
„Nie ma o czym mówić” jest zbiorem opowieści niespełnionych. Zbiorem, w którym nie liczy się finał opowiadanej historii, a sam proces jej opowiadania. U Szarejko „dziać się” oznacza „żyć”. Naznaczone frustracjami i osobistymi tragediami historie budują specyficzną językową wieżę Babel. Porozumienia między tymi, którym Szarejko oddaje głos nie ma, ale nie chodzi o porozumienie – wszak łączy ich wiele, ale tak naprawdę dzieli jeszcze więcej. W tych specyficznych narracjach prawdopodobnie chodzi o zaakcentowanie napięcia, jakie rodzi się pośród słów tak nieumiejętnie próbujących nazwać ludzkie przeżycia. Ludzie, którym autorka oddaje głos, to życiowi outsiderzy, a także ludzie zależni od innych. Nieprzypadkowo luźne historie zamieniają się potem w specyficzny raport z miejsca, w którym nieporadni podporządkowani są innym, a ich opiekunowie niekoniecznie dają poczucie pewności i bezpieczeństwa. Świat z „Nie ma o czym mówić” to pensjonat wiecznej udręki, w którym żyć nie sposób, ale poza który także wyjść się nie da. To opowieść o pułapkach, jakie zastawiamy sobie sami na siebie i o niemożności wydostania się z opresji. Jednocześnie to książka o tym, w jaki sposób można szukać drogi ucieczki. Większość bohaterów tego zbiorku bowiem to ludzie wędrujący i poszukujący. W tym znaczeniu zatem autorka opowiada o drodze do spełnienia, na której świat stawia coraz więcej przeszkód.
Marta Szarejko w swej debiutanckiej książce przemierza rozmaite przestrzenie. Bary, dworce, kawiarnie, ulice. W przestrzeniach tych rozgrywają się jej gry słowne. Bo „Nie ma o czym mówić” to także specyficzna układanka słów, kwestionujących wzajemnie swoje znaczenie i uzupełniających się. To słowa na wolności w świecie, w którym wolność jest tylko pozorna. Dzięki temu prozatorskie formy wypełniające książkę są jednocześnie w większości czymś na kształt poetyckich etiud. Przecież nie sztuką jest po prostu opowiadać, trzeba w tych opowieściach ukryć coś niepowtarzalnego. Z pewnością jeśli chodzi o debiut Marty Szarejko jest o czym mówić i mówić warto, bo to niezwykłe świadectwo tego, jak bardzo lojalna wobec życia może być proza i jak jednocześnie potrafi o tym życiu opowiadać w sposób symboliczny.
Wydawnictwo AMEA, 2010
KUP KSIĄŻKĘ
3 komentarze:
A to mnie zaciekawiłeś
mag
Marta nie umie tworzyć. Potrafi tylko odtwarzać.
To ciekawe, chyba znam autorkę (jeśli jest córką lekarza i historyka polskiej medycyny). Nie widziałam książki, poszukam i kupię.
Prześlij komentarz