakieś niezaspokojone potrzeby - potzreby czytelnicze, a może bardziej zapotrzebowanie na literaturę erotyczną, a nawet pornograficzną. Szczerze powiem, że język tej książki mnie razi, czasami nawet jest śmieszny (bohaterka w trakcie sceny erotycznej mówi "O, w mordę jeża") i jest porównymwalny do języka jakim pisane są harlequiny, róznica polega na tym, że w tej książce "scen" jest więcej i są "ostrzejsze", nawet niż w najgorętszych , czerwonych harlequinach. Moje wyzwanie od bardziej wymagających przeciętnych czytelnoczek- proszę o propozycje lektur lepszych, ale ze scenami erotycznymi. Ja mogę rozpocząć od Colette i jej cyklu o Klaudynie (który też zdaniem krytyków nie jest wysokich lotów, ale język sto razy lepszy od omawianego) - czytałam to jako nastolatka i wtedy zrobiło na mnie wrażenie pod względem scen erotycznych. Przychodzi mi do głowy jeszce "Lolita" Nabokova i "Kochanek Lady Chatterlay" D.H. Lawrence, ale tą ostatnią znam ją tylko "ze słyszenia".

Viv pisze...

1. Dwie bardzo znane autorki książek pornograficznych (jedna wyżej wspomniana i jedna z rodzimego podwórka) zaczynały, pisząc fanficki do "Zmierzchu". Wniosek nasuwa się sam - gdyby Meyer wrzuciła do cyklu o Edwardzie i Belli jedną erotyczną scenę, mielibyśmy dziś o kilka kiepskich książek mniej na rynku.

2. Zarówno Bella ze "Zmierzchu" jak i Ana są, jak to piszesz, papierowe, puste, szare, bezbarwne - najwyraźniej stworzenie pełnowymiarowej bohaterki nie jest jednak takie proste.

3. Oczekiwanie na podpisanie (lub nie) umowy przez pół książki przypomina oczekiwanie przez pół serii, czy bella da się zamienić w wampira. - Meyer powinna się poważnie zastanowić, czy nie oskarżyć James o plagiat (chciałabym być na sali rozpraw, kiedy zostaną odczytane fragmenty powieści jako dowód) :D

4. Zaczynam się bać, co zostanie wydane, kiedy równie utalentowane autorki fanficków do "Grey'a" zaczną publikować...

Anonimowy pisze...

Myślał by ktoś, że komentujący czytają wyłącznie rozintelektualizowane, natchnione czy stojące na bardzo wysokim poziomie literackim książki... Beznadzieja, szkoda czasu itp. a jednak przeczytały tę książkę setki osób. Napisana jest w sposób przyciągający czytelnika. Pomijam kwestię tematyki czy nieskomplikowanej fabuły, porno czy pseudo porno - teksty Any w stylu "o kuźwa" czy "w mordę jeża" jak dla mnie to przypominajka, że to nie lektura szkolna, nie epopeja narodowa i nie kamasutra tylko czyjaś fantazja i nie można jej traktować zbyt poważnie. Niewątpliwie książka wzbudza emocje i o to chodzi!

BUKA pisze...

Doskonała recenzja, nic dodać, nic ująć!

kruszyzna pisze...

Tak, ja też sięgnęłam po nią, bo chciałam wiedzieć, dlaczego cały świat sika po nogach ze szczęścia. Czytam właśnie. I chyba się napiję, bo na trzeźwo się nie da :)

Anonimowy pisze...

a czy ktoś może poleciś lepiej napisaną książkę o podobnej tematyce?

Anonimowy pisze...

Dobrze, że przeczytałam recenzję, bo przez moment myślałam o tej książce, zaciekawiło mnie to dlaczego tak o niej głośno. Jednak nie zamierzam marnować na nią czasu, skoro piszesz, że jest słaba i nie warto. A dlaczego ludzie po to sięgają? Myślę, że chodzi o tematykę czyli seks. Zauważyłam nawet wśród moich znajomych, których nigdy z książką w ręku nie spotkałam, że jak już coś czytają, to niestety coś takiego. Dlatego pewnie popularnością cieszyły się "11 minut" i tym podobne.

Anonimowy pisze...

Przewidzialam twoja opinie o tej ksiazce,uwazam ze jest skierowana do mlodych matek ,ktore siedza gdzies w parku z wypiekami na twarzy I z papierosem w rece,czytajac te proste slowka,wyprowadzajac (tak!wlasnie tak) swoje malenstwa na spacer w wozku.
Jaralam sie "Fanny Hill" wiec ta ksiazke uwazam za totalne dno.

Anonimowy pisze...

Tłumaczenie jest naprawdę słabe. Ja mam 30 lat na karku, ostatnio sięgnęłam po coś podobnego chyba 15 lat temu (raz) i nigdy nie myślałam, że sięgnę ponownie. Namówiła mnie koleżanka, a że byłam na zwolnieniu, postanowiłam spróbować. Przeczytałam połowę i nic. Przeczytałam drugą połowę i od razu musiałam przeczytać kolejną część. Nie wiem dlaczego. Jestem świadoma wszystkich wad tej książki. Nie jestem gospodynią domową ;-) Tak sobie chwilami myślę, że może chodzi o C.G. - nawet jeśli wiele kobiet się ze mną nie zgodzi, to on łączy w sobie wszyskie nieziemskie cechy idealnego mężczyzny. Jest diabelnie przystojny, zawsze chce i może ;-), inteligentny (osiągnął to wszystko w wieku 27 lat ;-)), filantrop, chojny, a jednocześnie zaborczy, zazdrosny, nadopiekuńczy. Z doświadczeniem, które sprawia, że wiele kobiet pewnie chce go ochronić, uleczyć, kochać... To brzmi strasznie, ale może coś w tym jest. W nieidealnym świecie, wspomnienie księcia z bajki (który nie jest tylko słodki, bo ma swoją mroczną przeszłośc, a ona przyciąga i intryguje) wywołała dziwną reakcję mas, szczególnie kobiet. /a do tego pikantne sceny, źle napisane, ale przecież czytając i tak każdy ma w głowie coś, co sam tworzy, w zależności od skali wyobraźni.

Aaaa. Nie rozumiem ;-)

Aga pisze...

Czytanie Twojej recki sprawiło mi więcej przyjemności niż samej "nieprzeciętnej" powieści.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z kazdym słowem, które napisalas, a najbardziej z tym, że to właśnie od skali naszej wyobraźni zależy w jakim stopni pochłonie nas ta powieść. Z tego co zdążylam zauważyć to większość kobiet zapomniala, że coś takiego jak wyobraźnia i fantazja istnieje, bo przecież najważniejsze jest zlapanie męża, urodzenie dzieci i stanie przy garach w kuchni, strasznie to ograniczajające. Kobiety obudzcie sie pomimo wszystko jest to nadal wasze zycie... Ta powiesc moze wam troszke rozjasniumysl i przypomni jakich mezczyzn pragnelysmy, pragniemy i nic tego nie zmieni ;-)

Anonimowy pisze...

Bardziej debilnej książki jeszcze nie przeczytałem. Być może dlatego że na co dzień poruszam się w zupełnie innych rejonach, a lista moich lektur jest daleko poza wszelkimi top listami z empiku. No ale postanowiłem raz "zaszaleć" i sprawdzić czym teraz ludzie się zachwycają. Cóż to był mój ostatni raz. Totalne dno. Papierowa wersja Polsatu - dla ociężałych umysłowo.

Cezary Rosiński pisze...

Szanowny Panie,

recenzja w pełni oddaje "głębię" książki, nie powiela jednak jej beznadziei, za co należą się gratulacje. Może i z pustego Salomon nie naleje, ale tutaj się udało.

Z jednym muszę się jednak nie zgodzić, pisze Pan, że w Greyu nie ma nic nadzwyczajnego, a jednak to mężczyzna, który - za sprawą swojego przedsiębiorstwa - chce ratować świat. Toż to rycerz na białym koniu, o czym taka Anastasia mogłaby jeszcze marzyć? Ano o tym, że gdy zdejmie zbroję urzeczywistni jej - na początku nieśmiałe i niesprecyzowane - erotyczne fascynacje. No i proszę!

Nie umniejszając niczego tej nowej kategorii czytelniczej jaką jest "gospodyni domowa" (choć przyznam, że to krzywdzące), ale czego chcieć więcej niż wszystkiego w jednym? A dodatkowo można pochwalić się sąsiadce, delikatnie się zarumieniwszy, o ekscesach takich i owakich.

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" to książka wybitna. Oczywiście tylko pod względem marketingowym. Trzeba zauważyć jednak, że w mig zaspokaja niewyszukane potrzeby czytelnicze. Bo o co chodzi w książkach, jak nie o to, by się przy nich trochę zarumienić?

Te puzzle są wycięte tak, żeby z uśmiechem na twarzy wydać na nie pieniądze, złożyć je z taką samą radością i nie przejmować się później, że dziwnie przypominają kwadraty i coś łatwo je złożyć w szarą całość.

Pozdrawiam serdecznie i gratuluję wspaniałego portalu.

Ośmielam się jednocześnie zaprosić do siebie: ztekstu.blogspot.com

Makartina pisze...

Nie przeczytałam całej, bo była tak durna jakich mało. Pożyczyłam, bo wśród znajomych nieczytanie jej zaczęło być passe. No cóż, dziwi mnie fakt, że tak wielu osobom, które znam, książka się spodobała.

Ambrose pisze...

Nie czytałem i nie zamierzam przeczytać, a recenzja tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu.

Może i nie powinno się krytykować pozycji, których się nie czytało, ale są po prostu gnioty, dające się rozpoznać na kilometr. I takim właśnie gniotem wg mnie jest prezentowana książka, więc absolutnie nie mam zamiaru marnować na nią czasu.

Gospodyni Domowa pisze...

Jestem przytoczoną wyżej "gospodynią domową" w wieku dosyć zaawansowanym i przeczytałam wszystkie trzy części.
Początkowo też dziwiłam się sukcesem czytelniczym tej pozycji. Było jednak w niej coś (mimo wszystkich wspomnianych braków), co sprawiało, że chciałam (a nie musiałam) czytać dalej. Ostatnia część, w moim odczuciu była zdecydowanie najlepsza, ale nie o tym ...

Powiem Wam, dlaczego tyle kobiet ją czyta i choć już słyszę głosy oburzonych, to od prawdy nie da się uciec. Może to i żałosne, ale fakty są takie, że mnóstwo kobiet jest nie spełnionych, czy to seksualnie, czy emocjonalnie. Pozostają samotne, bądź tkwią w toksycznych związkach, albo też nie mają w sobie odwagi by coś w swoim życiu zmienić. Christian Grey to uosobienie marzeń o mężczyźnie prawie idealnym, silnym, przystojnym, szaleńczo zakochanym, apodyktycznym, a jednocześnie czułym, delikatnym, opiekuńczym i do tego świetnym kochanku. W dzisiejszym świecie zniewieściałych facetów, taki wzorzec to marzenie. Marzenie moje i, jak widać nie tylko...

Oczywiście bajka jest tylko bajką, a życie toczy się dalej, ale nie odbierajcie prawa do marzeń "gospodyniom domowym". Niech każdy czyta, co chce, literaturę ambitną, bądź szmatławą. To indywidualny wybór, ale podobno żyjemy w wolnym świecie ...

Anonimowy pisze...

Brawo Gospodyni!!!
Powiedziałaś głośno to, co wielu myśli, a nie powie!!
Książka może i słaba...(kiepski ze mnie krytyk) jednak czyta się ją jednym tchem !!
Nie mam sprecyzowanego gustu literackiego....czytam różne gatunki...jeśli coś mnie zaciekawi...lub ktoś mi poleci- jak w tym przypadku...
Pierwsza część nie jest może zbyt wciągająca..(jak dla mnie za dużo opisów bzykanka)-odbierałam ją raczej jako historię dewianta..a nie porno, ale korci żeby przeczytać kolejny tom....Lepszy....ale najlepszy według mnie jest 3 !! Nareszcie jakaś akcja...
I choć niby nie jest o niczym....moja wyobraźnia szalała..hihi

Anonimowy pisze...

Trafny komentarz, prostota książki mnie przeraziła, ale dotrwałam do końca.

Anonimowy pisze...

Ciekawe, że najbardziej negatywne komentarze odnośnie tej książki wypisywane są przez osoby, które jej nie przeczytały. A akurat zapewniam przeczytanie jednego tomu nie zajmuje więcej niż jeden wieczór, chyba że się naprawdę wolno czyta.

Czytając listę komentarzy poczułam się jak za dawnych czasów w liceum, kiedy każdy wymądrzał się na temat lektury, a nikt jej nie przeczytał.
Recenzja jest ciekawie napisana. To świetny bryk, dla wszystkich którym nie chce się sięgnąć po powieść, a chcą brylować w towarzystwie chwaląc się, że mają własne zdanie.

Język powieści jest faktycznie słaby, ale tak naprawdę to CO Z TEGO???
Tej książki nie czyta się ze względu na jej walory literackie tylko ze względu na niespełnione marzenia i nie zaspokojone potrzeby.
Jest po prostu ekscytująca!
Nie tylko dla gospodyń domowych, chyba że to nowe określenie dla większości kobiet?
Proponuję zatem dodać do słownika wikipedia.
Gospodyni domowa: kobieta, która marzy o księciu na białym rumaku, która lubi co jakiś czytać baśnie (a nie tylko super poważne książki, bo przecież drodzy krytycy, nie wiecie co czyta na co dzień) i ma potrzeby, których większość mężczyzn nie jest w stanie zaspokoić i ona o tym wie, ale lubi sobie czasem pomarzyć.

Tak więc krytycy literaccy wymyślili w swoich licznych tekstach taką mniej więcej definicję dla dużej grupy czytelniczek, których nie potrafią ani ni chcą zrozumieć.

A apele żeby tej książki nie kupować? Błagam! To już kompletna żenada. Wydaję pieniądze na co chcę.

Po co wam taka potrzeba kontroli? Przeczytajcie może książkę, to dowiecie się od Chrisiana Greya z czego może ona wynikać!

:)

Piotrek099 pisze...

Mnie jakoś szczególnie nie dziwi popularność tego typu książek. Nie oszukujmy się, coś bardziej wymagającego nie odniesie większego sukcesu, nim nie powstanie szumnie promowana ekranizacja.
Za tę książkę akurat bym się nie wziął, lecz czytam często inne, pewnie równie jeśli nie mniej, "ambitne dzieła". Dlaczego? Bo można przy nich wyłączyć szare komórki.
To smutne, ale w dzisiejszych czasach coraz rzadziej chce nam się myśleć i nie bójmy się do tego przyznać. Na ambitną lekturę potrzeba więcej sił, a te współczesny Kowalski ma tylko w weekend.
P.S. Podziwiam, że doczytałeś do końca i pozdrawiam :)

BJ pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
BJ pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
BJ pisze...

Zgadzam się w 100% z recenzją. Po lekturze tego wątpliwej jakości "dzieła" miałem "weltschmerz" i dostałem alergii na kolejne "bestsellery" tej "autorki". Jak dla mnie takie "pozycje" degenerują rynek. (mój look na tą szmirę http://ksiegol.blogspot.com/2012/11/18-piecdziesiat-twarzy-greya-el-james.html)
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Kazdy ma swój gust, jednych zachwyca kolekcja Diora dla innych jest to kompletna szmira, Tak samo jest z tą książką , mi osobiście bardzo się podobały wszystkie 3 części. Opócz seksu znajduję się tam również chłopiec który przeżył bardzo ciężkie dzieciństwo i do tej pory nie wie jak ukierunkować się na miłość.Jest nim główny bohater ktoey w wieku 4 lat był np. przypalany papierosami, można odnaleźć coś bardziej dogłębnego w tej trylogi , oprócz seksu, Myślę że każdy odbiera to w stosunku do własnego ja.

Anonimowy pisze...

Przeczytałam wszystkie trzy części i muszę przyznać, że I część wciągnęła mnie bardzo, później te erotyczne sceny i dokładny ich opis zaczęły mnie już nudzić. Jednak jak już zaczęłam czytać owa trylogie postanowiłam dowiedzieć się jakie będzie zakończenie. Osobiście uważam, że jest to bajka dla dorosłych, świetna na wolne zimowe wieczory, oczywiście jak ktoś lubi takie bajki. Myślę, że jej popularność polega na tym, że podczas czytania uwalnia się nasza wyobraźnia, a Grey jest facetem prawie, że idealnym, a przede wszystkim nie osiągalnym. Jak wiadomo to czego mieć nie można jest bardziej atrakcyjne i pewnie nie jedna z pan podczas czytania tej książki marzyła sobie, że jest na miejscu Any. To taka odskocznia od realnego Świata, a pomarzyć piękna rzecz:) A do tych, którzy nie rozumieją popularności książki, no cóż gdyby każdemu podobało się to samo, to Świat byłby nudny. Z drugiej strony to może powinniśmy się cieszyć, że w dobie tej całej elektroniki, mimo wszystko ludzie w ogóle sięgają jeszcze po książki... Pozdrawiam serdecznie:)

Anonimowy pisze...

Może ta książka ,jest literacko zwykłym średniakiem ,ale dla gospodyni domowej, jest to miła odskocznia od rzeczywistości i codzienności .czytam rożne książki,i nigdy bym nie wybrała tego typu ,ale dostałam w prezencie,i super się czuję po przeczytaniu tej trylogii

Magda pisze...

Mnie ta książka wciągnęła. Jest lekka, fajnie się czyta a to, że jest jedną wielką fantazją co z tego. Wiele kobiet potrzebuje ucieczki od realnego życia w świat obrzydliwego bogactwa, erotyki z domieszką pornografii:)

paula pisze...

Przeczytałam jakieś 160 stron i nie mogłam więcej. Uważam, że ta książka to harlekin jakich mało. Słyszałam wiele pochlebnych opinii na temat 50 twarzy i w żaden sposób nie mogę zrozumieć, jak tak denna literatura może się komukolwiek podobać :)

agnieszka ziętek pisze...

przyznaję bez bicia, że poddałam się komercji i zabrałam się za tę książkę... z niesmakiem odłożyłam po przeczytaniu fragmentów... niesamowite, że ktoś to wydał i tak doskonale sprzedał

Iwona Żytkowiak pisze...

na swoim blogu (http://iwona-zytkowiak.blogspot.com/2013/02/piecdziesiat-twarzy-greya-czyli-o.html) pozwoliłam sobie "wyrazić" opinię na w/w temat. Po wrzuceniu linka na FB kamionowano mnie wielokroć

Angela P. pisze...

Cieszę się, że widzę tu recenzję tej książki, którą zaczęłam, aczkolwiek odrzuciłam w kąt z podobnymi przemyśleniami, jakie tutaj przeczytałam. Recenzja zdecydowanie lepsza niż sama książka. Gdzie tkwi fenomen? W gustach, których jest tyle ile grup docelowych. Akurat odbiorcy tej literatury są aż tak liczni i aż tak bogaci, że kupują, kupują, kupują:)

Kasia J. pisze...

Zapraszam do mnie i mojej recenzji :) http://kasiaapoleca.blogspot.com/

Dorota Sikorska pisze...

Książka zdecydowanie odniosła ogromny sukces i jak sama autorka w jednym z wywiadów wspomniała, że trafiła w czułe miejsca odbiorców, ostatecznie (jak tłumaczy James) w całym ferworze dnia, kupek prania i całego zlewu naczyń, która z Pań by nie chciała by tak na odmianę nią się ktoś zajął? Grey jest obrzydliwie bogaty, do tego nieziemsko przystojny i ma swój pokręcony styl życia, według mnie nie da się przejść obok tego obojętnie. No bo kto by nie chciał przynajmniej poznać takiego faceta? Według mnie sam pomysł na historię jest genialny, nie czytałam jeszcze książki tak hmm... wyzywającej i zapewne o to chodziło. Prawdę mówiąc na początku nie zwracałam na styl pisarski Pani James, bo jest łatwy, nie trzeba przy nim zbyt dużo myśleć, czasem zostanie rzucony jakieś skomplikowane słowo, które nie pasuje do całości ,ale w zaciekawieniu totalnie się o nim zapomina. Nie wiem jak odbierają to starsze kobiety, z doświadczeniem, ale młode osoby, bez żadnego bagażu doświadczeń erotycznych, pomimo niektórych nużących przerywników, chłoną książkę szybko. Mnie osobiście postać Anny Steel niezmiernie bawi, szczególnie jej 'o kuźwa!', 'święty Barnabo', czy opisy bogini, która robi salta, arabeski i jakieś inne wygibasy oraz jej podświadomości, która notorycznie chowa się za kanapą. Myślę, że sukcesem Pani James nie jest jej wyrafinowany styl pisarski, a historia, która sama w sobie jest dobra i pobudza te myśli, które na co dzień ukrywamy. Skłamałabym jeśli napisałabym ,że zdecydowanie nie polecam, bo ja się uzależniłam od tej książki i również sięgnęłam po 2 tom, 3 niestety mnie już zniechęcił, ale kiedyś, może ... kto wie. W każdym razie jak chciałam napisać, polecam tą książkę osobom, które chcą przeczytać coś lekko, ale zarazem szokującego. Zdecydowanie 50shades of grey jest książką przy której nie trzeba myśleć zbyt dużo. Ostrzegam, że można się od niej uzależnić, długo odrywałam się od postaci Christiana, ale to raczej kwestia osobista i preferencji. W każdym razie nie polecam jej osobom, które szukają dzieła sztuki, czegoś na bardzo wysokim poziomie,bo po prostu tego nie znajdą.

I chciałabym na koniec ustosunkować się do jednej z wypowiedzi, w której autor/autorka porównała 50shades of grey z harrym potterem. Zdecydowanie nie mogę się z tym zgodzić. Uważam, że J.K Rowling ma talent pisarski (te cudowny opisy postaci, jedzenia na stołach etc) i niezwykłą wyobraźnię i określenie jej dzieł słabymi jest przesadą. Jestem osobą, która wychowała się na Harrym Potterze i uważam, że gdyby taka książka nie zaistniała na rynku, wiele byśmy stracili. Aczkolwiek gdyby pomyśleć co by się stało gdyby 50shades of grey nie pojawiło się na rynku... sądzę , że wiele naszych umysłów byłoby spokojniejszych.

Pozdrawiam!

Chatson pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Chatson pisze...

Książka jest definitywnie skierowana do kobiet.

Pozdrawiam!

http://fantastykaa.blogspot.com/

4wnetrza pisze...

Teraz te same biedne niespełnione gospodynie domowe czekają na film - film :D

Kasia A. pisze...

Panie Jarku calkowicie sie zgadzam z kazdym slowem recencji....I wlasnie nie chce stracic tych kilku wieczorow na ta oto pozycje ksiazkowa...az wstyd, ze tak mam wyrobiona opinie po "nieczytaniu" tego "hitu":)
I tak tak -j akies badania w sferze socjologi bylyby prawdopodobnie odpowiedzia na to dlaczego ksiazka cieszyla sie I wciaz cieszy taka popularnoscia...:/ az strach sie bac...

Ewa Jabłko pisze...

cóz złego w czytaniu książek takich jak '50 twarzy Greya"?, w słuchaniu muzyki disco-polo lub w ubieraniu białych kozaczków do kozucha?
To może ranic gusta innych i tyle- tylko tyle.
Słabe książki były, są i będą - bo zawsze ktoś zechce je przeczytac, ale to nie zbrodnia przeciwko ludzkości , ale przeciwko dobremu smakowi.
A osoby, które wypowiadaja sie na temat książki, której nie czytały- zadziwiaja mnie swoją arogancją- jak w tym kawale o ornitologach- czy musza latac?.
Książka E.L. James to wg. mnie słabo napisany romans z dziwnymi scenami seksu,bo do BDSM trochę daleko.

frupel pisze...

Ta recenzja jest już mocno nieświeża ale była w linkach pod ręką, więc mi się kliknęło..
Według mnie fenomen tej książki nie polega wcale na walorach fabularnych, trafianiu w bajki o księciu i tego typu rzeczy. Chodzi o coś bardziej przyziemnego, autorka świadomie lub nie trafiła w pewną niszę. Niszą tą jest fakt, że mimo wyjścia w ostatnich latach potrzeb seksualnych kobiet 'z podziemia' nadal nie jest ona aż tak swobodnie manifestowana jak u mężczyzn. Kobietom, szczególnie tym nieco starszym niż 20 letnim nadal przychodzi ze skrępowaniem przyznanie się do tego, że po prostu mają ochotę na pornografię, nie tylko w towarzystwie ale nawet przed samymi sobą. Ta książka nie ma pobudzać wyobraźni innej niż seksualna, ma po prostu podniecać. Czytelniczki tej i wielu innych książek, które powstały na fali jej sukcesu czytają ją z wypiekami na twarzy i w kroku mając jednocześnie alibi - przecież to powieść, 'ze scenami', ale powieść.. ;)

Konstancja pisze...

trudno oddać lepiej prawdę o tej książce ... nie doczytałam do końca ... ba wcale nie czytałam natomiast włączyłam audiobooka na you tube by w czasie robienia kilometra szala dla pacholęcia zrozumieć "o co chodzi z tą falą zachwyconych Greyem" ... i wszystko jasne ... jak miliony ma nie kupić książki, w której opisuje się mniej lub bardziej jawne marzenia ... facet jest charyzmatyczny, przystojny, bogaty ... niedostępny i ciągnie się za nim jakaś mroczna tajemnica ... w dodatku półbóg w łożu z maleńką ;) dewiacją ale pamiętajmy nie uwłaczającą godności "uległej" bo to ona ustala granice ... no to jak nie jak tak :) chociaż przeczytać ... zapomniałabym ... moim zdaniem kropka nad "i" ... ONA ma to coś co pozwala jej go zmieniać !!! ... no bajka przecież :):):) ... tak czy inaczej moja wewnętrzna bogini wzieła i zdechła przy słuchaniu 6 rozdziału a i to pewnie tylko dlatego, że pilnie oczka liczyłam ;) ...

Monika M pisze...

czy ty wiesz czlowieku co piszesz?nie rozumiesz tej ksiazki bo czytajac ją kierowales sie tym ze to porno dla mamusiek! nie zrozumiales pewnych aspektów.Tego dlaczego Grey taki jest tego ze mial trudne dziecinstwo ...tego ze mial matke alkoholiczke ,tego ze jaka jedyna milosc poznal to w postaci przemocy i myslal ze tylko taka milosc istnieje.Nie bede dalej tlumaczyc bo i tak tego nie ogarniesz znawco ksiazek .

annamariajurek pisze...

Świetna recenzja niezaprzeczalnego gniota ;)

Patrycja Victoria pisze...

Mało czytam książek, ale jeśli już czytam to takie które mi się spodobają, przeczuwam to intuicyjnie..Są to przeważnie powieści z wątkiem miłosnym, coś o aniołach, demonach.

.Słyszałam wiele opinii na temat tej ``książki`` i zazwyczaj te pozytywne były od pustych i zwyczajnie płytkich osób, bo jeśli ktoś ma odrobinę rozumu to nie zrobi na nim wrażenia porno w wersji czytanej.
Natomiast pana opinia przekona mnie do tego, by nie tracić czasu na czytanie tego.

Fenomen tej książki jest taki, że osoby ktore nie mają jeszcze 18 lat mogą bez problemu sobie ją przeczytać a wiadomo, że im jest się młodszym to ciekawość w kwestii seksu wzrasta..Cóż, ta pseudo książka nie jest dobrym przykładem do tego, by nauczyć się coś o relacjach damsko- męskich.

Sama mam blisko 19 lat, ale tą książkę mogłabym wykorzystać jako papier toaletowy gdy ten właściwy się skończy bo tyle jest dla mnie warta jest jej treść. O przesłaniu nie wspomnę bo go brak..chyba że przesłanie jest skierowane do nastolatek, które nie mają dla siebie żadnego szacunku i nie czują wstydu..

Wio Letter pisze...

"Kopciuszek w krainie BDSM"- bardziej by pasowało na tytuł tej kiepściuchnej bajeczki. Ta książka to intelektualne dno i metr mułu. Pornusik dla licealistek i gospodyń domowych. Nie dałam rady przebrnąć przez to bagno. Utknęłam w 1/4 i żałowałam, że straciłam chyba z 3h. Naiwnie stwierdziłam, że pewnie film będzie atrakcyjniejszy i z wygranym podwójnym zaproszeniem podreptałam z moim Lubym na kinowe streszczenie. Niestety dopiero w połowie seansu grzecznie opuściliśmy salę kinową (wypchaną po brzegi osobnikami do 30tki). Luby stwierdził, że lepiej było sobie pooglądać coś na wyższym poziomie na red-, porn- czy innym hubie. Szkoda, że nasza młodzież (chyba nie tylko) intelektualnie ubożeje. Przecież to coś jest o niczym. Pissing literacki. Tylko niedojrzałe nastki mogą to łyknąć. Niestety motłoch ubrał Greya w nieistniejące piękne szaty i nie potrafi dostrzec, że cesarz Grey jest nagi. Pozdrawiam wszystkich, którzy wyśmiali gołą dupę Greya. WioLetter

Czaderos pisze...

Polecam zakupić całą trylogię w przystępnej cenie za ~70zł tutaj-> link, zwłaszcza zważywszy na fakt że kupując jeden tom płacimy około 35zł, zatem kupując moim sposobem można zaoszczędzić prawie 40zł.
Co do książki gorąco polecam mimo ostatniej fali krytyki, w mój gust wpasowała. Piszę to z konta męża, może mnie nie zabije :P

Sylwia P pisze...

"Nie dajmy sobie wmawiać pisarkom takim jak E L James, że wystarczy nam dać tak niewiele, by nasycić ciekawość i zadośćuczynić gustom czytelniczym."
To mówi wszystko,
Dziękuję:D

Agnieszka Naruszewicz pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Agnieszka Naruszewicz pisze...

Boże,zgadzam się w 100%, nic dodać, nic ująć

Capitano L pisze...

Nie czytałem tej książki, Pana jak zawsze znakomita recenzja utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że dobrze zrobiłem ;) Niemniej pozwolę sobie rzucić w pustkę pewne retoryczne pytanie: Quo vadis, literaturo? Quo vadis, do k***y nędzy? Dziękuję :)

Niebieski Stoliczek pisze...

Jest to najlepsza recenzja tej książki jaką zdarzyło mi się kiedykolwiek przeczytać. Blog prowadzony na bardzo wysokim poziomie. Będę tu zaglądać.

Matylda pisze...

Jest jesteś facetem i nie rozumiesz co kobiety odczuwają przez czytanie tej trylogii. Jestem świeżo po ostatnim tomie

Matylda pisze...

Sama przeczytałam wszystkie książki z tej trylogii. Pani James chciała przedstawić w tej książce poglądy seksualne mężczyzn na swiecie. Pokazuje że jak facet ma kupę kasy to może mieć każda kobieta i może jej robić co tylko robić. Taka jest prawda uwielbiam te trylogię i bardzo pragnę aby pojawiła się jeszcze jedna część z tej trylogii. Najbardziej mi się spodobała trzecia część bo dzieje się w niej najwięcej. Miesiąc po premierze filmu " 50 twarzy Greya " obejrzałam film i stwierdziłam ze lepiej jest przeczytać książkę niż oglądac i później krytykować coś.czego się dobrze nie zna. Nie mogę się doczekać się drugiej części filmu i porównać ja z ksiazka. Tyle mam do powiedzenia o tej trylogii. Podziwiam E L James ze poruszyła ten temat bo nie wszyscy wiedzą co się dzieje za zamkniętymi drzwiami sąsiada. Polecam wszystkim do przeczytania tej książki i pragnę więcej takich książek.
Pozdrawiam wszystkich którzy przeczytali i nie przeczytali tej książki i pozostałych tomów. Pozdro




Majka Proza pisze...

Wg mnie dokładnie przeczy temu co feministki i świat chce nam wmówić, że jesteśmy silne, mądre i mamy równouprawnienie i.tez możemy kierować firmami itd, książka pokazuje że baby chcą być zdominowane przez prostaka, który jest przystojny i bogaty, ale chory i prosty