Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-06-08

"Łowca larw" Amir Tadż-as-Sirr

Wydawca: Claroscuro

Data wydania: 26 maja 2015

Liczba stron: 206

Tłumacz: Agnieszka Piotrowska

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 33 zł

Tytuł recenzji: Zapiski na żółtym papierze

Amir Tadż-as-Sirr to sudański pisarz, a "Łowca larw" jest jedną z jego kilkunastu powieści. To rzecz o mistyfikacjach, systemie opresji, bolesnych paradoksach życia "na podsłuchu" i o bezwzględności reżimu pożerającego nie tylko swoich przeciwników, ale także tych, którzy mu służą. Groteska miesza się z grozą w opowieści o byłym agencie służb specjalnych decydującym się na napisanie powieści - bez żadnego warsztatu, bez doświadczenia. Wydaje mu się, że sprawa jest prosta. "Trochę realizmu i parę elementów wyobraźni - wyjdzie dobra literatura". Tadż-as-Sirr pokazuje brutalny realizm państwa budowanego na obserwacjach, donosach, systemach restrykcji i tłamszeniu wolności wypowiedzi. Niewiele może zdziałać wyobraźnia, kiedy wyrasta się z okrutnego świata, w którym wyobrażone są często winy, za jakie płacą wszyscy bez względu na swój status majątkowy czy pochodzenie.

"Łowca larw" to historia zapisków na żółtym papierze, który przez lata służył do tego, by donosić, i teraz nie zmieni swojej funkcji, choćby wyobrażenia jego właściciela miały moc przemiany. Jego samego, który podsłuchiwanie ma we krwi, ludzi wciąż odznacza inicjałami, latami uczył się zabijać emocje i dzisiaj chce się zbliżyć do innych, choć nadal pozbawiony jest elementarnej bodaj empatii, dzięki której mógłby zrozumieć myśli i poglądy obserwowanych. Abdallah marzy o czymś, co oderwie go od marazmu emerytury i myśli o okaleczonym ciele. To jedyny realny ślad po dawnej działalności. Spryt i wyczulenie zmysłu obserwacyjnego mają go zaprowadzić na trop fabuły, która zbuduje jego pierwszą powieść. Problem polega na tym, że fikcja literacka w świadomości byłego agenta wciąż miesza się z tropami prowadzącymi do podejrzanych. W jaki sposób napisać powieść, odcinając się od dotychczasowych nawyków? Czy istnieje możliwość pogodzenia kurczowego trzymania się przyzwyczajeń z kompulsywnym poszukiwaniem nowych bodźców i doświadczeń? Wszystko i tak skryte jest w mroku opresyjnego państwa, które wszystko widzi, wszystko analizuje, wyciąga konsekwencje i z maniakalnym uporem tropi każdy przejaw samostanowienia w życiu.

Bohater Tadż-as-Sirra chce tego samostanowienia i mocno wierzy w to, że się mu uda. Problem w tym, że jakakolwiek zmiana musi być zainicjowana przez ludzką działalność wokół Abdallaha. Mężczyzna podejmuje się obserwacji miejsc, które do tej pory zupełnie go nie interesowały. Chce podejrzeć i podsłuchać, jak w jego państwie wygląda życie intelektualne, gdzie rodzi się kultura i jakie są jej przejawy. Księgarnia, kawiarnia czy teatr - to miejsca, na które trzeba teraz spojrzeć z innej perspektywy. Trzeba również przeczytać choć jedną powieść, której fragmentaryczna percepcja wpędza w stan jeszcze większego chaosu niż przed lekturą.

Portretowany świat sudańskich intelektualistów wydaje się jednak miałki. Coś tu nie pasuje, nie można się w tym odnaleźć. Uważne przyglądanie się zadufanemu w sobie pisarzowi czy niespełnionemu aktorowi nie daje większej satysfakcji. Jest w nich coś, czego brakuje podglądającemu. Oni tkwią bardzo silnie w świecie własnych przekonań i idei, a Abdallah Harfasz musi te przekonania sobie wyrobić. Tymczasem mentalność jest wciąż ta sama. Trudno ustanowić czytelną granicę między zbieraniem materiałów do napisania powieści a zwykłym szpiclowaniem, od którego nie można się uwolnić.

Tadż-as-Sirr przedstawia proces pisania w oparciu o rytuały i zwyczaje, którym podporządkowują się zarówno pisarz, jak i jego otoczenie. Ta narracja dyskretnie zaznacza sposób, w jaki do głosu dochodzi wewnętrzna potrzeba pisania. Dla Harfasza to poszukiwanie wciąż nowych pomysłów, które niczym larwy owadzie mogą okazać się trefne i zabić literaturę już w pierwszym etapie jej powstawania. "Łowca larw" jest historią obserwowania procesu, do jakiego nie ma dostępu z kilku różnych powodów. Opisuje frustracje przeradzające się w jakiś szalony imperatyw, od spełnienia którego ma zależeć szczęście. Ale czy w świecie Tadż-as-Sirra jest miejsce na poczucie prawdziwego szczęścia i na cieszenie się wolnością twórczą, wolnością tak w ogóle?

Ta książka opowiada o niemożności stworzenia fikcji literackiej, kiedy tkwi się całym sobą w morderczym procederze odpowiedzialnym za różnego rodzaju eliminacje ze świata rzeczywistego. Pod pręgierzem znajdzie się nie tylko nieudolny Abdallah, ale przede wszystkim środowisko artystyczne kraju, w którym jedynym przejawem wolnej woli jest możliwość doniesienia na hipotetycznego wroga. Język tej powieści w swej groteskowości jest dość drapieżny i prowokujący. Nie ma możliwości ulokowania sympatii w którymkolwiek z bohaterów. Nie da się także w pełni oddzielić rzeczywistości od wyobraźni. A wyobrażenia o tym, co się dzieje i co może się stać, czynią z "Łowcy larw" dość upiorną narrację z wyraźnym bezkompromisowym przekazem.

Tadż-as-Sirr zadaje także pytanie o to, czy prawdziwa literatura ma być odwzorowaniem świata czy też całkowitą fantazją na jego temat. Książki traktowane są jako źródło zła, a dla piszących stanowią punkt odniesienia na mapie mentalnych rojeń o świecie, który można naprawdę wymyślić, bez związku z tym, co się widzi i czuje. Opresyjny system władzy niszczy jednak każdą możliwą aktywność twórczą człowieka. Nie dopuszcza do głosu fabuł, bo fragmentaryzuje codzienność naznaczoną strachem i niepewnością tego, co można, a co wypada powiedzieć lub pomyśleć.

"Łowca larw" to niepokojąca i dwuznaczna proza, w której stale czujemy się obserwowani, bo sam narrator wzbudza ambiwalentne uczucia, jest niespokojny i niepewny własnych działań. Widać wyraźnie, że jakakolwiek forma zmiany czy kontestacji ustalonego porządku spotyka się z agresywną reakcją reżimu. Tego reżimu, od którego nie można mentalnie uciec. Dla tych, co podejmują takie próby - szpital psychiatryczny, więzienie lub cmentarz. Duszna atmosfera nieudolnych poszukiwań nowych środków wyrazu siebie idzie u Tadż-as-Sirra w parze z bezradnością, zagubieniem i złowrogimi podszeptami sumienia, którego nie można uwolnić od przemocy naznaczającej tak wiele miejsc i na tak wiele sposobów. To także książka o samotności, którą trudno znieść, gdy do czegoś się nie przynależy. Nawet do państwa, które przywiązuje strachem i wspomnianą wyżej przemocą.

Brak komentarzy: